Waning: „Jeśli wysmarowalibyśmy się krwią, nabazgrali corpse painty, przykrylibyśmy się gwoździami, podążylibyśmy za stadem.”

Jako, że sierpień jest miesiącem trzeźwości to mam w związku z tym więcej czasu. Jako, że mam więcej czasu postanowiłem spożytkować go na przeprowadzenie wywiadu z Robertem Johanssonem – wokalistą szwedzkiego Waning, kapeli która robi na mnie ogromne wrażenie już od jakiego czasu, a ich debiutancki krążek „Population Control” jest jedną z najlepszych płyt zeszłego roku.

Oracle: Hail! O Waszym albumie napisałem mniej więcej tak: „To celne i inteligentne obnażenie wad społeczeństwa, opisane za pomocą muzyki, słów i atmosfery…” – czy to był Wasz cel, gdy pisaliście materiał na „Population Control”.

Robert: Witam! Z tej strony Robert z Waning, zaś odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: tak.

O.: Ok., to się cieszę, że się zgadzasz. Waning to całkiem młoda kapela, ale Wy żółtodziobami nie jesteście. Powiedz nam coś proszę o Waszych wcześniejszych zespołach. Jak duże znaczenie mają one dla tego, co robicie obecnie w Waning?

R.: Masz rację, wszyscy byliśmy zaangażowani w pewne zespoły. Było ich tak wiele, że właściwie mówienie o nich wszystkich spowodowałoby, iż czytanie tego wywiadu byłoby męczące. Jednakże na Waning jako zespół żadne z nich nie miał wpływy jako takiego, tutaj robimy wszystko inaczej niż robiliśmy to w pozostałych zespołach. A kluczem jest tutaj myśl. Na przykład, jest to moje osobiste doświadczenie, patrząc na te dni, w których pisaliśmy utwory po prostu wzięliśmy kilka nieźle brzmiących riffów, złożyliśmy je do kupy, tak by dobrze się ich słuchało i voilla! – mamy utwór. W Waning wszystko jest pisane tak, by pasowało do siebie, co oznacza, że nie piszemy fajnych riffów dla samego pisania, a jedynie stuff, który nada utworowi znaczenia. Właściwie, jeśli weźmiemy samą linię gitarową i posłuchamy jej, wówczas zazwyczaj brzmi to jak gówno. Tylko z tego powodu, że muzyka pisana jest jako całość, a nie jako osobne fajne riffy zebrane razem, każda sekunda każdego utworu Waning jest wpierw napisana, później odsłuchana i przeanalizowana, w wielu też wypadkach przearanżowana, aż w końcu coś z tego wyjdzie, aż w końcu sami będziemy czuć, że jest to najlepsze, co możemy zrobić z daną piosenką czy jej fragmentem. To samo można powiedzieć o tekstach, znaczenie które się za nimi kryje jest o wiele ważniejsze, niż to by brzmiały one „fajnie”. Osobiście, lata spędzone w innych zespołach przygotowały nas na doświadczenia i kontakty, które później wykorzystaliśmy w Waning.

O.: A jak powinniśmy rozumieć Waszą nazwę? Waning, po polsku „zanik”, czy w związku z tym daleko będę od prawdy, jeśli zapytam, czy chodzi o załamanie się relacji międzyludzkich? Jeśli trafiłem, to w takim razie czy aprobujesz taki stan rzeczy, czy raczej się go obawiasz?

R.: Tak, to jest generalnie idea, która się za tym kryje. Cóż, nie powiedziałbym jednak, że aprobujemy czy też nie taki stan rzeczy, ani też że się nim przejmujemy czy obawiamy, chodzi nam raczej o cyniczną obserwację ludzkości. W idealnym świecie ludzie winni być wolnymi, myślącymi, inteligentnymi indywidualnościami. Ale zamiast ludzi dążących do tego, w zwiększającym się tempie powracamy do stadnej mentalności i nawet jeśli ludzie od urodzenia starają się być osobami myślącymi to samodzielne myślenie kończy się tam, gdzie zaczyna się stado. Jest to coś bardzo prawdziwego, z czym każdy się styka i wszyscy są z tym związani.

O.: No tak, trudno się nie zgodzić. A teraz coś o muzyce. Mówiąc zwięźle – kurwa, miażdżycie! Ale mam jedno ale: we fleyerze można przeczytać, że gracie „szwedzki black metal”. Wiesz, jak czytam coś takiego to od razu kojarzy mi się granie pod Marduk, Setherial czy Dark Funeral, a Waning przecież różni się od tych kapel diametralnie. Czy w związku z tym Wy również tak określacie swoją muzykę? Bo dla mnie taka prosta do zaszufladkowania to ona wcale nie jest. Na przyład, poza black metalem słychać to trochę death metalu…

R.: Dziękuję, zrobiliśmy co w naszej mocy. Hehe, tak – szufladkowanie jest wkurwiające, zaś label stwierdził, że gramy szwedzki black metal z tego powodu, a przynajmniej tak mi się wydaje, że ostatecznie jesteśmy Szwedami. [to bardzo głupio z ich strony, nikt nie mówi że na przykład Furia gra polski black metal, a Inferno czeski black metal – [przyp. Oracle]. Tak więc z ich punktu widzenia, nie chodziło tu o określanie muzyki, a raczej o ulokowanie. Niektórzy nazywają nas jako społecznie realistycznym black metalem, w czym właściwie jest więcej prawdy, a także eksperymentalnym black metalem czy nawet depresyjnym black metalem, co jest raczej dziwne biorąc pod uwagę fakt, że teksty autorstwa tak mojego jak i perkusisty Salles’a nie są ani trochę depresyjne. Nie mogę też powiedzieć, że sami mamy jakiekolwiek pojęcie do jakiego gatunku moglibyśmy się sami przyporządkować, raczej że sami zdecydowaliśmy się określać naszą muzykę jako black metal, a nie na przykład progressive dark music, co pewnie byłoby o wiele bardziej odpowiadające prawdzie, ale z drugiej strony wielce kłopotliwe dla osób, które jej nie słyszały. Powodem, dla którego określamy ją jako black metal była raczej chęć dania słuchaczowi możliwości zorientowania się mniej więcej o co chodzi.

O.: Bo mniej więcej jest to black metal, hehe. Ale poczekaj, kadzimy dalej – Wasz sound również jest świetny, myślę, że jesteście zadowoleni z tego co osiągnęliście na „Population Control”? Jednak przeglądając booklet nie znalazłem żadnych informacji na temat sesji nagraniowej, mógłbyś więc powiedzieć o tym gdzie zarejestrowaliście ten krążek, z kim i tak dalej?

R.: Tak, jesteśmy szczęśliwi, że tak wygląda rezultat. Naszym następnym celem jest przebicie tego albumu. Powodem, dla którego w booklecie nie ma żadnych informacji jest to, że wszystko zrobiliśmy sami, całą muzykę i wokale, z wyjątkiem perkusji, nagraliśmy w naszych domowych studiach, gdzie Anders był inżynierem, zaś wokalami zajął się Ronny. Perkusja została nagrana w naszej sali prób, również pod okiem Andersa. Tak więc nikt poza członkami Waning nie był zaangażowany w nagrywanie tego krążka.

O.: Zosie – samosie czyli…Na waszym debiucie większość kawałków jest raczej długa, najkrótsze mają około pięciu minut. Ale „Population Control” nie nudzi, nie ma tam czasozapychaczy napisanych tylko po to, by wydłużyć czas trwania albumu. Jednym słowem – stworzyliście świetną atmosferę, która wciąga słuchacza, zdajecie sobie z tego sprawę?

R.: Tak, cóż, dlaczegóż mielibyśmy kończyć jakiś utwór po trzech minutach i kilkunastu sekundach tylko dlatego, że tego oczekujesz? Czas trwania utworów nie interesował nas ani trochę, jedyną rzeczą, która miała dla nas znaczenie była jakość, więc jeśli po pięciu minutach wciąż „ją” czuliśmy, ciągnęliśmy to dalej.

O.: Muzyka Waning raz jest dość spokojna, atmosferyczna rzekłbym, by za chwilę zmienić się w black metalową nawałnicę, bardzo agresywną i nienawistną. Czy to Wasz sposób na komponowanie?

R.: Nie, właściwie to nie. Te piosenki potrzebowały po prostu takiego wybuchu agresji i jest to jedyny powód, dlaczego są właśnie tak skomponowane. Ale w rzeczy samej, sprawia to, iż album jest niezaprzeczalnie o wiele bardziej interesujący.

O.: Innym przymiotnikiem, który dobrze opisuje Waszą muzykę jest słowo „mizantropijny”. Kreujecie takie właśnie poczucie o wiele lepiej niż gro zespołów, określających swą muzykę jako misantrophic black metal czy coś w tym rodzaju. Waning pokazuje, że mizantropia w muzyce nie polega na kiepskim brzmieniu, głupim corpse paint’cie czy fotce strzelonej w lesie, ale głównie na atmosferze połączonej z niegłupimi tekstami i dobrą muzyką, nie sądzisz?

R.: To prawda, ja sam zazwyczaj myślę o tym jako o zimnym i cynicznym, ale mizantropia jest również trafna. Jak już nadmieniłem przed chwilą, wszystkie utwory były pisane jako całość i jeśli mieliśmy już jakieś teksty, potrzebowaliśmy też odpowiedniej do nich muzyki i vice versa.

O.: W utworze „Population Control” w pewnym momencie pojawia się kobiecy głos, który mówi „Jesus is watching”. Czy to jest właśnie ta kontrola populacji, o której śpiewacie? Myślisz, że religia jest właśnie takim narzędziem kontroli ludzkości? A może tylko jednym z wielu narzędzi?

R.: Jest jednym z wielu narzędzi, a zarazem jest doskonałym przykładem mentalności stadnej.

O.: Szkoda, że nie uzasadniłeś odpowiedzi, a nuż dziatwa wzięła by sobie to do serca i porzuciła dotychczasowe wierzenia, hehe…To powiedz w takim razie, jak doszło do złapania przez Was kontraktu z Eerie Art. Records? Czy Kjold przedstawił Wam najlepszą propozycję, czy może było on pierwszym, który zainteresował się Waning (albo jedynym), czy może jeszcze jakieś inne czynniki miały na to wpływ? Na moje oko to jest bardzo silny, ale podziemny label.

R.: Cóż, dostaliśmy kilka ofert równocześnie, ale to propozycja Eerie Art. Records trafiała do nas najbardziej. Wzięliśmy też pod uwagę jakie kapele znajdują się lub też znajdowały się w ich stajni.

O.: Widziałem fotki Waning i zauważyłem, że nie nosicie corpse paint’ów, gwoździ i reszty gówna ściśle powiązanego z black metalem. Dlaczego zdecydowaliście się kroczyć tą drogą? Może te wszystkie gówniane black metalowe nastolatki irytują Was i w ten sposób chcecie się od nich odróżnić?

R.: Haha, jesteśmy starzy, otóż dlaczego. Nie, haha, no dobra właściwie jesteśmy, ale to nie ma akurat z tym nic wspólnego. Chodzi mi o to, że nawet kiedy mówiłem o jedności naszych kawałków, cały czas zwracałem uwagę, że Waning to zbiór indywidualności. Jeśli wysmarowalibyśmy się krwią, nabazgrali corpse painty, przykrylibyśmy się gwoździami, podążylibyśmy za stadem. Patrząc więc na to, nasz brak image’u jest naszym imagem. Ponad wszystko to nasza muzyka jest najważniejsza, a nie nasz wygląd.

O.: No tak, zgadzam się. Zwłaszcza, że Waning dla mnie jest świeżym oddechem black metalowej sceny, bo takie albumy jak właśnie „Population Control” są dla niej czynnikiem rozwojowym. Właśnie – jak uważasz, w którym kierunku pójdzie scena black metalowa? Czy jest na niej jeszcze coś nowego do zrobienia, czy może już napotkała na mur, a zespołom pozostało już tylko odgrywanie starych pomysłów, bez żadnych nowych idei?

R.: Black metal jako gatunek ma nieograniczone możliwości rozwoju, co mam nadzieję udało się nam poniekąd udowodnić. Myślę, że ortodoksyjny black metal jest jego najważniejszą częścią, jego esencją i to nie powinno ulec zmianie, ale z drugiej strony nie powinno być tutaj też jakichś innych ograniczeń co do gatunku. Już teraz możesz zobaczyć, że niektóre jego gałęzie ewoluują z tej standardowej formy gatunkowej, zwłaszcza tam gdzie kapele sięgają po coraz to więcej i więcej wolności w muzyce. Postrock, progressive czy nawet poprock – wszystko to możesz dziś usłyszeć u niektórych kapel, a są to elementy, które były w mniejszym czy większym stopniem tematem „tabu” dziesięć czy piętnaście lat temu.

O.: I znowu musimy się zgodzić, panie kolego. Nie lubicie społeczeństwa, nieprawdaż? Skąd ta awersja do ludzi? Wszak Szwecja nie jest jakimś przeludnionym państwem, poza tym zawsze wydawała mi się być bardziej cywilizowana od Polski…

R.: Ja nie mam problemów ze społeczeństwem jako konceptem, lecz z tym, jak działają i jak postępują ludzie. Jak już mówiłem, to stadna mentalność jest problemem i nie ma znaczenia, w jakim miejscu na globie się znajdujesz. Tak długo jak ludzie będą naśladowcami, tak długo też nie będzie ważne za czym będą podążać. To może być religia, partia, właściwie to wszystko. Dana osoba zatraca wtedy umiejętność krytycznego myślenia i staję się tylko częścią stada.

O.: No dobra, ale widziałem Wasz profil MySpace – jak to możliwe w takim razie, że osoby poruszające w tekstach tematy mizantropii i tym podobnych, mają ponad 1500 przyjaciół, hehe? Jak rozumiem nie jesteście przeciwnikami tego profilu?

R.: Haha, dobre. Po pierwsze, byliśmy przeciwni tworzenia tam swojej strony, bo sam jej wygląd jest okropny. Ale jednak zrobiliśmy to głównie z powodu chęci rozprzestrzenienia naszej muzyki dla nas i między naszymi przyjaciółmi. Tak jakoś wyszło, że Eerie Art. znalazło nas właśnie na MySpace. No i w końcu potrzebowaliśmy czegoś co stworzyło społeczeństwo, by dotrzeć do każdej beznadziejnej malutkiej duszyczki. Teraz to właśnie MySpace jest takim narzędziem.

O.: Trochę na około to wytłumaczyłeś, hehe. Szwecja ma ogromną scenę metalową, którą jak mniemam interesujecie się od dłuższego czasu. Czy jako część tej sceny uważacie, iż istnieją na niej jakieś niedocenione, jak i przecenione zespoły? Czy myślisz, że Waning jest mocnym punktem na metalowej mapie Szwecji?

R.: Taa, mamy olbrzymią scenę i powiem Ci, że jest to zarówno przekleństwo jak i błogosławieństwo, bo jej duży rozmiar oferuje olbrzymią różnorodność. Powoduje to też jednakże trudność dla zespołów, które nie zawsze mogą zwrócić na siebie uwagę czy zostać odkrytymi, ponadto wszyscy stajemy się podobni po tych wszystkich latach spędzonych w tych wszystkich bandach. No i tak – istnieją u nas niedocenione lub zgoła przecenione kapele, tak jak w każdym innym miejscu na Ziemi. I ponownie tak – chcę myśleć, że tworzymy uznaną markę na szwedzkiej scenie i taką też mamy zamiar pozostać!

O.: Okej, to było ostatnie pytanie – dzięki za wywiad i wszystkiego dobrego dla Waning!

R.: Dzięki za zainteresowanie!

Autor

10982 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *