Przyznaję bez bicia, że nie do końca wyszedł ten wywiad. Cała wina leży jednak po mojej stronie i „takich ło” pytań. Zadowolony z nich nie jestem. Złożyło się na to kilka przyczyn. Możecie je opuścić i czytać same odpowiedzi Marcina i Darka. Przed Wami krótki wywiad z Thy Worshiper.

ZespółStrzała Panowie. Zaczniemy od tego bardzo prostego pytania. Pamiętam Marcin, rozmowę z Tobą na temat wydawcy i Waszych wymagań w kwestii „Opowieść jednej 2011”. Materiał jak nie został wydany, nagrywacie nowy, a tamten zniknie w mroku dziejów?

Marcin: Mamy nadzieję, że „Opowieść” nie przepadnie w mrokach dziejów. Wcześniej byliśmy już dogadani, tak nam się przynajmniej wydawało, z Eastside Rec. Była gotowa okładka, dogadywaliśmy terminy. Tyle, że na początku nie podobało im się kilka zdań na wkładce, zmieniliśmy je zresztą, bo dla nas nie było to ważne… A potem kontakt się urwał. Teraz rozmawiamy z inną wytwórnią, która chce wydać te utwory jeszcze w tym roku. Miejmy nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie już bezproblemowo. Trzeba jednak zaznaczyć, że z „Opowieści” nie jesteśmy tak zadowoleni jak z CDC. Stąd nie szukaliśmy wydawcy za wszelką cenę. Wiedzieliśmy, że nasz następny materiał będzie dużo lepszy. I taki jest 😉

Darek: Tak jak Marcin powiedział – „Opowieść…” nie jest tak do końca materiałem, którym można by było się pochwalić, ale jednak był to nasz pierwszy krok w nowa epokę. Traktujemy tę muzykę jako cześć nowej historii Thy Worshiper, stąd też nie możemy jej odtrącać. Chcemy by była traktowana jako demo i tak się stanie. W czasie jej tworzenia widzieliśmy wielki potencjał w dźwiękach jakie powstawały i obieraliśmy kurs na przyszłość, a CDC pokazuje, ze złapaliśmy odpowiedni azymut 😉

Cala ta historia z „Opowieścią….”, pomimo wielu niedociągnięć, przyniosła jednak więcej dobrego. To wtedy dołączył do nas Grabaż – wypełnił braki perkusyjne w studio i postanowił zostać (za co, przynajmniej ja, jestem mu dozgonnie wdzięczny, bo jest wyśmienitym muzykiem)…. To właśnie wtedy dołączyła Ania – wypełniła braki ogólne 😀 – i chociaż wtedy nie chciała śpiewać „na stałe” tak teraz jest nasza pełno etatowa Perełką 😉 Tak wiec „Opowiesc…” będzie wydana. Mamy nadzieje, ze już całkiem niebawem 🙂

Trzymam Was więc za słowo. Zanim przejdziemy do najnowszego materiału, to jeszcze chwilę przeszłości. Jest reedka „Popiół…” i teraz znowu pytanie tyczy wydawcy. Naprawdę nie ma w naszym kraju ( o Wasz obecny teraz nie pytam;]) nikogo, kto chciał to puścić? I dlatego puściliście własnym sumptem?

Darek: Z reedycją „Popiół…” było trochę problemów. Nie chodzi tutaj nawet o wydawcę, ale o odnalezienie oryginału. Po ciężkich bojach i przeprawach udało się odzyskać materiał, zremasterować i nagrać. Wydawców po drodze kilku się napatoczyło, ale nikt kto by odpowiadał naszym wymaganiom. Uprzedzając jednak wydarzenia wyżej wymienione, to było to tak 🙂

Czas biegł, a nam zaproponowano zagranie koncertu w Bolkowie na Castle Party, a tu „Popiołu…” jak nie było tak nie ma. Mieliśmy w tym czasie dopiero płytę (taśmę) matkę. Za cel pierwszorzędny postawiliśmy sobie, że przygotujemy reedycję na koncert (co by pomogło nam trochę w odzyskaniu kosztów ekspedycji). I tak. Ania przygotowała projekt okładki – musiała zacząć od zera, jako że pierwowzór był robiony pod kasetę. Taśmę oddaliśmy w ręce Westland Studio – MSB Mastering do ponownego jej zmasterowania. Po wszystkim, a to już było półtora tygodnia przed gigiem w Bolkowie, cały materiał poszedł do tłoczni. Gotowe płytki dostaliśmy trzy dni przed koncertem, więc jak widzisz nie było łatwo, a i tak nie do końca poszło tak jak byśmy chcieli. Później dodrukowaliśmy 500 sztuk w Polsce i dopiero te płyty okazały się spełniać nasze oczekiwania.

Jak sam widzisz najzwyczajniej w świecie nie mieliśmy czasu szukać wydawcy. Postanowiliśmy zrobić to tak jak opisałem, udało się i „Popiół…” powrócił 🙂 Nie wiadomo jeszcze co przyniesie przyszłość, więc nie można wykluczyć też, iż w końcu zdecydujemy się podjąć współpracę z wydawcą, ale na razie nie ma na to czasu.

Reasumując: nieważne jak, ważne że cieszy moje ucho, bo kaseta się wzięła i zdechła. Wyobraźcie sobie Panowie teraz następującą sytuację. Jeden z Was jest recenzentem, któremu Thy Worshiper zapłacił za recenzję, a drugi z Was po prostu zespołu nie znosi. Prośba jest następująca, jeden z Was niech wskaże plusy „Czarnej dzikiej…”, a drugi minusy;]

Darek: No to sobie posłodzę teraz… 😛 Zostałem mianowany recenzentem i mam przedstawić plusy trzeciego albumu Thy Worshiper, o intrygującym tytule: „Czarna Dzika Czerwień”… Od czego by zacząć….

To materiał bardzo dobrze nagrany. Przy tak zaawansowanych dźwiękach i ilości instrumentów, wygrywających każdy inną melodię, rytmikę, przy różnych podziałach, jakość nagrania odgrywa tutaj bardzo ważną rolę. Zespół skupił się na wielowątkowości każdego utworu z osobna. Każdy dźwięk na tej płycie był rozważany przez długi czas, zmieniany w razie potrzeby i dopasowywany do całości.
Ważną rolę, z resztą jak na każdym innym wydawnictwie TW, odgrywają tutaj liryki. Są dokładnie dobrane do muzyki…. bądź muzyka do tematyki kawałków. Opisują one moc żywiołów, w odniesieniu do ludzkiej psychiki. Co w nich jest ciekawe, to fakt, że każdy może doczytać się opowieści o samym sobie. Wieloznaczność i symbolika użytych tutaj słów, jest powalająca. Co podnosi znacznie jakość opisywanego albumu.

Wielkim atutem krążka są bębny. Zarówno standardowy zestaw, jak i ten mniej standardowy – miały wykonać tutaj rolę kluczową. Od samego początku założyliśmy sobie, iż album ma być bardzo rytmiczny. Perkusja, kotły, djembe, darbuka, drumla (chyba też można ją do instrumentów perkusyjnych zaliczyć)…. bojler grzewczy 😀 miały tłuc rytm o charakterze plemiennym. Wyszło całkiem zgrabnie. Powiedziałbym, iż znakomicie. Twórczość zespołu została określona wśród irlandzkiej młodzieży metalowej mianem Tribal Metal… co koronuje nasze trudy 🙂 Cieszy również fakt, że ludzie słuchający tego materiału zwracają uwagę na tą „plemienność”.

Okładka_płytyByła mowa już o wrzaskach, więc pora na melodykę. Pokłon dla Ani. Dodała do muzyki… trzeci to za mało powiedziane…. kolejny wymiar. Wokale prowadzące, harmonie, chórki są na poziomie, którego można pozazdrościć. Tętnią życiem te zaśpiewy i słychać w nich folk pełną gebą 🙂 Żaden z jej wokali nie był modulowany w żaden sposób. Nie nagrywała ich tygodniami, a dokonała tego w kilka dni – dwa zdaje się :). Żeby docenić jeszcze bardziej co zaśpiewała, trzeba było widzieć ją w studiu. To po prostu arcydzieło 🙂

Całą muzykę podkreśla bas. Trzeba zwrócić uwagę na jego wyjątkowość. Fakt, że jest on bez progowy, można bardzo łatwo dosłyszeć. On nie tylko wygląda ładnie, ale i równie pięknie gra. Swoim specyficznym „miałczeniem” pływa pomiędzy rytmami, a kiedy trzeba pierdolnąć – to też daje radę 😀

Gitar nie będę opisywał, ze względu na mój fach w zespole. Chyba jestem zbyt skromny 😀 Mogę jedynie powiedzieć, że zajebiście mi się gra moje partie i fajnie jeżdżą pomiędzy riffami Marcina… i bardzo mi się obie podobają 😀 Najważniejsze w całym tym koncepcie jest, że „Czarna Dzika Czerwień” to jeden wielki organizm, który oddycha, przeżywa i żywi się naszymi emocjami. Każdy z muzyków oddał tej muzyce kurewsko duży kawał serducha i wniósł swój własny pierwiastek do całości. Ten album to po prostu Żywioł.

Marcin: To ja wezmę się za negatyw Po pierwsze to kto słucha takiej muzyki? Chłopaki i dziewczyna ewidentnie nie potrafią się zdecydować, co chcieliby grać. Niby ma to być muzyka pagan, ale nic takiego tu nie słychać. Niby zdarzają się melodie oparte na folku, ale rytmy, które wygrywa perkusista w ogóle nie są skoczne. W dodatku powszechnie wiadomo, że musztarda nie smakuje z dżemem, więc po co pchać na raz męskie i damskie wokalizy? Zespół mógłby zdecydować się, czy chce grać metal, czy pitolić. Bo co to właściwie za muzyka? Dla metalowców za mało agresywna, a dla zwolenników lżejszych brzmień – za ciężka. W dodatku te teksty – już sam tytuł: „Czarna Dzika Czerwień” sugeruje, że wziął się za nie grafoman. I po ich przeczytaniu wrażenie to nie ustępuje. O czymś śpiewa, a nie wiadomo o czym. No i do tego po polsku. Jeśli oni mieszkają w Irlandii, to chyba wypadałoby śpiewać po angielsku? Podsumowując: ciężkostrawna muzyka dla nikogo. Czasami zdarzą im się ciekawsze fragmenty, ale jest ich zdecydowanie za mało.

No i mamy gotowe wzory, jakbyś ktoś nie wiedział co napisać. I chyba się jednak umówiliście, że bardziej pochwalicie;] Właśnie, jeśli jesteśmy przy tym temacie. Tak szczerze, myślicie że recenzje mają sens? Czy ktokolwiek się nimi kieruje przy wyborze? Czy mogą mieć wpływ chociażby na to, jak rozejdzie się Wasz album? Z drugiej strony, jeśli ktoś Was zjebie, to i tak przecież nie umieścicie cytatu na flejersie. Czy nie jest to w sumie pewnego rodzaju wypaczanie rzeczywistości? Znam przykłady, zresztą kto ich nie zna, gdzie zespoły nie dopuszczają do świadomości, że komuś się nie podoba. Tak szczerze, wkurwia Was, jak ktoś nie doceni tego co robicie?

Marcin: Ja uwielbiam recenzje. Bardzo często inspirują mnie. W toalecie mam dziesiątki gazet muzycznych i często je czytam 🙂 Najczęściej właśnie recenzje. Jak piszący jest zafascynowany jakimś albumem i przelewa na papier swoje uczucia, opowiada o emocjach podczas słuchania, opisuje obrazy, które muzyka tworzy mu w głowie – uwielbiam to. Sam wyobrażam sobie tę muzykę. Można nawet powiedzieć, że to mnie inspiruje. Niestety gdy później idę posłuchać tego na youtubie, to najczęściej okazuje się, że recenzowany zespół zupełnie mi nie odpowiada, albo zupełnie inaczej odbieram te dźwięki. Magia ulatuje. Ale recenzja dała mi pomysł.

A to co piszą o naszych płytach też lubię. Ostatnio co prawda mało było tych negatywnych opinii, ale i takie czytałem. Nie wkurwiają mnie w ogóle. Wczoraj nawet rozmawialiśmy z Darkiem, że źle by było jakby nasza muzyka wszystkim się podobała. Podejrzewam, że może denerwować, gdy jakiś hejter jedzie po zespole bardzo emocjonalnie, tylko po to żeby dokopać, ale takich opinii na razie nie spotkałem.

A to czy ludzie kierują się recenzjami przy zakupie i słuchaniu płyty to odrębna sprawa. Po pierwsze nie zawsze recenzenci znają się na muzyce i wielu jest takich, którzy coś tam słyszą, ale tego nie rozumieją. Wśród metalowców dużo jest osób, które mają bardzo zamknięte horyzonty i każdą próbę ich poszerzenia traktują jak zdradę gatunku. Inni chwalą bądź ganią, bo tak wypada. A jeszcze inni mają bardzo specyficzny gust. Druga sprawa, to ludzie coraz mniej czytają. Recenzent się napisze, nasłucha, a później nikt tego nie przeczyta, bo za długie. Inny przeczyta, a nie zrozumie. Że tak się dzieje wiem, bo pracuję w gazecie. Po trzecie to przecież forma marketingu i może być bardzo skuteczna. Trzeba tylko spełnić określone kryteria. Ale ja akurat specem od marketingu nie jestem 😉

A, stwierdzenia, że recenzja to wypaczanie rzeczywistości nie sposób nawet kwestionować. Każda subiektywna opinia, to w zasadzie wypaczanie jakiejś rzeczywistości.

Darek: Hehehe… kazałeś chwalić to chwaliłem 🙂 Wydaje mi się, że recenzje mają sens jak najbardziej. Od zawsze rekomendacje są najlepszą drogą promocji, a recenzja jest, jakby nie było, pewnego rodzaju rekomendacją… albo zjebką – czasem i tak bywa 🙂 Z doświadczenia wiem, że czasem te najbardziej zjebane płyty mogą okazać się dla mnie perełką, więc często łapię się muzyki „tej najgorszej” 🙂

Co do zamieszczania na „fakersie” to oczywiście, że nie zamieścimy negatywnej recenzji, ale też nie będziemy walczyć z takowymi. Kto chce to i tak znajdzie w sieci i może poczytać, a zamieszczanie na własnym profilu to takie niszczenie własnego portfolio 😉 Z drugiej jednak strony, gdyby ktoś zjechał nas w jakiś sensowny sposób, podając argumenty i logicznie je podkreślając to być może… no nie – nie zamieścilibyśmy 😀 ale pewnie zagadałbym do tego kogoś i podziękował.

No dobra zamykamy temat recenzji, skupmy się na żywiołach. Banałem jest powiedzieć, że fascynują ludzkość od zawsze. Można jedynie rozmawiać, czy ta fascynacja to efekt strachu, czy pewnego rodzaju szacunku dla ich potęgi. Jaki jest koncept sił relacji na linii siły natury – człowiek według Thy Worshiper?

Darek: Mogę mówić za siebie jedynie i chyba chodzi mi głównie o szacunek. Szacunek zaś prowadzi do strachu, a strach do fascynacji. Czyli tak naprawdę całe zagadnienie powiązane jest ściśle z psycho otoczeniem ludzkich emocji. Jesteśmy jakąś cząstką świata, ten zaś jest ułamkiem uniwersum… i jakbyś tak ciągnął to dalej to wyszła by ci spirala ciągle się rozrastająca – kontrolowany chaos. Żywioły są częścią nas…. albo raczej my jesteśmy ich cząstką, ale one też do czegoś prowadzą i skądś się wywodzą. Z całego takiego natłoku myśli pojawiają się inne… te krążą obok zakotwiczeń z przeszłości, łączą je z teraźniejszością i kreują przyszłość… do tego dochodzą wspomnienia przyjemne i koszmary… ludzie, zdarzenia, miejsca… Banałem jest powiedzieć Żywioł, ale żywioł już ogarnąć rozumem i zamknąć w ramach zdrowego rozsądku jest zadaniem dość skomplikowanym… i nad wyraz ludzkim, bo tylko my potrafimy logicznie myśleć – w teorii oczywiście. …I tym właśnie jest człowiek – atomem – potężnej i nieokiełznanej machiny Żywiołów według mnie.

dzikusMarcin: Ale podchwytliwe pytanie 😉 Wiadomo, że pytasz o teksty, a nie o to co myślimy o żywiołach. I będę musiał Cie rozczarować, bo nie mam nic mądrego do powiedzenia na temat relacji na linii natura – człowiek. Teksty trzeba było o czymś napisać, trzeba było im poświęcić trochę czasu, bo śpiewamy po polsku, a w tym języku łatwiej popaść w banał. Jako, że członkowie Thy Worshipera są zainteresowani tekstami, bo taki na przykład Darek, jak mu się poopowiada o czym ma być utwór, robi sto razy lepsze gitary. Wcześniej pisałem słowa w zasadzie tuż przed wejściem do studia, na próbach ich nie próbowałem 😉 Teraz było inaczej, a z rozmów wyszło, że najfajniej pasowałyby do tej muzyki żywioły. Jako, że jestem już dość duży, to nie chce mi się krzyczeć o Szatanach, Chrystusach, Jehowah, jak robi to większość zespołów związanych z black metalem. Na teksty o starożytnych Bogach, czy dzielnych wojownikach reaguję wręcz alergicznie, a to znowu główne tematy „pogan”. Stąd pisałem o tym, co mnie boli. Tyle, że w kontekście żywiołów. Jak tak spojrzeć na to co wyszło, to żywioły mają destruktywny wpływ na człowieka.

Ja wiem, czy taki do końca destruktywny? Dzięki takim glacjałom (czy dokładniej interglacjałom) powstało Pojezierze Mazurskie;] Do płyty pewnie jeszcze wrócimy (wszak wczoraj miała premierę (tj. 18 ), ale w tym momencie pokuście się Panowie o podsumowanie muzyczne zeszłego roku. 2013 wszak nie tak dawno się skończył. Co Was skopało, co wyśmialiście. Jakieś nowinki muzyczne z Polski docierają?

Darek: Właśnie słucham nowy album Satyricon. Wreszcie udało mi się znaleźć odrobinę czasu, żeby skupić się na tej muzyce. W chwili kiedy wyszedł, usłyszałem promujący kawałek, a zaraz potem zalała mnie fala skrajnych opinii ze świata krytyki. Wiedziałem, że miałem odciąć się od tego wszystkiego i poczekać na ciszę. Coś podpowiadało mi, że ten album będzie dobry. Marcin słuchał w kółko i chwalił, a ja najzwyczajniej w świecie nie miałem czasu na chwilę samotności z ową muzyką. Teraz mogę stwierdzić po kilkukrotnym przesłuchaniu, że album mnie powalił. Równie mocno, a nawet chyba jeszcze mocniej, w głowę wbił mi się Morowe „S”. Dotarł do mnie znaczniej szybciej niż Satyricon, bynajmniej nie dlatego, że miałby być prostszy, a raczej dlatego iż jest taki szaro, przygnębiająco polski. Idąc w tym kierunku – Furia. Zawsze ceniłem tą kapelę i pomimo, że nie wydała nic w 2013 to już czekam na ich nowy album…. w ogóle projekty Nihil and Co. są wybitne. Jakoś nie chce mi się gadać o gównach, które wyszły w ubiegłym roku i wcześniej. Szkoda czasu na zawracanie sobie głowy czymś złym. Trzeba oddzielić ziarno od plew, wyszukać perełki i się nią cieszyć jak głupi, a nie marnować życie na katowanie ucha badziewiem.

Marcin: Tamten rok upłynął nam głównie wokół Czarnej Dzikiej Czerwieni. Na początku roku ją nagraliśmy, później miksowaliśmy, a pod koniec podpisaliśmy kontrakt. Oczywiście śledziliśmy też co się dzieje wokół nas. Dla mnie np. album zeszłego roku nagrał Satyricon. Wiem, że gnojony jest on z każdej strony, ale do mnie trafił. Świetne żywe brzmienie, mroczny klimat. Ten zespół po prostu dojrzał, a wiele osób chciałoby, żeby ciągle łupał i do każdego utworu wsadzał po 20 riffów. Poza tym nowy Gorguts – mogę o nim powiedzieć dokładnie to samo, co o nowym Satyriconie. Strasznie dojrzała muzyka i bardzo żywe brzmienie. Z koncertów, to na łopatki rozłożył mnie Nine Inch Nails w Belfaście. Ogólnie tego zespołu nie lubię, wręcz drażni mnie, ale to co pokazali na żywo… Opad szczeny. Za to kompletnie rozczarował mnie Dead Can Dance. Bardzo lubię ten zespół, za młodu, to była dla mnie Biblia muzyki klimatycznej. Ostatni album uważam za fatalny, a koncert za po prostu tragiczny. Zagrali prawie tylko utwory z ostatniej płyty. Nie chciało im się spędzić więcej czasu na próbach i przygotować kilka starszych piosenek. Żal. A z Polski oczywiście, że docierają do nas nowości. Powiem nawet, że obecnie polską scenę black metalową uważam chyba za jedną z najmocniejszych na świecie. Przede wszystkim nasze zespoły nie boją się kombinować i mają otwarte głowy. Furia, Mord’a’Stigmata, MasseMord, Morowe, Thaw to ścisła czołówka na świecie, w konwencji niekonwencjonalnego black metalu 😉 Wszystkie nagrały fantastyczne płyty. Zaciekawiła mnie grupa Obscure Sphinx, kibicuję Blindead.

No nie zaskoczyliście mnie swoim wyborem. Kompletnie, he he. Zanim przejdziemy to tej nudniejszej części każdego wywiadu, czyli promocji, chciałbym postawić Was w następującej sytuacji. Budzicie się któregoś pięknego dnia rano i nie ma. Zniknęła. Nie mam jej pod szafą, w lodówce też ani śladu. Co gorsza czujecie wewnętrzną potrzebę zaprezentowania czegoś światu. Tylko, że Wasza wena twórcza zniknęła. Panowie, co robicie?!?! ;]

Darek: Wesoło idę zapalić blanta 🙂

Marcin: Darek kręciłby jointy, a ja skoczyłbym po alkohol 😉

Darek: To byłby poważny krok twórczy, jako że kręcę chyba najgorsze blanty jakie w życiu miałem okazje widzieć 🙂

Jak rozumiem problemów z brakiem weny nie macie;] Gdybym był złośliwy, to bym stwierdził, szkoda, że tak rzadko coś wydajecie;] Ale a) nie jestem (he he) b) inne Szatany są tutaj przecież też czynne. Dobra, jak Wam się spieszy, do tej nudnej części wywiadu, to piszcie co gdzie, kiedy i jak Was można zobaczyć, potem dziękujcie wiadomo komu itd.;] Słowem – macie swoje 5 minut na promocję Thy Worshiper.

Dariusz: Rzadko, ale za to jak 😉 a czynny diobeł czuwa. A tak poważnie, to trzeba by podziękować komu się należy i kopnąć w dupę wszystkim, którzy rzucali kłody pod nogi TW. Ale co nas nie zabiło, to nas wzmocniło, więc koniec końców trza podziękować głaszczącym i oprawcom 🙂 Bierzcie zatem podzięki Ci, którzy uważacie, że się wam należą… oj było by wymieniania, a już zjebkę dostałem, że za dużo gadam 😉

Mamy zamiar zagrać parę gigów w Polsce. Jeszcze nie mamy potwierdzeń, więc nie chcę podawać szczegółów. Na pewno będzie ich kilka w okolicach listopada, na które serdecznie zapraszamy. W drodze jest również klip do Zimy i kilka innych ciekawostek, o których jeszcze sami nie wiemy 😉 A pomijając temat CDC to jesteśmy podjarani nowym materiałem, który właśnie powstaje… to tak na dobitkę Twojego pytania o wenę 🙂

Marcin: Wydawanie płyt, a wena, to dwie zupełnie różne sprawy. Fakt, w swoim dorobku mamy zaledwie 3 oficjalne materiały, ale mogło być tego znacznie więcej. Właśnie gdyby była odpowiednia promocja. Po nagraniu „Popiół” mieliśmy już z tamtym składem nagrany materiał na EP, a przygotowany na następną płytę. Nic z tego nigdzie się nie ukazało. Ja samodzielnie nagrałem kilkadziesiąt utworów Thy Worshipera, które gdzieś tam są. W szufladzie i to nie mojej, bo jakoś nie mam szczęścia do kolekcjonowania nagrań. Nawet Signum nie mam. Podobnych błędów nie zamierzamy popełnić z CDC. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nagraliśmy materiał na światowym poziomie i chcemy się nim pochwalić szerszej widowni. Wiemy, że Pagan Rec rozesłał setki naszych promówek po świecie. Pomagają nam chłopaki z „Propagandy Chaosu” i widać efekty ich pracy. Pozostają jeszcze koncerty. Tych w Dublinie gramy sporo, tyle, że Dublin to dziura 😉 W najbliższym czasie zagramy tu z doomowym Mourning Beloveth, pogańską Negurą Bunget i polską Arkoną. Mamy nadzieję na kilka festiwali w lecie, potwierdzony na razie jest ten w Brennej, gdzie wystąpi również Saltus. W listopadzie szykuje się trasa po Polsce. I powiedzieć mogę o niej tylko tyle, że jeśli wyjdzie, to będzie wydarzeniem.

Czytelnicy już pewnie poczuli krew, bo przestało się lukrować i wywiad schodzi w złą stronę samowolki przepytującego i ostrzału przepytywanych… więc wracamy na dobrą drogę. Co do koncertów. Jak sobie wyobrażacie nazwijmy to górnolotnie „powrót do polskich metalowców”. Wydaje się Wam, że ktoś jeszcze pamięta o Thy Worshiper? Owszem mam znajomych, którzy znali Was za „Popiołów”, ale „Signum” (że o nowym materiale nie wspomnę) już nie dotrwali. Nowi fani? Są tacy? A może będziecie grać do pustych sal?

Marcin: Kurcze, chyba wymagasz od nas abyśmy byli jasnowidzami… Tak naprawdę, to nie wiemy. Pewnie Ci starsi metalowcy pamiętają jeszcze Popiół, bo Signum była zdecydowanie mniej popularna. Ale zdarzają się i tacy, dla których to najlepszy nasz materiał. Teraz najnowszą płytę staramy się wypromować już bardziej profesjonalnie, więc może będą chcieli nas posłuchać także Ci, co znają tylko ten materiał? Tak patrząc po emailach i aktywności fejsbókowej, to trochę osób o nas pamięta, a część poznała nas dopiero teraz. W planach mamy kilka gigów w Polsce, to po prostu się przekonamy. Wiadomo, że najlepiej byłoby nie grać na pustych salach 😉

Darek: Jako fan zespołu mogę jedynie dodać, że CDC najbardziej mi podeszła 🙂 a wcześniej Popiół był numerem jeden, więc może uda się zebrać kilku starych fanów… czas pokaże, może nie będzie tragedii 🙂

E tam od razu jasnowidzami. To raczej miał być punkt wyjścia do rozmowy o tym, jak to czas przemija, metalowcy się starzeją i odchodzą w niebyt obsranych pieluch i korporacji, a Wy trwacie, he he. A i oczywiście nad kondycją koncertową w Polsce, ot taki dyżurny temat;] Chodzi o to czy nie boicie się, hmm, swoistego rodzaju ostracyzmu ze strony młodych metalowców. Ustalmy, że od ostatniej pełnowymiarowej płyty upłynęła prawie dekada. Czy Thy Worshiper w obecne formie to materiał, który będzie ponad wiekowymi i gatunkowymi podziałami?

Marcin: Prawdę mówiąc, to na koncercie w Polsce nie byłem przynajmniej od 10 lat. Nie wiem, kto na nie przychodzi i czego słuchają teraz młodzi metalowcy. Czy mi się tylko wydaje, czy w pytaniu tym insynuujesz chyba, że robiąc tę muzykę staraliśmy się dogodzić gustom szerokiej publiczności? Nie mielibyśmy nic przeciw temu, żeby ta płyta okazała się sukcesem. Żeby obowiązkiem każdego młodego metalowca i hipstera był zakup CDC. Koncerty gralibyśmy na stadionach, prowadziłbym „Idola”, w telewizji śniadaniowej pytaliby nas o przepis na sukces, w prasie kobiecej dawalibyśmy porady kulinarne i miłosne. Poszedłbym wtedy na siłownię i wyglądał jak młody Apollo. Może nawet zdecydowałbym się na przeszczep włosów. W końcu nie musielibyśmy do tego interesu dopłacać, zamiast tego pławilibyśmy się w popularności. Niestety szanse na to są mniej więcej takie, jak trafienie 6 w totolotka. W dniu kulminacji. Pozostaje więc dalej dopłacać i cieszyć się z tego, że granie takiej muzyki sprawia nam ogromną przyjemność. A jak komuś jeszcze się to spodoba, to zajebiście.

Darek: Tak prawdę powiedziawszy to wszystko leży w sposobie promocji i funduszy jakie się w to wkłada. Na świecie jest kupa ludzi i nietrafienie w gusta jakiegoś ich odsetku musi być wyjątkowo trudnym zadaniem. Wydaje mi się jednak, że to chyba nie jest naszym targetem. Próbuję sobie przypomnieć jakie miałem cele w momencie kiedy zaczęła powstawać CDC i choć nic mi do głowy nie przychodzi, to jestem prawie pewien, że nie chodziło o komercyjny sukces. Muzyka powstawała w sposób naturalny. Wypływała i ewoluowała. Nagraliśmy w końcu wszystko i wciąż biliśmy się z myślami czy ktoś będzie chciał to wydać. Znalazł się wydawca, recenzje płyną całkiem dobre, więc wydaje mi się, że nie zostaliśmy tajnie wyklęci. Fajnie by było – jak Marcin powiedział – żeby znalazła się grupka miłośników naszych dźwięków, ale na razie skupmy się na samozadowoleniu z grania muzyki, którą tak na prawdę kochamy. I tego będziemy się trzymać 🙂

Od razu tam insynuuje;] Chociaż faktem jest, że w niektórych przypadkach jak słyszę „nagraliśmy dla siebie, nic nas nie interesuje, zdanie ludzi też”, to mam mówiąc delikatnie mieszane uczucia;] Kończmy Panowie ten krótki wywiad. Plany na przyszłość już mniej więcej przedstawiliście, więc na koniec szybko i prosto. Zastanówcie się. Czy Wy nam stawiacie flaszkę za promocję, czy my Wam za to, że łaskawie zgodziliście się na przepytanie;] Dzięki. Tyle z moje strony. Ostatnie słowo należy do Was.

Darek: Ja proponuję flaszkę od nas za promocję i flaszkę od was za wywiadzik, bo gdzie dwie flaszki to nie jedna, a gęb do picia wiele, bo warunkiem jest żebyśmy razem je skonsumowali 🙂 Mam nadzieję na spotkanie w Polsce na zacnej trasie i zrealizowanie powyższego. Dzięki za wywiad. Pozdrawiam.

Marcin: Oczywiście to my stawiamy Wam flaszkę i mam nadzieję, że niejedną. Nie lubię zaczynać imprezy, jak może się skończyć, że będę niedopity 😉 Oczywiście dziękujemy Propagandzie za wspaniałą robotę, jaką dla nas wykonaliście. Mam nadzieję, że uda nam się odwdzięczyć nie tylko flaszką. A z ostatnim słowem mam zawsze problem. Zresztą pewnie i tak go nikt nie doczyta 😉