Dziś nie będzie długich wstępów, bo po co one komu. Nie wszyscy się przekonują do ich muzyki, ale nie zmienia to faktu, że okiem rzucić na moją rozmowę z LTH można. A nawet trzeba. 

SigihlOracle: „O kurwa.” Taka była moja pierwsza reakcja na Sigihl i Wasz debiutancki album. Przy czym ta „kurwa” miała w sobie ładunek wielce pozytywnego zaskoczenia, że taka muzyka powstaje w Polsce. Nie sądzisz, że wraz z „Trauermarsche (And a Tango Upon World’s Grave” wbijacie się klinem w dość zachowawczą polską scenę black metalową?

LTH: Zacznę od tego, że nie uważam polskiej sceny BM za zachowawczą. Nie mam tutaj na myśli sytuacji z ostatnich 2-3 lat tylko z powiedzmy ostatnich 15-stu. Włączanie nas również do sceny BM jest również odrobine dyskusyjne, ponieważ z perspektywy kanonu muzycznego gatunku nie mam z nim wiele wspólnego. Inaczej jest w kwestii ideowo-lirycznej. Niemniej jestem pewien ortodoksi już dawno spuścili nasz album w kiblu. Wracając do meritum pytania – tak, w pewnym sensie jesteśmy takim bękartem, które nie wiadomo któremu ojcu dać na utrzymanie. Ale to nie moje zmartwienie, bękarty mają ciężej więc radzą sobie lepiej.

O.: Przeglądam recenzję, słucham opinii i widzę, że niektórzy mają z Wami duży problem. W sensie, nie wszyscy kupują propozycję Sigihl. Że całość jest totalnie na jedno kopyto… że trąbka… że wokal nie taki… Tam gdzie inni widzą minusy, ja widzę plusy – i kilka innych osób również. Z Waszej perspektywy – kto ma problem i dlaczego, hehe?

Sigihl1LTH: Od początku wiedzieliśmy, że nie nagrywamy muzyki „łatwej” nawet w ramach pojmowania muzyki ekstremalnej. Tak, ta płyta jest ciężka, grząska, monotonna, lepka, nieprzyjemna, wokal jest jak skrobanie paznokciami o szybę, o brzmieniu całości już nie wspominając. Tu nikt nie ma problemu, ta muzyka sama w sobie jest problemem. Nie nagraliśmy tej płyty dla ludzi, nagraliśmy ją dla siebie, a fakt upublicznienia tych nagrań szerzej niż poprzez rozdanie paru kopii znajomym i wrzuceniu w czeluść internetu jest biegiem zdarzeń, którego nie planowaliśmy. Całą promocję zamierzaliśmy ograniczyć do zagrania paru koncertów, co w sumie nam się udało, bo jak do tej pory zagraliśmy ich trzy.

O.: Jak myślicie, ile czasu przeciętny słuchacz powinien poświęcić na zgłębianie „Trauermarsche (And a Tango Upon World’s Grave)”, żeby móc ostatecznie ocenić, czy mu się taki krążek podoba, czy też nie? Są mistrzowie, co walą recenzjami po dosłownie sześciu godzinach od otrzymania promo…

LTH: Tyle, ile zajmuje wessanie przez przeciętne bagno. Jeśli zdążysz chwycić się jakiejś gałęzi, możesz uznać, że miałeś szczęście. Jeśli nie – masz przejebane.

O.: Skąd wziął się Sigihl, poza tym, że ze Śląska? Przyznam, że dopiero po ogłoszeniu Waszej współpracy z Arachnophobia Records przypomniałem sobie, że widziałem Wasze logo na którymś tam plakacie koncertów z cyklu Southern Discomfort – który do tego mnie ominął… Powiedz więc coś o genezie Sigihl…

LTH: Nie ma za nami żadnej spektakularnej historii. Każdy z nas ma za sobą lub jest zaangażowany w mnóstwo innych zespołów. Spotkalismy się pewnego dnia w Krakowie i kiedy uświadomiliśmy sobie, ze mamy możliwość stworzenia całkiem nietypowego składu, postanowiliśmy, że możemy coś z tym zrobić. Więc zrobiliśmy i efekty są namacalne.

O.: Ponoć cały materiał został zarejestrowany bardzo szybko, podejrzewam więc, że improwizacja w Sigihl ma duże znaczenie – czy nie istnieje jednak w tym przypadku taki problem, że coś się Wam w tym transie zapomni, albo potem nie będziecie potrafili tego odtworzyć na żywo lub w studio?

LTH: Tak, ostateczne wersja materiału została zarejestrowana w mniej niż 4 godziny. Wszystko zostało nagrane na żywo w studio Radia Katowice, są tam naprawdę świetne warunki do nagrywania „na setkę” i wszystko poszło bardzo sprawnie. Improwizacja ma spore znaczenie, ale staramy się kontrolować. Zdarza nam się zapętlić na próbie i grać jeden motyw 10 minut, jednak pod kątem przygotowań do występów, ograniczamy się do określonych ram czasowych.

O.: Ubolewam, że we wkładce nie ma tekstów, a trudno dojść do czegoś jedynie na podstawie wycia KV. Po notce która znajduje się wewnątrz bookletu mogę się czegoś tam domyślać, ale nie po to robimy wywiad, żebym miał się domyślać – możecie nam opowiedzieć o koncepcie lirycznym stającym za „Trauermarsche (And a Tango Upon World’s Grave)”?

LTH: Teksty, które napisałem są oszczędne, mało poetyckie i bardzo proste. Moim założeniem było minimum formy, a maximum treści. To swego rodzaju manifesty, lamenty, szyderstwa, gorzkie słowa prawdy. O naturze ludzkiej, kłamstwie, ignorancji, upadku. Tekst Pope’a, który został napisany do „Rite of Pain” również utrzymany w tym klimacie.

O.: Mówicie, że udział saksofonu w muzyce Sigihl jest raczej przypadkiem niż zamierzonym działaniem. Ale mam nadzieję, że nie zrezygnujecie z tego instrumentu – stał się on bowiem integralną częścią Waszej muzyki, ale też niejako znakiem rozpoznawczym…?

LTH: Masz rację, tak jak wspominałem, taki, a nie inny skład jest po prostu spoltem okoliczności i różnych personalnych koneksji, jednak nie umniejsza to jego roli w składzie i w muzyce, która zamierzamy jeszcze w przyszłości nagrać.

O.: W muzyce Sigihl słychać brak nadziei na nadejście lepszego jutra, a tytułowe tango na grobie świata zdaje się mieć już aktualnie miejsce – przynajmniej ilekroć wkładam płytę do odtwarzacza… Skąd w Was tyle pesymizmu? Czy może tylko mi się tak wydaje? No i czy owe tango jest symbolem radości, chocholego tańca, czy raczej smutnych podrygów rodem ze stypy?

LTH: Rozejrzyj się dookoła. W pojęciu uniwersalnym nie ma się z czego cieszyć. Oczywiście, jak każdy z nas, mam drobne radości i przyjemności, nie obca jest mi miłość, przyjaźnie. Ale głębsza refleksja nad ogólnym obrazem tego, co sobą reprezentujemy, co wykształciliśmy na przestrzeni wieków i dokąd zmierzamy rodzi w mojej głowie odpowiednie wnioski.

O.: Długo szukaliście wydawcy dla „Trauermarsche (And a Tango Upon World’s Grave)” zanim trafiliście do Arachnophobia Records? Często słyszeliście, że „fajne granie, ale nie wiadomo czy ludzie to kupią”?

LTH: Wspomniałem już, ze nie mieliśmy w planach wydania tego materiału na szerszą skalę. Dlatego też nie szukaliśmy wydawcy. Początkowo chcieliśmy wydać to na fizycznym nośniku w formacie CDr w małej oficynie SQRT, prowadzonej przez naszego znajomego, Łukasza Ciszaka. Później odezwał się Krzysiek Słyż, który usłyszał o naszym istnieniu od wspólnego znajomego i zaproponował nam wydanie albumu w regularnej formie. Nie wiem, czy kalkulował jakiekolwiek zyski wydawnicze, ale raczej tak, w końcu jest księgowym, a ci potrafią liczyć dukaty.

O.: Wspomniałem na początku o koncercie – ile sztuk dotychczas zagraliście i jak według Was zostaliście przyjęci? Bo wiecie, z takimi „nowinkami” na scenie to różnie bywa – często ludzie się spuszczają słuchając danej muzyki na płycie, a po koncercie są zawiedzeni… Przy okazji – zdarzyło się Wam jako fanom kiedyś coś takiego?

LTH: Zagraliśmy trzy koncerty. W marcu zagramy czwarty. Nie dziwi mnie Twoje stwierdzenie – sam mam mnóstwo płyt zespołów, które są świetne, ale na koncert bym nigdy nie poszedł. Działa to również w drugą stronę, znam sporo zespołów, których płyt bym nie kupił, ale koncerty jakie dane mi było obejrzeć, były naprawdę świetne. My sami staramy się oprawić naszą muzykę w odpowiedni klimat, używając różnych artefaktów, docelowo chcemy w trakcie koncertów oddziaływać na większość zmysłów publiczności.

O.: Macie ambicję, żeby wychylić łeb poza polskie podwórko? Ja wiem, że to dość oklepane pytanie, ale czasem odnoszę wrażenie, że polskie zespoły faktycznie jakoś zadowalają się tym, że doceni je kilka osób w Polsce i nie za bardzo szukają poklasku gdzieś poza granicami… Jak myślicie – kompleks niższości, brak możliwości czy może brak ambicji?

LTH: Na razie to wszystko dzieje się tak daleko od założonego minimum, ze kompletnie nie myślałem o promocji zagranicą. Widziałem trochę recenzji z zachodu Europy, o tych nieangielskich Google Translator powiedział mi, ze są dobre/bardzo dobre, wiec jakieś podłoże się robi. Nie mam zdania co do innych zespołów, ich działania promocyjne zależą od nich i nie zastanawiam się nad tym.

Sigihl2O.: W wywiadzie dla Violence On-Line jeden z Was zdradza się z miłością do Bohren and Der Club Of Gore… Od jakiegoś czasu ja również bardzo częśto rozkoszuję się ich dźwiękami. W muzyce Sigihl jednak wiele wspólnego nie słyszę… Ale ja nie o tym – sporo osób ze sceny metalowej szuka inspiracji poza klasycznymi źródłami, ale wydaje mi się, że niewielu przyznaje się do tego publicznie – jak myślisz, dlaczego? Bo traci się na imageu, jeśli się powie, że czasem woli się posłuchać na przykład Johnyego Casha, Dale Cooper Quartet and the Dictaphones czy z innej mańki – jakiegoś The Beatles?

LTH: Mając okazję czytać od czasu do czasu wywiady z innymi muzykami polskiej sceny „ekstremalnej”, mam kompletnie odwrotne wrażenie. Wręcz jawi mi się to jako przedziwny wyścig w workach po ziemniakach w parach podczas zawodów dożynkowych, kto wymieni więcej nurtów i artystów niemetalowych, będących inspiracją przy komponowaniu muzyki. Mogę wypowiadać się tylko za siebie – mam jakąś tam skomną kolekcję płyt, korzystam również z serwisów streamingowych i staram się słuchać muzyki dobrej i wartościowej, mającej przekaz, nieważne czy ideowy, czy emocjonalny. Wspomniany przez Ciebie Bohren and Der Club Of Gore jest jednym z moich ulubionych zespołów, ale nie stronię od muzyki fado, pospolitego rock and rolla, czy black metalu. Muzyka jest dla mnie jednym z największych i najwierniejszych nośników emocji, dlatego odgrywa tak ważną rolę w moim życiu.

O.: W innym wywiadzie stwierdziliście, że nie macie nic przeciwko muzułmanom, chrześcijanom o ile nie wpierdalają się ze swoimi poglądami w Wasze podwórko. To nie jest dość popularne stanowisko, zwłaszcza ostatnimi czasy, kiedy również w Polsce pojawiają się głosy mówiące o Zderzeniu Cywilizacji i tak dalej – gdzie więc przebiega linie pomiędzy „przeszkadza/nie przeszkadza” w Waszym przypadku?

LTH: Nie chodzi tu tylko o przedstawicieli rożnych religii. Dotyczy to również wegetarian, pokerzystów i amatorów kina ze Steven Seagalem. Chodzi o uniwersalną, moralną zasadę – żyj i daj żyć innym nie czyniąc przy tym krzywdy i respektując prawa natury. Uzasadnienie tej drogi jest tematem – rzeką i oczywiście może prowokować dyskusje, dlatego daruje sobie wchodzenie w ten wywód.

O.: OK, poza Sigihl gracie w różnych zespołach, często bardzo odległych gatunkowo – nie wiem, ilu Was będzie na ten wywiad odpowiadać, ale możecie streścić/opowiedzieć o swoich pobocznych projektach i zespołach?

lTH: Ja gram na basie w Outre. Grzesiek nagrywa kolejny projekt, którego nazwy na razie nie znam. KV śpiewa również w Moanaa i Unipolar Manic Depressive Psychosis. Pope gra w tylu zespołach, że nie starczyłoby miejsca na wypisanie wszystkich w tym wywiadzie, pamiętam Pasimito, Cuefx, Pulsarus.

sigihl4O.: Słyszałem głosy o jakiejś niezdrowej konkurencji pomiędzy Outre a Sigihl. Szczerze, zastanawia mnie co za osioł wymyśla coś takiego – niby jak konkurować miałyby ze sobą zespoły poruszające się w zasadzie w różnych stylistykach? Uważasz, że ludzie są z natury skłonni do konfabulowania, szukania pretekstów do wywoływania gównoburz i tak dalej, czy może jest to po prostu efekt tego, że kilka osób ma po prostu za dużo wolnego czasu i nie za bardzo wie (umie?) jak go spożytkować konstruktywnie?

LTH: Na tą wydumaną konkurencję miedzy Sigihl, a Outre mogę odpowiedzieć jedynie półuśmiechem. Szkoda miejsca na komentarz takiej bzdury. Obserwuje takie próby robienia zamieszania. Ludzie lubią jak cos się dzieje, wiec nakręcają rożne afery. Widziałeś co teraz zrobili z Durczokiem? No po prostu śmiech. Ja mam dostatecznie w swoim kubełku najebane, żeby jeszcze mi się chciało zaglądać do cudzych.

O.: Sami w ogóle macie czas śledzić co się dzieje ciekawego na scenie? Czy jak spora część kapel macie tzw syndrom ginekologa i końmi się Was nie zaciągnie do ogarnięcia jakiejś większej ilości nowych albumów? Albo tylko z polecenia?

LTH: Nie mam awersji do muzyki innych zespołów, nieważne czy to koledzy, czy zespołu z różnych zakątków świata. Zaległości w poznawaniu nowych wydawnictw bardziej spowodowane są brakiem czasu, chociaż dzisiaj jest nieporównywalnie łatwiej. Mogę w telefonie na YouTube odpalić co chcę i kiedy chcę.

O.: Dobra, pytań może nie było wiele, ale będziemy kończyć. Tradycyjnie na finisz prosimy o odpowiedź na tendencyjne pytanie. Dla Was przewidziałem – pierwszy album w tym roku, jaki sobie kupiliście to…?

LTH: Kupiłem dwa za jednym zamachem – Sinmara „Aphotic Womb” i Misthyrming „Söngvar elds og óreiðu”.

O.: Ok, dzięki wielkie – czekam na dwójeczkę, bo mam nadzieję, że Sigihl jeszcze zatańczy na grobie świata, hm?

LTH: Raczej zmienimy parkiet.