Włosi z SejtanE wydali w zeszłym roku niezłą płytę – „The Burning Cold”, no i to była główna przyczyna przeprowadzenia z nimi małego iterwju. Jak na black metalowców, to chłopy mają nawet poczucie humoru, choć czasem mi się zdaje, że mogliby się trochę bardziej wysilić przy niektórych odpowiedziach. No ale taki już widać mój los…

Oracle: Witaj! Na początku chciałem Cię zapytać o historię SejtanE – wiesz, kto, gdzie z kim, kiedy i po co? Pytam, bo to chyba pierwszy wywiad dla polskiego magazynu?

Moonbeam: Tak, masz rację i jest to przyjemność dla nas przyjemność, że przeprowadzasz z nami wywiad! SejtanE narodziło się w 2004 roku. Po doświadczeniu z „Iblis” – naszym wcześniejszym zespołem, przez długi czas nie graliśmy razem w ogóle metalu, bo jego działalność zakończyliśmy w 2001 roku. Ostatecznie jednak zadecydowaliśmy o powołaniu nowego i świeżego projektu, z którym chcieliśmy wrócić do naszych black metalowych korzeni, muzyki, która w najlepszy sposób by nas reprezentowała! Myślę, że postąpiliśmy słusznie, czyż nie?

O.: Jak najbardziej. Ale zostańmy jeszcze na chwilę przy początkach – pierwsze na co zwróciłem uwagę w zetknięciu z Waszym zespołem, to Wasza nazwa. Czy SejtanE oznacza coś specjalnego, konkretnego? Czy po prostu dobrze brzmi?

M.: Wiesz, jako, że nazwaliśmy nasz poprzedni zespół Iblis (od nazwy bardzo potężnego boga zła), stwierdziliśmy, że logicznym będzie nazwać nowy projekt SejtanE, który to właściwie jest synem Iblisa. I w rzeczy samej, brzmi to bardzo dobrze!

O.: I wszystko jasne, przejdźmy więc do Waszego debiutu. „The Burning Cold” zostało nagrane końcem 2006 i początkiem 2007 roku. Wydaliście je dopiero po dwóch latach – skąd taka obsuwa?

M.: Wiesz, jeśli chodzi o scenę podziemną, to nigdy nie wiesz, jak to będzie z planami, no ale do opóźnień jesteśmy już przyzwyczajeni, bo działamy na tej scenie od 1994 roku, zaś pewne rzeczy wiele się nie zmieniły przez ten czas. Tak czy inaczej, gdy o tym wiesz, wiesz też czego możesz oczekiwać… Przy okazji nasz nowy album jest już od ponad roku gotowy…

O.: No to pięknie. Jako, że znam jedynie pierwszy krążek to na jego temat sobie pogaworzymy. Dla mnie „The Burning Cold” jest trybutem dla sceny wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Co Twoim zdaniem specjalnego było w tamtym okresie, że tak wiele kapel do niego wraca?

M.: Cóż, to co powiedziałeś, to całkowita prawda. Przede wszystkim, ten okres był czasem, kiedy to zbliżyliśmy się do tego gatunku i definitywnie wciąż w nim tkwimy! Naszym zdaniem był to najbardziej płodny okres dla black metalu, w którym istniały najbardziej wartościowe zespoły. Ponadto był to czas, kiedy black metal najlepiej ustalił pewne standardy i zdobył szczyty ekspresji, tak dalece jak tylko ciemne i złe uczucia na to pozwoliły! We wczesnych latach dziewięćdziesiątych wszystko już zostało powiedziane i zrobione, i by było jasne, dla nas jest to jedyny możliwy sposób w jaki powinno się czynić black metal. Bo black metal z samej swojej natury nie jest pomyślany jako ciągle oryginalny i odnawiany. Oczywiście jest to tylko nasze zdanie, którego inne zespoły nie muszą wcale podzielać. Ważne jest to, by znać swoje idee i cele, jakie się chce osiągnąć w muzyce! A fakt, że black metal został zamrożony w czasie, nie oznacza, że staramy się być rodzajem cover bandu Darkthrone! Szczerze czujemy, że mamy swój własny styl i kreatywność, które nie mieszają się z kimkolwiek innym! Ewoluowaliśmy przez cały czas, poprzez nawiązywanie do tradycji i nie chcemy kopiować kogokolwiek!

O.: Ok. Pochodzicie z Włoch, ale krążek wydało Wraith Productions z Florydy. Dlaczego musieliście szukać labelu, aż w USA? Żadna europejska wytwórnia nie była zainteresowana wydaniem krążka SejtanE?

M.: Nasza promocja objęła cały świat, ale to Armando i jego Wraith Productions był osobą, która najbardziej odpowiadała naszym celom…

O.: Ok., no a rzeczony debiut zatytułowaliście „The Burning Cold”, więc zastanawiam się, skąd taki tytuł?

M.: Skoncentrowaliśmy się na naszych emocjach: „The Burning Cold” jest dokładnie tym uczuciem, które przeżywamy słuchając naszej muzyki i prawdopodobnie jest to uczucie, jakie odczuwa każdy słuchacz odbiera to w ten sposób. Nasza muzyka jest całkowicie zimna i odludna, ma za zadanie przetransmitować wewnętrzne doznania w furiacką burzę śnieżną! Równocześnie przynosi ona wściekłość i przemoc – stąd przymiotnik „burning”…

O.: „The Burning Cold” zostało zarejestrowane przy użyciu tradycyjnego metalowego instrumentarium – gitary, basu i perkusji, bez żadnych klawiszy czy smyczków. Myślisz, że w black metalu nie są one konieczne, czy po prostu nie są one konieczne w przypadku SejtanE? Bo skądinąd wiem, że umiecie grać na wiolonczeli czy pianinie…

M.: SejtanE nie jest zespołem stworzonym dla atmosfery czy klimatu, które kreują te instrumenty… Zdecydowaliśmy się udać do samego serca czystego nienawistnego black metalu. Zdecydowaliśmy się też wykreślić wszelkie melodyjne wtręty, bo uważamy, że esencją czystego zła jest surowość, szybkość i krzyk. Każdy zbyteczny instrument będzie odwracał naszą uwagę od naszego muzycznego celu, jakim jest osiągnięcie esencji zła…

O.: Można to tak rozumieć. A jak się to ma do okładki? Las, obok gór czy księżyca, jest chyba najbardziej wyświechtanym motywem jeśli chodzi o black metalowe front covery. Dlaczego więc zdecydowaliście się na zamieszczenie fotki drzewa, zamiast czegoś bardziej oryginalnego?

M.: Powód jest raczej jasny: w ogóle nie chcemy być oryginalni, wybraliśmy drogę bycia całkowicie nieoryginalnymi! Gramy black metal, a przecież to nie my go wymyśliliśmy, odziedziczyliśmy jedynie serie tematów, tak muzycznych jak i ikonograficznych, których nie chcemy się wypierać, jednak by nie być przy tym kiczowatym. Lubimy black metal takim, jaki on jest, a Ty nie?

O.: Ja również i cenię sobie Twoją szczerość. Pociągnijmy więc ten temat – w booklecie równeiż możemy znaleźć fotkę lasu ze słowami „Krew, żądza, ból”. Dlaczego zdecydowaliście się je tam zamieścić? Które z tych słów ma dla Ciebie największe znaczenie?

M.: To część jednego z naszych tekstów, opowiadającego o pogańskiej orgii w lesie… Moonbeam lubi najbardziej krew, podczas gdy alignant preferuje żądzę. Ale obydwaj zgadzamy się również i na ból, hahaha!!!

O.: No to psotniki z Was, hehe. I jako tacy współpracujecie z Patricią Thomas, która moim zdaniem jest dosyć niespotykaną kobietą – jak na pięćdziesięciolatkę, to interesuje się ona raczej muzyką, która nie jest domeną jej rówieśników. I z tego co mi się zdaje, to nie bierze wynagrodzenia od swoich podopiecznych, co? Musicie być zadowoleni z takiej kooperacji?

M.: Tak, jesteśmy usatysfakcjonowani, ale szczerze mówiąc bardziej dotyczy to Armando, który był zainteresowany naszym demo „The Son Of Iblis” już od samego początku…

O.: Aha. Zmieńmy temat – Włochy dziesięć lat temu były znane w główniej mierze z kiepskich power metalowych zespołów. Ale od kilku lat Wasza scena black metalowa zaczęła przybierać na sile – oprócz Was jest jeszcze Absentia Lunae, Malfeitor, Janvs, by wymienić tylko kilka kapel. Co Waszym zdaniem spowodowało rozwój tej sceny?

M.: Generalnie rzecz ujmując, twórczy i techniczny poziom rozwoju wszystkich zespołów tak we Włoszech, jak i za granicą bardzo się podniósł powyżej średniej. Jeśli chcesz się pokazać, musisz grać dziś lepiej niż jakieś dziesięć – piętnaście lat temu. Choć tylko częściowo odnosi się to do black metalu, gdzie technika i oryginalność jest dla nas drugorzędna [kurwa, następny, który twierdzi, że nie umiejętności a ideały… – przyp. Oracle]. Może wielu muzyków miało sporo czasu do ewoluowania i poprzez naukę, rozwinęło się od lat dziewięćdziesiątych, kiedy to zaczynali słuchać swoich ulubionych gatunków…kto wie… Jakkolwiek, by Cię nie skłamać, nie jesteśmy na bieżąco z dzisiejszą sceną. Raczej słuchamy starych albumów starych kapel i na pewno nie są to Włosi! Może kilka innych włoskich zespołów zgodzi się z naszą opinią…

O.: No dobra, ale zapewne zdajesz sobie sprawę, że wszystkie te kapele, które wymieniłem, grają black metal na różne sposoby. Myślisz, że taka różnorodność w obrębie jednego gatunku jest potrzebna i dobra dla sceny?

M.: Oczywiście, że tak. Nawet jeśli wszyscy gramy ten sam gatunek, to jak już powiedziałem, każdy zespół powinien dbać o to, by rozwijać swój własny styl i osobowość [tak często właśnie powstają całkiem nowe gatunki, jeśli mogę zauważyć – przyp. Oracle]. Definitywnie, najważniejszą rzeczą w black metalu jest to, by czuć ciemność i wyobcowanie, które osiągasz! Myślę, że znaleźliśmy własną ścieżkę do osiągnięcia tego celu, poprzez przypominanie tradycyjnych ram…

O.: No ale jakieś tam relacje z innymi włoskimi kapelami utrzymujecie? Czy znów powiesz mi, że nie utrzymujecie kontaktów z innymi zespołami, a scena Was nie interesuje – bo widzisz, to jest równie wyświechtana sentencja, hehe…

M.: Przepraszam za bycie tak przewidywalnym, ale taka jest prawda: interesujemy się tylko nami samymi.

O.: Cóż, wybaczam Wam. To może powiesz mi co wiesz o polskiej scenie? Znasz jakieś kapele z Polski poza Vader i Behemoth?

M.: Znów muszę Cię rozczarować, ale są to jedyne zespoły, jakie znamy. Jako że nie interesujemy się już sceną, nie znamy żadnych nowych kapel, które pojawiają się ostatnimi czasy, w tym też z Polski.

O.: Rany. Niech Wam będzie. To może na to pytanie mi więcej odpowiesz – co tak naprawdę znaczy dla Ciebie black metal? Wiesz, dla jednych jest to całkowite oddanie Szatanowi, dla innych bunt przeciwko ludzkości, zaś jeszcze dla kogoś innego jedynie muzyka, bez żadnego większego sensu i znaczenia…

M.: To wiele rzeczy w jednym: to nastrój, jaki osiągasz, głównie negatywne myśli i odczucia i na tym poziomie odgrywa to egzystencjalną rolę. Jako, że muzyka, w obrębie której się poruszamy jest raczej minimalistyczna, typ zaangażowania jaki ona kreuje jest bezpośredni, emocjonalny i w ogóle nie racjonalny. Reprezentuje wewnętrzną, ciemniejszą stronę naszych umysłów. Na pewno pojawia się też wsparcie ze strony naszej podświadomości, podczas gdy słuchania black metalu. Poza tym, słuchanie tego gatunku wymaga zachowania mizantropijnego nastawienia i izolacji, co obaj podzielamy, bo jest to część naszego normalnego nastroju. Na poziomie politycznym, jest to przesłanie pod adresem wszystkich zorganizowanych religii, głównie zaś do chrześcijaństwa. No a poza tym, jest to po prostu najlepszy gatunek muzyczny, jaki istnieje.

O.: Hehe, no fakt. To może teraz luźniejsze pytanie – w obiegowej opinii Włosi to faceci w typie macho, wyrywający laski na potęgę, męscy, dbający o wygląd i sylwetkę… czy ten opis pasuje i do Was? Pytam, bo „The Burning Cold” zaczyna się od pojękiwań jakichś lasek, które w końcu przechodzą w krzyki z rozkoszy – no chyba, że to nagrania z Waszej domowej wideoteki, hehe?

M.: Żebyś wiedział, że to nasze nagrania z rzeczonej już orgii w lesie [to Wy w tych Włoszech domów nie macie, tylko po krzaczorach się musicie łomotać, hehe? – przyp. Oracle]. Możemy Cię zapewnić! Ale nie były w to zaangażowane żadne typy macho! Włoski typ macho to oczywiście stereotyp: wieli Włochów jest niskich, owłosionych, ciemnych no i po prostu ohydnych! Ale nie my, hehe!!!

O.: No pewnie, jakżeby inaczej, hehe. A czy smutno Ci z tego powodu, że już drugi papież nie pochodzi z Włoch? W końcu przez kawał czasu była to Wasza domena, hehe…

M.: Jestem smuty jedynie z tego powodu, że ta cipa nadal żyje, hehe!

O.: No no, nie ładnie tak o starych ludziach mówić, hehe. Za karę wymień pięć swoich ulubionych albumów! I dzięki za wywiad!

M.: Dzięki Ci za wywiad! A te pięć krążków to: Darkthrone „Under A Funeral Moon”, Darkthrone „Transilvnian Hunger”, Immortal „Pure Holocaust”, Burzum „Hvis Lyset Tar Oss” i Marduk “Those of the Unlight”. To oczywiście dotyczy black metalu, ale jest tego o wiele więcej…