Z Preludium planowałem wywiad już po nagraniu epki „Abomination”, no ale stwierdziłem, że poczekam i odezwę się do Dziamara po pełnowymiarowym krążku. Tak też zrobiłem i nie żałuję decyzji, hehe. Łukasz to spoko gość, rozmowna i sympatyczna z niego bestia. Czego nie można powiedzieć o muzyce, bo ta to już ma w sobie tyle taktu co Operacja Pustynna Burza. Poczytajcie sobie więc, co na temat „Impending Hostility” miał do powiedzenia jej autor.

Oracle: Witaj Łukasz! Jesteście po premierze ostatniego krążka „Impeding Hostility” i jak w związku z powyższym Wasze samopoczucia się mają? Nie wszyscy recenzenci Was rozpieszczają – jak myślisz, dlaczegóż?

Łukasz: Cześć Kuba. Samopoczucia całkiem dobrze. Znów musieliśmy cierpliwie odczekać swoje od zakończenia nagrań do daty premiery płyty, ale najważniejsze że płyta jest na rynku i można ją kupić w wielu krajach. Fakt , recenzje nie są hura optymistyczne, ale nie są też najgorsze. Nie przejmujemy się tym zbytnio. Robimy swoje i nie oglądamy się na nikogo. Preludium nigdy nie było zbyt popularne i pewnie tak już zostanie.

O.: Szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem utyskiwań kolegów po piórze/klawiaturze, bo jak dla mnie „Impending Hostility” kontynuuje drogę świetnego „Raping Mankind Disorder”, choć sama muzyka jest może jeszcze bardziej homogeniczna, jednorodna – zgodzisz się ze mną?

Ł.: Preludium nie jest zespołem nastawionym na eksperymenty. Jednym to przeszkadza innym nie. Nie zmuszę kogoś żeby polubił naszą muzykę. Nasz styl ewoluuje od pierwszego demo. Na każdym kolejnym wydawnictwie pojawiają się nowe elementy i nie inaczej będzie na następnej płycie ( o ile taką nagramy). A czy nasza muzyka stała się bardziej homogeniczna? Chyba nie mogę się z Toba zgodzić. Staraliśmy się umieścić na płycie utwory o różnorodnych strukturach i zmiennej dynamice. Pojawia się riffowanie jakiego jeszcze w Preludium nie było. Nie jest to skomplikowane granie, ale w Preludium stawiamy na proste i szczere rozwiązania. ‘Piękno’ tkwi w prostocie, a Diabeł w szczegółach.

O.: Jeszcze o recenzentach – w większości recezji, jakie przeczytałem porównują Was do Behemoth. I tego też nie za bardzo rozumiem, bo wpływów Nergala nie zauważam. Skąd to się bierze, czy tylko z racji pochodzenia?

Ł.: Myślę, że tak. Recenzent zawsze stara się porównać zespół X do zespołu Y. Po co się męczyć i daleko szukać skoro w naszym kraju jest tak wiele zespołów. Najczęściej padają porównania do Behemoth, Vader, Hate czy innego Lost Soul. Osobiście nie widzę zbyt dużego podobieństwa oprócz tego że każdy z wymienionych zespołów para się death metalem, ale każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii. W każdym razie w niewielu recenzjach pojawiają się konkretne argumenty potwierdzające tezę o podobieństwie do Behemoth.

O.: Myślisz, że Preludium doszo już do momentu, w którym możecie śmiało stwierdzić, że macie już swój własny styl grania death metalu? A nawet jeśli nie jest on do końca własny, bo Ameryki mimo wszystko nie odkrywacie, to przynajmniej, że znaleźliście optymalne dla Was rozwiązania w muzyce?

Ł.: Fakt, Ameryki nie odkrywamy, ale myślę że zalążek własnego stylu już jest. Ciężko jest się wypowiadać na ten temat bo nie mam odpowiedniego dystansu do własnej muzyki. Myślę, że ty to możesz ocenić właściwiej. Wierzę, że najbardziej optymalne rozwiązania dopiero przed nami. Staramy się, żeby każde kolejna płyta była lepsza, to naturalne. W recenzjach pojawiają się już nieśmiałe wzmianki o tym, że jest to rozpoznawalne granie.

O.: A propos rozwoju – pierwsze kroki Preludium stawiało jako kapela o zabarwieniu zdecydowanie bardziej black metalowym. Co miało wpływ na dość drastyczną zmianę Waszego stylu?

Ł.: Na zmianę stylistyki na pewno miały wpływ zmiana składu oraz fascynacji. Po śmierci Piotra, pierwszego perkusisty, za bębnami zasiadł August, a co bardziej zorientowani wiedzą co to za herbatnik. Czy była to tak aż tak drastyczna zmiana stylistyki? Na ‘Eternal Wrath’ jest masę motywów BM, ale są one okraszone moimi niskimi wokalami. Co prawda nagrywałem już demo ‘Infernal Force’, ale wokalnie zacząłem się udzielać dopiero na debiucie. Myślę, że poprzez użycie moich wokali można odnieść wrażenie aż takiej zmiany. Z każdym późniejszym wydawnictwem stawialiśmy bardziej na death metal. Teraz rzeczywiście jest mniej tego pierwiastka black metalowego, ale w przyszłości kto wie. Może proporcje się zmienią?

O.: Nie tylko muzyka uległa przeobrażeniu, ale i mniemam, że tak samo sprawy mają się w przypadku tekstów. Więc jak, dlaczego, mówiąc w uproszczeniu, z Szatana przerzuciliście się na wojnę? A może widzisz związek pomiędzy tymi dwiema tematykami?

Ł.: Teksty nigdy nie były satanistyczne. W wielu odnosiliśmy się do szatana, ale większości chodziło o ludzkie słabości i instynkty. Na najnowszej płycie postawiliśmy na tematykę wojenną, ponieważ tak sobie założyliśmy. Chcieliśmy, żeby płyta była spójna wizualnie, muzycznie i tematycznie. Teksty co prawda nie są konceptualne, ale każdy opowiada jakąś militarną opowieść. Nie są to teksty historyczne, raczej powstawały pod wpływem przeczytanych książek i oglądanych filmów. Już wielokrotnie wspominałem, że nasze teksty to nie poezja tylko dopełnienie muzyki. Myślę, że wojna ma niewiele wspólnego z Szatanem, ale jak się ktoś uprze to może doszukać się związku.

O.: Wcześniejsze wydawnictwa ukazały się nakładem Redrum 666 Records, dlaczego i najnwoszej produkcji nie powierzyliście w ręce Toma? Wiem, że z materiałem uderzaliście również i do tuzów polskiego przemysłu muzycznego, ale ponoć nawet nie było odezwu z ich strony. Dużo takich przygód mieliście zanim wylądowaliście tam gdzie w końcu wylądowaliście?

Ł.: Zdecydowaliśmy się na inną wytwórnię, ponieważ chcieliśmy spróbować czegoś odmiennego. Tomek był zainteresowany wydaniem ‘Impending…’, ale od jakiegoś czasu byliśmy w stagnacji. Nie wiele się pisało o Preludium, po premierach poszczególnych wydawnictw. Nie mam w tym miejscu pretensji do Tomka, zapewne robił co mógł, jednak przestało nas to zadowalać. Masz rację szukaliśmy wydawcy w Polsce, ale nie udało się. Już przymierzaliśmy się do zmiany labelu po debiucie, ale sprawy zawsze wyglądały podobnie. Część firm w ogóle nie odpisała, a reszta wykazała wstępne zainteresowanie, ale nie dogadywaliśmy się co do szczegółów. Raz była taka sytuacja, że do wydawcy została wysłana już okładka do druku, wszystkie szczegóły były dograne i nagle gość przestał się odzywać, nie odpisywał na maile. Paranoja. Żyjemy w cywilizowanym kraju, można napisać „Sorry rozmyśliłem się”, albo „ Jednak wole wydać pomalowanych pajaców z klawiszem i chórkami”. Jebać ich. W każdym razie na chwile obecną jesteśmy zadowoleni z pracy jaką wykonuje dla nas Diabolical Conquest Records. Płyta wydana jest wzorowo, napływa do nas wiele recenzji z całego świata i pojawiają się również wywiady. Czekamy tylko na groupies.

O.: Na „Impending Hostility” gościnnie solówkę strzelił Static. Na ile zaproszenie go było docenieniem jego kunsztu, a na ile odwdzięczenie się za Twój angaż do Mord’A’Stigmata, hehe?

Ł.: Hehe, o odwdzięczaniu się nie ma mowy. Już kiedyś powiedział, że jakbym chciał to może nagrać solo dla Preludium, a że jest bardzo dobrym gitarzystą przy pierwszej możliwej okazji go o to poprosiłem. Dostał piloty do utworu, posiedział nad tym chwilę, wpadł do studia na pół godziny i wszystko. Wyszło fantastycznie.

O.: „Impending Hostility” ukazało się dzięki Diabolical Conquest Records i było chyba jej drugim wydawnictwem. Nie obawialiście się powierzać materiału w ręce wytwórni dopiero od niedawna działającej w tej branży (z pominięciem oczywiście działalności edytorskiej)?

Ł.: Nie obawialiśmy się w ogóle. Wierzyliśmy, że właśnie dzięki prowadzeniu jednego z najstarszych anglojęzycznych webzinów będzie to strzał w dziesiątkę. Podczas tylu lat istnienia Diabolical Conquest zine, Kunal nagromadził masę kontaktów nie tylko z innymi Web Zinami ale również z masą wytworni, dystrybucji oraz drukowanych magazynów. Podczas naszej korespondencji widziałem jak bardzo wierzy w nas i w naszą muzykę. Ma w planach druk koszulek, a jak się będzie dalej tak album sprzedawał to dotłoczenie kolejnej partii Cd. W zagranicznych magazynach pojawiają się konkursy, w których można wygrać nasze płyty. Najważniejsze jednak, że ‘Impending…’ można nabyć praktycznie w każdym zakątku świata.

O.: Na okładkach swoich trzech ostatnich wydawnictw przedstawiacie raczej ponurą wizję rzeczywistości, faktycznie widzisz ją w takich ponurych barwach? Wojny, zagłada, nawet skażenia (wszak ta postać z „Abomination” ma chyba pegazkę na gębie) są to tematy jak najbardziej aktualne…

Ł.: Nasza muzyka jest dość ponura więc zależy nam żeby okładki były adekwatne do zawartości płyt. Jest dokładnie tak jak mówisz. Wojna trwa cały czas, Bliski Wschód i Afryka, poza tym klęski żywiołowe, terroryzm. Jest o czym śpiewać hehe.

O.: W czerwcu zagracie w Katowicach u boku takich zespołów jak Krisiun czy Entombed, niedawno widziałem Was w Rzeszowie, potem wiem, że graliście u siebie w Mielcu. Czyżby Preludium otrząsało się z koncertowego letargu? Jakie macie wymogi względem koncertowania? Wystarczy Wam zwrot kosztów i darmowy browar, czy jakieś większe wymagania, typu tylko żółte emenemsy i odpowiednio schłodzona oranżada, hehe?

Ł.: No tak, po ponad dwóch latach przerwy wróciliśmy do koncertów. Tych kilka gigów zaostrzyło nasze apetyty na więcej. Niestety realia w Polsce są takie, że ciężko zagrać za jakąś kasę poza zwrotami. Wielkich wymagań nie mamy. Zwrot kosztów, jakieś piwko i dobre byłoby jakieś kieszonkowe. Cieszymy się na myśl o festynie w Katowicach, choć trochę przeraża mnie ilość kapel i długość tej imprezy. Nie mniej jednak z takimi gwiazdami rocka jeszcze nie graliśmy i liczę na udany występ.

O.: Na świecie istnieją według moich informacji jeszcze dwa inne zespoły o nazwie Preludium. Jeden gra gothic metal i jest z Czech, drugi gra disco polo i jest z Polski. Któremu najpierw zamierzacie spuścić wpierdol za kradzież nazwy, hehe?

Ł.: Temu, który się pierwszy nawinie. Niestety masz rację, istnieje kilka grup o takiej nazwie. Najbardziej nas boli to drugie polskie preludium. Kto wie, może kiedyś przejeżdżając koło jakiejś remizy natrafimy na odpust z ich udziałem. Będziemy mogli wtedy wyperswadować im zmianę nazwy.

O.: Co takiego jest w Mielcu, że jak na niewielką mieścinę, stężenie metalu jest nad wyraz wysokie – tak ilościowo jak i jakościowo? Czy może macie tak jak w większości polskich miast, że scenę tworzy dwadzieścia pięć osób, a reszta to sezonowcy, którzy po dwóch latach przerzucą się z tej muzyki dla półgłówków na coś bardziej przystępnego, do posłuchania z rodzicami w samochodzie, hehe?

Ł.: Nie było jeszcze wywiadu, żeby nie było pytania o mielecką scenę hehe. [miło mi, że kontynuuję dobrą passę, hehe – przyp. Oracle] Oczywiście mamy trzy dobre załogi, ale na tym koniec. Jest cała masa zespołów, ale nikt nie zajmuję się ekstremalną nutą, a przynajmniej nic mi nie wiadomo na ten temat. Od lat ci sami ludzie nie mają dość – Preludium, Stillborn i Deception mają się dobrze.

O.: Okej, to byłoby na tyle, dzięki wielkie za odpowiedzi, jeśli chcesz się zareklamować, zjebać mnie lub kogoś innego, masz całe miejsce poniżej dla siebie, hehe.

Ł.: Wielkie dzięki Kuba za zainteresowanie Preludium. Po Silesiańskiej Masakrze zabieramy się za pisanie nowych utworów. Na razie się nie poddajemy. Kupujcie nasze płyty, zapraszajcie nas na koncerty, oddawajcie nam wasze żony i córki-zdrowie!!!