The No – Mads: „Wolę wziąć gitarę do ręki i pograć, niż kreować się na guru od wszystkiego na forach…”

Lubię The No – Mads, bo od wielu lat łupią swój barwiony z niemiecka thrash metal, nie oglądając się na przychodzące i odchodzące mody. Nie wydają może płyt taśmowo, ale każda jest porządnym metalowym krążkiem. Jako, że nie dawno ukazała się ich najnowsza produkcja, „Lost Control” to i okazja się nadarzyła do pogawędki z Sylwią i Przemkiem. Swoją drogą – fajnie widzieć, jak osoby z dość różnymi poglądami na wiele spraw świetnie dogadują się muzycznie. No to zapraszam do wywiadu!

 

the no-madsOracle: Witam thrashową reprezentację Śląska! Na początek mały opieprz – dlaczego na „Lost Control” trzeba było czekać aż cztery lata? Zaburzyliście trzyletnią przerwę pomiędzy każdym dużym krążkiem…

Przemek: Cześć! Opieprz odbieram pozytywnie, bo to znaczy, że czekaliście na tę płytę! Każdy zespół ma swój rytm i u nas faktycznie wychodzi na to, że są to trzy lata. Ostatni rok jesteśmy w plecy z uwagi na problemy Sylwii z kręgosłupem. Nie udało się uniknąć zabiegu operacyjnego, no i rehabilitacja też ma swoje prawa. Ze strony zespołu nie było żadnego nacisku, czekaliśmy spokojnie na moment, gdy znów będziemy mogli dawać koncerty, żeby wydanie płyty nie trafiło w próżnię, bez możności zaprezentowania jej na żywo.

O.: W ogóle zauważyłem, że kariera The No – Mads to taka sinusoida, raz jest o Was głośno, przy okazji koncertów czy płyt, potem długo cicho, potem znów więcej się mówi, potem znów ciszej… nie zależy Wam, by być ciągle na językach? Jeśli tak, to bardzo dobrze, bo przyznam, że mnie śmieszą drugoligowe zespoły, które to co dwa dni wrzucają w sieć info, jak to zmieniają struny w gitarze, albo przechodzą obok studia nagrań – byle się mówiło…

P.: Szczerze mówiąc nie mamy czasu na aktywność sieciowo-społecznościową. Ograniczamy to do konkretów, odpowiedzi na posty itp. Wolę wziąć gitarę do ręki i pograć, niż kreować się na guru od wszystkiego na forach… Jak ktoś chce o coś zapytać to zawsze odpowiadam. Przynajmniej się staram… Koncerty wyłączając ostatni rok z wiadomych powodów średnio gramy raz w miesiącu, więc to chyba nie to… Może po prostu niektóre z nich nie są wystarczająco rozreklamowane.

the no madsO.: OK, powodem naszej pogawędki jest najnowszy album „Lost Control”. I chyba najlepszy w Waszej dyskografii – z czym oczywiście Wy jako twórcy musicie się zgodzić, hehe. A jak jest z opiniami płynącymi od słuchaczy?

P.: Każdy zespół jest najszczęśliwszy na świecie, gdy słyszy, że jego ostatnia płyta jest najlepsza w dyskografii. Takie opinie przewijają się i w recenzjach i w rozmowach z ludźmi na koncertach. Jesteśmy dumni z ostatniej płyty, bo poprzednią, „The Age Of Demise” postawiliśmy sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Tym razem nie czuliśmy presji syndromu trzeciej płyty. Podeszliśmy do tego albumu na większym luzie i chyba to słychać.

O.: Myślisz, że „Lost Control” trafiło na dobry czas? Jeszcze rok temu w Polsce thrash metal był wśród młodzieży u szczytu popularności, teraz jakby cała fala opadła trochę… Z drugiej strony, The No-Mads powstało, gdy thrash był w Polsce całkowicie zapomniany, czy nie tak?

P.: Ależ thrash był już wcześniej popularny niż rok, dwa lata temu! Tylko u nas jakoś tak zawsze jest wszystko z opóźnieniem i trochę skarlałe w stosunku do Zachodu, no i trudniejsze do zrealizowania. Ogromną pracę u podstaw wykonały wtedy magazyny typu „Heavy Metal Pages” i „Pure Metal”. Wkręcały śrubę powrotu thrashu z dobrym skutkiem – stworzyła się silna scena młodych zespołów. Fakt – gdy zaczynaliśmy byliśmy trochę jak ciekawostka przyrodnicza. Zaczynaliśmy w zawiasach między dwiema epokami thrashmetalu.

O.: Na „Lost Control” znajdują się dwa sorty tekstów – lżejsze i raczej poważniejsze. Do lżejszych należą oczywiście „Possessed By Bier” czy „C.A. River Plate”. To się najpierw nimi zajmiemy. Piwo – któż go nie lubi… Pamiętacie swoje pierwsze wypite piwo?

Sylwia: Ale pierwsze wypite, bo tata dał trochę pianki? Czy to, którym się narąbałam? He he… To może opowiem o tym drugim. Po pierwszej klasie liceum wyrwałam się z chaty nad morze. Tam, poznałam zajebistą ekipę metalowców (tych ze starej szkoły metalowej braci – za kołnierz nie wylewali!). Już pierwszego dnia nieźle się wstawiłam! Było extra thrashowo!

P.: Oczywiście! Miałem wtedy 15 lat. Moja mama wylądowała w szpitalu na krótkiej obserwacji. Musieliśmy sobie wtedy razem z ojcem i młodszym bratem radzić sobie po męsku w domu – wiesz obiad z konserwy itepe. Chyba dla przypieczętowania tej męskiej solidarności ojciec postawił mi piwo z Pewexu – niestety nie pamiętam nazwy… ale było pyszne. Cały czas pamiętam ten smak – dużo goryczki – do dziś lubię bardzo gorzkie piwa. Ale co tu dużo gadać. Mieliśmy stracha – cały czas myśleliśmy o tym żeby wyniki badań wyszły dobrze.

the no mads.jpg1O.: „Possessed By Bier” ma tekst w języku niemieckim – czy to dlatego, że Niemcy powszechnie kojarzą się ze złotym napojem, czy może dlatego, że muzycznie osadzony jest tak mocno w niemieckiej szkole grania (jak zresztą Wasza muzyka w ogóle…)?

S.: Mamy taka tradycję, że na każdej płycie dajemy numer o piwie w języku niemieckim. Kiedy wpadłam na ten pomysł przy pierwszym albumie, moją intencją był raczej ukłon w stronę Sodom. Lubię old school thrash śpiewany w tym języku. Nie myślałam o tym w ten sposób, że niemiecki pasuje do piwa… ale faktycznie kojarzy się!

P.: To duże uproszczenie, ale się nie wypieram. Ludzie porównują nas często do Holy Moses z wiadomych powodów, a popatrz jakie szerokie spektrum muzyczne prezentowali przez ponad 30 lat kariery. I to w ramach własnego stylu..

O.: „C.A. River Plate” z kolei dotyczy tematyki piłkarskiej, która – przyznam jest mi całkowicie obca. Nie będziemy więc gadać o tabelach i transferach, a brzydszej stronie polskiej piłki. Macie jakieś zdanie na temat pseudokibiców? Temat od zawsze aktualny, ale od pewnego czasu w Polsce zyskali miano prawdziwych patriotów, strażników wartości itp… – co o tym sądzicie?

S.: Mnie interesuje wyłącznie sportowa strona footballu. Nie popieram bandytów stadionowych i wkurza mnie to, że zamiast dopingować swoją drużynę rozwalają nierzadko swój stadion. Ci kolesie często w ogóle nie interesują się meczem, a ich jedynym celem jest zrobienie dymu. Młyn i Ultrasi to co innego. To grupa najbardziej zagorzałych kibiców, bez których mecze przypominałyby kinowe seanse. Dbają o oprawę, śpiewają i dopingują przez cały mecz. To głównie oni dbają o atmosferę na stadionie! Nawiązując jeszcze do samego utworu – jest to tekst o moim ulubionym klubie ligii argentyńskiej Club Atletico River Plate.

P.: Nie kumam piłki nożnej. Przepraszam – nie wiem o co chodzi [podobnie jak i przy gorzkim piwie – możemy podać sobie dłoń, hehe – przyp. Oracle]. A z mojego punktu widzenia skrajna prawica czy lewica zawsze będzie potrzebować bojówek, a zorganizowane grupy kiboli idealnie się do tego nadają. Politycy to kanalie, które uwielbiają sterować ludźmi – tutaj są w swoim żywiole.

O.: Z sortu poważniejszych – „Politix (World Of Shit)”, gdzie podtytuł mówi wszystko. To jak, w ogóle nie głosujecie, nie wyrażacie opinii politycznych? Czy są osoby na polskiej scenie politycznej, które wkurwiają Was w wyjątkowy sposób? Tylko po nazwiskach proszę, po nazwiskach, hehe!

the no mads.jpg3S.: Bardzo długo kupowałam te teksty o obywatelskim obowiązku, o tym że mogę o czymś zadecydować. Ha ha ha…! Po kilku kolejnych wyborach zrozumiałam, że dopóki te kanalie będą kłamać i wciskać nam kit podczas kampanii wyborczych to nic się nie zmieni. Mój kurwa głos nic nie dawał! Nie miał żadnej mocy, bo oni zapominali, o tym co obiecywali. Dla nich liczy się tylko kasa, władza i układy. Pieprzyć ich! Tym razem nie idę na wybory… to nie ma sensu!

P.: Jeżeli powiem po nazwiskach, utwór po wyborach przestanie być aktualny. A tak każdy może sobie podstawić „ulubionego” polityka do tego utworu. Niezależnie od tego kto rządzi, władza zawsze ulega degeneracji. Nie ma u nas kultury politycznej. Politycy prześcigają się w obrzucaniu gównem ku uciesze gawiedzi a po cichu robią swoje i zabezpieczają byt sobie i rodzinom na kilka pokoleń do przodu za nasze pieniądze… Dobre chęci szybko przegrywają w konfrontacji z aparatem biurokratycznym. Kto pracował w korporacji ten wie. Zmienia się tylko skala i możliwości. Na wybory trzeba chodzić. Trzeba szanować możliwość wyboru, nawet jeśli oznacza to mniejsze zło. Pamiętam czasy, kiedy tej możliwości nie było. A swoją drogą – przecież nasi politycy nie pojawili się znikąd! To nie są najeźdźcy z kosmosu! Popatrzcie na swoich sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy. Jak oni by się zachowali gdyby dać im władzę? I zapytajmy samych siebie. Jeżeli coś mi się nie podoba, jak mogę to zmienić? Najłatwiej jest narzekać, nic nie robić i siedzieć na dupie.

O.: „Lost Control” to z kolei głos między innymi w sprawie ekologii. OK, to co sami robicie w swoim otoczeniu, by matka ziemia była ładniejsza i czystsza?

S.: Mam to szczęście, ze pracuję w przedszkolu i listę mam długą! Prywatnie robię to, co każdy na co dzień może zrobić – zbieram makulaturę, oszczędzam wodę w kranie jak tylko to możliwe, to samo z prądem i takie tam… Na segregowanie śmieci bardzo się napaliłam, ale moja spółdzielnia mieszkaniowa wystawiła na osiedlu dwa rodzaje pojemników: odpady mokre oraz organiczne. Ja się pytam, czy w tym kraju nawet do segregowania śmieci trzeba mieć doktorat? A gdzie mam wrzucać resztę? Papier, szkło, metal… Masrakra! Jednak dla mnie najważniejszym zadaniem (jakie mam możliwość realizować) to po prostu uczyć dzieciaki, utrwalać w nich przyzwyczajenie do dbania o środowisko. Mam nadzieję, że w przyszłości to przyniesie efekty. 🙂

P.: Segreguję śmieci, hehehe! A na serio, staram się dawać przykład moim dzieciom, wpajać szacunek do przyrody… To są takie małe drobne codzienne gesty ale znaczą wiele. Choćby rezygnacja z foliowych jednorazówek, które rozkładają się latami i mordują zwierzęta morskie… Cieszę się – i tu wracamy do demokracji – że mam możliwość decydowania o swoim otoczeniu. Mieszkam koło parku miejskiego i terenów zielonych porośniętych chaszczami. Podczas dni dzielnicy były konsultacje społeczne i każdy mógł zgłosić zastrzeżenie co do projektów zagospodarowania tego terenu. Z tego co mi wiadomo park będzie rozbudowany i poszerzony o ekologiczną ścieżkę edukacyjną.

S.: Ha ha … już to widzę! Za dwa lata będzie tam piękne osiedle apartamentowców!

the no mads.jpg4O.: Mamy też i cover – jaki wpływ na wybór tego kawałka miało, po pierwsze – znajomość Sylwii i Sabiny, po drugie – spotykane tu i ówdzie porównania The No-Mads do Holy Moses i po trzecie, że to po prostu dobry numer?

S.: Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na utwór Holy Moses. Mam ogromny szacun dla Sabiny. Jest 100% metalówą! Nie ukrywam, że zawsze była dla mnie wzorem. Uwielbiam jej wokal, dzikość na scenie i rock’n rollowe podejście do życia!

P.: W końcu musiało to nastąpić. Na wcześniejszych płytach było by to zbyt oczywiste i trochę niesmaczne – tak jakbyśmy się chcieli podczepić pod uznaną markę. Na czwartej płycie czuliśmy, że nie musimy niczego udowadniać i zrobiliśmy ten numer z szacunku dla Sabiny i jej ekipy. Poza tym to zajebisty numer i nie muszę w nim grać solówki, hehehe!

O.: To teraz o biznesach. Nie macie szczęścia do wydawców – co płyta, to inny label. Myślicie, że u Leszka zagrzejecie miejsce, czy to tylko kolejny przystanek? Ciężko jest w ogóle ustawić się w Polsce na jakiś normalny kontrakt z wytwórnią? The No – Mads nie jest kapelą z pierwszej łapanki, powiedzcie mi jednak – jakie największe problemy widzieliście podczas rozmów jako zespół?

P.: Polska to trudny kraj jeśli chodzi o każdy biznes. Muzyka nie jest tu wyjątkiem, poza tym nie jest artykułem pierwszej potrzeby a muzyk czy artysta w ogóle nie jest w Polsce uznawany za godnego szacunku. Chyba, że zrobi karierę zza granicą… Leszek jest człowiekiem sceny od ponad 20 lat. Wierzę w to, że będzie nam pomagał zawsze gdy stworzymy dobry materiał. Problemy? Za dużo dobrych zespołów, hehehe! Nie mówię tego tonem zawiści, ale łatwiej się przebić gdy jesteś zespołem z sąsiedztwa niż z dalekiego kraju. Inaczej też postrzegasz świat jako nastolatek z kontraktem w łapie, kiedy nie widzisz świata poza muzyką, imprezami i groupies a inaczej gdy funkcjonujesz w zespole złożonym z doświadczonych muzyków ale posiadających stałą konkretną pracę i rodziny na utrzymaniu.

O.: Jak już wspomniałem na wstępie – ostatnimi czasy Polskę zalała fala młodych zespołów thrash metalowych. Z jednej strony fajnie, że młodzież zainteresowała się metalem a nie hip hopem czy disco, z drugiej strony 80% tych zespołów są całkowicie wtórne pod każdym względem – inspiracji, tematyki tekstów, image’u…

P.: Ale po to są młode zespoły właśnie! Część z nich wyrobi sobie swój styl a część wpasuje się w folklor lat minionych i zostanie zapomniana. I będzie potrzeba kolejnych 20 lat, żeby się do tego przekonać. Teraz mamy przecież wysyp zespołów otwarcie kopiujących styl wczesnego Black Sabbath, Led Zeppelin, czy Janis Joplin. Mam na myśli zespoły typu Orchid i Blues Pills. Są zajebiste! I teraz ma to swój urok, choć ładnych parę lat temu pewnie bym się na to żachnął… A może po prostu dojrzałem do pewnego dystansu i odrzucenia stereotypów? Sam nie wiem…

the no mads.jpg5O.: Tak sobie w ogóle myślę – nie ma na polskiej scenie obecnie wielu zespołów, których początki pokrywałyby się z początkami The No-Mads… Większość jest albo starsza i należy w ogóle do prekursorów metalu w kraju nad Wisłą, reszta z kolei mogłaby być Waszymi dziećmi. Czujecie się w jakiś sposób wyjątkowi, heh?

P.: Bardzo mi miło! Na pewno jesteśmy wyjątkowi. Nawet jak mieliśmy braki instrumentalne, czy brzmieniowe, nie można było przejść obok nas obojętnie – zawsze pisano o nas jako o jednej z bardziej oryginalnych załóg w kraju. Cieszę się, że i Ty to zauważyłeś.

O.: Przejdźmy do tematów drażliwych. Jesteście ze Śląska, uważacie się za Ślązaków? Temat od zawsze na czasie, a już zwłaszcza gdy ostatnio Sąd Najwyższy uznał, iż nie ma czegoś takiego jak narodowość śląska, inni nazywali część społeczności śląskiej jako ukrytą opcję niemiecką (a może stąd te niemieckojęzyczne teksty na Waszych albumach, hehe?)…

S.: Mieszkam w Katowicach od 15 lat. Bardzo dobrze się tu czuję. Nie mam jednak śląskich korzeni w najmniejszym procencie, więc chyba nie powinnam się wypowiadać. Ja osobiście czuję się Polką, a Śląsk jest dla nnie częścią Polski. Ludzie żyją tutaj spokojnie i na co dzień nie zauważyłam żadnych podziałów na Ślązaków i Polaków. Kwestia śląskiej autonomii i narodowości to chyba taki trochę nadmuchany politycznie balon.

P.: Nie jestem urodzonym Ślązakiem, choć Ewald Latacz, śląski niemieckojęzyczny prawnik kładł podwaliny pod plany autonomii Śląska na początku XX wieku. Nie wiem, czy to rodzina, czy zbieżność nazwisk przypadkowa. Kiedyś pewnie to „obadam”, hehe! Natomiast mieszkam tu, znam wielu rodowitych Ślązaków – choćby Oskara – naszego bębniarza – i doskonale ich rozumiem. Na spisie powszechnym wpisałem sobie narodowość śląską właśnie z tych powodów i również po to, żeby zrobić na złość pewnemu politykowi mizernej postury i proweniencji.

O.: Nie udzielacie się w zespołach pobocznych, wcześniej graliście jedynie w protoplaście The No-Mads – czyli co, ta kapela wystarcza Wam absolutnie? Czy może chcielibyście pokombinować na boku, tylko czasu brak?

P.: Czasu brak, ale staramy się nabrać nowych umiejętności i przewietrzyć umysły. Ja mam swój projekt solowy „Planet Hell” – jestem w połowie sesji nagraniowej u Dominika Burzyma, który realizował nam „Lost Control”. Zrobiłem fajny materiał na pograniczu death-thrash-black metalu i industrialu. Poprosiłem naszego Józka o nagranie basu. Oskar z kolei udziela się ostatnio w black metalowym zespole „Lęk”. Fajne odlschoolowe mroczne łojenie.

the no mads.jpg6O.: Jesteście też zespołem, który ominęły w większości problemy personalne – o ile to nie sekret, może zdradzisz, co wpływa na to, że pomimo kilkunastu lat wciąż działacie w mniej więcej stałym składzie? Wiecie może co dzieje się z poprzednimi muzykami zespołu, Jędrzejem i Jackiem?

P.: The No-Mads od początku był zespołem nastawionym na kompromis. Znowu wraca temat demokracji, hehehe! Potrafimy mieć do siebie dystans i wyważyć to co chcielibyśmy zrobić a to co możemy zrobić. Pewnie, czasem wymykało się to spod kontroli ale od dłuższego czasu zespół funkcjonuje jako samodzielny organizm i staramy się mu nie przeszkadzać, hehehe! Jacek z tego co wiem nie zajmuje się muzyką. Poszedł w motocykle i renowację samochodów zabytkowych. Ma swój warsztat i jest w tym naprawdę dobry. Ostatnio zagrał z nami gościnnie na naszym koncercie z okazji 10-lecia zespołu 5 lat temu. Jędrzej jest rewelacyjnym i zawodowym muzykiem. W zeszłym roku zdobył Fryderyka w kategorii „jazzowy debiut roku” ze swoim projekem Interplay Jazz Duo. Przychodzi czasem na nasze koncerty. Jędrzej nagrał outro na bezprogowym basie do utworu Oort Cloud, instrumentala zamykającego nasza ostatnią płytę.

O.: Jako, że niedawno koniec roku, może małe podsumowanie? Wiem, że to dość oklepane, ale interesuje mnie, jakie krążki wyrwały Was z butów, a jakie wręcz przeciwnie – rozczarowały w ten sposób, że najchętniej zapomnielibyście o ich istnieniu? Gdzie Waszym zdaniem powinno plasować się „Lost Control”?

S.: Okres 2012/2013 to dla mnie ponad rok ciężkiej choroby. Gdzieś tam wyłączyłam się z tego wszystkiego. Powrót do pracy po chorobie sprawił, że na muzykę zostało niewiele czasu. Kilka płyt jednak wpadło mi w ucho: Motorhead “Aftershock”, Master “Witchhunt”, Running Wild “Resilient”, Protector “Reanimated Homunculus”, Toxic Holocaust “Chemistry Of Consciousness”, Deicide “In The Minds Of Evil”.

P.: Niestety z uwagi na brak czasu nie jestem wystarczająco zorientowany – wiele świetnych płyt trafia do mnie po czasie, dlatego mój ranking jest bardzo osobisty. Na pewno Black Sabbath i ich „13”. Pomijając fakt powrotu legendy, ta płyta jest naprawdę dobra! Wybitna! Voivod i „Target Earth” – to nieprawdopodobne jak nowy gitarzysta wpasował się w unikalny styl Voivod. Po śmierci Piggy’ego sami muzycy byli gotowi zamknąć ten rozdział. Los chciał inaczej. Ta płyta dotyka mnie do żywego. Carcass „Surgical Stell”. Za wszystko – brzmienie, utwory, technika. A nie śliniłem się na powrót legendy. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Koncertowe wydawnictwo „Retinal Circus” Devin Townsend Project – teatralne przedstawienie zwariowanego świata leadera Strapping Young Lad. Do tego gościnnie Jed Simon w dwóch utworach. Po protu miodzio! Długo czekałem na nowe Immolation „Kingdom Of Conspiracy” i Soilwork „The Living Infinite” i nie zawiodłem się. Trzymają poziom. Orphaned Land „All Is One”. Piękna płyta, wielowymiarowa z chórami i orkiestracjami, na początku mnie zaskoczyły i obniżyły noty, ale po osłuchaniu jestem zachwycony. No i zachęcam do podpisania petycji w sprawie ich nominacji do pokojowego Nobla za wkład w pojednanie izraelsko-arabskie http://www.gopetition.com/petitions/nominate-orphaned-land-for-the-2013-nobel-peace-prize.html [A to ci ciekawostka, nawet nie wiedziałem – przyp. Oracle] A spoza metalu wspaniały album Stevena Wilsona „The Raven That Refused To Sing”. Perfekcyjna chirurgiczna wręcz produkcja ale nie pozbawiona analogowego ciepła. Progresywne kompozycje z ogromną przestrzenią i ładunkiem emocjonalnym. Instrumentalisci z najwyższej półki i rockowo-metalowo-hippisowski klimat. O złych albumach nie wspomnę bo nie pamiętam, hehehe!

the no mads.jpg7O.: Dobra, to na sam koniec zdradźcie nam, jakie są plany na najbliższy rok?

P.: Zagramy trochę koncertów, m.in. mini trasę z thrashową młodzieżą z Rusted Brain i Terrordome ,Tester Gier i ThermiT w maju – 9 i 10 koncerty w Łodzi i Warszawie. Dwa tygodnie później kontynuacja mini-trasy – Gdańsk-Szczecin. Zagramy też na festiwalu w Czechach 17 maja – Grabofest. Liczymy też na szeroki odzew po ukazaniu się licencji Lost Control w Japonii. Premiera 19 marca. Materiał wyda Rubicon Music – wytwórnia, która reprezentuje Holy Moses na tamtym rynku. A ponieważ wkrótce premiera nowego krążka Holy Moses, to jednym z moich marzeń na ten rok była by wspólna trasa z nimi po Japonii…

O.: OK, nie męczę Was już więcej, gratuluję nowego krążka i czekam na kolejny! Hailz The No-Mads!

S.: Dzięki! Thrash And Bier Till Death!

P.: Dzięki za pamięć, wywiad i wsparcie! Pozdrawiam!

 

 

Autor

9678 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *