Tankard: „… jeśli coś spierdolimy, to nie przez to, że jesteśmy pijani.”

Ucieszyłem się z możliwości wywiadu z Tankard, bo to wielce zasłużony zespół, którego wkład w thrash metal jest trudny do przecenienia, bla bla bla, truizmy truizmy, hehe… Niemniej jednak fajno jest, bo „Thirst” to bardzo udana płyta. Cholerka, pytania były ułożone pod Gerre’a, zaś z powodu braku czasu wokalisty, pałeczkę przejął Olaf – nomen omen perkusista. Może nie rozwodził się on niczym Fidel Castro za dobrych lat, ale i tak mam nadzieję, ze wywiad spodoba się czytelnikom naszego skromnego webzine’u. Ot, taki przedsmak przed listopadowymi koncertami piwoszy.

Oracle: Hello Olaf! Tankard gra grubo już ponad ćwierć wieku, to kawał czasu! Czy w historii zespołu był jakiś moment, kiedy to pomyślałeś „Kurwa, pierdolę to, nie chcę już więcej grać thrash’u!”…?

Olaf: Nie, dlaczego?

O.: Heh, no myślałem, że Ty mi ewentualnie powiesz…To może chociaż powiesz dlaczego „Thirst” jest Waszym najlepszym albumem w historii? No chyba, że nie jest, wówczas powiedz dlaczego nie jest, hehe…

Olaf: Zawiera wszystko to, z czego znany jest Tankard, brzmi bardzo nowocześnie, dlatego też myślę, że to jedno z naszych najlepszych wydawnictw.

O.: Ech, skromnie bardzo to zabrzmiało. „Thirst” jest równocześnie Waszym trzynastym albumem, ale chyba nie możecie powiedzieć, że przyniósł Wam pecha, co? Masz może jakieś wieści odnośnie jego sprzedaży?

Olaf: Nie jesteśmy przesądni, nie obchodzi nas więc, czy jest to nasz 13 album, czy 666, czy jakikolwiek inny. Nie dysponuję liczbami, ale zdaje mi się, że nie sprzedaje on się tak dobrze, ale w dzisiejszych czasach inne kapele mają ten sam problem z powodu ściągania krążków z sieci. Bardzo łatwo jest przecież zassać płytę z Internetu, no a próg zahamowań dla wielu ludzi jest bardzo niski. Samo przyjęcie „Thirst” jest jednak bardzo dobre, a miernikiem tego jest liczba propozycji koncertowych, jakie dostajemy z całego świata. Jest tego o wiele więcej, niż pozwalają nam nasze możliwości, ale dzięki temu możemy zebrać je wszystkie do kupy i wybrać te najbardziej interesujące, a to bardzo dobra sytuacja.

O.: Powiedziałeś, że muzyka na „Thirst” zawiera wszystko to, z czego znany jest Tankard i trudno się z tym nie zgodzić – słychać tu styl, z którego jesteście znani od 27 lat. Słyszałem nawet gdzieś stwierdzenie, że jesteście takim thrash’owym AC/DC – tak jak oni macie swój łatwo rozpoznawalny styl, zgodzisz się więc z taką opinią?

Olaf: Tak, zgadzam się z tym, niemniej jednak, gdybyśmy zmienili nagle swój styl, rozczarowalibyśmy wówczas mimo wszystko mniej osób, niż AC/DC gdyby zawiesiło działalność!

O.: Skromniś, hehe…Większość tekstów Tankard jest napisanych z olbrzymim poczuciem humoru i dużą dozą sarkazmu. Ale na każdym albumie znajdują się też poważniejsze tematy, na „Thirst” jest to na przykład „When Daddy Comes To Play” – przypuszczam, że historia „rodziny” (o ile można ich tak nazwać) Fritzlów wywarła na Was spore wrażenie…

Olaf: To prawda. Powiedziałbym, że teksty w dużym stopniu pokazują, jacy jesteśmy. Humor i sarkazm są niezaprzeczalnymi elementami naszego życia, ale nie biegniemy przez życie cały czas jak osły. Rodzinę Fritzlów pokazywali w telewizji na każdym kanale kiedy pracowaliśmy nad „Thirst”, więc nic dziwnego, że zrobiliśmy o nich kawałek.

O.: No tak, ale z drugiej strony wciąż przybywa numerów typowo jajcarskich, jak na przykład „Sexy Feet Under”. Czy stopy to Twój fetysz? A może tylko stopy Chrisa Burnes’a, hehe? Może masz jakieś inne fetysze, o których chciałbyś porozmawiać, hehe?

Olaf: Reszta członków zespołu nazywa to „schorzeniem”, albo „stopim problemem”, ale jest to prawdziwy fetysz, nie będący dla nas problemem. To naprawdę zabawne, kiedy podróżujemy i widzimy jakąś interesującą babkę – wszyscy odwracamy się za nią i robimy coś na zasadzie „Wow, widziałeś tą laskę?!”, ale tylko Gerre skanuje podłogę, hahahaha!

O.: No ja tam wolę patrzeć zawsze ciut wyżej, hehe. Po tym utworze znajduje się krótka rosyjska piosenka – kto wpadł na pomysł jej nagrania?

Olaf: Podczas trasy było sporo alkoholu i czasu do spożytkowania, tak więc to jest tego efektem. Nic specjalnego, ale mieliśmy spory ubaw podczas śpiewania (jeśli możesz nazwać to nasze „lalalalala” śpiewaniem, haha).

O.: No właśnie, wielu metalowców uważa, że metalowe teksty z założenia nie powinny być śmieszne czy lekkie, a raczej mroczne i złe… Zespoły takie jak Wy często nie są traktowane poważnie, są ignorowane tylko z powodu tych tekstów, nie biorąc pod uwagę dobrej muzyki. Spotkaliście się kiedyś z takim postępowaniem wobec Tankard?

Olaf: Rzeczy, o których mowa w naszych tekstach są o wiele bardziej serio niż u tych wszystkich black metalowych czy true metalowych zespołów. Nie zabijamy smoków mieczami, ani też nie poświęcamy dziewic czy coś w tym stylu, w naszym prawdziwym życiu. Raczej przesiadujemy w barach, czasem pijemy sporo i piszemy o tym kawałki, o tej całej nie polakierowanej prawdzie. A śmiesznym stuffem ja zaś nazywam wszystkie te tematy, o których Ty mówisz „złe i mroczne”.

O.: Okej, to pytanie miało być skierowane początkowo do Gerre’go, ale może Ty mi odpowiesz. Jaki wpływ ma na teksty jego robota jako pracownika socjalnego? Czy chce on odreagować te wszystkie problemy, z którymi styka się w pracy, pisze więc te wszystkie humorystyczne historyjki o piciu, imprezowaniu i tak dalej?

Olaf: Myślę, że to nie ma na niego jakiegoś specjalnego wpływu, bo to jest całkiem inny świat, bez miejsca na humor, ale podświadomie wydaje mi się, iż jego „klienci” są z nim, czy tego chce czy nie chce, więc chyba muszę zmienić zdanie i powiedzieć, że te wpływy są faktyczne.

O.: Heh, okej. Z innej beczki – zawsze lubiłem Wasze front covery. Dziś wiele kapel używa jakichś cyfrowych obrazków, ale dla mnie jest to wyparcie ducha metalu, hehe. Dlatego też, proszę obiecaj mnie i Waszym fanom, że nie zrezygnujecie z okładek w waszym stylu, haha! I przy okazji – masz swoją ulubioną okładkę płyty Tankard?

Olaf: Prace Sebastiana Krügera są bardzo popularne, ale niestety stał się on dość sławnym artystą, nie łatwo jest więc nakłonić go do naskrobania nam nowej okładki. Dlatego też cały czas szukamy alternatyw. Ale ja też wolę rysunki. Moją ulubiona okładką jest ta z epki „Alien”. No i jeśli gdzieś tam znajduje się osoba, która potrafi rysować w podobnym stylu, niech się nie zastanawia i kontaktuje z nami poprzez naszą stronę www.tankard.org!

O.: Większość Waszych wydawnictw ukazywała się praktycznie rok po roku, czasem może z przerwą dwuletnią, ale w każdym razie z dużą regularnością. Jedyna większa przerwa miała miejsce pomiędzy „The Tankard” a „Disco Destroyer”. Czy to już rutyna, czy jedynie słynne niemieckie umiłowanie porządku, hehe?

Olaf: Robimy to po to, by metalowcy ciągle o nas pamiętali, a także, byśmy sami się tym nie znudzili. Każde nowe wydawnictwo to nowy cel i potrzebujemy pewnej presji, by skończyć go na czas i dać z siebie wszystko. Po „The Tankard” zaś musieliśmy zmienić wytwórnię i trochę czasu zabrało nam rozważenie niepoliczalnej wręcz liczby ofert. Zdecydowaliśmy się przejść z Noise Records do Century Media i byliśmy wówczas zadowoleni z naszej decyzji.

O.: Okej, przejdźmy może do trochę bardziej aktualnych spraw – w listopadzie zagracie dwa koncerty w Polsce. Cholera, jesteśmy sąsiadami, dlaczego nie graliście u nas wcześniej? Macie tu sporo maniaków, spragnionych, że tak się wyrażę a propos, Waszej muzyki…

Olaf: Przepraszam za to opóźnienie, ale nigdy jak dotąd nie otrzymaliśmy żadnej poważnej oferty, więc to nie nasza wina. Teraz mam nadzieję, że te dwa występy będą sukcesem i dobrą rozrywką dla wielu z Was.

O.: I ja mam taką nadzieję. Kontynuując temat koncertów – na „Kings Of The Beer” macie kawałek „Land Of The Free”, zaś tam taki wers: „Land Of The Free, but without me!”. Czy to jest powód, dla którego dotychczas w Stanach graliście zaledwie jeden raz?

Olaf: Nie, mieliśmy taką możliwość, by zagrać show w Minneapolis i jeszcze jedną ofertę zagrania promo show rok później w Nowym Jorku. No ale z powodu problemu z wizami zagraliśmy tylko to jedno show w Minni. Tekst „The Land Of The Free” celuje w różne punkty widzenia na moralność i ludzi, którzy mają dość pieniędzy, by wykrzywiać sprawiedliwość, ale to akurat ma miejsce również i w wielu innych państwach.

O.: Skoro już mówimy o koncertach Tankard – pamiętasz swój najgorszy, najlepszy i najdziwniejszy gig?

Olaf: Nie pamiętam jakiegoś jednego specjalnie beznadziejnego koncertu, ale czasem dajemy dupy z powodu zbyt dużej ilości piwa przed występem. Dlatego obecnie zaczynamy się alkoholizować dopiero dwie godziny przed koncertem. Więc jeśli coś spierdolimy, to nie przez to, że jesteśmy pijani. Od tej reguły jest jedno odstępstwo: Andy, nasz gitarzysta kończy picie na dwie godziny przed koncertem! Jednym z naszych najlepszych doświadczeń była dziesiąta rocznica Sweden Rock Magazine, kiedy to graliśmy na promie płynącym między Stockholmem a Helsinkami. Zaś najdziwniejsza była podróż po państwach byłej Jugosławii.

O.: Widziałem też zdjęcia z pierwszego koncertu Tankard… wiesz, może jak się im grało wówczas? Byli z nich całkiem ładni, ułożeni młodzi ludzie, hehehe…Myślisz, że zdawali sobie sprawę, że za dajmy na to dziesięć czy dwadzieścia lat zagrają w dajmy na to takiej Japonii?

Olaf: Hehe, tego Ci nie powiem, ale gdy sam patrzę na te zdjęcia, to zadaję sobie pytanie, kto do cholery dał im kontrakt, hahahahaha!!!

O.: Hehe, przecież to metal pełną gębą… Gerre jest również DJ’em – wiesz może coś o tym jego zajęciu? Podejrzewam, że Brittney Spears czy Pussycat Dolls nie leżą w jego obszarze zainteresowań, hehe?

Olaf: Wiem, że pewnie mi nie uwierzysz, ale on ma w swojej ogromnej kolekcji prawie wszystko, ale przez większość czasu puszcza metal. Z drugiej strony bywają prywatne imprezy, na których trzeba być otwartym jeśli ludzie chcieliby na przykład tańczyć. Ale przecież nie musisz lubić wszystkich rodzajów muzyki.

O.: I wcale nie lubię. Tharsh metalem zajmujecie się spory kawał czasu, jesteście już starą gwardią, jak to mówimy w Polsce, ale czy interesuje Was też dzisiejsza scena metalowa? Widać dziś odrodzenie thrash’u, dużo młodych kapel gra tą muzykę, zaś większość z tych muzyków urodziła się po tym jak Tankrad wydał „The Morning After”… Czy któraś z młodych kapel wywarła na Tobie szczególne wrażenie?

Olaf: Bardzo interesującym jest obserwować jak zmienia się thrash metal, zwłaszcza gdy młodzi ludzie z różnymi wpływami odkrywają ten rodzaj muzyki. Wracają do korzeni z jednej strony, a jeśli coś im tam się podoba lub nie podoba – wówczas to zmieniają. Kilka z nich przerabia też utwory Tankard, co jest również interesujące.

O.: A co z Tankwart? Wydacie jeszcze jakiś nowy krążek? Jak ludzie odbierali ten zespół? Wiesz, Onkel Tom, który gra podobną muzykę do Tankwart, osiągnął spory sukces, a w finansowym znaczeniu poszło mu o wiele lepiej niż w przypadku Sodom…

Olaf: W tym momencie nie mamy żadnych planów co do wydania nowej płyty Tankwart, ale nigdy nie mów nigdy. Nie uważam, że Onkel Tom jest większym zespołem od Sodom [ja też nie, ale fakt jest faktem, że jak na pijacką kapelę opartą na żarcie poszło mu całkiem nieźle – przyp. Oracle], ale jak wiesz on jest profesjonalistą, ma więc większe komercyjne ciśnienie niż my. Dlatego też my mogliśmy zawiesić działalność zespołu po tym jak znudziliśmy się tą muzyką.

O.: Zauważyłem, że w 90% wywiadów jesteście indagowani o piwo, picie i futbol. Wiem, że ten stuff to Wasza pasja, ale czy nie nudzi Was odpowiadanie cały czas na te same pytania?

Olaf: Preferencje czasami się zmieniają, dlatego myślę, że fajnie jest patrzeć na te pytania i widzieć w którą stronę one zmierzają. To zabawne. Te same pytania – inne odpowiedzi w ciągu zaledwie kilku dni.

O.: W zakładce z linkami na Waszej stronie znalazłem odnośnik do strony Rattle Snake Dancers. Czy one również są sponsorami Tankard? Możesz powiedzieć coś więcej o Waszej współpracy? Mam nadzieję, ze obie strony… odczuwają satysfakcję, hehe?

Olaf: To część porozumienia z dziewczynami, albo raczej z „managmentem” dziewczyn, który pojawił się w videoclipie „Beauty and The Beer”, umieściliśmy więc link na naszej stronie.

O.: Coś krótka ta wypowiedź, hehe. Dobra, wracając do muzyki – 18 grudnia via AFM Records ukaże się Wasze nowe DVD. Możesz powiedzieć coś więcej o tym wydawnictwie, czy jest ono warte zakupu, czy też nie, hehe?

Olaf: Będzie zawierało ono cały występ z „Open All Night” z 1990 roku w Berlinie Wschodnim, a także show z Rock Hard Festival w Gelsenkirchen z 2007 roku. Jest ono warte do zakupienia chociażby z tego powodu, iż zobaczyć kilka dziwnych zachowań Tankard i pojawiających się gdzie tylko jesteśmy i jacy jesteśmy (perfekcyjne głupki).

O.: Ok., a więc to by było na tyle! Dzięki Ci wielkie za wywiad, a na koniec możesz zaprosić polskich maniaków na Wasze koncerty, jeśli oczywiście chcesz! Na zdrowie!

Olaf: Naprawdę nie możemy się doczekać już tych koncertów w Polsce i mam nadzieję, że zobaczę tam wielu z Was! I jeszcze raz przepraszam za taki poślizg! Zdróweczko!

Autor

11244 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *