Rany, po takich wywiadach odechciewa się człowiekowi kurwa wszystkiego. Na początku J. Kohn chyba był znudzony pytaniami, na końcu był na pewno nimi znudzony. Odpowiedzi na więcej niż trzy zdania to już wysiłek tytaniczny. Szczerze, to nawet trudno było wybrać mi cokolwiek na początek tego wywiadu, bo tak ubogo to wyglądało. Prosanctus Inferi to dobry band, grający ekstremalną black/death metalową muzykę, ale wywiadów z nim drugi raz już nie przeprowadzę. Mam to w dupie.

Oracle: Witam! Przede wszystkim, gratuluję Wam debiutu, bo to kawałek bardzo dobrej muzyki! Spotkałem się nawet z recenzjami, które mówią, że „Pandemonic Ululations of Vesperic Palpitation” to niemalże objawienie. Zgodzisz się z tym?

J.Kohn: Nieee, w zasadzie nie mogę się z tym zgodzić. To solidny album, ale żadne z niego „objawienie na metalowej scenie”. No ale ludzie mogą sobie myśleć, co im się podoba.

O.: No tak. Prosanctus Inferi nie jest znanym zespołem, przynajmniej nie w Polsce. A jak w USA, maniacy rozpoznają już zespół i jego muzykę?

J.: Tak, powiedziałbym, że w pewnych kręgach jesteśmy rozpoznawalni. W innych raczej nie.

O.: A dlaczego w ogole zdecydowałeś się powowłać do życia tak nienawistny i ekstremalny zespół jak Prosanctus Inferi? Muszę Ci powiedzieć, że jesteś jednym z nielicznych zespołów, które wiedza, jak przekuć tak ekstremalne i chore dźwięki w porządny, inteligentny nawet kawał muzyki. Kto był założycielem zespołu?

J.: Ja jestem głównym założycielem zespołu. Mieliśmy trzech perkusistów, ale jedynie ja pisałem i aranżowałem muzykę. A dlaczego to zrobiłem? Nie wiem. Czułem, ze muszę.

O.: Aha. A jak sam opisujesz swoją muzykę? Dla mnie jest to coś w stylu Profanatica, Von czy wczesnego Angelcorpse, ale spotkałem się nawet z opisem, że brzmisz jak meksykański Disgorge bez świni…Ludzie mają więc problem z opisem muzyki Prosanctus Inferi – jesteś z tego dumny?

J.: Jak już zaznaczyłem, trudno jednoznacznie to zdefiniować. Ja opisuję to jako hybrydę death i black metalu, z szorstkimi wokalami, nietypowymi riffami i aranżacjami od bardzo prostych do bardzo złożonych. Pełnych przemocy i nieświętych.

O.: Nie da się ukryć. Zanim pogadamy o Twoim debiucie, kilka słów na temat przeszłości. Pierwszym w Twojej dyskografii jest „Rehearsal Demo”, ale chyba nie rozprowadzaliście go na szerszą skalę?

J.: Tak, znalazły się na nim trzy kawałki, zrobiłem tego pięć czy sześć kopii i nie dałem nikomu. Nie mam już żadnej, za to powinienem mieć jeszcze gdzieś CDRy.

O.: Dużo tego rzeczywiście nie było. „Sacrilegious Desacration in Excelsis” było Waszmym drugim demo i miało już większy odzew ze strony publiki. O ile wiem, ukazało się na taśmie i na winylu nakładem Chrome Leaf. W planach jest również dotłoczenie nowych kopii. Możliwe jest jeszcze zdobycie tego gdziekowiek?

J.: Taa, wyszło tego 300 kopii i 100 pro-printów z kanadyjskiej Intolerant Records. Chrome Leaf wypuściło to na jednostronnym winylu w nakładzie stu sztuk. To było danwo, od tego czasu mówiło się coś o wznowieniu, ale nic ostatnio na ten temat nowego nie słyszałem.

O.: Wypuściliśie też split z Witch Tomb. Muszę Wam powiedzieć, iż macie z nimi wiele wspólnego. Tak Wasza jak i ich muzyka jest bardzo ekstremalna i bezpośrednia, sound również jest podobny. Czy to były główne powody tego aliansu?

J.: Tak, coś w tym guście – podobne zespoły obracające się w tych samych kręgach. Kolaboracja wyszła więc naturalnie.

O.: Okej, doszliśmy więc do debiutanckiego krążka. Jakie to uczucie trzymać go w rękach? Czy może dla Ciebie jest to bez różnicy. Czy jest to demo, split czy pełnowymiarowy krążek, bo liczy się tylko muzyka?

J.: Czuję się zajebiście, że jest to już kurwa gotowe. Dużo gówna przydarzyło się podczas procesu tworzenia. Ale powiedziałbym, że znaczy więcej niż inne wydawnictwa, bo jest kulminacją całego procesu i całej pracy, jaką wykonaliśmy przez ostatnie kilka lat.

O.: Jak już zaznaczyłem na „Pandemonic Ululations of Vesperic Palpitation” słyszalne są wpływy Profanatica. A gdy rzucimy okiem na okładkę, to widzimy, że jej autorem jest nie kto inny, tylko Paul Ledney z tegoż zespołu. Nie obawialeś się, że po tym wszystkim ludzie będą myśleli o Prosanctus Inferi jak o jakimś Profanatica wannabe? I że nawet jeśli ich dziedzictwo jest słyszalne, to ludzie nie będą się doszukwiać niczego więcej ponadt to?

J.: Cóż, okładka siedmiocalówki jest jego autorstwa, ale już debiut ma innego autora [fakt, Francis Bacon, mój błąd – przyp. Oracle]. Ale to tylko obraz, który mi się podobał, więc go wybrałem. Nie obchodzi mnie, że ludzie będą o nas myśleli, że chcemy podrobić Profanatica, ale myślę że są w błędzie. Podobieństwo może i jest, ale struktura jest już inna. Nie mamy wielu wolnych partii na początkach. Nasze aranże nie opierają się też zazwyczaj na tradycyjnym modelu refren/zwrotka. Riffy też się różnią.

O.: No i Wasze kawałki są raczej krótkie, zazwyczaj w granicach dwóch minut. Nie lubicie dłuższych numerów, czy jak? Z drugiej strony takie krótkie kawałki są zdecydowanie bardziej ekstremalne, czyż nie?

J.: Są tak długie, jak powinny być. Sporo riffów nie działa tak jak powinno, gdy są powtarzane za dużą ilość razy. Gubi się ich subtelność [jaka kurwa subtelność w takiej muzyce?! – przyp. Oracle].

O.: Dobra, Prosanctus Inferi przez cały czas była dwuosobowym bandem, ale w listopadzie zeszłego roku Antichristus popełnił samobójstwo. Jak duży miał wkład w powstanie debiutu i co będzie teraz? Podejrzewam, że będziesz kontynuował działalność kapeli?

J.: Jego wkład był bardzo duży na tym albumie. Jego autorstwa jest wiele z tych niecodziennych patentów perkusyjnych i czasem riff musiał być zmieniony, by dopasować go do nich. Ale mam już nowego perkusistę i mamy już trochę nowego materiału.

O.: Przy okazji, wiesz może jaki był powód tego co zrobił? Myślę, że możemy o tym mówić, wszak śmierć w środowisku metalowym nie powinna być tematem tabu, co?

J.: Nie mam pojęcia, może było wiele powodów? To był jego wybór.

O.: Okej, to zmieńmy temat. Zauważyłem, że macie dość dziwne tytułu utworów. Czy to są jakieś neologizmy? Czy Twoje teksty mają jakieś głębsze znaczenie, czy są jedynie czystym bluźnierstwem, bez konkretnego przekazu? Niektore brzmią całkiem nieźle, ale czy to ich jedyna funkcja?

J.: W zasadzie nie mają specjalnego znaczenia. Są po prostu kombinacją słów, których używam, by wyrazić jakąś ideę czy obraz.

O.: Twój debiut i split ukazały się nakładem Hells Headbagers Records. Co sądzisz o tej współpracy? Z jednej strony mają dobrą promocję, z drugiej to chyba honor być w stajni, która skupia tak wiele dobrych kapel, co?

J.: Tak, to dobry label.

O.: Aleś się kurwa rozwinął. Jesteście z Ohio, stanu uważany za bardzo religijny, może nie tak jak Teksas, ale zawsze. Jak żyje ci się tam, biorąc pod uwagę Twoje poglądy i tak dalej? Wiesz, w Polsce wiele osób ma problem z tym, że po Ziemi chodzą ateiści, hehe…

J.: Tak, jest tutaj bardzo religijnie, ale mnie to nie przeszkadza.

O.: A co Twoim zdaniem jest najsilniejszym punktem amerykańskiego podziemia? Czy sam zaliczasz siebie to lokalnego undergroundu? Pytam, bo wiesz – istnieją kapele, które nie uważają się za część podziemia, mimo to grają koncerty, udzielają odpowiedzi do gigów i tak dalej…

J.: Szczerze mówiąc, nie śledzę jakoś nadzwyczajnie podziemia ostatnio. Nie wiem więc jakie są jego mocne punkty.

O.: Dobra, to może skoro zagaiłem temat koncertów – widziałem kilka fotek z Waszych gigów i nie wyglądały one na jakieś olbrzymie show, raczej dla niewielu maniaków… Jak wiele koncertów zagraliście doychczas?

J.: Zagraliśmy jak dotąd około dwudziestu sztuk, średnich bądź bardzo małych.

O.: Oprócz Prosanctus Inferi udzielasz się również w Black Funeral, kapeli bardzo szanowanej w pewnych kręgach. Co możesz powiedzieć o swojej aktywności w tym zespole?

J.: Nie ma tego wiele. Za niedługo zaczniemy prace nad nowym materiałem.

O.: A co myślisz o tej całej metalowej otoczce – satanizmie, okultyzmie, perwersje, zło…Naprawdę wierzysz w takie rzeczy jak pół człowiek pół kozioł na tronie? Co według Ciebie oznacza bycie złym? Wiem, że pytanie jest trywialne, ale w zasadzie jest to esencja metalowej ideologii, co?

J.: Nie wiem, mam w zasadzie kilka myśli na ten temat, ale czuję się jak idiota, gdy je wyrażam. Wszystko bazuje na ustalonych z góry motywach. To pewnie łatwiejsze i bardziej prawdziwe niż wymyślanie nowej strony tajemnicy.

O.: Cokolwiek masz na myśli. Dobra, na koniec coś łatwego – jaki był Twój pierwszy zakupiony album i ostatni?

J.: Pierwsza kupiona? Kurwa, nie pamiętam. Ostatnia to chyba dwustronny singiel O.M.D. na winylu.

O.:…