Vindicator „…w tym biznesie musisz działać szybko, by zaistnieć w świadomości fanów.”

Vindicator to młody zespół, ale wydaje mi się, że dobrze wiedzą, czego chcą od życia i od metalowej sceny. Ponadto są konkretni. Obiecali mi odpowiedzi po zakończeniu ich amerykańskiej trasy. Trasa się zakończyła, a na następny dzień dostałem maila z gotowym wywiadem. Się chwali. A jeszcze bardziej chwali się to, że „The Antique Witcheries” jest naprawdę niezłym kawałkiem thrashowego łomotu z Zatoki San Fransisco. Tak więc oblepieni naszywkami maniacy mogą się rozglądać za tą pozycją bez dwóch zdań. Ale najpierw przeczytajcie, co miał do powiedzenia Vic Stown – gitarzysta tej kapeli.


Oracle: Witam! Pierwsze pytanie takie trochę na rozgrzewkę: dlaczego akurat thrash, a nie dajmy na to hip hop?

Vic Stown: Uwielbiam agresję i szybkość thrash metalu. Dla mnie było to naturalne by pójść w tym kierunku. Jestem fanem wielu gatunków muzyki, zwłaszcza zaś rock’a, a thrash jest jednym z jego podgatunków. No ale w hip hopie nigdy nie czułem się dobrze, to nie moja broszka… Myślę, że nie jestem na niego zbyt młody.

O.: Oj tam, hehe. Ale dobra, teraz bardziej serio – odkąd trafił do mnie Wasz debiut, wracam doń regularnie. Czy inne recenzje są równie dobre? Jaka jest Wasza recepta na pisanie tak dobrej muzyki?

V.: Cały czas dostajemy bardzo dobre recenzje i duże wsparcie. Oczywiście trafiają się i tacy, którzy określają nas jako pozerów i strzelają uwagami z powodu tego, że jesteśmy częścią sceny retro thrash metalu, ale Ci ludzie są po prostu tępi.

O.: Cóż, „The Antique Witcheries” nie jest starą płytą, ale promocja na pewno już jest rozpędzona. Jak wiele wywiadów masz już za sobą? Dostałeś jakieś sygnały z Polski? Z którego państwa otrzymujecie największe wsparcie?

V.: No zrobiliśmy już trochę wywiadów. Polska, tak jak i inne kraje, okazała nam duże wsparcie. Ale wydaje mi się, że to Niemcy są tym Państwem, z którego dostajemy najwięcej sygnałów.

O.: Ale z drugiej strony w rozwoju na pewno nie pomagały Wam liczne zmiany składu a konkretnie z gitarzystami. Jakieś fatum czy co? Dlaczego zmiany dotykają Was tylko na tym polu?

V.: Zmiany składu są częścią tego biznesu. Znalezienie grupy osób, które podzielają Twoją wizję metalu jest niesamowicie trudno. W zasadzie to nie wiemy dlaczego ludzie odchodzą, wiem jedynie, że wówczas stawia nas to w pozycji dupków. Powiem tylko, że to nie przeze mnie lub przez Jesse’go ludzie odchodzą z kapeli to przez brak motywacji, pasji, integracji i odwagi.

O.: Odważnie powiedziane. Vindicator nie jest również starą kapelą, ale Wasza dyskografia jest już dość pokaźna. Nie lubicie marnować czasu, co?

V.: Nienawidzę marnować czasu. Mam świadomość, że w tym biznesie musisz działać szybko, by zaistnieć w świadomości fanów.

O.: Skoro mowa o dyskografii – znajduje się w niej split dzielony z niemieckim Metal Witch. Kto wyszedł z pomysłem tego wydawnictwa? Planujecie coś podobnego na przyszłość?

V.: Zadanie, by znaleźć jakiś drugi zespół na split powierzył mi Kieran O’Loughlin i to właśnie Metal Witch było jednym z tych zespołów, które odkryłem wraz ze swoim przyjacielem. Gdy usłyszałem „Valley Of The Kings” wiedziałem, że będą świetnie do nas pasować. Obecnie niczego takiego nie planujemy, no ale nigdy nic nie wiadomo.

O.: Na rzeczonym wydawnictwie umieściliście covery dwóch zespołów: Anti – Nowhere League oraz Indestroy. Ci drudzy nie są zbyt dobrze znani – szczerze, to ja poznałem ich dopiero dzięki Vindicator właśnie. Dlaczego zdecydowaliście się właśnie na te dwie kapele? Są jeszcze jakieś inne stare kapele, które Twoim zdaniem są niedocenione?

V.: Lubię „I Hate People”, ponieważ tekst do niego jest z grubsza zbieżne z moim punktem widzenia. Nie mówiąc już o tym, że styl Anti Nowhere League jest oczywistym wyborem dla kapeli thrash’owej (np. Metallica i „So What?!”). Indestroy to również świetny zespół, bez dwóch zdań. Myślę, że mogli być dużo większym zespołem, gdyby mieli odpowiedni label, a scena w USA nie załamała się. Moją uwagę na nich zwrócił jeden z moich przyjaciół. No i od tego czasu polubiłem tak muzykę jak i słowa do „USSA”. Poza tym jest to również znak dla starych i zawistnych elit metalowców, które uważają nas za pozerów, sądzących, iż skoro jesteśmy z nowej fali thrash metalu to nie jesteśmy „prawdziwi”.

O.: Przejdźmy teraz do Waszego debiutu – nie słyszałem go, ale gdy patrzę na okładkę „There Will Be Blood”, kojarzy mi się ona ze sporządzonymi w starym stylu front coverami speed metalowych kapel jak Exciter. Czy również i pod względem muzycznym różni się ona od „The Antique Witcheries”?

V.: Tak po prawdzie, to właśnie okładka „The Antique Witcheries” miała zdobić front cover debiutanckiego „There Will Be Blood”. Niestety, nie otrzymaliśmy jej w koniecznym terminie, by pojawiła się ona na debiucie. W pewien sposób był to więc hołd dla oldskulowych kapel jak chociażby Exciter. Myślę, że przez to muzyka na „There Will Be Blood” stała się jeszcze bardziej prawdziwa. „The Antique Witcheries” jest bardzo różna od „There Will Be Blood”. Pod względem muzycznym podnieśliśmy sobie poprzeczkę, nie wspominając już o tym, że standardy produkcji są również wyższe.

O.: A jakie były Wasze główne inspiracje przy pisaniu muzyki na najnowszy album? Czy w czasie, gdy dopiero tworzyliście Vindicator były one inne?

V.: W czasie tworzenia tego krążka słuchałem naprawdę dużo technicznego thrash metalu. Jakkolwiek może tego nie słychać, ale płyty takie jak Artillery „By Inheritance”, Destruction „Cracked Brain”, Megadeth „Rust In Peace” były klamrami, w które chciałem zapiąć moją muzykę. I o ile to dopiero maleńki kroczek, uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, by to osiągnąć. Wczesny Vindicator był bardzo bezpośredni – nie widzę w tym nic złego, nie jest to jednak coś, co chciałbym teraz robić.

O.: No ale jeśli już mowa o Waszym szyldzie – jak dla mnie jest on w 100% prawdziwy! Coś w stylu Obrońcy prawdziwego metalu z Bay Area i spuścizny takich kapel jak Anthrax, Megadeth, Forbidden czy Atrophy (no może Ci nie są tak do końca z Zatoki) – wiesz, coś jak „Defenders Of The Faith”…

V.: Haha, dzięki stary! Kochamy to co robimy. Dzięki temu metal nigdy nie umrze. Jest też cała rzesza ludzi, którzy to kochają, nawet pomimo tego, że nie jest to nic nowego!

O.: „The Antique Witcheries” zaczyna się instrumentalnym intro, kurwa – jak ja nie cierpię takich rzeczy! Dlaczego zdecydowaliście się tak rozpocząć ten album? Wiesz, moim zdaniem takie intra są niepotrzebne nawet na krążku jak „Master Of Puppets”…

V.: Cóż, było kilka powodów. Między innymi taki, że nigdy wcześniej nie mieliśmy intro na płycie [super, na tej samej zasadzie na następną wstawcie parapety i skrzypce, hehe – przyp. Oracle]. Po drugie, napisałem ten kawałek na gitarę, ale chcieliśmy jakiegoś niesamowitego feelingu, by rozpocząć nim album, dlatego dołożyliśmy te orkiestrację.

O.: I tak mnie nie przekonałeś, hehe. Z całego krążka na pewno wyróżnia się również kawałek pod tytułem „Dead In The Water” – z dość melodyjnymi partiami śpiewanymi i z zajebistą wprost solówką. Czy Twoim zdaniem on również wyróżnia się spośród reszty?

V.: „Dead In The Water” jest w jakimś sensie różny od pozostałych utworów, ale pasuje on zarazem do całego albumu. Jest on na pewno unikalny pod tym względem, że napisaliśmy go jeszcze zanim powstała część piosenek na „There Will Be Blood”. Początkowo ukazał się on ze mną na wokalu i zajmującym się wszystkimi instrumentami strunowymi, na krótko po tym, jak zespół zrobił sobie przerwę. Przez następne kilka lat ten utwór był raczej trzymany na uboczu, dopóki kilki moich przyjaciół, członków zespołu i fanów nie zażądało, by został on ponownie nagrany. No i właśnie płyta była doskonałą okazją ku temu.

O.: W innym kawałku śpiewasz „that is not dead which can eternal lie and with strange aeons even death may die”, co jest oczywistym odwołaniem do spuścizny H.P. Lovercrafta. Czy jego twóczosć ma na Was jakiś wpływ, czy są to tylko słowa do kawałka, bez żadnego głębszego sensu?

V.: To nie jest tak, że nagle ostatnio odkryłem mroczne otchłanie twórczości Lovercrafta. Zawsze doceniałem jego wkład w gatunek horroru, ale tak w zasadzie nie czytałem żadnej z jego prac. Otrzymałem jednak kiedyś jego antologię w rodzaju „the best of” i rzuciłem się na nią jak dzikie zwierzę na ofiarę. Niemniej jednak na przykład pomimo tytułów, takie kawałki jak „Communal Decay” czy „Pit Of The Shggoth” nie mają wiele wspólnego ze spuścizną Lovercrafta. „Communal Decay” mówi o aktualnej walce ekonomicznej w Ameryce, zaś ten drugi jest utworem instrumentalnym. No ale już taki „Strange Aeons” mówi o najsłynniejszej kreacji Lovercrafta, Cthulu.

O.: „The Antique Witcheries” został wydany nakładem Heavy Artillery Records. Osobiście uważam, że jest to bardzo szczery i oddany prawdziwemu metalowi label. To dlatego zdecydowaliście się podpisać papiery z wytwórnią Mike’a? Nie narzekacie mam nadzieję?

V.: Heavy Artillery zaprosiło nas w 2005 do udziału w składance „Speed Kills…Again!”. Przez te wszystkie lata byliśmy z nimi w kontakcie i budowaliśmy między nami dobrą relację. Po nagraniu „Outbreak Of Metal” wyszli z nową ofertą. Było więc sprawą naturalną, by podpisać kontrakt właśnie z nimi. My wierzymy w Heavy Artillery Records, a oni wierzą w nas. Nie było tu żadnego główkowania. Od początku traktowali nas z dużą dozą cierpliwości i wyrozumiałości, więc nie możemy mieć żadnych żali wobec nich. Świetnie jest być częścią tej rodziny!

O.: Domyślam się. Kilku członków Vindicator działa również w kapeli Violent Night. Czy nie koliduje to z działalnością Vindicator? Nie tylko w sferze gigów, ale i gdy mówimy o typowej muzycznej działalności. Wiesz, na przykład czy dany riff bardziej pasuje do tej kapeli, czy do tamtej…Albo „ten riff jest za dobry do tej kapeli, zachowam go dla Vindicator.”…

V.: W zasadzie to Violent Night rozpadło się zaraz po tym, jak Vindicator powrócił po przerwie. Tak więc w zasadzie ominęły nas wspomniane problemy. Ale wiem o co Ci chodzi. Zawsze zastanawiałem się nad pobocznymi projektami i odrzucałem te pomysły, właśnie dlatego, że całą uwagę chciałem skupić na Vindicator.

O.: Okej, wiem, że jesteście obecnie na trasie, jak więc Wasze wrażenia? Muszę Ci powiedzieć, że szlag mnie trafia, że mnie tam nie ma, hehe…

V.: Haha, jak na razie jest to najlepsza trasa, jaką do tej pory zrobiliśmy. Ludzie dobrze reagują na nowe kawałki, a tego chcieliśmy przede wszystkim! W ostatnią noc graliśmy w Lincoln, Nebraska i przyjęcie było wyśmienite! Ludzie śpiewali kawałki z nowego materiału, to naprawdę było coś!

O.: No to się cieszę. Podczas pisania pytań do tego wywiadu dużo słuchałem (poza „The Antique Witcheries” oczywiście) nowej płyty Death Angel – „Relentless Retribution”. Słyszałeś już ten album? Co sądzisz o takich krążkach jak „Death Magnetic”, “Exhibit B: The Human Condition”, “The Formation Of Damnation”, czy ”World Painted Blood”?

V.: Muszę się przyznać, że jestem trochę do tyłu jeśli chodzi o te krążki. Lubiałem „Death Magnetic” z jednego powodu – nie była „St. Anger”. Brzmi tak, jakby Metallica chciała wrócić do sesji „And Justice For All…” i wybrała te riffy, których wówczas nie zrealizowała. Tak czy owak, wygląda mi na to, że chcą wrócić do fazy pre – rockowej i nawiązać pownowny kontakt z dawnymi fanami. Chwała im również za to, że powróciło ich stare logo. Bo tak w ogóle, jak można zrezygnować z używania najlepszego metalowego logo wszech czasów? “The Formation Of Damnation” trochę mnie natomiast rozczarowało. Lubię kilka numerów, ale reszcie czegoś brakuje. No ale to tylko moje zdanie. Bo kimże ja jestem, by mówić, że ostatni album Testament nie jest świetny?

O.: Fanem, ot co. Na koniec powiedz mi – nagracie kiedykowiek jakąś balladę, hehe?

V.: Nigdy nie wiadomo… Może coś instrumentalno – akustycznego, jak „Crysta Ann” Annihilator? Ale w tym punkcie kariery nie wydaje mi się, byśmy kiedykolwiek coś takiego zrobili. Ale słyszałem, że Bret Michaels szuka nowego materiału, może do niego z tym podbić?

O.: Hehe, na pewno, a tantiemy i dziwki dzielicie na pół, hehe. Dobra, dzięki za wywiad, mam nadzieję, że Cię nie zanudziłem!

V.: To ja dziękuję, naprawdę bardzo mi się podobał! Podtrzymujcie płomień Metalu!

Autor

10478 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *