Those Who Bring The Torture: „Prostota to podstawa.”

Nie jest to wywiad marzenie, chyba jak każdy w którym pytania są dłuższe niż odpowiedzi. Niech się Ronnie z Those Who Bring The Torture cieszy, że ChaosVault jest internetowym zinem i miejsca mamy pod dostatkiem – inaczej nawet by tego nikt nie zamieścił, bo szkoda papieru na pojedyncze zdania. Ale przynajmniej jakiś ślad po zespole pozostał…

Oracle: Witaj Ronnie! Czy mógłbyś na dobry początek przedstawić historię Those Who Bring The Torture?

Ronnie: Witaj koleś! A więc, zeszłego lata ja i Rogga rozmawialiśmy o założeniu jakiegoś death/grindowego projektu. Rogga miał gotowe wszystkie szkielety utworów i podesłał je do mnie. Zapytałem mojego przyjaciela, Dave’a, czy nie nagrałby partii perkusji na ten album. Dwa tygodnie później mieliśmy gotową naszą pierwszą płytę. Nie miała ona zbytniej promocji, może dlatego nie jesteśmy zbytnio znani w Polsce. Skontaktowała się z nami Pulverised Records, poprzez profil na myspace i podpisaliśmy z nimi deal.

O.: Właśnie, Pulverised Records napisała o Was w notce promocyjnej, iż jesteście bardzo nieoryginalni. Mieli rację! Ale wiesz – pierdolić to, ja lubię Waszą muzykę. Kiedy zdecydowaliście, że tak właśnie ma ona wyglądać?

R.: Oryginalna czy nie – nie wiem. Gramy po prostu to co lubimy.

O.: Jak dla mnie Wasza muzyka jest jednym wielkim hołdem dla Napalm Death czy Terrorizer, ale w pewien sposób również i dla Impaled Nazarane, zgodzisz się ze mną?

R.: Mogę powiedzieć tyle, iż wszyscy w kapeli słuchamy Six Feet Under i innych old schoolowych zespołów, więc się z Tobą zgodzę.

O.: Cieszę się, że choć tyle, bo na dłuższą wypowiedź pewnie nie mam co liczyć… Jeszcze o tym hołdzie dla Impaled Nazarane. Chodzi mi głównie o tytuły zbliżone do konwencji tych fińskich świrów – „Tank Gasmask Ammo”, „All Hail The Goat”… Nie mam niestety Waszych tekstów. Czy są one równie ekstremalne jak tytuły? Przypuszczam, że nie mają jakiegoś ważniejszego przesłania?

R.: Teksty są równie ekstremalne jak tytuły. Prawie wszystkie napisał Rogga. Słuchacze z kolei mają wolną rękę do zbudowania własnej opinii o nich.

O.: Łaskawco! Dobra, „Tank Gasmask Ammo” nagraliście w Enhanced Audio Productions, tak? Jego właścicielem jest Worm, więc przypuszczam, iż sesja nagraniowa musiała być komfortowa…

R.: Tak, Enhanced Audio Productions to jego firma I rzeczywiście było komfortowo. Rogga podesłał mi całą gitarę rytmiczną, bas i wokal, ja nagrałem z Davem perkusję, a potem dograłem resztę lead’ów i harmonii. Następnie dokonałem miksu i masteringu w moim studio.

O.: Ok. Wasze nowe kawałki są dłuższe niż utwory z debiutanckiego „Those Who Bring The Torture”. Kiedy zdecydowaliście się na dłuższe kawałki? Chcecie być bardziej death’owi niźli grind’owi?

R.: Następny album będzie cięższy, ma więcej utworów i dłuższy czas trwania. Ale z jeden czy dwa grindowe kawałki znajdą się na nim na pewno. To naszego stylu i brzmienia.

O.: Poza brutalną muzyką słychać u Was też całkiem melodyjne solówki, jak na przykład ta w „You Should Be Brutally Slaughtered”. No i same utwory również są raczej melodyjne, będąc równocześnie cały czas brutalnymi i agresywnymi. Myślisz, że aby nazwać coś „muzyką” w ogólności, to musi to zawierać jakiś pierwiastek melodii?

R.: Każda muzyka jakiej słuchasz ma melodię. Melodia sprawia, że muzyka jest bardziej interesująca.

O.: Głęboka myśl. A kto jest autorem okładki? Ta z debiutu była niezła, ale z najnowszego albumu jest po prostu …infantylna?

R.: Ja lubię okładkę nowej płyty. Odnosi się do tytułu „Tank Gasmask Ammo” [na okładce widać czołg z diabłem, maskę przeciwgazową i karabin, dobrze, że powiedziałeś, że nawiązuje do tytułu, bo bym na to nie wpadł – przyp. Oracle]. Myślę, że Pär Johansson (Satariel) zrobił dobrą robotę. Prostota to podstawa.

O.: Taa, chyba Twoich wypowiedzi. Pierwsza płyta wyszła nakładem No Colours Records. Dlaczego zmieniliście label? Nie byliście zadowoleni ze współpracy?

R.: Promocja była uboga, a poza tym dowiedzieliśmy się, żę No Colours Records wydało albumy kilku kapel, których poglądów nie podzielaliśmy.

O.: Też mi powód. No ale teraz jesteście częścią Pulverised Records, dlaczego więc ten właśnie label? Nie baliście się współpracy z wytwórnią z dalekiego Singapuru?

R.: Internet jest wspaniały, haha! Rozmawialiśmy z nimi prawie codziennie poprzez Myspace. A więc komunikacja była dobra. Pulverised wydaje się być dobrą wytwórnią. Mają u siebie sporo szwedzkich kapel, promocja też jest niekiepska, podoba mi się!

O.: Wywiad jest przeprowadzany na krótko przed premierą Waszej drugiej płyty. Czego oczekujecie odnośnie „Tank Gasmask Ammo”? Macie jakieś cele do osiągnięcia? Billboardy, bycie sławnym, szybkie kobiety i piękne samochody, hehe? Czy tylko grać pieprzony death/grand i nic poza tym? A może i to i to?

R.: No, kilka dodatkowych dolców na pewno by nam nie zaszkodziło, hehe. Ale i tak głównym celem jest szerzenie naszej obrzydliwej muzyki, hehe! No i zagranie paru koncertów czy festiwali.

O.: Minimalista, hehe. Każdy członek Those Who Bring The Torture ma też inne kapele. Czym więc dla Was jest Those Who Bring The Torture? Side Project czy normalny band?

R.: Nie, to side project. Wszyscy mają swoje własne kapele, ale to nigdy nie było problemem. Gramy w Those Who Bring The Torture raz na jakiś czas, ale już za niedługo jedziemy w drogę.

O.: Nie macie normalnej strony internetowej, a jedynie profil na myspace. Dlaczego? Czy jest to bardziej komfortowe dla Was? Co w ogóle sądzisz o tym całym majspejsie? Ja tam go na przykład nie lubię…

R.: MySpace jest super [pierdolicie Hipolicie – przyp. Oracle]. Ludzie mogą słuchać muzyki, mogą łatwo nawiązać kontakt z zespołami. Całe info również tam można znaleźć. Pulverised odkryła nas dzięki MySpace, i to też było fajne.

O.: Ok., na tymże profilu napisano, iż waszymi inspiracjami są piwo, zielsko i cipki. Przypuszczam, że to zamknięta lista? Bez żadnych idoli z dzieciństwa i innych zespołów, hehe?

R.: Z piwem przychodzi muzyka, czyż to nie prawdziwe? [jasne, zwłaszcza że 80% metaluchów woli wydać w jeden wieczór po pięć dych na piwo, ale na koncert już nie przyjdzie i płyty nie kupi, „bo drogo” – przyp. Oracle]. Ok., Six Feet Under jest dla nas sporą inspiracją w tym momencie.

O.: Dobra, nie męczę Cię już, to było ostatnie pytanie. Idę się napić.

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *