Reinfection: „…temat drażliwy i bardzo aktualny.”

Zapewne wielu z Was pamięta pierwsze kroki Reinfection na naszej scenie. Potem na pewno wielu z Was było przykro, że kapela poszła w niebyt. A potem na pewno wielu z Was cieszyło się, że Reinfection powróciło do żywych z tak mocnym albumem jak „Breeding Hate”. Był to wystarczający impuls do odpytania Miśka na tę okoliczność. Chwilę poczekałem na ten wywiad, ale efekt wydaje mi się bardziej niż zadowalający. Nie przedłużam więc, bo czytania sporo.

Oracle: Hailz! Na początek może mało odkrywcze pytanie – jakie to uczucie wyciągnąć kapelę z dwunastoletniej śpiączki i nagrać tak dobrą płytę jak „Breeding Hate”?

Misiek: Siema. Pytanie … tak mało odkrywcze hehehue. W sumie to nie za bardzo wiedzieliśmy czego mamy się spodziewać ze strony słuchaczy po tak długiej przerwie. W sumie to ten materiał powstawał całkiem spory kawałek czasu. Tak do końca nie wierzyliśmy, że może się udać i materiał ujrzy światło dzienne. A skoro tak się stało to musi być przyjemny w odbiorze. Mi się podoba i jestem z niego zadowolony. Reszta też stanie za mną murem i to potwierdzi. I dziękuję, że już w pierwszym pytaniu podkreślasz to co wszyscy wiemy. To bardzo dobry materiał.

O.: Dlaczego tak w ogóle Reinfection zawiesiło działalność po „Secondary Damage”? W zasadzie wszystko fajnie żarło i zdechło. A jeśli nawet nie zdechło, to zasnęło, na dość długi czas.

M.: Zawieszenie działalności było spowodowane różnymi czynnikami. Przede wszystkich trzeba mieć tutaj na względzie, że to nasze hobby z którego oprócz satysfakcji nie mamy nic. Żeby to robić trzeba pracować. To główny powód. Każdy z nas mieszka w innych częściach planety. Kontakt mamy ze sobą bardzo dobry dzięki dorobkowi technicznemu. W pewnym czasie poprzedzającym wydanie wspomnianego przez Ciebie materiału nasze drogi się rozjechały. To za wielką wodę, to za rzekę. Ja mieszkam tam gdzie kiedyś, Rudolf mieszka w stolnicy, a Młody mieszka w US&A. Wszystko się dzieje praktycznie na odległość. Tak samo było przy nagrywaniu nowej płyty. Nie mniej to nowe doświadczenie, które z całą pewnością będziemy dopracowywać przy kolejnych nagraniach.

O.: Jesteście starsi, bardziej doświadczeni, zarówno życiem, jak i muzycznie. Ale odtwarzając „Breeding Hate” cały czas słychać to wkurwienie i pierdolnięcie, które mieliście osiemnaście lat temu na „They Die For Nothing”. W przypadku Reinfection wiek to tylko liczba?

M.: Tak. Z całą pewnością jesteśmy starsi. Czy doświadczeni – nie wiem. Muzycznie przez ten cały czas obracaliśmy się w różnych kręgach. Jednak ten rodzaj muzyki, oprócz, że w sercu to jeszcze we krwi pozostał. I to słychać na nowej płycie. Cały czas mieliśmy z tyłu głowy pierwszą płytę. Nie chcieliśmy za wszelką cenę ścigać się z nią. Jak wiadomo ukazała się kupę lat temu. Czasy były inne, inni odbiorcy. Wtedy muzykę ekstremalną się chłonęło. Teraz nie mieliśmy zbytnio rozeznania co dokładnie się dzieje. Tworząc nowy materiał chcieliśmy zachować ducha pierwszej płyty dodając jednocześnie troszkę świeżości. Słuchając tego materiału wiadomo, że to Reinfection. Ten sam, który kilka lat temu nagrał „They die for nothing”. Muszę dodać, że przygotowywaliśmy nową płytę bardzo powoli, skrupulatnie. Mieliśmy czas. Mogliśmy wszystko dopracować i ułożyć ażeby osiągnąć efekt, który w swej prostocie będzie nas satysfakcjonował, a także ukoi potencjalnego odbiorcę, który po przesłuchaniu będzie mógł z czystym sumieniem powiedzieć … kurwa wrócili.

O.: Debiutancka demówka ukazała się dwadzieścia jeden lat temu, nakładem Horrific Records. To była Wasza własna wytwórnia? Bo chyba „The Edge of Her Existence” było jedynym materiałem wypuszczonym pod tym szyldem?

M.: W czasie kiedy ukazywała się demówka mnie nie było jeszcze w zespole. Jednak mogę powiedzieć, że wywarła ona piętno w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z tego co słyszałem to demówka była wypuszczona własnym nakładem. Niestety nie mam swojego egzemplarza i nie mogę tego sprawdzić. Istotnym jest, że wtedy zespół zaistniał, a pieniądz włożony w to wydawnictwo nie poszedł na marne tylko przyniósł wymierne korzyści.

O.: „They Die For Nothing” zostało niedawno wznowione nakładem Deformeathing Productions. Oczywiście Wojtkowi należą się brawa, ale ja muszę się przyczepić – dlaczego zmieniliście okładkę w porównaniu do oryginału? Osobiście strasznie tego nie lubię.

M.: Tak. Przed nowym albumem ukazała się reedycja pierwszej płyty. Co do okładki to jest ona nowa dlatego żeby była nowa hehehue. Nie mam pojęcia ale to chyba pomysł Wojtka. Z resztą nie wiem czy teraz czaszki są w modzie ale dobra muzyka jak najbardziej. Słuchacz chwilkę tylko patrzy na okładkę, albo w ogóle, a następnie słucha muzyki. A pewnie jeszcze jest tak, że jak okładka jest do kitu to od razu słucha muzyki, a o to nam chodzi. Żeby słuchacz słuchał a nie oglądał obrazki.

O.: Na ile ponowne wydanie „They Die For Nothing” i wypuszczenie „Breeding Hate” są efektem tego, że Wojtek jest dobrze znanym maniakiem na grindowej scenie, z którym zapewne sporo imprez się odjebało, a na ile z faktu, że Jego wytwórnia jest jedną z lepszych jeśli chodzi o polską scenę brutalnego metalu?

M.: Wydanie reedycji było swoistym preludium przed wydaniem nowej płyty. Taka zajawka. Oczywiście nikt oprócz nas o tym nie był informowany. Reedycją chcieliśmy o zespole troszkę przypomnieć i sprawdzić jaka będzie reakcja na stare wydawnictwo aby później uderzyć nowym. Jak sobie pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. Wydaje się, że był to celny strzał. I co ważne nowa płyta się podoba nawet nam. A Wojtek to dobry strateg jeżeli chodzi o wydawanie świeżyzny. Nie mniej przy okazji przypomnieliśmy tym co jeszcze o nas nie słyszeli, że kiedyś był taki zespół. Nawet fajny co grał ekstremalnie. Trzymamy się obranego kierunku. Dalej będzie to Reinfection bez udziwnień.

O.: Od kogo wyszła inicjatywa na wydanie splitu z amerykańskim Screaming Afterbirth?

M.: Uff. Pytasz o sprawy o których nie mam pojęcia, hehehue. Z tego co pamiętam to Młody z kimś pogadał i ukazała się ep’ka. To chyba było nie daleko po upadłym już festiwalu, który odbywał się cyklicznie w mieście Strasbourg i nazywał się Soul Grinding. To były takie próby resuscytacji grupy.

O.: To nie jest tak, że Reinfection wyrzygiwało w swoich tekstach tylko na temat śmierci, flaków i tym podobnych. Szczególnie nowy album jest dużym krokiem w stronę opisu codzienności. To jak, dorośliście czy o co chodzi?

M.: Z tego co wiem to teksty na poprzednich wydawnictwach opowiadały historię wnętrzności i różnych kwestii z tym związanych. Nowy album jest o czymś innym. Teksty poruszają istotne kwestie z punktu widzenia dzisiejszej sytuacji. Jak każdego tak i nas wkurwiają pewnie nieprzyjemne sprawy i chcemy o tym powiedzieć, zwrócić uwagę. Być może napiętnować. Wyszliśmy z założenia, że temat poruszony na nowej płycie zwróci uwagę na zło, które zaistniało. Z resztą ono istnieje o wiele dłużej i nikt za bardzo nie potrafi z tym nic zrobić, co dobrze nie świadczy.

O.: Nowy album został nagrany na poły w Polsce na poły w USA. Jak porównasz nagrywanie w ten sposób do nagrywania materiałów sprzed powiedzmy dwudziestu lat, kiedy po prostu trzeba było zebrać dupy w samochód i całą ekipą wbić do jednego studio? Jest lepiej, jest gorzej, jest wygodniej?

M.: Każda forma rejestracji dźwięku ma swoje uroki. Nasza wyglądała właśnie tak ze względu na to, że mieszkamy w różnych częściach globu i ciężko by było się zebrać w jednym czasie i miejscu żeby dokonać nagrań we studio. Każdy z nas dokonał tego w miejscu w którym mieszka. Nie ukrywam, że taka forma była dla nas komfortowa. My się z niczym nie śpieszyliśmy wię do dodatkowo spotęgowało komfort rejestracji poszczególnych partii. Finalny miks i mastering odbył się US&A. Nie wiem dlaczego tam ale się na to akurat nie gniewam. Oczywiście, że realizacja płyty ma inny wymiar jeżeli robisz to w studio z resztą zespołu. Pod tym względem jestem staroświecki. To ma swój urok. Coś można poprawić, udoskonalić. Wszyscy są obecni przy miksie, masteringu. Jest magia studia, okoliczności, podniecenie rejestracją nowego materiału. Nie mniej troszkę poszliśmy z duchem czasu i wykorzystaliśmy możliwości technologiczne w zakresie przesyłu dużej ilości danych. Tutaj nie było litości i pliki krążyły ile wlazło, hehehue. Myślę, że efekt końcowy przeszedł nasze oczekiwania i materiał brzmi tak jak tego chcieliśmy.

O.: Okładka „Breeding Hate” nasuwa jednoznaczne skojarzenia, a temat pedofilii pojawiał się u Was już na debiucie. Kilka dni temu Franciszek strzelił z dupy, że Wojtyła wiedział o konkretnych przypadkach pedofilii w kościele i kazał je tuszować. Jak myślisz, co powoduje że pomimo tej oczywistej wiedzy w Polsce nadal religia jest przedmiotem szkolnym, ludzie posyłają swoje dzieci do kościoła i wymuszają, żeby te przy spowiedzi opowiadały facetowi w sukience o tym, że mają nieczyste myśli i dotykają swoich narządów płciowych?

M.: Płyta porusza drażliwy temat jakim jest niewątpliwie pedofilia. Jej przypadki obejmują nie tylko kościół ale i świeckich obywateli tego świata. Oczywiście nie każdemu psu burek na imię. Sprawa religii jest indywidualną sprawą każdego. To gdzie ludzie posyłają swoje dzieci również. Nie mniej jestem za tym żeby takie przypadki piętnować, a sprawców izolować. Nie ważne czy to ksiądz czy też nie. A religia była przedmiotem szkolnym odkąd pamiętam. Nawet pamiętam jak w pewnym momencie została przeniesiona ze szkoły do kościołów. Co do wiedzy papieskiej się nie wypowiadam bo nie mam na to dowodów, a publikacji, których pewnie jest bez liku nie czytałem. Wiem, że to temat drażliwy i bardzo aktualny. Myślę, że dodatkowa sygnalizacja jest potrzebna.

O.: Słuchacie jeszcze kapel, które wprowadziły Was w brutalny death metal? Jak oceniasz ich obecną formę? Wiele osób, które na scenie są już te dwadzieścia parę lat ma wyjebane na to co obecnie się ukazuje, zamyka się w kilku – kilkunastu płytach, które ich ukształtowały, jak jest w Waszym przypadku?

M.: Pewnie jak każdy słuchamy różnej muzyki. Od tej brutalnej po nastrojową. W dzisiejszych czasach i pędzie jest to potrzebne, żeby choć troszkę się zrelaksować. Kiedyś słuchanie ekstremalnych zespołów było magicznym przeżyciem. Z resztą w naszym pięknym kraju wszystko działo się z opóźnieniem. Jeżeli nie miałeś dobrego źródełka to i muzyka docierała z opóźnieniem. Mi w sercu pozostało kilka zespołów, które niejako przyczyniły się do mojej fascynacji tym gatunkiem muzycznym. Gdybym je wymienił to byłbym mało oryginalny więc tego oszczędzę. Nie mniej w czasie mojego życia zaangażowanie w przyswajanie nowego dorobku muzycznego tych zespołów zanikło. Może to ich rozwój powoduje, że gdzieś się zatraca ten stary jad płynący z ich muzyki. Dzisiaj uważam, że z uwagi na to co kiedyś robiły te zespoły trzeba śledzić ich najnowsze dokonania. Co do nowo powstałych zespołów to szczerze nie mam pojęcia co się dzieje na rynku.

O.: Co jest dla Was najważniejsze podczas pisania numerów dla Reinfection? Pierdolnięcie, groove, to żeby je potem odtworzyć na żywo?

M.: Pisząc muzykę staramy się uwzględnić wszelkie kwestie. Najważniejsze chyba jest to, żeby ludzie słuchający naszej muzyki mówili, że jest to fajne i warto po to sięgać. Jeżeli nie codziennie to przynajmniej raz na dwa dni, hehehue. Możliwość odegrania materiału na żywo też jest istotna. Wtedy następuje kontakt z odbiorcą, słuchaczem. Nie jestem fanem robienia kawałków skomplikowanych technicznie. Ani też nie jestem fanem takiej muzyki. Dla mnie wszystko co proste ma siłę i trafia w sedno.

O.: A propos koncertów… Reinfection planuje powrócić na deski czy póki co nie przewidujecie takiej opcji? Próbuję sobie przypomnieć, ale chyba nie widziałem Was na żywca, więc chętnie bym to nadrobił.

M.: Wiele osób pyta o koncerty. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, że ich granie jest potrzebne. Pracujemy nad tym, żeby w końcu do tego doszło. Jednak w chwili obecnej każdy z nas ma swoje obowiązki pracownicze z których ciężko by było zrezygnować na rzecz kilku koncertów. Chcemy zagrać koncerty aby zaprezentować nowy materiał bo to chyba najlepsza forma promocji. Wspomnę też, że dodatkowym utrudnieniem jest odległość, która dzieli każdego z nas. Zorganizowanie koncertów jest nie lada wyzwaniem logistycznym, z którym musimy sobie poradzić. Mogę zapewnić, że kiedy będziemy gotowi zasiać zniszczenie tu i ówdzie na pewno się o tym dowiecie.

O.: Najgłupsza rzecz, jaką zrobiliście wspólnie jako zespół to…?

M.: Nie robiliśmy głupich rzeczy. Wszystko było przemyślane, hehehue.

O.: Ok, to by było na tyle, dzięki wielkie za wywiad i jeszcze pytanie na koniec – czy na trzeci album trzeba będzie czekać do 2036 czy wyrobicie się wcześniej?

M.: Myślę, że nowy album będzie dostępny w możliwie najkrótszym czasie. Postaramy się aby nie było to kilkanaście lat. Dziękuję za wywiad i pozdrawiam wszystkich słuchaczy.

Autor

11080 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *