Vreid: „…często słuchamy dobrego elektro…”

Vreid poznałem dość dawno, gdy szukając jakiejś muzyki na siłkę trafiłem na ich album „I Krig”, który już od pierwszego kawałka wyrwał mnie z butów. Kiedy zatem światło dzienne ujrzał najnowszy płyt, „Lifehunger” zdecydowałem, że warto byłoby namówić ich na krótką rozmowę. Ku mojemu zaskoczeniu, mimo iż za rogiem czaiła się kolejna trasa, odpisali, a o tym, która Sepultura jest lepsza, czy Perturbator jest dobry oraz o pozostałych kwestiach opowiadał perkusista,Jørn „Steingrim” Holen.

B: Czy uważacie, że śmierć to ostateczny koniec?

S: Nie.

B: Zacząłem od takiego pytania, gdyż w Waszym przypadku śmierć była początkiem. Tragiczna śmierć Valfara, która przyczyniła się do końca Windrir dała życie czemuś nowemu, co trwa już dobre 15 lat. Nie czujecie jeszcze zmęczenia graniem?

S: Przeciwnie, obecnie jesteśmy zmotywowani, jak nigdy przedtem.

B: Warto zauważyć, że przez te wszystkie lata Vreid przeszedł tylko jedną zmianę w składzie (wyłączając składy koncertowe). Pomijając to, jest bardzo stabilnie. Mało który zespół może pochwalić się czymś takim grając przez tyle lat.

S: Mamy to szczęście, że znamy się wszyscy od dziecka. Nie jest to więc randomowa zbieranina muzyków bawiących się w „kapelę”, ale coś dużo bardziej długotrwałego. Myślę, że to w pełni wyjaśnia kwestię stałości składu.

B: Przy okazji, utrzymujecie wciąż kontakt z Ese?

S: Jeszcze jak. Często rozmawiamy w tygodniu, a także dołączył do nas ze swoją kapelą, Slegest, podczas naszej trasy po Europie w grudniu.

B: Jak już koncerty, to trzeba wskazać, że jesteście bardzo aktywni scenicznie. Ponad 500 koncertów, jak dotychczas, to sroga liczba. Czy z tych wszystkich da radę wybrać ten jeden, ulubiony?

S: Niemożliwym jest wybranie tylko jednego, choć duże festiwale są spoko. Ale jeśli miałbym się zdecydować na ten szczególny, to będzie to Wacken w 2011 r.

B: Przed Wami jeszcze sztuka w Meksyku. Są jeszcze jakieś kraje, gdzie chielibyście zagrać?

S: Zajebiście byłoby zrobić trasę po Południowej albo Środkowej Ameryce. Australia też by była spoko.

B: Nowy album, nowy wydawca. „Solverv” zostało wydane przez Indie Records, ale już „Lifehunger” bluźni pod sztandarem Season of Mist. Co było przyczyną takiej zmiany i jak doszło do współpracy z nowym wydawcą?

S: Potrzebowaliśmy zmiany i omawialiśmy różne opcje. Nie mamy nic do Indie, ale Season of Mist zaoferowało lepsze warunki, na które przystaliśmy. To była decyzja na zasadzie „teraz albo nigdy”.

B: Interesującym jest, że słuchając „Solverv” ma się poczucie ciepła jesieni z przeświadczeniem powrotu do cyklu życia, zaś „Lifehunger” jawi się, jako bezlitosna zima oraz nieuchronna śmierć.

S: Dość ciekawe spostrzeżenie i przyznaję, że całkowicie się z nim zgadzam.

B: W jednym z Waszych kawałków, na nowym albumie, „Hello Darkness” można usłyszeć Addiego z Solstafir. Kto wpadł na pomysł, by go zaprosić do współpracy?

S: Zawsze lubiliśmy swoiste „udziwnienia” w niektórych kawałkach lub ich częściach, jak choćby więcej instrumentalnych utworów na poprzednich albumach. Powstanie tego kawałka nie było więc jakąś niespodzianką. Dodatkowo wszyscy lubimy muzykę z lat 70-tych, a to w tym wypadku znalazło odzwierciedlenie utworze. Addiego znamy od dość dawna i czasem się spotykamy. Chcieliśmy nadać nieco innego sznytu wokalom, a tak się złożyło, że Sólstafir grał w Oslo, gdy akurat byliśmy w studiu. Porwaliśmy więc Addiego i spędziliśmy kilka godzin dokańczając kawałek.

B: Na „Lifehunger” skorzystaliście także z fragmentów poezji Knuta Hamsuna, która posłużyła również za inspirację do kawałka „One Hundred Years”. Skąd wziął się ten zamysł?

S: Jego słowa, jak również wielu innych twórców, inspirowały nas od dawna. Zaś z poezji Hamsuna korzystaliśmy także na naszych innych albumach.

B: Mówi się, że blackmetalowe teledyski ssą potężnie, ale Wasze klipy temu przeczą. Co przykuwa moją uwagę, to ujęcia przyrody w nich, które pięknie korelują z muzyką. Szczególnie „Solverv” zachwyca ujęciami norweskiego krajobrazu.

S: Dzięki! Takich widoków jest w Norwegii dostatek, zaś większość ujęć w naszych klipach była filmowana w okolicach naszego domu, w którym dorastaliśmy. Obecnie mieszkam w Oslo, ale za każdy razem, gdy odwiedzam rodziców w Sogndal, jestem zachwycony tamtejszą scenerią – obecnie chyba nawet bardziej, niż kiedyś.

B: Na Waszym profilu podzieliście się również filmikiem z eksluzywnej sesji nagraniowej do kawałka „Jarnbyrd”. Ten zaś, jak wiemy, solidnie kopie dupska, zatem można założyć, że dołożono wystarczającą ilość krowiego dzwonka, który eksplorował przestrzeń studia nagrań?

S: Krowiego dzwonka nigdy za wiele – proste.

B: Własnie, Facebook. Jesteście na nim bardzo aktywni, Ba! Nierzadko bardziej niż niejedna młodsza kapela.

S: Staramy się dzięki niemu jak najwięcej udzielać osobiście i wchodzić w interakcję zarówno z naszymi fanami, jak i znajomymi

B: Przeszukując interenty natknąłem się na setlistę inspiracji na Spotify ułożoną przez Hvalla i muszę przyznać, że to całkiem dobry dobór kawałków. Obok klasyków absolutnych (KISS, Black Sabbath, Alice Cooper), jest również black metal oraz, ku mojemu zaskoczeniu, Perturbator. Eksplorujecie obszary muzyki elektronicznej, czy raczej odsłuchy ograniczają się tylko do tego wykonawcy? No i potężne propsy za wrzucenie na playlistę „At the heart of winter” Immortala, które to wielbię bezgranicznie.

S: Owszem, często słuchamy dobrego elektro, zaś Perturbator niszczy całkowicie! Co do listy, to uważam, że jest to zacny mix tego, co zawsze sprawia radość, a jeśli mamy w tym zawrzeć norweski black metal, to obowiązkowo musi się tam znaleźć Immortal.

B: A skoro już mowa o Nieśmiertelnym, to co myślicie o najnowszej płycie? Po tym, jak Abbath opuścił zespół sporo osób nie sądziło, że cokolwiek zostanie jeszcze wydane. Tymczasem Demonaz zaskoczył wszystkich wypluwając całkiem solidne „Northern Chaos Gods”.

S: Uważam, że brzmi, jak stary, dobry, klasyczny album Immortal. Bardzo zacne!

B: Zostając jeszcze w temacie klasyków z setlisty, nie mogłem nie zauważyć starej, zacnej Sepultury. Szybkie pytanko: „Arise” czy „Beneath the Remains”?

S: Oba? Albo jednak „Arise” jeśli miałbym wybierać.

B: A jak wam się widzi obecna wersja Sepultury?

S: Nie słuchałem zbytnio nowych płyt, ale widziałem ich kilka razy na żywo i wciąż potrafią dać niezłego ognia!

B: I ostatnie słowo należy do Was!

S: Graciàs za zainteresowanie Vreid, obczajajcie nasze nagrania – no i rzecz jasna: „Skål!! ”

Autor

60 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *