Straight Hate: „Jest to jebnięcie, ale trochę innego rodzaju.”

Historia tego wywiadu jest taka, że spora cześć powstała zaraz po pierwszym, moim zdaniem świetnym albumie „Every Scum is a Straight Arrow”. No ale z różnych przyczyn odpowiedzi do mnie nie dotarły. Uparty ze mnie skurwiel jednakże, więc, za namową Wojtka z Deformeathing Productions skrobnąłem jeszcze kolejne pytania, szczególnie że dużymi krokami zbliża się premiera dwójeczki od Straight Hate. Ja już ją słyszałem i jestem poturbowany, Wy usłyszycie już za kilka dni. I teraz ostatecznie udało się dopiąć wszystko do końca, efektem czego poniżej macie miłą konwersację, takie trochę pije Kuba do Jakuba. Nieważne. Po prostu sprawdźcie „Black Sheep Parade” i wbijcie na ich gigi, bo ta muzyka jest jak petarda w zaciśniętej pięści. 

Oracle: Cześć Kuba! Nie wiem jak Ty, ale ja nie lubię zaczynać wywiadów od rzeczy oczywistych, więc na rozgrzewkę powiedz proszę – co takiego jest w grind corze, czego nie ma w innej muzyce?

Kuba: Według mnie grindcore wyróżnia się spośród innych gatunków przede wszystkim prostotą i różnorodnością. Jest bardzo otwartą, swobodną materią dźwiękową, dającą szerokie spektrum interpretacyjne dla każdego odbiorcy. Dodatkowo umożliwia łączenie różnych rodzajów w jedną, spójną całość.

O.: Dobra, skoro już zdradziłem tym nieszczęśnikom, którzy jeszcze nie zdążyli poznać muzyki Straight Hate co gracie… Opowiedz, skąd cały pomysł na kapelę? Niektórzy mówią o Was, że powstaliście na zgliszczach Parricide, ale czy tak jest rzeczywiście, czy po prostu to czysty przypadek, że kapela przestałą grać i akurat Straight Hate zaatakowało z grubej rury?

K.: Geneza Straight Hate sięga 2008 roku. Nazwa kapeli powstała na bazie kawałka Sepultury. Od tamtej pory przeszliśmy szereg zmian stylistycznych oraz personalnych. Niestety do 2013 roku nie byliśmy zbyt aktywną kapelą. Graliśmy sporadycznie koncerty. Czy zespół powstał na zgliszczach Parricide ? Myślę, że nie. Już podczas aktywności Parri skierowaliśmy nasz styl w stronę grindu, tylko w nieco innej koncepcji. Gramy też zupełnie inaczej.

O.: Straight Hate hołduje starej szkole death/grindu – czyli kawałki krótkie, dosadne, z wyraźnie zaznaczonym basem i wchodzące w słuchacza na pełnej kurwie. Z mocnym punkowym polotem. Lepiej nie widzę, jeśli chodzi o ten gatunek. Myślisz, że ojcom – założycielom gatunku spodobałoby się to co gracie?

K.: Ciężko mi to ocenić. Czasy się zmieniły, styl troszkę ewaluował, dodając po trochu elementy z jeszcze innych gatunków muzycznych. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to co gramy uzyskałoby aprobatę z ich strony.

O.: Grind core wiadomo – jak każdy inny gatunek – nie jest tak naprawdę jednolity. Akurat sposób, w jaki gra Straight Hate najbardziej do mnie przemawia, nie znoszę natomiast tych wszystkich jedno- dwu czy kilkusekundowych numerów, które nie zdążą się rozkręcić, a już się kończą. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? A może są jakieś kapele warte uwagi (oczywiście poza klasykami), które grają grind na zasadzie dwusekundowej ejakulacji hałasu?

K.: Osobiście kilkusekundowe kawałki odbieram jako swego rodzaju przerywniki, nie zawsze traktując je poważnie – na pewno z dystansem. Ale oczywiście nieśmiertely klasyk „You Suffer” Napalmów powoduje szeroki uśmiech na mojej gębie. Jest to pewnego rodzaju wyjątek.

O.: Grind często ma mocny, jednoznaczny przekaz polityczny. I przyjęło się, że jest on raczej wolnościowo – lewicowy, jakoś tam się łączy na przykład z antyfaszyzmem, wegetarianizmem, ekologią – czy podobnie jest w przypadku Straight Hate?

K.: Nie wpisujemy się w polityczną narrację tego nurtu, ani żadnego innego. Aczkolwiek są nam bliskie hasła humanistyczne, takie jak obrona zwierząt, wolność, prawa człowieka czy szacunek dla życia w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa. My po prostu robimy swoje, dobrze bawimy się na koncertach wyładowując potężną dawkę energii, jaką daje nam w szczególności ta muzyka.

O.: U Was jak wspomniałem splity na razie są dwa. W tym jeden z kapelą o nazwie Speedy Gonzales z Indonezji. Po zdjęciach podejrzewam, że ci chłopcy jeszcze w Polsce piwa nie mogliby sobie kupić, hehe… Wy do nich zagailiście, czy oni do Was, czy jak?

K.: Po oficjalnym wypuszczeniu pierwszego materiału wysłałem setki wiadomości do różnych wydawców/kapel. Spora część maili poszła właśnie w kierunku kontynentu azjatyckiego nieprzypadkowo. Zauważyłem, że Indonezja przeżywa już od kilku lat wielki boom ciężkiej muzyki porównywalny do naszego w latach osiemdziesiątych. Wysyp kapel jest potężny a zainteresowanie koncertowe jest ogromne. Coraz częściej większe zespoły zaczynają regularnie penetrować ten kierunek świata. Chłopaki ze Speedy Gonzales od razu pozytywnie zareagowali na propozycję wydania wspólnego materiału. Ułatwili nam także sprawę, ponieważ ich bębniarz ma wytwórnię. Split został wydany na kasetach w ilości 50 sztuk, które momentalnie się rozeszły. Do dzisiaj chce mi się śmiać, gdy zobaczyłem minę listonosza, który wręczał mi skrzynkę, sprytnie zbitą deseczkami z niewyraźnie zapisanym moim nazwiskiem. Tym samym kasety dotarły do mnie w idealnym stanie.

O.: Jakoś tak się przyjęło, że domeną grind core’a są splity. Dużo splitów. U Was mamy dwa takie wydawnictwa, ale z drugiej strony – Straight Hate istnieje dopiero pięć lat. Jak myślisz, skąd takie parcie na łączone wydawnictwa akurat w tym gatunku?

K.: Zawsze postrzegałem wydawanie splitów jako dodatkową promocję dla dwóch albo i więcej kapel jednocześnie. To świetna forma wzajemnego wspierania.

O.: Wydaje mi się, czy słowo „scum” w tytule Waszego debiutanckiego długograja jest użyte z rozmysłem i ma jakoś tam naprowadzać słuchacza na skojarzenie z oczywistym krążkiem Napalm Death?

K.: Wszystko zostało wymyślone przez Wizuna, który w sieci znalazł idiom straight arrow. Następnie dodał to magiczne słowo i tak powstał tytuł płyty. To że „scum” kojarzy się z Naplmami nie jest przypadkowe. Pomaga naprowadzić odbiorce na właściwy tor słuchania.

O.: Jak w ogóle rozumieć / przetłumaczyć tytuł krążka? „Każda szumowina to tępa strzała”? Pomóżże…

K.: Tytuł w wolnym tłumaczeniu to „Każda szumowina jest przyzwoitym człowiekiem”. Każdy z nas ma dwoistą naturę. W zależności od sytuacji będzie postrzegany przez innych jako wspomniana szumowina lub przyzwoity człowiek. Nie można stwierdzić jednoznacznie czy ktoś jest dobry czy zły. Całe nasze życie składa się z momentów godnych podziwu jak i pogardy.

O.: „Every Scum is a Straight Arrow” trwa niewiele ponad dwadzieścia pięć minut. Ile czasu zajęło Wam jednakże skomponowanie tych dwudziestu pięciu minut, gdybyś zsumował to wszystko do kupy?

K.: Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć precyzyjnie. Skomponowanie płyty trwało dość długo. Niektóre numery powstały kilka lat przed wydaniem pełniaka. Sam proces nagrania i miksowania trwał około trzech miesięcy.

O.: Na debiucie tylko jeden numer ma polski tytuł, reszta – angielskojęzyczne. Dlaczego tak? Brakło czasu dla tłumaczenia, czy jak?

K.: Wydając płytę od początku zakładałem, że będą na niej anglojęzyczne teksty. Podczas pisania zdecydowałem jednak, że tylko i wyłącznie język polski jest w stanie dobitnie sprecyzować emocje jakie chciałem przekazać w „Ludzkim Szlamie”. Od tamtej pory staram się aby w każdym nowym materiale był jeden utwór po polsku.

O.: „Fuck It This Is Grindcore” – tytuł brzmi jak stare dobre „It’s Only Rock’n’Roll, but I like it”, dobrze kombinuję? Co w ogóle jest takiego zajebistego według Ciebie w grindzie – w tych ultraszybkich, brutalnych nutkach? A jeśli dobrzy ludzie nie wymyśliliby grind core’a to co byś grał?

K.: Ultraszybkie, brutalne nutki o których wspomniałeś powodują u mnie euforię, poczucie wolności i niezależności, której brakuje mi na codzień. Uwielbiam intensywność tej muzyki. Gdyby nie powstała, szukałbym kapeli death metalowej pokroju Dead Congregation.

O.: Druga płyta ukazała się po trzech latach. To dość długo, zdradź, dlaczego zeszło Wam tyle z „Black Sheep Parade”?

K.: Po wydaniu debiutu, dość długo czekaliśmy na odzew na tzw rynku muzycznym, więc wiele czasu poświęciliśmy najpierw na jego promocję. Kolejnym czynnikiem ograniczającym wydanie nowego materiału jest to, że każdy z nas pracuje. Poza tym nie mieliśmy presji czasowej. Z tego względu cały proces powstania drugiej płyty przebiegał naturalnie.

O.: Debiut jak i nowy album ukazały się nakładem Deformeathing Productions – wytwórni o ponad dwunastoletnim doświadczeniu, ale bez jakiejś wielkiej ilości wydawnictw. Niemniej jednak każde z nich trzyma wysoki poziom. Podejrzewam, że fakt iż Tomasz sam napierdalał dawno temu w Deformed pomaga i przy prowadzeniu labelu potrafi przyjąć punkt widzenia kapeli – zgadzasz się ze mną?

K.: W 100%. Wcześniejsze doświadczenia Wojtka podczas działalności z Deformed pomagają mu całościowo ogarnąć wszelkie zagadnienia związane z wydaniem i promocją płyty. Sam niegdyś był aktywnym uczestnikiem rodzimego podziemia, więc wszystkie sprawy zna od podszewki. Zdecydowanie ułatwia nam to współpracę. Zazwyczaj rozumiemy się bez słów.

O.: „Black Sheep Parade” to udana kontynuacja grindcore’owej drogi. Przede wszystkim, nie zmienił się poziom pierdolnięcia. A co Twoim zdaniem się zmieniło w odniesieniu do debiutu?

K.: Myślę, że drugi album jest bardziej dojrzały, konkretny i przez kilka nieszablonowych wtrąceń bardziej spójny. Z tym poziomem pierdolnięcia jest różnie. Na pewno więcej brudu i Szwecji było na debiucie. Na nowym krążku jest więcej melodii wpadającej w ucho ale i trochę grzeczniej. Jest to jebnięcie, ale trochę innego rodzaju. Tak mi się przynajmniej wydaje.

O.: Na dwójeczce znajduje się numer „Insurance Policy”. Nawiązując do Twojego zawodu – myślisz, że ludzie powinni się ubezpieczyć przed kontaktem z nowym albumem, który łamie kości aż miło?

K.: Myślę, że słuchając nowego albumu, słuchacze stają się automatycznie ubezpieczeni 

O.: W „Above the Law” gościnnie zaryczał S. z Blaze of Perdition. Dla osoby postronnej taka kooperacja wydawać się może dość dziwna, no ale wiadomka że w Lublinie wszyscy się znają i sobie pomagają. A Ty, zdecydowałbyś się zaryczeć na black metalowym krążku, na przykład we wspomnianym zespole?

K.: Jak najbardziej tak. Zawsze podobały mi się takie połączenia i już od dawna chciałem spróbować swoich sił zarówno w death jak i black metalu, chociażby z czystej ciekawości. Jestem otwarty na wszelkie propozycje!

O.: „Patostream” – jak myślisz, co powoduje że ludzie chcą oglądać ćwierćinteligentów, którzy siedzą sobie i na przykład rzucają butelkami po pokoju, a jeszcze im za to płacą żeby było śmieszniej?

K.: Nie mam zielonego pojęcia. Może dlatego, żeby poczuć się lepszym, ponieważ większość oglądających nie zachowuje się w ten sposób, może z ciekawości?

O.: Gdy piszę te pytania „Black Sheep Parade” jeszcze nie jest dostępna na rynku. Jak myślisz, z jakim odbiorem spotka się ten krążek? Albo jakiego odbioru byś sobie życzył?

K.: Może nic nie będę prognozować, bo zazwyczaj nasze przewidywania nie są trafione. Będzie co ma być. Chciałbym tylko, aby krążek dotarł do jak największej liczby osób z o różnych preferencjach muzycznych. To uczyniłoby z „Black Sheep Parade” album bardzo uniwersalny i przystępny.

O.: Jakie jest Twoje zdanie na temat polskiej sceny grind core? Zawsze zdawało mi się, że gdzie jak gdzie, ale akurat w tym środowisku nie spotyka się dziwnych akcji, wzajemnej zawiści, kopania pod sobą dołków, czy nawet zwykłego obrabiania dupy kolegom, tak jak na przykład na scenie black metalowej, czy ogólnie – na polskiej scenie metalowej… Chyba, że się mylę i wcale nie jest tak różowo?

K.: Polska scena grindowa moim zdaniem od dłuższego czasu znajduje się w kryzysie. Jest mało aktywnych kapel. Sporo także zakończyło swoją działalność. Na grind nie ma aktualnie popytu. Na koncerty przychodzi znacznie mniej ludzi niż kiedyś. Bardzo nad tym ubolewam, ponieważ nasza scena była zawsze w ścisłej czołówce europejskiej. Większe festiwale w Polsce poza paroma wyjątkami niekoniecznie interesują się tą muzyką. Tutaj muszę pochwalić naszych sąsiadów, a mianowicie Czechów. Zarówno my jak i inne znajome kapele z polskiego podwórka z powodzeniem gramy tam coraz częściej mniejsze jak i większe koncerty. W tym kraju grindcore jest religią. Na szczęście trendy z czasem się zmieniają, zatem mam nadzieję, że być może kiedyś grindcore wróci nad Wisłę do łask. Krzywe akcje zdarzają się w każdej muzyce. Wszystko zależy do ludzi, którzy tworzą daną scenę, od ich upodobań i poglądów na różne sprawy związane z tematami muzycznymi i nie tylko. W naszym nurcie pieniądze nie odgrywają znaczącej roli, więc afery pokroju Babuszki raczej odpadają. Straight Hate od kilku lat podąża konsekwentnie swoją drogą nie oglądając się na innych.

O.: Sporo koncertujecie, podejrzewam więc, że nie jesteście wybredni co do terminu, miejsca czy nawet kapel z którymi będziecie dzielić scenę – widziałem, że mieliście już w historii gigi z załogami punkowymi czy hard core’owymi… Co potencjalny organizator musi zrobić, żeby ściągnąć Was na koncert?

K.: Zwrócić nam koszty podróży, dać michę i kawałek podłogi do spania. Nie jesteśmy wybredni. Tym bardziej nie przeszkadza nam obsada danego koncertu. Im większa różnorodność tym ciekawiej.

O.: Zwykło się mówić, że region z którego pochodzicie (w sumie to pochodzimy) to tak zwana Polska B. Rzeczywiście tak jest? Odczuwasz to na co dzień albo na przykład w konfrontacji z innymi miastami, do których się gdzieś tam przy okazji wybierasz?

K.: Polska B to za mało powiedziane. Powiedziałbym nawet że Polska C. Mam na myśli min. relacje pracodawca – pacownik, które znacznie obiegają od norm. Słyszy się że w Polsce brakuje nauczycieli do pracy w szkołach, w naszym regionie zwalnia się szczególnie tych, którzy mają wieloletnie doświadczenie zawodowe. Zmuszeni są walczyć o swoje prawa w sądach. Życzeniem ludzi jest praca na pełen etat za najniższe wynagrodzenie, o co jest bardzo trudno. Wyjeżdżając do większych ośrodków miejskich, rozmawiając ze znajomymi z tamtych stron, zderzam się z naszą brutalną rzeczywistością. Mógłbym mówić jeszcze wiele na ten temat ale jest to smutne i przykre. Mimo wszystko coś tu mnie trzyma i jestem mocno emocjonalnie związany z tym terenem. Wielkim atutem niwelującym część wspomnianych niuansów naszego regionu są walory przyrodnicze i historyczne.

O.: W ogóle to Twoje rejony, czy ogólnie Polska wschodnia to wylęgarnia grindowych kapel, chyba od samych początków istnienia sceny metalowej w tym kraju. Skąd to się według Ciebie bierze? Młodsi widzą, że starsi ziomale dobrze rzeźbią w grindzie i też tak chcą? I na zasadzie sztafety ta Polska Wschodnia wygrywa cały czas w kategorii grind?

K.: Jak nie ma pracy to trzeba się czymś zająć, hehe. Oczywiście żartuję. Nie wiem skąd to się wzięło. Może dlatego że życie na wschodzie nie jest łatwe więc muzyka też nie jest lekka? Może dlatego, że jesteśmy regionem różnorodnym kulturowo i muzyka zawsze odgrywała ważną rolę w naszym życiu?

O.: A teraz pytanie z kategorii głupich/abstrakcyjnych. Powiedz mi, jeśli musiałbyś porównać „Every Scum is a Straight Arrow” i „Black Sheep Parade” do modelu samochodu – co by to było?

K.: Pierwszy album porównałbym do starszej, mniej udanej Mazdy 6, a nową płytę do niezawodnej Toyoty Avensis.

O.: Ojcowie założycielowie grinda weszli już lub wchodzą w drugą pięćdziesiątkę. I takie typy jak Shane Embury nie zwalniają. Widzisz siebie w ich wieku, napierdalającego wraz ze Straight Hate?

K.: Działalność w Straight Hate jest ważnym pierwiastkiem mojego życia codziennego. Jeśli dalej potrafiłbym wykonywać swoją robotę na satysfakcjonującym mnie i odbiorców poziomie, pewnie dalej darłbym ryja będąc średnim wieku.

O.: Ok Kuba, dzięki za wywiad! To mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce gdzieś w Polsce, może nawet niekoniecznie B!

Autor

11161 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *