Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Wywiady

Tsatthoggua: „…tworzymy po prostu pojebaną sztukę…”

Tsatthoggua

A to jest jeden z tych zespołów, które zawsze darzyłem olbrzymim szacunkiem, pomimo tego, że na swoim koncie nie mają wiele – ot dwa pełniaki, demo i EPka. Ale Tsatthoggua, bo o nich mowa, powróciła w tym roku kompilacją zremasterowanych numerów właśnie z tych mniejszych wydawnictw, a jak dowiecie się z wywiadu – to nie jest ich ostatnie słowo. Maniacy black metalu z lat dziewięćdziesiątych na pewno pamiętają ten zespół, który jawił się wtedy jako ekstrema większa od Impaled Nazarene i Marduk. Zastanawiałem się, jak wypadnie pogawędka z Nar Marratukiem, bo słuchając ich nagrań i widząc ich image człowiek jest gotów na wszystko. A okazuje się, że to jeden z lepszych wywiadów, jakie zrobiłem ostatnio, a Nar Marratuk jest do rany przyłóż – a że rana ta powstała od chłosty ich pojebanym black metalem, to już inna rzecz.

Oracle: Hailz! Na początek powiedz proszę jakie to uczucie powrócić po ponad dwudziestu latach? Ską w ogóle pomysł na Wasz reunion? Dla mnie to akurat był świetny njus, bo przez czas Waszego letargu bardzo często wracałem do obydwu albumów Tsatthoggua…

Nar Marratuk: Hailz Kuba! Muszę Ci powiedzieć, że jest to zakurwiste uczucie! Jestem cholernie zadowolony, że znów jesteśmy razem i gramy swoją muzykę. Czasem jest mi przykro, że straciliśmy tyle lat, które mogliśmy wykorzystać artystycznie, ale teraz jesteśmy ekstremalnie zmotywowani i głodni tworzenia. Decyzję podjęliśmy po tym, jak nasza wytwórnia ogłosiła wznowienie naszych płyt na winylu. Ta wiadomość zelektryzowała nas, nasz menadżer podjął starania, byśmy spotkali się wszyscy razem – w naszym rodzinnym mieście i pubie, niedaleko którego widywaliśmy się za gówniarza. To było jak podróż w czasie, mieliśmy mnóstwo zabawy, w związku z czym postanowiliśmy spróbować raz jeszcze. To było dokładnie 22 grudnia 2019 roku.

O.: No właśnie, plany powrotu były już wcześniej, ale na drodze stanął Wam COVID. Teraz już wszystko w porządeczku, nie będzie żadnych pogrzebów?

N.: Tak, próby zaczęliśmy na przełomie stycznia i lutego i nagle musieliśmy przerwać, bo nikt się nie spodziewał tej zarazy. W marcu nasz wokalista NorthWind udał się z kilkoma znajomymi do Francji, a kiedy wrócił okazało się, że jest chory, zaś po tygodniu zdiagnozowano u niego COVID-19. Możliwe, że złapał infekcję w samolocie. W międzyczasie odbyliśmy dwie próby, siłą rzeczy zostaliśmy również zarażeni. Ja i Lightning Bolt mieliśmy symtomy koronawirusa, ale testy wyszły negatywne. Co mnie kurwa zdziwiło, bo podczas prób stałem najbliżej NorthWinda zdzierającego gardło w moją stronę jak jasny chuj. No ale aktualnie koronawirus to już przeszłość w naszym przypadku. A w trakcie czternastodniowej kwarantanny North Wind odpierdolił całkiem niezłą sesję zdjęciową.

O.: Co fantastyczne – Tsatthoggua wznowiła działanie w tym samym składzie, w którym zaczynała na samym początku i w którym cały czas grała. Czyli sprzed trzydziestu lat. Musicie być naprawdę dobrymi kumplami i podzielać wizję zespołu, czyż nie?

N.: Cóż, gdy rozmawialiśmy o reunionie było jasne, że chcemy powrócić w tym klasycznym składzie. Cieszę się, że to wypaliło i że wszystkim ten pomysł się spodobał. Zawsze byliśmy zespołem złożonym z kumpli i nie chcemy tego zmieniać. Wszyscy też zgodziliśmy się, że chcemy nadal grać w naszym starym stylu i mieć też takież teksty. Nie było jasnego obrazu, jak to ma wyglądać – po prostu musi tak być.

O.: A dlaczego rozpadliście się w 2000 roku? Czy byłeś od tego czasu aktywny na scenie metalowej?

N.: Ja nie, ale Perverted Pete był. Był członkiem takich kapel jak Ninnghizzihidda, Interstellar Genocide, a także Black Messiah – tam jest wciąż aktywny. North Wind założył zespół Beast in Me – wspólnie z byłym muzykiem Funeral Procession. A Lightning Bolt nagrał kilka numerów dla Ninnghizzihidda.

O.: Widziałem sporo pozytywnych reakcji na Wasz powrót, ale mam trochę wrażenie, że Tsatthoggua jest obecnie nieco zapomnianym zespołem. Pamiętają o Was w sumie tylko die hards i w sumie pewnie tylko oni wyczekują Waszego powrotu, nie czujesz podobnie?

N.: Dokładnie tak czuję. Zaczęliśmy od wypuszczenia naszych wcześniejszych wydawnictw, co może jest zaletą, ale w odniesieniu do przyszłości – wolimy od przypomnienia naszych starych rzeczy, by następnie zaatakować z czymś nowym i zdobyć nowych fanów. Łatwiej będzie, gdy już ukaże się nowy materiał, a i wznowienia będą dostępne.

O.: Dzisiejsza scena, w porównaniu do tej z 2000 roku, kiedy to zawiesiliście działalność, jest bardzo różna, nie uważasz? Na jakie najważniejsze różnice mógłbyś wskazać? No i czy nie obawiasz się, że Tsatthoggua nie wpasuje się w black metalową rzeczywistość 2020 roku?

N.: Nie bardzo. Może to zabrzmi jak cliche, ale my chcemy po prostu grać muzykę, którą kochamy. Oczywiście moglibyśmy zmienić swoją muzykę i łatwo wpasować się w dzisiejszą, nowoczesną scenę, ale dla mnie większość dzisiejszej muzyki jest po prostu nudna. Black Metal w roku 2020 to cztery czy pięć riffów na cały album i pięćdziesiąt minut blastów. I tak w kółko. My tego nigdy nie robiliśmy i nigdy nie będziemy robić. My potrzebujemy eksplozji w naszych kompozycjach, nie tylko blastów ale i uderzania z sensem, różnorodności. Jesteśmy cześcią oldschoolowej sceny, a nasze korzenie sięgają przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Taką muzykę kochamy i nie obchodzi nas czy metalowa policja powie, że to przestarzałe czy chaotyczne. Preferujemy chaos o określonej strukturze. Równocześnie jako muzycy chcemy się rozwijać – a także, żeby było to słychać w naszej muzyce. Równocześnie uwielbiamy ten charakterystyczny thrash metalowy kościec w black metalu i chcemy, by był słyszalny w naszej twórczości, poprzez splecenie go razem z atmosferą, swoistym groovem. Może nawet użyjemy doom metalowych naleciałości. Bardzo optymistycznie podchodzę do naszych nowych kompozycji, czuję że będą konkurencją dla wielu zespołów w przyszłym roku.

O.: Wasze najnowsze jak na razie wydawnictwo to „Hallelujah Messiah” – kompilacja demówki i singla. Fajna sprawa, bo te materiały są już niedostępne, nawet z drugiej ręki…

N.: Byliśmy nieźle zaskoczeni, gdy Osmose Productions zaproponowało wydanie tego materiału. Ale im bardziej nad nim się skupialiśmy, tym bardziej podobała nam się idea, a już szczególnie hdy North Wind wykonał tę fantastyczną sesję fotograficzną, a koleś który odpowiada za layout wydawnictw Osmose – Silere Omnia – zaaranżował całość pod względem wizualnym. Efekt końcowy totalnie nas zmiótł! W czasie jak trwały prace nad layoutem załapaliśmy kontakt z Gulnarem z Paranoic Abyss Studio w Bergen. Zremasterował nasze stare kawałki. Na szczęście nagraliśmy pięć płyt CD naszej demówki w 1995 roku. Mieliśmy więc oryginalne pliki wave w domu. Ta sama historia dotyczy naszych numerów z EPki – nasz menadżer miał wersję master nagraną na kompakcie. A Gulnar zrobił kurwa zajebistą robotę tym remasteringiem! Oba wydawnictwa, demo i siedmiocalówka, brzmią dynamicznie i potężnie- jestem pod ekstremalnym wrażeniem!

O.: A jak w ogóle wspominasz sesje nagraniowe tych materiałów? 1995 roku brzmi jak kurwa prehistoria, co nie?

N.: Tak, na przykład sprzęt w studio zmienił się totalnie przez te wszystkie lata. Gdy nagrywaliśmy w 1995 roku mieliśmy olbrzymie studio z totalnie odlschoolowym sprzętem, jak na przykład dwucalowa maszyna na taśmy Tascam – taka jakich używano w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ale miała cholernie wysoki poziom pasma, który pasował do naszej muzyki Później nagrywaliśmy swoje rzeczy na taśmy VHS czy nawet cyfrowo, jednak po dziś dzień uwielbiam brzmienie Tascam. No i mieliśmy mnóstwo czasu by skończyć nagrywanie czy miksy. Pamiętam, że demówką zajmowaliśmy się coś około dwóch tygodni, pierwszym albumem z dwa miesiące, w tym samym studio. To chyba najlepsza rekomendacja jeśli chodzi o nagrywanie muzyki.

O.: Od samego początku jesteście też związani ze wspomnianym już przez nas Osmose Productions. Podejrzewam więc, że nie braliście pod uwagę innego wydawcy dla „Hallelujah Messiah” niż Herve? Co jest takiego szczególnego w pracy z nim?

N.: Nie, nie było innej opcji. Poza tym, jak mówiłem, to był pomysł tej wytwórni, żeby wypuścić nasz stary stuff. I oczywiście bardzo się nam ten pomysł spodobał. Ten label jest tym, co kochamy w metalu. Totalna wolność. Zespoły z Osmose Productions mogą mówić co im się zachce, mogą krzyczeć gdy uważają to za stosowne, mogą grać co chcą lub pisać o czym chcą. Możliwość samorealizacji jest tym ważnym czynnikiem, który sprawia, że chcemy z nimi współpracować. I mamy wrażenie, że oni uwielbiają nas tak samo jak my ich. Ponadto wszystko dzieje się szybko, profesjonalnie i z olbrzymim szacunkiem po obu stronach. Ekipa Osmose Productions nie tylko namawia nas do wydawania płyt, ale również namawia nas do złego, haha!

O.: Z innej mańki – ludzie zawsze porównywali Was do Impaled Nazarene czy Marduk, ale moim zdaniem byliście bardziej ekstremalni od tych grup, nie sądzisz?

N.: To porównanie jest naprawdę bardzo miłe. Oba te zespoły miały na nas duży wpływ i nie mnie oceniać, czy są od nas mniej czy bardziej ekstremalne. To wspaniali muzycy z kurewsko wspaniałym przesłaniem! Szczególnie Impaled Nazarene to nasi prawdziwi bracia. Nigdy nie spotkaliśmy ich osobiście, ale totalnie wspieramy wszystko co robią. Tak samo z Morganem i Marduk – gość jest ojcem chrzestnym black metalowj gitary i gdy byliśy na wspólnej trasie był dla nas jak wyznacznik. Widzieliśmy wszystkie ich koncerty na tej trasie i wiele wiele innych później.

O.: Teksty Tsatthoggua najczęściej dotyczą różnego rodzaju perwersji, tematów BDSM i tym podobnych. Byliście jedną z pierwszych kapel, która poruszała ten koncept, poza satanizmem, pogaństwem i tak dalej. Czujecie się pewnego rodzaju prekursorami?

N.: Tak, haha! Ale koniec końców nasze teksty dotyczyły zagadnienia wolności. Chcemy by ludzie działali i myśleli w sposób nieskrępowany, zgodnie z tym co czują i jakie mają poglądy, pragnienia i potrzeby. Dlatego pisanie o różnych dziwnych seksualnych fantazjach nieźle tu pasowało, bowiem większość społeczeństw, które nienawidzą wolnego seksu jest głęboko wierzących i moralnie

O.: Skoro tak – w Polsce ostatnio mamy olbrzymią narodową dyskusję na temat praw osób LGBT. Jaki jest więc Twój pogląd na przykład na małżeństwa osób jednopłciowych, adopcję dzieci i tak dalej? Czy razi Cię widok dwóch mężczyzn idących za rękę ulicą? Pytam, bo w Polsce środowisko black metalowe jest mocno podzielone co do tego tematu, niektórzy nawet organizują marsze anty LGBT pod egidą organizacji kościelnych, hehe…

N.: Oho, to pytanie ma potencjał na kontrowersję! Jedno wiem na pewno: nigdy nie przyjmiemy chrześcijańskich poglądów na to, jak ludzie powinni żyć. Tsatthoggua popiera całkowitą wolność jeśli chodzi o przekonania, sztukę czy seks. Nie obchodzi mnie, czy ktoś jest gejem, lesbijką czy kimkolwiek innym, nie moja w tym rola, by mówić innym jak mają żyć, a już szczególnie posiłkować się chrześcijańską ideologią. Jeśli chodzi o nasze zamiłowanie do tematyki BDSM, nasze sceniczne outfity – nas też ludzie mogą uważać za gejów czy co tam innego. To się dzieje na przykład czasem na YouTube. Może to jakiś wspólny punkt widzenia z konserwatywną częścią metalowej sceny, osobiście uważam, że taka postawa często jest przedstawiana przez osoby, które po prostu żyją nie korzystając w pełni z życia, a do tego nie potrafią zaakceptować swojej i innych wolności. Te zniewagi brzmią niemal jakby pochodziły z ust muzułmanów lub radykalnych katolików. Czyż to nie dziwne! Dla nas Black Metal to kontrowersyjny sposób na wyrażanie wolności w sztuce, w każdy możliwy sposób. Nawet w jednym z naszych numerów, „Status Sturmer” śpiewamy: Zwycięstwa nad dogmatami, to nasz główny cel. Ten dzień nadszedł!

O.: Czy tym właśnie dla Ciebie jest black metal? Możesz wskazać jakiś czynnik, bez którego nie możemy mówić, że mamy w danym przypadku do czynienia z black metalem?

N.: Dosłownie wczoraj w internecie czytałem kłótnię na temat czy możemy uznawać Venom za zespół black metalowy czy też nie. Wiele osób twierdzi, że kapele z pierwszej fali black metalu tak naprawdę nie były black metalowe, a thrash metalowe. Nie podzielam tej opinii. W tamtych czasach byłem co prawda dzieciakiem, ale już wówczas wiedziałem, że kapele takie jak Venom, Hellhammer czy Sodom to zespoły black metalowe. W dzisiejszych czasach widzę, że pod hasłem Black Metal skupia się wiele rzeczy, jakkolwiek ten gatunek rozrósł się bardzo przez te wszystkie lata – od ambient folku po war black metal. Powiedziałbym, że podstawy black metalu to rockowe instrumentarium (perkusja, gitary, bass, wokal, klawisze), które oczywiście mogą się miejscami różnić. Black metal potrzebuje ekstremalnego brzmienia, specjalnego rodzaju wokali i na pewno też swoistych tekstów. Wolność powinna być ich głównym tematem – rozumiana różnorako, od chodzenia sobie po lesie, przez tematy natury czy historii, antychrześcijastwo czy politykę… no i oczywiście Lovercrafta czy dziwne praktyki seksualne, haha! Właśnie to jest najlepsze w black metalu – jest bogaty w różne wpływy i teksty, za to go szanuję!

O.: Wracając do historii, co to za modelka na Waszych okładkach? Wiem, że laska z „Hosanna Bizzare” i „Trans Cunt Whip” to Wasza przyjaciółka i że robiła też frontcovery innych zespołów – jakich na przykład? Jedyne co wiem o niej to że nazywa się Mona Summer…

N.: Tak, na imię ma Mona i była naszą przyjaciółką. Mieliśmy mnóstwo zabawy podczas obu sesji, mówię Ci! Ale nie wiem czym zajmuje się obecnie. Próbowaliśmy się z nią skontaktować, ale jak na razie bezskutecznie. Mam nadzieję, że jeszcze się z nią spotkamy, była bardzo ważną częścią naszych okładek. I chyba nigdy nie robiła okładek innych zespołów, ale może się mylę. Na pewno jednak pracowała później jako modelka. Była jedną z najmilszych dziewczyn, jakie spotkaliśmy w historii naszej kapeli. Cieszymy się, że chciała z nami współpracować, zwłaszcza że to wymagało sporo odwagi, haha!

O.: Obydwa te albumy osobiście posiadam na taśmach ze znaczkiem Morbid Noizz Records. Ostatnio również zostały wznowione jako kasety przez The Cosmic Pillars Productions. Brakowało Wam Waszych albumów wydanych w tym formacie?

N.: Tak, wiemy, że Morbid Noizz wydało te taśmy, ale niestety nigdy nie dostaliśmy od nich ani jednej sztuki. Trochę to smutne, ale z drugiej strony dawniej nie było tak łatwo załapać kontakt z zespołami jak dziś. A w tym roku Marcel z The Cosmic Pillars Productions skontaktował się z nami w sprawie wypuszczenia tych materiałów ponownie na kasetach. Jako że naprawdę chcieliśmy mieć taśmy w swoich kolekcjach, załatwił sobie licencję od Osmose Productions. Taśmy z The Cosmic Pillars Productions wyszły fantastycznie, zarówno wygląd jak i brzmienie niszczą!

O.: Ok, to lecimy z kolejnymi pytaniami. Na okładce Waszej siedmiocalówki „German Black Metal” widnieje nie co innego, jak czarne słońce. Nie baliście się o oskarżenia o supportowanie sceny NSBM? Czy przeciwnie – chcieliście wkurwić tych wszystkich, którzy wszędzie szukali nazistów?

N.: Och, to po prostu był efekt wycieczki naszego zespołu do starego niemieckiego zamku w Wawelsburgu, w sumie to niedaleko naszego miasta. Symbol czarnego słońca umieszczony jest tam w posadzce wewnątrz olbrzymiego hallu. Byliśmy totalnie pod wrażeniem mrocznej i niebezpiecznej atmosfery tego miejsca, a zwłaszcza krypty, wewnątrz której generałowie SS odbywali spotkania. Więc użyliśmy tego symbolu raczej w kontekście naszej lokalnej historii, ale w sumie to nie obawialiśmy się posądzenia o wspieranie czy bycie zespołem NSBM – tworzymy po prostu pojebaną sztukę, a nie politykę. Jednak nie będziemy używać więcej tego symbolu.

O.: No to ja już kurwa czekam! Grzebiąc dalej w przeszłości, zaczynaliście w 1989 roku jako Dissection i pod tą nazwą nagraliście dwie demówki, dopiero potem zmieniając nazwę. Nie mam żadnych informacji, czy zostały one kiedykolwiek wznowione? Nawet na YouTube nie mogę ich znaleźć, więc muszą być niezłym rarytasem. Jak opisałbyś muzykę z „Maniac Depression” i „Unrecognizable Human Form”?

N.: Tak, nagraliśmy te taśmy ponad trzydzieści lat temu. Nosimy się z myślą, czy nie wypuścić ich w formacie cyfrowym, ale nie mamy własnego bandcampa, Znajduje się na nich mikstura black metalu, death metalu a nawet doom metalu. Wciąż lubię niektóre fragmenty tych nagrań, ale North Wind nie brzmi na nich tak ekstremalnie jak w późniejszym okresie. Mimo wszystko na YouTube powinieneś znaleźć dwa numery: „I Spit on Your Grave” oraz „Psychomorhposis”

O.: Poszukam więc ich uważniej. A czy z tego okresu, w którym zaczynaliście są jakieś zespoły, które wówczas były aktywne, obecnie nie są, a Tobie jest z tego powodu szkoda i tęsknisz? Nie tylko jeśli chodzi o black metal…

N.: Raczej nie. Jeśli mam na myśli jakieś stare kapele, które się rozpadły, to zazwyczaj słucham ich starych nagrań i wspominam czasy, kiedy sam chodziłem na ich gigi jako zwykły fan, lub też kiedy graliśmy wspólnie. Zespoły, które uwielbialiśmy gdy zaczynaliśmy grać muzykę są w sumie nadal aktywne: Darkthrone, Satyricon, Marduk, Impaled Nazarene, Immortal, Cradle of Filth i kilka innych. Oczywiście brakuje nam Quorthona i Bathory.

O.: A co z Waszą trzecią płytą, która ponoć została skomponowana ale nie mieliście okazji jej zarejestrować? Jest jakaś opcja, że ukaże się ona oficjalnie? I dlaczego sprawy tak się potoczyły, że nie macie jej w dyskografii?

N.: Tak, nigdy nie nagraliśmy tego krążka. Podpisaliśmy papiery z Necropolis Records, ale tak naprawdę to nigdy nie skomponowaliśmy do końca tej płyty. Zaledwie dwa kawałki i trochę ponad. Wykorzystamy je na nadchodzącej płycie Tsatthoggua, która ukaże się może w 2012 lub 2022 roku. Może nawet użyjemy starych tytułów tych numerów na tytuł całego krążka, czyli „Extazia” albo „Gloria Extazia”. Ale nie wiemy tego na pewno.

O.: Czyli są plany na nowy album? Jaka przyszłość jawi się przed Tsatthoggua? Bo mam nadzieję, że Wasz powrót to nie będą tylko wznowienia!

N.: No kurwa, mam nadzieję! Serio liczymy, że trzecia pływa powstanie, potrzebujemy jednak na to czasu, a sami nie lubimy być pospieszani. Wcześniej zagramy jednak kilka koncertów, może uda się rozpocząć w kwietniu w Rotterdamie, gdy ta jebana plaga się zakończy. Na pewno jest przyszłość dla Tsatthoggua!

O.: No to się cieszę! To wszystko w takim razie, mam nadzieję, że nie wynudziłem Cię zbyt dużą ilością pytań! I do zobaczenia na polskiej ziemi!

N.: A co Ty, nic mnie nie nudziło, naprawdę fajne pytania! Odpowiadając na nie mogłem sobie przypomnieć stare dobre czasy! Dzięki wielkie Kuba, mam nadzieję, że moje odpowiedzi również były na poziomie! Koncert w Polsce byłby zajebisty, to coś, czego nie udało się nam osiągnąć w latach dziewięćdziesiątych! Stay Bizzare!

Oracle
Autor

12585 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kejosowe miejsce spotkań

Powiedzieli...

Polecamy jeszcze

Newsy

  W wieku 45 lat odszedł Timo Ketola, fiński autor grafik. Timo stworzył okładki dla takich zespołow jak Antaeus, Chapel of Disease, Dead Congregation,...

Newsy

19 pażdziernika nakładem Devoted Art Propaganda ukaże się spilt Gruzji z rosyjskim Neon Scaffold. Materiał będzie nosił tytuł „Konflikt” i ukaże się na 12″...

Newsy

Połączone siły Ouroboros i Pestis Spiritus ! Split-zine w duchu podziemnego Black Metalu przeciwko nowoczesnemu Światu. OUROBOROS nr 2 Obszerna recenzja i komentarz do...

F-J

Wydawca: Black Death Production I cyk kolejny debiut wpadł mi w łapska. Tym razem EPka włoskiego Ghostlord „Abyssic Death Masters”. I przyznam, że tytułowe...

Copyright © 2004 - 2020 Chaos Vault