Skelator: „… jestem dzieckiem lat osiemdziesiątych…”

Szkoda, że wśród metalowej braci nadal pokutuje stereotyp, że jeśli ktoś gra czysty heavy to niechybnie giej i mientki wafel. Wszak ktoś ten cały metalowy cyrk musiał pociągnąć wiele lat temu, a dziś szczęśliwie znajdują się godni kontynuatorzy. Za takich uważam właśnie Skelator – kapelę, która egzystuje sobie gdzieś w amerykańskim undergroundzie od kilku dobrych lat. I jak każda taka kapela złożona jest przede wszystkim z fanów takiej muzyki, niż z marzycieli nastawionych na wielkie pieniądze, szybkie dziewczyny i piękne samochody. Na moje pytania odpowiadał gardłowy zespołu – Jason Conde – Houston.

Oracle: Witam! Przez większość recenzentów jesteście klasyfikowani jako true heavy metalowa kapela, na Waszym koncie figuruje też utwór zatytułowany “Death To The False”. Moje pytanie więc brzmi następująco: kto powinien zginąć i jak go (lub ją) rozpoznać, hehe?

Jason: Cóż, oczywiście kochamy Manowar, tak? I przez te wszystkie lata zdajemy sobie sprawę, że mogliby oni nagrać kawałek pod takim tytułem, a zwłaszcza odkąd posługują się sloganem “Death To False Metal”. Stwierdziliśmy więc, że ktoś powinien to w końcu zrobić, a któż zrobiłby to lepiej jak nie my? “Death To The False” zostało oparte tak właściwie na refrenie. A jak ich rozpoznać? Jeśli pójdziesz na Ozzfest zobaczyć Slipknot i dodatkowo założysz koszulkę z tymi świrniętymi clownomi… powinieneś zostać zastrzelony na miejscu. Właściwie jak każdy, kto mówi, że wie czym jest prawdziwy metal, a tak na prawdę słucha totalnego gówna. Również Ci religijnie poprawni powinni znaleźć się w tej grupie. Religia to plaga ludzkości i musi zostać zatrzymana przez czystą Heavy Metalową Siłę!

O.: A więc miecze w dłoń i na koń! Ale wcześniej porozmawiajmy jeszcze o muzyce. Co w niej mi się podoba to faktyczna różnorodność, zwłaszcza, że sam gatunek zdaje się być raczej tradycyjny i konserwatywny, zgodzisz się ze mną? Macie trochę epickich kawałków, kilka bardziej agresywnych, zbliżonych do thrash metalu – sporo pomysłów czai się w Waszych dźwiękach…

J.: Od samego początku staraliśmy się tak wymieszać różne gatunki metalu, by osiągnąć coś nowego i magicznego! Odkrywaliśmy wszystko, począwszy od bluesowego klasycznego metalu a na death i black metalu kończąc. Wciąż mamy sporo wpływów do pokazania w naszej muzyce. Ale zdaje mi się, że im bardziej się starzejemy, tym bardziej  robimy się tradycyjni. Mogę mieć jeszcze nadzieję, że jak już będziemy starzy to nagramy krążek, który będzie brzmiał jak “Dehumanizer” Black Sabbath.

O.: Tego Wam życzę. Nazwa Waszej kapeli i teksty niektórych utworów, jak na przykład “She-Ra” przywodzą mi na myśl kreskówki o “He-Manie”. Muszę przyznać, że to był mój ulubiony serial z dzieciństwa. A jak w waszym przypadku? Myślisz, że jeśli w dzieciństwie oglądałbyś więcej Kubusia Puchatka na przykład, to dziś siedziałbyś raczej w muzie pokroju r’n’b albo hip – hop, hehe?

J.: Kubuś Puchatek to twardy skurwiel! Gangsta raper zapewne! Ale tak, jestem dzieckiem lat osiemdziesiątych, tak jak reszta zespołu. Dorastaliśmy przy Nintendo, kreskówkach o robotach i laserowych pistoletach, to taki przepis na metal. Nasi rodzice słuchali Zeppelinów, Cream, Santany, Sabbathów, Deep Purple i całej reszty gitarowej muzyki. Ich również obwiniam za swą miłość do metalu!

O.: Hehe, najlepiej zwalić na starych. Porozmawiajmy teraz o “Time Of The Sword Rulers” – kawałku porządnego klasycznego metalu. Kto wpadł na pomysł wydania tej płytki? Dlaczego zdecydowaliście się wydać ponownie właśnie te dwie epki, a co z pozostałymi demówkami?

J.: Cóż, to ja pomyślałem, że byłby to niezły pomysł, by wydać ponownie te epki  poddane remasteringowi i w labelu, który  mógłby wypromować je lepiej niż my.

O.: Lakoniczna odpowiedź, ale niech Ci będzie. Pognębie Cię jeszcze. Na części złożonej z epki “Swords” znajduje się kawałek “Heavy Metal Sacrafice”, który brzmi dla mnie jak pastisz zespołów w stylu Venom – takie było założenie?

J.: Ta piosenka to oda do Motörhead i punkowej strony metalu. W San Diego mamy sporo fanów punka i oni uwielbiają ten kawałek. Właściwie to opowiada on o chodzeniu na metalowe koncerty w Tijuanie w Meksyku, piciu aż do porzygania, headbangingu przez całą noc i imprezowaniu do końca – to właśnie jest “Heavy Metal Sacrafice” według mnie.

O.: Kolejną częścią “Time Of The Sword Rulers” jest epka “The Gore Of War”. Również i na niej możemy znaleźć epickie fragmenty jak na przykład w “You Travelled Many Miles (For A Heavy Metal Show)”. A propos tytułu, na pewno masz sporo ciekawych opowiastek na temat koncertów, jakie graliście czy widzieliście – może jakąś się podzielisz?

J.: Ten kawałek jest inspirowany Primal Fear, widzieliśmy ich w Los Angeles w 2004. W któryms momencie Ralph Sheepers powiedział do pięćdziesięcioosobowej [cholera, a ja myślałem, że tylko u nas bywa taka ciulowa frekwencja – przyp. Oracle] widowni: “Słyszałem, że Wy w Ameryce musicie przebyć wiele mil, by zobaczyć heavy metalowe show!” Od razu Pat, Robbie i ja spojrzeliśmy na siebie i stwierdziliśmy, że to będzie świetny tytuł piosenki. Również w 2004 roku ja i Robbie udaliśmy się na Ozzfest, by zobaczyć Judas Priest i Black Sabbath. Ja i Robbie wypilismy tego dnia sporo piwa. Slayer grał wówczas zaraz przed Judas Priest i szczerze mówiąc – dali dupy! Nie zagrali “Angel Of Death” ani niczego z “Hell Awaits” czy “Show No Mercy”. Oczywiście Robbie kurwa wyciął zgon podczas ich setu. Po nim natomiast wywiązała się bójka pomiędzy Meksykanami a neo-nazistami. Zrobiło się naprawdę ostro, musiała wkroczyć policja na koniach, z tarczami, pałkami, całym tym sprzętem, to był absolutny chaos. Oczywiście Robbie ciągle spał i musiałem go obudzić. Wstał i gapił się na całe to zamieszanie dookoła niego, jakby nic się nie działo,  ja wrzeszczałem “spierdalajmy!”, a on tylko wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic. Potem na scenę weszli Judas Priest a zamieszki ustały.

O.: Slayer jest Slayer, cóż się dziwić, hehe. Nie boicie się wplatać różnych bardziej agresywnych motywów do swojej muzyki, jak na przykład w “The Wrath of Odin’s Sons”. Możemy w nim znaleźć black metalowe blasty i kruczy wokal. Zastanawiam się, skąd takie inspiracje, dużo słuchacie takiej muzyki?

J.: Kiedyś uwielbiałem death i black metal. Wciąż szanuję te gatunki, ale dziś słucham raczej bardziej melodyjnego metalu. Bardzo inspirowały mnie takie kapele jak Enslaved, Cradle Of Filth, Cannibal Corpse, Bolt Thrower i reszta bardziej “mrocznych” rodzajów metalu. Dalej zresztą mogę sobie zapuścić raz na jakiś czas którąś z takich płyt, ale obecnie wolę raczej posłuchać takich obskurnych kapel jak Black Sabbath czy Rainbow.

O.: Starzejesz się, hehe… “Time Of The Sword Rulers” zawiera dwa dodatkowe utwory, może najpierw o pierwszym z nich. “Save The Devil” to utwór Waszego innego zespołu, Shredder. Możesz powiedzieć nam coś więcej o tym bandzie? Czy dodaliście ten numer na album Skelator by wypromować ten projekt czy z jakichś innych powodów?

J.: Shredder nigdy nie miał być normalnym zespołem. To byłem tylko ja i Jesse, ale jako, że jest tam też samplowana perkusja i bas., stwierdziliśmy, że nie możemy tego robić pod szyldem Skelator. Ten kawałek to tak właściwie parodia Cage “Kill The Devil”, stąd tytuł naszego kawałka – “Save The Devil – (From This Cage)”. Praktycznie przy każdym riffie mieliśmy ubaw z tego kawałka Cage. Cały był zrobiony dla zabawy tak właściwie. A wytwórnia chciała jakiegoś bonusowego kawałka, pomyśleliśmy więc, czemu nie?

O.: Drugim kawałkiem jest “She-Ra”. Chciałem Cię spytać o tekst do tego kawałka. Na pierwszy rzut oka to zwyczajna opowiastka w stylu fantasy, ale mam dziwne wrażenie, że mamy tu silny podtekst seksualny. Wiesz, “miecze rosnące w dłoniach” i inne tego typu rzeczy. Chyba, że to tylko moje brudne skojarzenia, co, hehe?

J.: To ulubiony utwór fanów, taki nasz własny “Charlotte the Harlot” czy “Pleasure Slave” wrzucone do kupy. Sam tekst jest raczej bezceremonialny: “She Ra, oh She Ra, You belong to me – She Ra, oh She Ra, Taste my Demon Seed”. Taa, ta piosenka jest sprośna.

O.: Fuj! Wasze ostatnie jak dotąd wydawnictwo to “Give Me Metal Or Give Me Death” jest dostępny tylko poprzez Waszą stronę internetową do ściągnięcia. Dlaczego zdecydowaliście się na rozprzestrzenianie go w ten sposób, a nie tradycyjnie, na kompakcie?

J.: Pisaliśmy, graliśmy, nagrywaliśmy te utwory przez ponad dziesięć lat. Odkąd te kawałki są dostępne za darmo, zauważyłem, że mamy możliwość uszczęśliwienia fanów poprzez danie im ich teraz jeszcze raz, znów za darmo. Może któregoś dnia jakiś label zdecyduje się wydać ten krążek jeszcze raz na jakimś limitowanym winylu. Myślę, że byłoby to fajne!

O.: Jakaś aluzja do Jowity i Simone’a, hehe? “Give Me Metal Or Give Me Death” ma bardzo surowe brzmienie i to mi się podoba. A co myślisz o tych wszystkich power/heavy metalowych zespołach, które gonią za perfekcyjnie kryształowym brzmieniem? Moim zdaniem podczas tej pogoni gubią one prawdziwego ducha metalu…

J.: My nie jesteśmy power metalowym zespołem, zaś ta płyta jest thrash metalowa. Miała ona brzmieć jak nagrana w 1983, bo kawałki na niej zawarte były inspirowane najlepszymi płytami z 1983 roku, jak “Melissa”, “Show No Mercy” czy “Into The Glory Ride”.

O.: Nie mówiłem, że jesteście power metalowym zespołem, poza tym nie odpowiedziałeś na resztę pytania. Ale niech Ci będzie. Powiedz mi w takim razie – widziałem fotki z Waszych występów, z mieczami i całym tym rynsztunkiem. Nie zarzucono Wam nigdy kompleksu Piotrusia Pana? Wiesz, dorośli kolesie bawią się plastikowymi mieczami i śpiewają o jakichś tematach fantasy… Wiele kapel ma z tym problem…

J.: Kompleks Piotrusia Pana? Ja po prostu zrzynam z moich ulubionych metalowych śpiewaków, jak Dio czy Halford i macham przy tym jebanym mieczem. Bez tych mieczy nie jesteśmy aż tak zmotywowani przed ludźmi. Graliśmy kilka występów bez mieczy… Przysięgam, to były nasze najgorsze koncerty. To prawie tak, jakby sam Szkieletor rzucił na nas jakąś klątwę.

O.: W Waszej muzyce znajdujemy bez problemu inspiracje zespołami jak Iron Maiden czy Manowar, które właściwie żyją z granej przez siebie muzyki, dzieki niej opłacają rachunki i tak dalej. Czy jesli mielibyście wybór, to również poszlibyście tą drogą, czy może uważacie, że “tylko artysta głodny to artysta wiarygodny”?

J.: Z przyjemnością zaprzedałbym swoją duszę rock’n’rollowi, gdybym mógł, ale nie zanosi się na to by było to możliwe. Wszyscy mamy normalne prace i żyjemy od wypłaty do wypłaty. Nie myślę, by się to kiedykolwiek zmieniło. Mogę mieć jedynie nadzieję, że nasz label załatwi nam jakieś festiwale w Europie, a także wyda i wypromuje nasze płyty. Myślę, że jak na razie Metal On Metal Records robią dobrą robotę, my jedynie musimy zacisnąć dupy i zrobić ten nowy album.

O.: Teraz może sprawy trochę mniej przyjemne – w ciągu istnienia Skelator doszło do wielu zmian składu, własciwie tylko dwie osoby sa w nim od początku. Dlaczego? Jesteście tacy trudni we współpracy? Czy są jakieś osoby ze starego składu, o ktorych wolałbyś zapomnieć?

J.: Było kilka takich osób, z którymi nie chciałbym ponownie pracować, nawet jeśli miałbym taką szansę. Ale są  tacy, których z przyjemnością widziałbym z powrotem. Ta kapela przeszła już tyle drastycznych zmian składu, że stało się to wkurwiające! Właściwie to prawie jak cud, że istniejemy! Większość ludzi w tym momencie zmieniłaby nazwę zespołu, ale my jesteśmy by ciągnąć to nadal, bo kochamy pisać muzykę! Trudno jest znaleźć w naszym kraju ludzi, którzy chcieliby grać taką muzykę jak nasza. Większość osób chce grać w bardziej agresywnym stylu, lub wprost przeciwnie – wolą grać jakieś pieprzone fałszywe gówno.

O.: No cóż więcej rzec – “death to the false!”. Z innej beczki na sam koniec. Jakieś kilka tygodni temu zmarł Les Paul, człowiek o nieocenionym wkładzie w powstanie nie tylko heavy metalu, ale całego rock’n’rolla. Jak myślisz, jak wyglądałby świat gdyby nie wynalazł on gitary elektrycznej?

J.: Szczerze, bez gitary mógłbym równie dobrze zająć się pisaniem komiksów czy czymś takim.

O.: A ja myślałem, że powiesz, iż to nie możliwe, świat nie będzie taki jak dawniej i tak dalej, hehe… Powiedz w takim razie, co czeka Skelator w przyszłości?

J.: Oczekujcie naszego nowego krążka – “Death To All Nations”. To będzie album, z którym trzeba będzie się liczyć, zapamiętaj moje słowa [zapamiętałbym, gdybyś powiedział, że wasz następny krążek będzie strasznym badziewiem, to byłoby coś, hehe – przyp. Oracle]. Piszemy też utwór po hiszpańsku na siedmiocalówkę “Guerreros de Metal”, ze świetną niespodzianką jako stroną B!

Autor

9769 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Panie Oracle, słucham sobie od jakiegoś czasu Skelatora.
    Myślę sobie, że to zacna muza. Czasem robią rozpierdol, ale to jest fajny, smaczny rozpierdol. Ciężko jest znaleźć coś więcej o nich w necie, aż tu nagle trafiłem na Pański komentarz z ich wokalistą. Dzięki za ten wywiadzik. Fajnie się czytało.
    Pozdrowienia z Bydgoszczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *