Stworz „czy faktycznie pagan metal jest aż tak upolityczniony?”

Witam w nieskromnych progach Chaosvault. Zamiast tradycyjnego poczęstunku na dzień dobry pytanie, które moim zdaniem powinno być żelazną kwestią dającą możliwość oddzielenia ziaren od muzycznych plew. Czemu właściwie Stworz powstał, czego wyrazem miał być ten zespół – głębszych idei, czy tylko chęci pobrzdąkania sobie na gitarze?


Stworz: Chcieliśmy mieć dużo panienek i szmalu (przynajmniej bez ściemniania – dop Ef). Poza tym, zespół miał przy okazji przekazać nasze ówczesne refleksje odnośnie słowiańskiej wiary i ducha naszej ziemi. Z czasem ta koncepcja rozwinęła się, tak jak i rozwijaliśmy się my – a ewolucja ta trwa cały czas, chociaż pewne rzeczy zostały już mniej lub bardziej ugruntowane na samym początku i rozwijają się w ustalonym kierunku… Myślę, że światu wystarczy juz kapel, które chciały sobie tylko pobrzdąkać, zwłaszcza, że w metalu stanowią one zdecydowaną większość.


Moje pytanie wbrew pozorom też i drugie dno. Stworz to zespół pagan metalowy, że tak go wrzucimy w szufladkę. Uważasz, że ten gatunek (często kojarzony z NSBM – takie to już ludzie lubią uproszczenia) musi być pełen pompatycznych odezw, politycznych nawiązań. Czy jednak można tworzyć taką muzykę na mówiąc kolokowialnie luzie, a jednocześnie zachowując pewne cechy charakterystyczne dla tej muzyki?


Wyjaśnijmy najpierw, że łatką NSBM i w ogóle NS ludzie bezmyślni zwykli określać dosłownie wszystko, nawet zwykłe odniesienia do historii, czy kultury danego kraju (trend ten często da się zauważyć zwłaszcza na Zachodzie), także szkoda słów, zwłaszcza, że robią to tak zwolennicy, jak i przeciwnicy tego typu klimatów. Przechodząc jednak do konkretów, to zależy co się rozumie przez „pompatyczne odezwy”, bo ten gatunek, czy też raczej podgatunek, chyba z założenia niesie jakiś dumny, heroiczny przekaz – a czy tego typu odczucia zostają przekute w konkretną i jasno wyrażaną polityczną ideologię, to inna sprawa, i tu powiem krótko – co kto lubi, chociaż niektóre połączenia są conajmniej dziwne, tudzież niestrawne… Trudno jednak, śpiewając o kulturze, dajmy na to Celtyckiej i związanych z nią wierzeniach, czy też walce z chrystianizacją lub zaborcą / najeźdźcą, jednocześnie twierdzić, że tego typu rzeczy nie mają żadnego znaczenia i to tylko zabawa w przebieranki i odtwórstwo, bo to byłaby po prostu hipokryzja i głupota – chociaż wiem, że zdarzają się i takie przypadki, i to całkiem często, a efekt jest żenujący. Ale czy samo zaangażowanie religijne, kulturowe, nawet patriotyczne, to już skrajna polityka i ideologia, to chyba sprawa indywidualnej interpretacji, która swoją drogą niestety często jest kompletnie debilna, a świat jednak nie jest czarno biały i po pierwsze wiele rzeczy uzależnionych jest od punktu widzenia lub kontekstu, a po drugie odbiorcami są często po prostu kretyni, których jednopłaszczyznowe myślenie nie pozwala im wyjść poza pewne ramy, stereotypy.


Natomiast są przecież grupy pagan, folk metalowe, które oferują po prostu folklor (który sam w sobie polityczny nie jest) w „metalowej” wersji. Podejście miewają różne, ale jakby nie patrzeć, to chyba właśnie można określić jako granie „na luzie”, a jednak w jakiś tam sposób promuje ono i pielęgnuje ten element dziedzictwa kulturowego. Podsumowując – nie powiedziałbym, że pagan metal, czy w ogóle muzyka musi być „jakaś” albo coś zawierać lub nie. To zależy od twórcy, a uogólnianie chyba nie ma sensu. Poza tym – czy faktycznie pagan metal jest aż tak upolityczniony? Takie wrażenie to chyba raczej wynik upraszczania, o którym wspomniałeś, aczkolwiek nie twierdzę, że zjawisko nie istnieje.


Jasne, ale ja celowo wskazałem to uproszczenie, bo  w taki sposób łatwiej je zanegować ( tudzież wykazać że to bzdura – jak zwał tak, o to mi jednak chodziło). Ja temat znam, czytelnicy niekoniecznie dop. Ef). Przez pompatyczne odezwy rozumiem specyficzny sztuczny klimat „pogaństwa”, który ogranicza się mówiąc oględnie do sampla z bitwy i okrzyków Sława. Ja klimat widzę nieco szerzej. I właśnie to słyszę w muzyce Stworz. Obie płyty (długograje,które znam) nie są sztuczne i plastikowe. I tu moje pytanie. Co Was przy tworzeniu obu płyt inspirowalo (wynalazłem, że Temnozor, czy tylko?)


Jeśli dla kogoś „pogaństwo” (generalnie irytuje mnie to określenie) to sample bitwy i krzyczenie „sława”, to chyba powinien zastanowić się na zmianą zajęcia. Co do nas, to jak widzisz nie zamierzaliśmy się bawić w walecznych wojów, bo nasze podejście było bardziej, hm, refleksyjne, niż bitewne, że tak powiem. Inspiracje różniły się, w zależności od płyty, nawet utworu. Trudno tu wymienić wszystko. Folklor, Natura, wiara Przodków, historia… Ale to ogólniki. Teksty to impresje, zawierające odniesienia do wielu rzeczy na raz, czasem agresywne, czasem refleksyjne, nie pisane wprost, a skupiające się na odczuciach, emocjach. Z kolei muzycznie to naprawdę jest wiele zespołów, które nas inspirowały, ale faktycznie Temnozor miał bardzo duży wpływ. Wymienić mógłbym jeszcze Negurę Bunget, Drudkh, nawet My Dying Bride.


No właśnie – teksty.  Moim zdaniem – a nie mam zbyt dobrego zdania o większości tekstów z nurtu pagan/folk – wyszedłeś z nich obronną ręką. Moją uwagę najbardziej przykuł „Do młodzi Sławiańskiej”. Trochę mi pachnie taką nowa, nieco inną „Odą do młodości”. Swoistego rodzaju odezwa, czy raczej niezgoda na obecny świat? I tak jeszcze z ciekawości, jesteś w pełni zadowolony z tekstów?

„Do Młodzi Sławiańskiej” akurat nie jest mojego autorstwa, nie pamiętam, czy zaznaczono to we wkładce. Ale dobrze kombinujesz. Tekst jest dosyć zagmatwany, a przez to może być różnie odebrany, ale chodziło o pewną odezwę, czy też komentarz na temat tych, którzy są w końcu przyszłością Słowiańszczyzny, a mimo wspólnego pochodzenia i dziedzictwa stanowią w dużej mierze skłóconą hałastrę, której takie rzeczy nie obchodzą w najmniejszym stopniu. Wiem, że to uogólnienie, uproszczenie i w ogóle, ale dzisiejszy świat i zwodnicze trendy myślowe tylko pogarszają sytuację, a cenę za to zapłacą przyszłe pokolenia. Co do zadowolenia, to powiem że w pełni zadowolony ze wszystkiego jestem dopiero od drugiego albumu, ale poprzednie wydawnictwa musiały powstać, by zespół mógł osiągnąć obecny poziom. Aczkolwiek teksty mnie zadowalały zawsze, chociaż teraz napisałbym niektóre w nieco dojrzalszy sposób.


I takiej odpowiedzi poniekąd oczekiwałem. Popastwmy się nieco nad gatunkiem pagan m. Mniemam, że „kręciłeś się trochę na mieście”, czyli mówiąc prościej kanon gatunku znasz. Czepmy się tekstów. Napisałem wcześniej, że nie mam zbyt dobrego zdania o nich. Większość to grafomaństwo bez żadnego przekazu, chociaż parę chlubnych wyjątków jest. Jakie masz zdanie na ten temat? I nie krępuj się, wylej co Ci tam na sercu w tej kwestii leży.


Kanon znam, ale moje zainteresowanie gatunkiem kończy się na Odrze, i już mówię czemu. Osobiście zauważyłem, że te grafomaństwo przejawia się najczęściej w zachodnim pagan metalu. Bardzo łatwo jest napisać byle jaki tekst o wojowniczych wikingach, Valhalli i zimie, i jest to trend który mnie zdumiewa, bo kapele o tym piszące znajdziesz tak w krajach celtyckich, romańskich, słowiańskich jak i nawet Japonii czy Ameryce Południowej. Wystarczy usiąść przed komputerem, otworzyć sobie na wikipedii mitologię skandynawską i wszystko. Do tego, nazwy te wymówi każdy bez problemu, w odróżnieniu od nazw celtyckich, ugrofińskich, bałtyjskich czy słowiańskich, więc popularność zapewniona, i nie wymaga to najmniejszego wysiłku. Dla mnie to niepojęte i to właśnie te zespoły najczęściej przejawiają wspomnianą grafomanię, bo szczerze mówiąc, wschodnia i środkowa Europa stoi pod tym względem na generalnie wyższym poziomie. Są oczywiście bardzo liczne wyjątki, i to na naszym rodzimym podwórku, bo ile można pisać o zemście Bogów czy chwalebnym mieczu Przodków, heh. Oczywiście można, ale jedni to potrafią i wiedzą co robią, a inni tylko bezrefleksyjnie podążają za trendem (albo są po prostu beztalenciami) i wychodzi komedia. Ale np. kapele rosyjskie czy ukraińskie, ale również czeskie, słowackie i bałtyjskie częściej prezentują odwołania do folkloru i nawet po samym stroju widać zaangażowanie, czego nie mogę powiedzieć o tych wszystkich wielkich wikingach z zachodu, zwłaszcza robiących na tym kasę.


Tu się zgodzę, ale jednak warto zaznaczyć, że to trochę kwestia języka, czy raczej odbioru. Dopóki słyszymy utwór po angielsku jest zajebiście, jak go zaczniemy tłumaczyć okazuje się, że to w sumie kupa pustych sloganów. Po naszemu to po naszemu, od razu widać kto grafoman, a kto poeta.  W sumie nieco uprzedziłeś moje kolejne pytanie. Gdybyś miał porównać scenę pagan (ale i rodzimiwierstwo) u nas i właśnie na wschód od Bugu. Co jest powodem tego, że tam pod tym względem jest dużo lepiej, że sobie tak pozwolę postawić tezę.


Dla mnie pagan metal po angielsku nie ma sensu, chyba że jest konkretnie właśnie z Anglii, od biedy z reszty Wielkiej Brytanii. Przecież religie etniczne i takowa kultura są nierozerwalnie związane z danym językiem, a więc i sposobem myślenia, więc nie powinno być w nich miejsca na zabawy w angielski, byleby zachód zrozumiał. Co do drugiej części pytania, mam wrażenie, że nie ma tam aż takiego parcia na zachód, jak u nas, to raz, i poszanowanie dla własnej kultury nie jest żadnym „ciemnogrodem”. Poza tym kwestia mentalności – tam nie ma problemu, że zespół przebiera się w ludowe stroje ukraińskie czy rosyjskie, ba, takie rzeczy wręcz się promuje. Gdybym ja wystąpił np. w elementach stroju krakowskiego zostałbym wyśmiany. U nas takie coś to „wiocha”, zwłaszcza wśród metalowców i pewnie dlatego scena folk-metalowa praktycznie u nas nie istnieje. Co do Rodzimowierstwa to wystarczy spojrzeć na działalność tamtejszych związków, aczkolwiek nie twierdzę, że u nas jest źle. Jest coraz lepiej.


No, a ja akurat uważam, że mentalność to jedno, ale swoje robi tak samo podejście zespołów, czy „odtwórców”, którzy w zasadzie sami siebie też ośmieszają, czy to brakiem wiedzy, czy też – mówiąc kolokowialnie – bieganiem po lesie w przebraniu szyszki i wymyślaniu przy tym niestworzonych koncepcji, które nie dość że nie mają pokrycia w rzeczywistości, to jeszcze są śmieszne, nawet z perspektywy (a może właśnie bardziej) osoby zorientowanej w temacie. Ciężko więc ich traktować poważnie. Rzecz jasna nie wszyscy, ale sam wiesz ja to wygląda. Tyle ode mnie, teraz pytanie z gatunku lekkich. Powiedz jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką metalową i jaka płyta otworzyła Ci oczy na pagan metal, czy jednak najpierw było zainteresowanie Historią, a dopiero później doszła taka, a nie inna muzyka?


Jasne, w tym co mówisz jest równie dużo racji, nie zaprzeczę. A co do mojej przygody z muzyką… To własnie było chyba odwrotnie, niż u większości. Kiedy zainteresowałem się wiarą przodków nie miałem najmniejszego pojęcia o istnieniu pagan metalu. De facto z takich klimatów znałem jedynie Burzum i Eluveitie, gdzie ten drugi zespół już wówczas uważałem za marny. A, był jeszcze Amorphis, konkretnie druga i trzecia płyta. Dopiero później odkryłem, że istnieje cała scena słowiańskiego i innego pagan metalu. Na dobre zaczęło się chyba od „Horizons” Temnozora, który z początku w ogóle mi się nie podobał, hehe. Ale ludową muzykę lubiłem zawsze, i z czasem dokonał się we mnie jakiś przełom. A metal ogólnie? Na poważnie zacząłem od doom i funeral metalu, które wciąż lubię, ale nie pamiętam już skąd to wziąłem. Inspiracje My Dying Bride słychać nawet na demówce, hehe.


Eee, nie gadaj, demówka Eluveitie była dobra. Potem się zesrało wszystko.I właśnie to w sumie nasunęło mi pytanie. Jak myślisz skąd taki pęd do obcych kultur? Chociażby zafascynowanie zespołami z nurtu „viking metal”, czy np. kulturą Celtów. Wciąż problemem jest przebicie się do świadomości naszej tożsamości kulturowej. Na ile to problem ze źródłami, które chociażby  w przypadku wspomnianych Celtów są wciąż jednak dużo bardziej pełne (mitologia tego najlepszym przykładem), a na ile chęć fascynacji czymś obcym („bo nasze gorsze itd”)?


No dobra, pojedyncze kawałki Eluiveitie mi się podobają, niech ci będzie. Myślę, że „słowiaństwo” staje się coraz bardziej popularne, jednakże często wciąż to obce mitologie bardziej działają ludziom na wyobraźnię. Czemu? Można się doszukiwać tego nawet w PRL, który ostatecznie zarżnął kulturę ludową i przyczynił sie do zrównania ze sobą pojęć „ludowe, rodzime” i „wieśniackie”. Nazwy zagraniczne brzmią atrakcyjniej, zwłaszcza dla młodzieży, jednakże zwróć uwagę, że kto jak kto, ale Polska ZAWSZE ciągnęła straszliwie na zachód. Może to kwestia położenia geograficznego – ani to wschód, ani zachód? W końcu Odyna skojarzy i wymówi każdy, Dadźboga już nie, a więc będzie mniej fanów… Również źródła – nasza mitologia nie jest tak elegancko poukładana. Aczkolwiek uważam, że trend mocno się odwraca, bo na przykład pojawia się coraz więcej kapel niesłowiańskich, które inspiruje słowiańska kultura. Tym lepiej dla nas.


I tu po raz kolejny się muszę z Tobą zgodzić. Wróćmy jeszcze na chwilę do nieco nudniejszej części wywiadu, czyli pytań technicznych. Chwilowo Stworz nie może „wydać” splitu z Fall. Jeśli dobrze pamiętam wina leży po stronie wydawcy. I właśnie może w takim „gorzkim” czasie najlepiej zweryfikować, dlaczego podjęliście decyzje wejścia w kontrakt z Freunteuropa Records? Nie lepiej było znaleźć kogoś bliżej, żeby mu ewentualnie oklepać ryj za niedotrzymywanie umów?


Frenteuropa do tej pory spisywał się świetnie, a średnia oprawa albumów jest tylko wynikiem mojego lenistwa, bo mogłem spokojnie nacisnąć o bogatsze wydania, tylko jakoś mi na tym nie zależało. Obydwa albumy wydane zostały po około pół roku od otrzymania przez wydawcę kompletu materiałów, więc źle nie jest. Tym razem coś się popieprzyło, najświeższe wieści są takie, że ma być przed lutym, co i tak daje rok albo i więcej od momentu otrzymania przez wytwórnię całości. Następny album planuję u Werewolf Promotions, które działa bardzo prężnie i bezproblemowo.


Krótki strzał.Czym jest/był project Rising Winter?


Oho, widzę, że wyciągasz niezłe starocie. Już tłumaczę. RS miało w założeniu być fajnym, eklektycznym muzycznie projektem zbierającym ludzi z Francji, Rosji, Serbii, Belgii, Polski i skądś tam jeszcze. Miały się w nim spotkać różne kultury i etniczne religie europejskie, i miało byc fajnie. W praktyce, wszystko co fajne, zostało zaprzepaszczone przez lidera tego projektu, który co chwila zmieniał koncepcję (ostatecznie stanęło na jakimś pseudo SF…) i miał różne głupie pomysły (np. zatrudnienie rapera…), a większość tego co nagrali poszczególni członkowie, w tym ja, nigdy nie zostało użyte, a szkoda. Gwoździem do trumny była decyzja o wydawaniu płyt w formie mp3 i zabawy w jakieś toplisty na różnych portalach… i taki był finał. Potem ewoluowało to w inny projekt owego lidera, którego też i tak nikt nie słucha.


Zdziwiłbyś się co jeszcze wiem;] Ale do  okresu prenatalnego już zaglądać nie będziemy. Zbliżamy się poniekąd do końca wywiadu, więc powiedz mi jeszcze, bo muszę to wydobyć od Ciebie. Co sądzisz na temat sceny pagan w Polsce. Tej nieco starszej, jak  i tej nowej, którą poniekąd współtworzysz.


Osobiście uważam, że bardzo brakuje zespołów mieszających folk z metalem, takich jak są na wschodzie, ale nawet na Słowacji i w Czechach. Sam Slavland wiosny nie czyni, a Białego Vitezia coś nie mogę doczekać się nic więcej. Poza tym obydwie kapele są wciąż mocno osadzone w black metalu, a mi brakuje czegoś na miarę Temnozora czy Arkony. Sami staramy się odchodzić od takiej formuły i to będzie można bardziej usłyszeć w przyszłości.


Zresztą, może się mylę, bo ostatnio słabo śledziłem nowości, ale czy w ogóle istnieje jakaś zwarta scena pagan metalowa? Mam wrażenie, że aktywne kapele można wymienić na palcach jednej ręki, i z miejsca powiem że tuzy jak Abusiveness czy North absolutnie do mnie nie trafiają, za to bardzo lubię poprzednie płyty Saltusa. Ze „staroci” lubiłem wiele rzeczy, np. Nów, wczesną Gontynę Kry, Krainę bez wiatru czy Piorun, którego nowej płyty z chęcią bym posłuchał.


Widzisz i tu właśnie ja uważam, że np. należy unikać grania w stylu Arkony (rosyjskiej rzecz jasna) jeśli nie posiadamy kasy. Z nieznanych mi bliżej przyczyn, ktoś ustalił, że sample (brzmiące zresztą gówniano, bo midi) imitujący według twórcy dźwięki „dawne instrumentarium” jest tym czego ta muzyka potrzebuje najbardziej. Rzadko kiedy jest to zrobione dobrze. Policzyć na palcach jednej ręki, a na takie podejście do muzyki trzeba mieć kasę, chociażby na żywe instrumenty. Ale się rozgadałem, a mam jeszcze ostatnie pytanie. Co dalej ze Stworzem? Jak zrozumiałem zostałeś sam? Czy jednak jakaś dobra dusza Ci pomoże?


Ale przecież te dawne instrumentarium nie musi być wcale tak dawne. Wszelkie flety i akordeony, a nawet bałałajki czy piszczałki itd. są bardzo łatwo dostępne, i takie instrumentarium w zupełności wystarczy do zainkorporowania elementów tutejszej muzyki ludowej, a jak chce się sięgnąć to dawniejszych czasów, to rzeczywiście trzeba kasy i/lub znajomości. Sample to jest zwykle synonim porażki, chociaż znam zespoły, które miały i dobre sample, i elegancko ich użyły.


Co do Stworza, to od czasów nagrania drugiego albumu, czyli końcówki 2009 roku, pozostajemy duetem. Niebawem skończymy split z węgierską Legendą, za który zabieramy się od dobrych dwóch lat. Poza tym w planach jest album, są pomysły, nawet całe utwory. Jak dobrze pójdzie, coś z tego się ukaże w tym roku, może nawet wszystko.


Oczywiście, że jest, ale ja tu też mówię o brzmieniu i jednak pewnych wydatkach. A co instrumentów, które wspomniałeś. Jasne i ja to wiem, wszak człowiek jestem kształcony. Tylko po co się bawić w takie instrumentarium, skoro można pójść na skróty? I to mnie właśnie irytuje;] To było pytanie ostatnie. Dzięki za wywiad i słowo na koniec tradycyjnie należy do Ciebie.


Idąc na łatwiznę, dużo się nie osiągnie w tym wypadku (i w innych też, hehe). Dzięki za ciekawy wywiad.

Autor

3637 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

2 komentarze

  • Zgadzam się,świetny wywiad 🙂 Aż mnie zachęcił,żeby sięgnąć po ich muzykę(przyznaję się z zażenowaniem, jeszcze nie słuchałem żadnego długograja ich produkcji).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *