Vesicant: „Muzyka stanowi epitafium dla ostatecznego poświęcenia tych, którzy polegli na wszystkich stronach wojny.”

Nowozelandzki Vesicant to potężna machina wojenna, która bezlitośnie masakruje słuchacza. Takie miałem odczucie przy pierwszym odsłuchu ich „ Shadows of Cleansing Iron”, a upewniłem się w nim, gdy usłyszałem ich na żywo na Black Silesia Festival (kto przegapił, ten dupa!). Zdecydowałem wtedy, że warto będzie dopytać tych piewców zguby o kilka rzeczy, na co chętnie przystali. Mój zapał nieco ostygł, gdy dowiedziałem się, że są bardzo wybredni, jeśli idzie o pytania, ale mile zaskoczył mnie obszerny mail, w którym C. Profanum chwalił ich wysoki poziom oraz przepraszał za opóźnienie w odpowiedziach, gdyż chcieli się mocno przyłożyć. I przyłożyli się, o czym możecie przekonać się poniżej. A o wojnie, war metalu oraz inspiracjach opowiadał C. Profanum.

B: Hails! Za Wami dewastacja na Black Silesia Festival. Był to Wasz pierwszy raz w Polsce, jakie są więc Wasze odczucia? Znaleźliście też trochę czasu, by uraczyć się zacnymi, polskimi trunkami?

C: Powitać. Dzięki, było dosłownie zajebiście. To była, jak dotychczas, największa impreza, na której Vesicant miał okazję grać i biorąc pod uwagę, że występowaliśmy na scenie bardzo późno, to organizator bardzo dobrze się z nami obchodził. Dźwiękowcy byli profesjonalistami w swoim fachu, dzięki czemu mogliśmy w pełni się skupić na tym, co do nas należało. Dziwne tylko, że tuż przed naszym występem, ktoś obwieścił tłumowi, że miała miejsce bójka i trzeba się rozejść, przez co, gdy weszliśmy na scenę, publika była mocno przetrzebiona. Pomimo tego spotkaliśmy się z naprawdę dobrym odzewem, a kilku polskich ziomków poczęstowało nas po wszystkim piwem (zdrówko, Marcin!). Połowę kolejnego dnia spędziłem bawiąc się w łucznictwo, rzucanie nożem oraz siekierą, co miało miejsce raptem kilka kroków od stoiska z piwem, wygodne! To coś, czego nigdy byś nie zobaczył w Nowej Zelandii lub Australii.

B: Jak już rozmawiamy o koncertach, to jesteście całkiem doświadczeni i mieliście okazję grać już obok takich bestii, jak Impetuous Ritual, Inquisition, a nawet Blasphemy. Macie jakieś ciekawe wspomnienia związane z koncertami?

C: Vesicant faktycznie brał udział w kilku sztukach z zagranicznymi mordercami, a dzięki Black Silesii możemy mówić o kolejnej. Wspomnę też, że we wczesnych dniach istnienia graliśmy również koncert z Revenge w Adelaide. W tym czasie grałem także na gitarze w Heresiarch, więc był to bardzo intensywny wieczór. Vesicant był dosłownie zasypany problemami technicznymi podczas grania i nauczyłem się wiele z tego tylko jednego koncertu. Specjalnie także na potrzeby tego występu nagraliśmy demo „Edict”.

Odnośnie Impetuous Ritual, to są nasi starzy znajomi i każda akcja, jaką z nimi mieliśmy obfitowała w szaleństwa, o których lepiej nie opowiadać!

B: A jakie były właściwie początki Vesicant?

C: Sama nazwa odnosi się do najbardziej podstępnej i przerażającej formy śmierci na polu bitwy: ataku gazowego. Natomiast zespół został założony w Wellington, by przywołać z otchłani wspomniane wcześniej demo, “Edict”, a następnie został zreformowany przeze mnie i J. Mordance’a (Paroxysmal Descent / Nil Abyss / Temple Nightside – gorąco zachęcam do odsłuchów) na potrzeby nagrania pełniaka, “Shadows of Cleansing Iron”. Od tego czasu line up, co jakiś czas ulegał zmianie, ale główna siła napędowa pozostała jednak niezmienna.

B: „Edict” został wydany przez Black Chaos Productions, ale „Shadows…” chwali przemoc dzięki Iron Bonehead Productions. Jak doszło do współpracy z nowym wydawcą?

C: Doszlifowana wersja „Blood Miller” została wysłana do IBP, po czym zaoferowali nam opcję wydania albumu na placku, na co przystaliśmy. W tamtym czasie Pat współpracował z naszymi bliskimi znajomymi z Temple Nightside oraz Vassafor i to profesjonalne podejście bardzo nam odpowiadało.

B: „Shadows of Cleansing Iron” został wydany na CD oraz winylach. Jakieś palny, co do kaset? I jak już jesteśmy przy długograju, to pochwalić muszę jego okładkę, która idealnie pasuje do muzyki.

C: Na razie nie ma żadnych planów, co do kaset. Dzięki za dobre słowo o okładce. Nie jestem żadnym dyplomowanym artystą, ale zdecydowałem, że sam to zrobię, gdyż będzie to pasować do ogólnej wizji muzyki. Za inspirację posłużył mi sen, który regularnie nawiedza mnie od czasów dzieciństwa. Niewyobrażalnie masywna cytadela spoza naszego świata, unosząca się w powietrzu, będąca żywym epitafium oraz odą do śmierci i wszystkiego, co nieświęte. Zamieszkują w niej miriady poległych. Jeśli komuś spodobał się ten styl i chciałby, bym stworzył jakiś obraz dla godnego projektu, to można skontaktować się ze mną poprzez zespół.

B: Sztuka inspirowana snem? To zawsze jest ciekawe. No i oczywiste pytanie: kiedy będzie można oczekiwać czegoś nowego od Vesicant?

C: Powoli, ale nieubłaganie pracuję nad kolejnym długograjem, który objawi się dopiero, gdy będziemy zadowoleni z rezultatu. Absolutnie nie zamierzam tutaj niczego przyspieszać. Nie wyobrażam sobie, po latach pracy, wypuścić coś podrzędnego.

B: Nie zaprzeczacie, gdy ktoś przykleja Vesicant łatkę “war metalu”, ale warto tu wskazać, że obecnie niemal wszystko, co brzmi bardziej brutalnie i ciężko jest tak określane, co praktycznie powoduje, że to pojęcie się rozmywa.

C: Vesicant czerpie po trochę z każdego podgatunku oraz stylu, ale głównie z death, black i doom metalu. Aspekt “wojny” obecny w naszej muzyce jest mocno uromantyczniony i powinien być postrzegany, niczym obraz – jako widok albo spojrzenie przez bramy nieznanej nam rzeczywistości, zamiast kłopotać się wymyślnymi detalami, lub nazwami. Stąd też wszelkie etykietki są dla nas bez znaczenia. Za dużo jest obecnie zespołów twierdzących, że grają war metal, a mających niedorosłe teksty zawierające niedojrzałe, albo naiwne postrzeganie wojny. Uważam, że jedynymi, którzy kiedykolwiek uchwycili właściwie specyfikę tego stylu, są Axis of Advance.

B: Interesującym jest, że gdy większość zespołów sławi wojnę, jako taką, to Wy w swojej muzyce woleliście się skupić na ludziach, którzy w niej brali udział. Zamiast wznosić pomnik dla uczczenia rzezi, wznieśliście go dla poległych, jako ponurą pamiątkę.

C: To żołnierz jest tym, który dzierży sztandar. Rzuca się w ogień bitwy ryzykując życie i nie wiedząc nawet, kto wygrał. Muzyka stanowi epitafium dla ostatecznego poświęcenia tych, którzy polegli na wszystkich stronach wojny.

B: Głębokie, szanuję. Dostrzegłem, że główną inspiracją dla tekstów na „Shadows…” była książka Ernsta Jüngera „W Stalowych Burzach”, co jest godne pochwały, ponieważ opierając się na prawdziwych historiach można w wierniejszy sposób oddać okrucieństwo wojny.

C: Pokryte popiołem historie, które wyzierają z oczu “nieznanego żołnierza”, zawsze są dobra lekturą. Na przykładzie Stalowych Burz, Jünger odkrywa rzeczywistość, w której nikt obecnie nie miałby szans na przetrwanie, to w ogóle zadziwiające, że sam przeżył. Osobiście mocno interesuję się wszelkimi dziennikami wojennymi i memoriałami – są doskonałym źródłem bezpośrednich doświadczeń oraz wewnętrznych odczuć. W Vesicant podjęliśmy próbę zgłębienia się w rzeczywistość Jüngera poprzez muzykę. Są rzecz jasna inne elementy, które mówią o skrytym głębiej świecie koszmarów związanym z psychologiczną wojną, którą każdy z nas indywidualnie toczy, na co dzień, ale wszelkie detale pozostawiam do interpretacji słuchaczy.

B: Bardzo dobre wyjaśnienie, a macie już może inspirację dla tekstów na kolejny album?

C: Nie wgłębiając się zbytnio w szczegóły, następny wyziew będzie eksplorował poszczególne, większe bitwy z wcześniejszych konfliktów, jakie pochłonęły Europę. Rozwinięcie koncepcji wspomnianego już wcześniej “Świata Koszmarów” będzie znaczącym filarem głównego zamysłu płyty, włączając w to wprowadzenie psychologicznego aspektu. Ten ma być wewnętrznym monologiem rannego żołnierza, który ma miejsce w momencie szoku oraz całkowitej klęski.

B: Zapowiada się bardzo ambitnie. Git, bo wygląda na to, że poziom poprzedniej płyty zostanie, co najmniej utrzymany. Czyli eksploracja innych konfliktów. Porzucacie w takim razie całkowicie koncept I Wojny Światowej?

C: Główny przedmiot zainteresowań Vesicant będzie przesuwał się na wcześniejszy oraz większy okres Europejskich konfliktów, skupiając się na najbardziej krwawych i desperackich bitwach tamtych czasów. Drobniejsze detale będą ukryte w we wskazówkach zawartych w muzyce, tekstach i okładce. Pozwolimy sobie powiedzieć więcej, gdy całość będzie ukończona.

B: Wróćmy jeszcze do ostatniego pełniaka. Większość kapel skupia się najczęściej na okrucieństwie II Wojny Światowej, jednakże Wy skierowaliście się ku Pierwszej. Jaki był tego powód?

C: Pierwsza Wojna Światowa była wielką wojną pomiędzy tym, co pozostało ze Starej Europy. Napoleon, będący ostatnim Cesarzem, położył kres Austriackiemu Imperium, a Święte Cesarstwo Rzymskie było już skończone. To doprowadziło, w dalszej perspektywie, do jeszcze większych napięć. Wszystkie drogi prowadziły ku Wielkiej Wojnie, gdzie toczono bitwy o monstrualnej skali wyniszczenia i pod niewyobrażalnymi warunkami, mianowicie ostrzałem artyleryjskim oraz atakami gazowymi.

II Wojna Światowa była po prostu kontynuacją nierozwiązanych problemów powstałych podczas Pierwszej. To właśnie I Wojna Światowa jest nadal nazywana “wojną, która miała położyć kres innym wojnom”.

B: Interesującym jest fakt, że gdy ludzie myślą o wojnie, to od razu przywołują przemoc i śmierć, ale zapominają, że wojna to także potężny rozwój naukowy. Wydaje się w takim razie, że czasy pokoju zbudowane są na stosach trupów i oceanach krwi.

C: Dzisiejsza technologia jest wynikiem tysięcy lat feudalizmu oraz powstawania i upadku imperiów. Każde z nich jednocześnie desperacko szukało sposobów, by za wszelką cenę pokonać swoich przeciwników. To naturalny cykl, który będzie trwał dopóki albo nie przeniesie się do gwiazd, albo nasz gatunek nie spotka ostateczna zagłada zanim te gwiazdy osiągniemy.

„Ta stara ziemia jest usiana po same szczyty gór nieprzeliczonymi miriadami gołych czaszek oraz wyblakłymi od deszczu kośćmi poległych wojowników. Każda piędź gleby zawiera w sobie człowieka. – Ragnar Redbeard

“Si vis pacem, parabellum” – Vegetius

B: Dobrze widzieć (i słyszeć), że w jedną z Waszych inspiracji jest Sinistrous Diabolus, którzy nie są zbytnio znani, pomimo tego, że ich muzyka wybornie zwiastuje wieczne odpoczywanie.

C: Sinistrous Diabolus to najstarszy oraz najcięższy nowozelandzki zespół, istni mistrzowie dewastującego, głębokiego brzmienia. Są także naszymi dobrymi przyjaciółmi i reprezentują prawdziwą Południową Ciemność. To prawda, że SD nie jest zbytnio znany, co mnie trochę gryzło. Jednakże stary kozioł w piekle nie zdecydował się jeszcze zakończyć żywota tej bestii…

B: A co z Waszym z splitem z SD? Jakiś czas temu obwieściliście, że trwają nad nim prace, ale chyba trochę się to przeciągnęło w czasie.

C: Główny cel Vesicant przesunął się ku kolejnemu pełniakowi. Aczkolwiek split z SD nadal jest, jak najbardziej, w planach.

B: I ostatnie słowo należy do Ciebie!

C: Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, obadajcie inny nowozelandzki hord, Heresiarch! Polska rządzi. Spędziliśmy tutaj świetny czas i mamy nadzieję powrócić tu w przyszłości. Miałem też okazję pozwiedzać Kraków, włączając w to wizytę w Muzeum Sztuki Zdzisława Beksińskiego – o czym wspominam teraz, gdyż był to najlepszy punkt tej wycieczki. Podziękowania dla wszystkich polskich maniaków, którzy wspierali nas na Black Silesia Festival i wszystkich znajomków, których tam poznaliśmy. Również wielkie dzięki za wywiad.

Autor

69 tekstów dla Chaos Vault

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *