Slain, to zespół niekoniecznie  znany, ale pojawiła się propozycja recenzji debiutanckiej płyty, a także wywiadu. Wszystko to oczywiście okraszone sowitą zapłatą, za którą pierdolniemy sobie marmury w naszych daczach nad Bajkałem. Może jakąś piękną epopeja nam tutaj nie wyszła, bo i pierwsza randka była trudna, ale coś tam może  znajdziecie.

Zaczniemy do bólu typowo, ale tak naprawdę to nie mam wyjścia. Mi do tej pory znani nie byliście wcale, naszym czytelnikom pewnie też niekoniecznie. Slain powstał w 2005 roku i…

zespol1Paul: Slain powstał w 2005 r., ale tę datę należy przyjąć jako umowną, bo już wcześniej coś tam graliśmy. Zespół miał stanowić odskocznię od życia codziennego i tak długi czas było. Spotykaliśmy się na próbach, żeby pograć i pogadać. Przez ten czas zrobiliśmy kilka numerów w tym przearanżowaliśmy kilka starych utworów z okresu działalności zespołu Cryptic Stench, do którego luźno nawiązuje Slain, a którego również byłem założycielem. Tamten zespół miał na celu dzielenie wspólnych pasji z grupą przyjaciół. Skupialiśmy się wówczas na próbach i zagraliśmy jedynie kilka koncertów. Od tamtego czasu w zespole grało wielu ludzi. Jedni coś do niego wnieśli, inni byli tylko chwilę i poszli swoją drogą. Jakby naturalną konsekwencją naszych poczynań było to, że postanowiliśmy sprawdzić, jak nasza muzyka zostanie przyjęta przez ludzi z zewnątrz. Okazało się, że pomimo słabej koniunktury na taką muzykę, jest jeszcze sporo ludzi, którzy jej słuchają i chętnie przychodzą na tego typu gigi. Nasza muzyka spotkała się z ciepłym przyjęciem. W związku z tym podjęliśmy decyzję o nagraniu materiał.

Przyznam się Wam w sekrecie, że nigdy specjalnie śmierć metal w moim odtwarzaczu nie gościł, ot parę kapel. Nie żebym tego nie rozumiał, ale co w zasadzie pociąga Was w tej muzyce?

W tej muzyce jest „to coś”. Są skrajne emocje, jest moc, która pozwala je wyzwolić w bezpieczny, kontrolowany sposób.

Ciekawi mnie, chociaż nie kryje się pewnie za tym żadna krwawa historia pełna gołych bab, seksu i konserw, skąd taka sytuacja, że jedyny materiał (przynajmniej według Metal-archives) ukazał się dopiero 8 lat po powstaniu zespołu?

No parę konserw turystycznych było! (śmiech) Tak jak już wcześniej powiedziałem, na początku nawet nie myśleliśmy o nagraniu płyty. Do tej decyzji długo dojrzewaliśmy. Istotne znaczenie miały również kwestie personalne. Skład zespołu zmieniał się wielokrotnie. Zdarzało się, że w zespole pojawiały się również osoby przypadkowe, które z death metalem niewiele miały wspólnego. Po jakimś czasie ludzie ci odchodzili sami lub byli eliminowani ze składu, a ich miejsce zajmowali ci, którzy bardziej do zespołu pasowali, zarówno pod względem muzycznym, jak i osobowościowym. Trzeba zaznaczyć, że death metal jest muzyką niszową i ciężko jest znaleźć ludzi, którzy chcieliby i potrafili ją grać. Szczególnie w mniejszych miastach są z tym duże trudności.

Jeszcze jedno pytanie na rozgrzewkę. Nie jesteście pierwszą kapelą, którą o to pytam, ostatnią pewnie też nie. Płyty, utwory, zespoły z przeszłości w przypadku których teraz jak już jesteście „duzi”, odczuwacie pewien wstyd, że ich słuchaliście. Wiesz taka konfrontacja niegdysiejszych Waszych gustów muzycznych z teraźniejszym postrzeganiem muzyki.

Mnie osobiście gust muzyczny nie zmienił się znacząco na przestrzeni wielu lat. Właściwie, to słucham tego, czego słuchałem zespol2dwadzieścia lat temu. Uważam, że najlepsze kapele metalowe wywodzą się z końca lat osiemdziesiątych i lat dziewięćdziesiątych, więc czego tu się wstydzić. Myślę, że mój pogląd podziela również większość kolegów ze Slaina. Te zespoły wyznaczyły przecież kierunek naszych poczynań muzycznych. Wiadomo, że zainteresowanie death metalem nie jest takie, jak np. w latach dziewięćdziesiątych, ale i tak jest lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Sporo ludzi sięga do płyt starych zespołów. Również zespoły z tamtego okresu reaktywują się i wydają płyty. To cieszy, bo jakoś trudno jest mi się przekonać do niektórych nowych zespołów, które twierdzą, że grają death metal, tymczasem jedynie ocierają się o ten gatunek, a w ich muzyce nie ma jego ducha, agresji, brutalności, a jedynie rzemiosło na przyzwoitym poziomie, w dużej mierze podparte techniką studyjną. Nie mówię tu o wszystkich, bo zdarzają się wyjątki, które zarówno swoją muzyką, jak i podejściem do jej grania zasługują sobie na szacunek i uznanie.

Strzelam, że nie spotkaliście się z negatywnym odbiorem Waszego debiutu. Powiedz coś o samym procesie twórczym. Nuda, żmudne ogrywanie materiału, jedno piwo na dwóch? Czy jednak rock&roll, błysk geniuszu i Johny Walker? W ogóle to jest tutaj jakiś określony koncept wokół, którego kręcą się teksty?

Rzeczywiście z recenzji, które do nas docierają wynika, że materiał został przyjęty przychylnie, z czego ogromnie się cieszymy. Nagranie materiału poszło dosyć szybko. Duża w tym zasługa naszego realizatora, Mariusza Pikora. Mariusz zna się na rzeczy i służył nam nie tylko swoim sprzętem i umiejętnościami, ale również dobrymi radami. Podczas pracy w studiu było trochę pracy, trochę piwa, odrobina Johnego Walkera. Były też rock&roll i błysk geniuszu, a także trochę wspomnianych wcześniej konserw i parówek z supermarketu (śmiech).Za warstwę tekstową odpowiada basista Łukasz i ówczesny wokalista, Marcin. Jedyne w „Omen” tekst to jedna z kwestii Mefistofelesa z „Fausta” Goethego.

Moje małe śledztwo (trudno raczej nie było) doprowadziło do wstrząsającego odkrycia, że nagrywacie nowy materiał. Coś więcej na jego temat, ale bardziej mi chodzi o ewentualny progres w muzyce? Czy regres jednak? W wywiadzie z którego to wydarłem wspominacie, że problemem są pieniądze. Będziecie zastawiać mieszkanie, czy wzorem młodych kapel obiecacie coś sponsorom ( nie wiem, że będziecie chodzić z parasolem z logosem tego, kto Wam zapłaci za studio)?

Rzeczywiście pracujemy nad nowymi utworami. Myślę, że nowe numery będą mieścić się w przyjętej przez nas konwencji. Rewolucji raczej nie będzie. Jeżeli chodzi o nasz kraj, to pieniądze są zawsze dużym problemem. Na całym świecie do kultury, zarówno tej wielkiej, jak i mniejszej, kraje dokładają. U nas jest z tym duży problem. Dlatego w muzyce dzieje się źle. Wiele doskonałych zespołów na poziome światowym nie jest w stanie utrzymać się z grania i ich członkowie pracują na normalnych etatach. Nie wspominając już o tak niszowych, undergroundowych zespołach jak Slain. Granie w Polsce muzyki to wiele wyrzeczeń. Optymalnym rozwiązaniem byłoby znaleźć bogatego sponsora, który sfinansowałby nagranie płyty. Na parasole z logo możemy się zgodzić (smiech). Jeśli to się nie uda, będziemy musieli dać sobie radę sami.

Wiadomo, że czasy takie i na płycie nie zarobisz, stąd na pewno mnóstwo kasy ściągacie z niebotycznej ilości koncertów, he he; ] Jak tam wygląda Wasze doświadczenie w tej materii? Zdarzają się gigi pełne ekstatycznych uniesień i takie, gdzie pod sceną bardziej hula wiatr?

Taaaak! Koncertów gramy naprawdę dużo i to na całym świecie, a pieniądze z tego są bardzo duże (śmiech). Tak naprawdę, to staramy się grać gigi, kiedy tylko pozwala nam na to czas i obowiązki. Na naszych koncertach z reguły jest kilkadziesiąt osób. Tak jak wspomniałem, i co jest powszechnie wiadome, death metal to gatunek niszowy, rozumiany i wielbiony tylko przez wybrańców. I tak już chyba pozostanie.

Nie mów hop, może jeszcze death metal czeka sława i uwielbienie masy;] Zostańmy jeszcze przez chwilę przy koncertach. Pytanie może wydać się banalne, ale zastanów się nad odpowiedzią. Pamiętaj, że internet pamięta i nie wybacza ;]. Sytuacja hipotetyczna. Zgłasza się do Was kapela z górnej i proponuje trasę. Którym zespołom byście odmówili i dlaczego. Tylko szczerze i krwisto;]

Nie mamy jakiś specjalnych uprzedzeń. Tak naprawdę, to zespół taki jak Slain nie powinien ich mieć. Nie odmówilibyśmy żadnemu zespołowi deathmetalowemu, a tym bardziej takiemu z górnej półki, bo jeśli się na tej górnej półce znalazł, to świadczy to o jego poziomie.

A powiedz mi, jak już przestajesz egocentrycznie skupiać na Slain, to czy masz czas śledzić co się dzieje na scenie, obok niej i za nią? Wiesz nowe płyty, koncerty, ziny i internetowe czytadła?

Śledzę w miarę możliwości to co dzieje się w death metalu. Staram się słuchać nowości, od czasu do czasu zaliczam jakiś koncert. Większość informacji o nowościach i nie tylko czerpię jednak z internetu. Można znaleźć tam naprawdę zajebiste zespoły.

Niejako zmierzając do końca, czy masz (macie w zasadzie) jakieś większe ambicje w kwestii zespołu? Jak rozumiem zasięg rażenia Slain na obecną chwilę duży nie jest. Pytanie brzmi, czy Wam to pasuje, czy jednak chcecie wyjść gdzieś dalej, na szersze wody?

100_8627Oczywiście, że chcielibyśmy zaistnieć dla szerszego grona słuchaczy, ale nie mamy na to aż tak dużego ciśnienia. Nasza muzyka jest przyjmowana dobrze, zarówno na koncertach, jak i przez recenzentów. To cieszy i za to dziękujemy, bo mobilizuje to nas do dalszej pracy.

I nieco powiązane z powyższym pytaniem, jak widzisz kwestię promocji. Mamy tę przyjemność (dla niektórych nieprzyjemność) żyć w czasie szerokiego dostępu do informacji i jednocześnie sporych możliwości w kwestii ich prezentowania. Rodzi to z jednej strony możliwość „samopromowania” zespołu. Z drugiej jednak wymaga to posiadania pewnych umiejętności w tej materii. Jest też ryzyko tego, że właśnie w natłoku informacji po prostu zespół ginie. Jak Ty to widzisz?

Rzeczywiście z tą „samopromocją” bywa różnie. Choć dostęp do internetu jest powszechny, to nieumiejętne działania mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Poza tym na takie działania trzeba mieć sporo czasu, i jak słusznie zauważyłeś, jakieś umiejętności. My mieliśmy to szczęście, że promocją zajął się  „Devastator” , który wydał również nasz materiał. Właściwie to dzięki jego zaangażowaniu i konsekwencji zaistnieliśmy w necie i pojawiły się recenzje „Before the Inferno”. Wielkie Dzięki Kuba!!!!

Ze swojej strony to w zasadzie tyle. Dzięki za poświęcony czas i odpowiedzenia na pytanie, co wcale nie jest tak częste;]