Rites of Daath: „…uderzamy w poważniejsze tony.”

Kolejna młoda kapela na polskiej scenie, choć złożona z doświadczonych już muzyków. Wcześniej działali jako Cemetery Whore i pewnie część z Was kojarzy ich nagrania z tym szyldem. Trochę się tam jednak pozmieniało, obecnie działają jako Rites Of Daath. Na szczęście pod względem muzycznym nadal jest bardzo bardzo dobrze. To zapraszam Was teraz do wywiadu z krakowskim Rites of Daath, w imieniu którego odpowiadał Tomek.

Oracle: Strzała! Na początek – co sprawiło, że zmieniliście nazwę z Cemetery Whore na Rites of Daath? Wcześniejsza też była przecież urocza, no tyle że może głupio było się chwalić w pracy albo teściom jak nazywa się kapela, w której się gra, heh…

Odp.: No siema! Powody zasadniczo były dwa: Po pierwsze uznaliśmy, że ta nazwa już do nas nie pasuje. W miarę zgrywania się w czwórkę i pisania nowego materiału, pojawiły się nowe inspiracje, zaczęliśmy cały koncept na granie pchać w trochę innym, bardziej poważnym kierunku no i stara nazwa zaczęła z tym gryźć. Po drugie, przestała nam się podobać. Mimo tego, że była na swój sposób urocza i zabawna, to ten żart przestał już być śmieszny.

O.: Dobra, doom/death metal ostatnio robi się u nas coraz popularniejszy, powstają nowe kapele złożone z młodych muzyków. To chyba fajnie, prawda? Z drugiej strony – czy z tym gatunkiem nie będzie tak jak z thrash metalem kilka lat temu? Każdy miał katany i hajtopy, dziś każdy kochać będzie Winter?

Odp.: Nie byłoby tak źle, gdyby każdy kochał Winter. Szczerze, to nie wiem i nie za bardzo się o to martwię. Czas pokaże. Jak na tę chwilę ja osobiście nie czuję przesytu, pojawiło się sporo świeżej i dobrej krwi w tej niszy w ciągu ostatnich paru lat, poziom jest utrzymany.

O.: „Hexing Graves” to tylko dwadzieścia minut, ale z drugiej strony waży z dwadzieścia ton, bo gruzu tam jak po wyburzaniu blokowiska. Bardzo podoba mi się w nim to, że pomimo pozornego wolnego tempa bardzo szybko przelatuje, a słuchacz ma ochotę wcisnąć play ponownie. To chyba najlepsza oznaka tego, że materiał się udał nie sądzisz?

Tak, muszę przyznać, że podoba mi się ten materiał. Ma w sobie grację rozpędzonego wagonu z węglem. I właśnie mimo tej swojej ociężałości, jest w sobie zwarty i konkretny. Na pozytywny wpływ tego materiału wpływa też w dużym stopniu brzmienie, ukręcone przez Krzyśka z Roslyn Studio. Zajebiście wyczuł, o co nam chodzi, ale w końcu ten gość zjadł zęby na death metalu.

O.: Skąd u Was wzięła się fascynacja tym gatunkiem? Od jakiego zespołu? Coś bardziej znanego w stylu Asphyx czy raczej głębsze podziemie, jak rzeczony Winter czy dIsembowelment…

Będę mówił tutaj za siebie. W moim przypadku pierwszą płytą łączącą doom z death metalem, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, był debiut Cathedral. Trochę wydaję mi się pomijana płyta, a zajebista, z niesamowitym, wisielczym klimatem. Jakiś czas później poznałem właśnie Asphyx i Autopsy, a potem już poleciało. To też przyszło z ogólnej fascynacji starym death metalem. Wynikało to z tego, że byłem lekko znużony tym, co grałem w moich poprzednich zespołach. Grając thrash metal (powiedzmy, że też bardzo specyficzny, bo taki gra Terrordome) liczyła się tylko i wyłącznie szybkość. Zacząłem rozglądać się za zupełnie inną muzyką, podchodzącą do tematu ekstremy od diametralnie innej strony. Stąd też bardzo lubię zespoły klasycznie doom metalowe.

O.: W muzyce Rites of Daath słychać też wpływy Necros Christos, a wiem, że nie jest to przypadek, bo lubisz muzykę Niemców. Rozumiem, że czekasz na ten nowy krążek z drżeniem serca? Co takiego według Ciebie jest w tej muzyce, że jest tak kurewsko dobra?

Tak, chociaż oczekuję jej z ogromnym niepokojem. Ponoć ma być to trzypłytowe wydawnictwo i to może jej strasznie zaszkodzić. Jest niewiele zespołów, które potrafi wydać muzykę na trzech krążkach nie powodując u słuchacza odruchu wymiotnego, uczucia przejedzenia czy znużenia. Dodatkowo premierowe numery na ich ostatniej płycie, „Nine Graves” uważam za lekki spadek formy. No zobaczymy, będzie im bardzo ciężko przeskoczyć doskonałe „Doom of the Occult”. Wydaję mi się, że siłą Necros Christos są po prostu świetne melodie. Mam na myśli te dobre melodie, bez lukru i takie, które na długo zapadają w pamięci. Dodatkowo ten unikalny, okultystyczny klimat.

O.: Teksty Rites of Daath również poszły w innym kierunku niż gdy działaliście pod sztandarem Cemetery Whore. Teraz uderzacie w bardziej filozoficzne rejony, z odrobiną okultyzmu, a na śmierć patrzycie raczej od strony duchowego doznania niż biologii. Rozumiem, że Rites of Daath ma inny koncept na siebie?

Teksty w cmentarnej były bardzo komediowe i zupełnie od czapy. Ogólnie taka była konwencja. W Rites of Daath faktycznie, uderzamy w poważniejsze tony. Co prawda nie chciałbym, żeby teksty były odbierane jako jakieś nadęte filozofowanie, ale na pewno jest jakaś myśl przewodnia stojąca za nimi, coś je spina razem. I tak, dobrze ją odczytujesz.

A myślisz, że death metal to konserwatywna muzyka? Uważasz, czy jest gdzieś taki punkt bez powrotu – przekroczysz go i już wiesz, że to co właśnie nagrałeś to nie death metal?

Cały metal jest ogólnie konserwatywną muzyką, jeżeli chodzi o środki, nie tylko death metal. Ale ja nie mam z tym problemu, taki właśnie metal lubię. Ciężko powiedzieć, gdzie leży taki punkt. Wydaję mi się, że w jakimś stopniu odpowiedzią na to pytanie jest rola, jaką eksperymenty mają spełniać – czy są środkiem, do osiągnięcia celu czy celem samym w sobie. Jeżeli są środkiem, są ciekawie wkomponowane w muzykę, to jak najbardziej mogą istnieć w obrębie danej szufladki i być nazywane death metalem, czy metalem ogólnie. Z drugiej strony, jeżeli mamy do czynienia z poszukiwaniami, które są celem samym w sobie to tu bardzo łatwo przeholować. Wydaję mi się, że takim przykładem może być Tribulation i ich ewolucja, jaka w nich zaszła na przestrzeni 2 i 3 płyty. Na „Formulas of the death” świetnie pewne eksperymenty zagrały z death/black metalem. Na następnej płycie, w moim odczuciu jak zobaczyli, że pewne koncepty chwyciły to zaczęli je za bardzo eksploatować i trochę jakby się cały obraz rozmazał i wyszło z tego „Children of the night”, do którego osobiście mam bardzo mieszane uczucia.

O.: Godz ov War Productions, czyli Wasz wydawca to obecnie najsilniejszy label w Polsce i chyba z tych rodzimych – najbardziej pasujecie do jego profilu. Greg wydaje zazwyczaj w chuj mocne strzały, do tego z najgłębszych czeluści podziemia. To dlatego z nim się związaliście przy okazji „Hexing Graves” czy były może jeszcze jakieś inne powody?

Tutaj sytuacja wyglądała bardzo klasycznie. Zasłaliśmy Gregowi nasz materiał, a on odpowiedział, że mu się podoba i bardzo chętnie nas wyda. Ale tak, powodem dla którego zdecydowaliśmy się na Godz Ov War było bardzo mocne portfolio. Jest to dla mnie nobilitacja, że moja płyta znajduje się wśród takich uznanych nazw jak Stillborn, Warfist, Anima Damnata, czy też świeżych, zajebistych strzałów jak chociażby Pig’s Blood.

O.: Rites of Daath nie koncertuje wiele, raczej pojedyncze sztuki. Niestety minął mi rytuał w Krakowie, ale za kilka dni zagracie mi w zasadzie pod nosem bo w Rzeszowie, potem z kolei skopiecie dupska w Łodzi. Jakbyś sobie mógł wybrać wymarzony line up, co by to było

Oczywiście wymarzony line up zaczynałby się od tego, że nie grałbym na koncercie z żadną swoją kapelą, tylko na luzie bym był wśród widowni, pił piwka i prowadził konwersacje. Bardzo bym się cieszył, gdyby jeszcze raz dane było mi zobaczyć Grave Miasma i Necros Christos na jednej scenie. Parę też zespołów, które łapały by się na „wymarzony line up” będzie na tegorocznej Metalmanii (Asphyx, Dead Congregation). Jeszcze dorzucić do tego jeszcze Incantation i byłbym mega zadowolony.

O.: Ok, powiedz jeszcze co z Twoimi pozostałymi kapelami. Extinkt widzę coś tam dłubie, Traktor coś cicho siedzi, a Fortress rozumiem, że pogrzebany na amen?

Extinkt przymierza się do nagrania drugiej płyty. Jesteśmy po kilku próbach, mamy parę bardzo fajnych numerów i może pod koniec roku je zarejestrujmy. Będzie dużo amerykańskiego hard core punka i zżynania z Carnivore. O statusie Traktora nawet ja nie mam pojęcia. Możliwe, że nagramy coś za 10 lat, ale też możliwe że już nigdy nic. Fortress tak, zdechł śmiercią naturalną. Osobiście mam jeszcze jeden, dwa projekty w planach, ale na tę chwilę znajduje się to w fazie planowania, więc nie za bardzo jest o czym mówić.

O.: OK, jako że mamy jeszcze pierwszy kwartał 2018 roku, podsumuj proszę zeszły rok, bom ciekaw Twojej opinii – co Cię zmiotło, co było kupą, co niedocenione i tak dalej…

Ten rok był dość mocny. Mam parę pozycji, nie są uporządkowane w żadnej kolejności, ale konkretnie sponiewierały mną następujące płyty:

Incantation „Profane Nexus”

Contaminated „Final Man”

Spectral Voice “Eroded Corridors of Unbeing”

Phrenelith “Desolate Endscape”

Altarage „Endinghent”

Pig’s Blood “Pig’s Blood”

Triumvir Foul “Spiritual Bloodshed”

Lihhamon “Doctrine”

Kult Mogił “Portentaque”

Freezing Blood “Baal”

Z niemetalowych pozycji bardzo mi się podoba “The Demonstration” Drab Majesty. Rozczarowaniem jest rozpad Howls of Ebb, moim zdaniem jednej z ciekawszych death metalowych kapel jakie słyszałem w ostatnich latach. No, ale też sporym rozczarowaniem był ich ostatni split z Khtoniik Cerviiks, więc może lepiej, że się tak stało.

O.: Dzięki Tomek za wywiad i do zobaczenia w Rzeszowie!

Również dzięki!

Autor

9778 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *