Bardzo długo zastanawiałem się, czy wybrać się na ten koncert. Z jednej strony zupełnie – jeśli chodzi o Perturbator – takiej muzyki nie słucham. Z drugiej zaś, bardzo mnie ciekawi po dziś dzień fenomen tego kolesia, a zwłaszcza to, że ma on w dosyć sporej grupie metalowców, wiernych odbiorców swojej muzyki. Skoro nadarzyła się okazja (koncert zainaugurował 20 Festiwal Filmów Kultowych – kto ciekaw, ten info w sieci znajdzie) to nie pozostało mi nic innego jak pójść i sprawdzić, kto za dnia jest metalowcem, a w nocy fanem elektro.

Jako pierwszy na scenie pojawił się jednoosobowy projekt Nightrun87. Co ciekawe, typ odpowiedzialny za cały ten projekt – William Malcom – w latach gówniarstwa pogrywał sobie punk rocka. I co by było jeszcze ciekawej z pochodzenia jest brytyjczykiem wychowanym w Polsce i mieszkający w Gdańsku. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie i odniesienie w muzyce, którą prezentuje? Nic a nic, ale przyznać trzeba, że w jego synthwave wymieszanym z popem z lat ‘80 dało się odczuć coś, co niemale z miejsca porwało publikę do wspólnej zabawy pod sceną. I jakkolwiek głupio to nie brzmi, tak właśnie było. Co prawda to nie koncert metalowy gdzie co rusz z kotła wypadali zakrwawieni metalowcy, ale publika z kawałka na kawałek bawiła się przednio. W setliście znalazły się utwory z wydanego w ubiegłym roku “Starships”. Gościnnie w jednym kawałku pojawiła się nawet niewiasta, dzięki czemu kawałek “I Like You” nabrał dodatkowego, cieplejszego kolorytu. Całość występu ubarwiona została wizualizacjami które pojawiały się na ekranach umieszczonych po bokach sceny. Dzięki temu, można było się poczuć jak w latach ‘80 i początku ‘90… Takie retro to ja rozumiem. I żeby nie było, koleś nie puszczał wszystkiego z laptopa. No oke, podkład może i miał zapodany z takowego, ale reszta to jak najbardziej prawdziwe klawisze i czysty – nie odtwarzany – śpiew.

Po krótkiej przerwie i obaleniu firmowych piw serwowanych przez B90 potupałem pod scenę, gdyż tam właśnie swoje show rozpoczynał James Kent, czyli Perturbator.

Widziałem już tego łebka podczas ubiegłorocznego Brutal Assault i byłem bardzo ciekaw, jak sprawdzi się klubowo. I o ile na festiwalu było zdecydowanie więcej metalowej gawiedzi, tak w B90 można było takowych policzyć na palcach jednej ręki, zaś młodzieży zainteresowanej taką muzyką niemal od zajebania. To tyle jeśli chodzi o przekrój społeczny. A muzyka? Nie trudno znaleźć w muzyce Perturbator odniesienia do szeroko pojętego nurtu muzyki elektronicznej oraz sztuki i popkultury lat ‘80. Od filmów, poprzez japońskie animacje aż po gry na Amigę czy też kultowe Nintendo i cyberpunk. Jeśli wrzucimy do tego jeszcze doświadczenia Kenta w graniu metalu – co by było ciekawiej – black metalu i jego szczere zamiłowanie do tego gatunku otrzymamy pełny obraz tego, co fani hałasu widzą właśnie w muzyce Perturbator. Pewnego rodzaju zdigitalizowany chłód i czarną materię przyciągającą niemal od początku. I to było tego wieczoru czuć bardzo dobrze. Ciężkie, niemalże mroczne bity, podparte grą na klawiszach przypominających samego Mistrza Vangelisa przyprawiały o ciary nie jednego twardziela. Nie było jednak mowy o muzycznym nihiliźmie. Miejscami porywająco, niemalże przebojowo, a miejscami niemal tak mroczno, jak piwniczne mroki zakładów produkcyjnych brzmiała tego wieczoru muzyka francuza. Godzina grania z hakiem, poparta setlistą z ostatnich dwóch albumów na czele z takimi hitami jak: “Neo Tokio”, “Satanic Rites”, “Diabolus Ex Machina”, “She Moves Like A Knife” czy wieńczące koncert “Perturbator’s Theme” zadowoliła chyba każdego fana. Zarzut, że koleś wychodzi, puszcza muzykę z laptopa i coś tam sobie klepie są jak najbardziej błędne. Tego wieczoru było to bardzo dobrze widać. I podobnie jak w przypadku Nightrun87, tak i Perturbator korzystał z różnie ustawionych klawiszy, na których – no niesamowite! – grał.

I co mogę więcej powiedzieć na ten temat? Podobało mi się. Wielkim fanem obu projektów na pewno się nie stanę, ale pomiędzy Anima Damnata a Truppensturm, taki Perturbator przy workoucie jest jak najbardziej w pytę.

Kiedy tuż po koncercie obudziłem się z lekka skacowany dotarło do mnie, że przecież rok temu na XXI edycji Brutal Assault miałem możliwość porozmawiania z Jamesem. Rozmowa miała dość luźny i szybki przebieg (festiwalowy grafik robił swoje) dlatego jest ona taka krótka. Traktujcie więc ją jako uzupełnienie powyższej relacji.

Łysy: OK, jest z nami James z Perturbatora.
James: Siema!

Już drugi raz gościsz na Brutal Assault, prawa?
Zgadza się.

Jak wrażenia dotychczas?
– Trochę się denerwuję, bo tym razem gram na głównej scenie. Poprzednim razem występowałem na małej, więc dzisiejszy show będzie bardziej rozbudowany. Mam nadzieję, że to, co przygotowaliśmy, zadowoli publikę.

Uważam, że poprzedni występ był świetny i w takim razie z niecierpliwością oczekuję dzisiejszego!
Dzięki (śmiech)

Jak myślisz: dlaczego tak wielu wielbicieli metalu pojawiło się przed Twoim dzisiejszym koncertem? (rozmawialiśmy tuż po meet and greet z fanami – przyp. Łysy)
Trudno powiedzieć. Być może dlatego, że moja muzyka zawiera sporą dozę agresji, co przywodzi na myśl właśnie metal. Niemniej zawsze czuję się zaskoczony tak liczną frekwencją osób z tego kręgu, zwłaszcza jeśli chodzi o fanów black metalu.

Moja dziewucha lubi black; Ciebie zaś uwielbia, czego nie mogę zdzierzyć (śmiech)
To miłe i trochę zabawne jednocześnie (śmiech).

Jeśli chodzi o schedę muzyczną z lat 80. Zdaje się, że stanowi dla Ciebie dużą inspirację.
Owszem, chociaż nie jest najsilniejsza. Wydaje mi się, że to właśnie metal jest moją najsilniejszą inspiracją. Od długiego czasu słucham tego gatunku, ale uwielbiam też new wave i utwory ze starszych filmów. Wydaje mi się, że Perturbator to wynik połączenia metalu z muzyką lat 80.

To może teraz z innej beczki. Masz brytyjskie korzenie, ale mieszkasz we Francji. Czujesz się bardziej Brytyjczykiem, czy Francuzem?
Nikt mnie jeszcze o to nie pytał (śmiech). Czuję się trochę bardziej Brytyjczykiem, bo nie przepadam za stylem bycia i pewnego rodzaju arogancją Francuzów, jakie widzę na co dzień na przykład w Paryżu. Nie identyfikuję się z taką postawą.

Francuska muzyka elektroniczna utrzymuje się na silnej pozycji.
Wydaje mi się, że ma to miejsce zwłaszcza od czasu, gdy Daft Punk wypuścili „Discovery”, który według mnie jest albumem przełomowym. Francuska scena elektroniczna zawsze była mocna.

Wywarła silny wpływ również na Twoją twórczość?
Jakiś na pewno, ale uważam, że jako projekt bardzo różnimy się od pozostałych muzyków z Francji, którzy mierzą w konkretnyrynek, co słychać w ich muzyce. Na przykład Justice – dla mnie ich brzmienie jest bardzo francuskie, czego Perturbatorowi przypisać nie można. Nie mogę zaprzeczyć, że scena francuska na mnie nie wpłynęła, natomiast nie jestem w stanie stwierdzić, w jaki sposób rzutuje to na moją twórczość.

Lubisz grać w gry video, na przykład Nintendo 64?
Pewnie. Uwielbiam różnego rodzaju gry, od oldschoolu po najnowsze wydania; od Triple-A po niezależne.

Niektóre z Twoich kawałków pojawiły się na soundtracku do Hotline Miami. Grałeś?
Pewnie, jest zajebista! Może jestem trochę stronniczy ze względu na soundtrack (śmiech), ale ukończyłem obie części, podobały mi się.

Pewnie każdy Cię o to pyta, ale zapytam i ja: czy od ostatniego wywiadu jakiego udzielałeś dla kogoś z Polski zmieniło się coś w kwestii nawiązania ewentualnej współpracy z CD Projekt RED?
Moja współpraca z CD Projekt Red nie jest jeszcze oficjalnie przyklepana, dlatego nadal nie mogę zdradzić zbyt wielu szczegółów. Może jedynie to, że niedawno znowu byliśmy w kontakcie, przez co nietrudno zgadnąć, że coś zaczyna się dziać. Tworzenie gry nie idzie im zbyt szybko, co jest akurat spoko, bo oznacza to, że wkładają w nią dużo pracy.

Jesteś tu na głównej scenie – masz w planach odwiedzić występny innych?
Jestem tu tylko dziś, ale przed chwilą byłem na Exodus, których widziałem już wcześniej. Właściwie to widziałem już wszystkie zespoły grające dziś przede mną: Gojirę (którzy też są z Francji i grają właśnie teraz), Parkway Drive, Tesseract… Oczywiście szanuję ich twórczość i podoba mi się eklektyczność tego festiwalu – moja obecność tutaj jest na to dowodem.

Jednego roku miałem okazję zobaczyć Atari Teenage Riot i bardzo przypadło mi do gustu – mimo że w większości słucham black metalu, to ich występ naprawdę mi się spodobał.
Mam podobnie, black jest dla mnie ulubionym podgatunkiem.

W zeszłym roku grałeś w Polsce – zamierzasz tam wrócić?
Pewnie, uwielbiam polską publiczność. Występowałem wtedy w Warszawie i Krakowie, było zajebiście i chętnie zagram w Polsce ponownie.

Kiedy (śmiech)?
Nadal dogrywam trasę po USA, gdzie jeszcze nie grałem i na tym się właśnie najbardziej koncentruję. W planach mam jeszcze Polskę i Rosję. Tam chcę na pewno zagrać.

To wszystkie moje pytania do Ciebie, czas ruszać na festiwal, dzięki za wywiad!
Nie ma sprawy!

Wielkie dzięki dla Marty za poświęcony czas i tłumaczenie powyższej rozmowy!