Pandemonium „Ja już nic nie muszę …. Robię co chcę i dlatego, że chcę i lubię”

Dumałem nad wstępem do tego wywiadu dobrych parę dni. Szczerze powiedziawszy skażony dużo ilością przeczytanych ostatnich przepytywań Pandemonium, dam sobie z tym spokój. Po pierwsze co tu dużo o nich mówić, a po drugie, co klecę jakieś zdanie to mam wrażenie, że je już niedawno gdzieś czytałem. Stąd też zapraszam po prostu czytania tego co też ma do powiedzenia Paweł.

Witam Panów. Jak tam samopoczucia? Bojowo nastawieni do ciężkiej i wytężonej pracy jak przed Wami w związku z nowym materiałem Pandemonium?

P. Nie lubię ciężkiej i wytężonej pracy. Taka retoryka działa na mnie jak woda święcona na wiadomo kogo.  Najlepiej chciałbym resztę życia przeżyć na lajcie…, tak zwanym. Wracając jednak na ziemię. Służba nie drużba jak mawiają stare capy. Bojowo jest a i owszem. Nowy materiał, co prawda powstawał „dość długo”, ale nie licząc kilku małych różnic zdań na tak zwanym gruncie artystycznym, jakie miały miejsce podczas robienia muzy to materiał powstawał na względnym luzie i bez większych ciśnień. Dojrzewał i uduchowiał się znaczy.

Co prawda miało być o czasach dzisiejszych i przyszłości, ale ja jestem świnia przekorna, więc zapytam tak. Za każdym razem jak Pandemonium wypuszcza coś nowego, automatycznie następują porównania do „Devilri” i narzekanie, że to już nie to samo. Jak rozumiem to wkurwia (mnie by wkurwiało). Dlaczego więc sami dajecie niejako argument takim piewcom mroku łączyc promo 2010 z reedycją „Devilri”?  Pogodziliście się z tym, że inaczej się nie da? ;]

Mnie też wszystko wkurwia (już taki mam charakter), więc chyba będzie się nam dobrze rozmawiało i rozumiało przy okazji tegoż wywiadu. Z jednej strony cieszy fakt, że ludziska pamiętają i wciąż rozprawiają o „Devilri”, mało co wspomina się w taki sposób po dwudziestu latach od pierwszej premiery, w tej branży przynajmniej. Kolejne wcielenie tegoż materiału, tym razem na winylu, rozbudziło na nowo emocje i klimaty z czasu przed czasem. Jest oczywiście druga strona medalu. „Devilri” i „Promo 2010” są przedwstępem i niejako początkiem swego rodzaju kampanii promocyjnej naszego najnowszego materiału „Misanthropy”. Każda okazja do przypomnienia tego czy owego jest w naszym przypadku jak najbardziej pożądana i wymagana.

Zawartość „Promo 2010” to dwa nowe utwory i bonus w postaci trzech nagrań video. Skupmy się jednak na tych nowych kawałkach. Do mnie prywatnie bardziej przemawia „God Delusion”, bo jest moim zdaniem lepszym prognostykiem na Pandemonium A.D. 2011. Zgrzebnie łączy przyszłość z elementami charakterystycznymi dla Waszego zespołu. A pytanie w sumie banalne jak odbiór tego Promo? Przy okazji znalazłem, co najmniej dwa porównania Was (propos właśnie „God Delusion” do… Lux Occulty. Co Ty na to?;  ]

Porównywanie nas do takich drużyn jak Lux Occulta może tylko cieszyć i nobilitować. Nic dodać nic ująć. „God Delusion” jest również moim oczkiem w głowie. Ma power, siermięgę, prostotę i tak zwane jebnięcie koncertowe. Czegóż chcieć więcej!? Ośmielę się jednak zauważyć, że nie widzę (wiedząc, co się będzie świecić na „Misanthropy”) słabych numerów wchodzących w skład tego materiału. Są inne, owszem, ale tak ma/miało być! Każdy kawałek ma w sobie to „coś” i każdy kawałek jest rozpoznawalnym i zapamiętywalnym tworem!

I teraz przejdźmy gładko do Waszego nowego albumu „Misanthropy”. Przyznam szczerze, jak słyszę to słowo to automatycznie mam banana na ryju, a przed oczyma setki kretyńskich wypowiedzi wielkich mizantropów, którzy często gęsto nie mają nawet pojęcia, o czym mówią wykrzykując tylko swoje „nienawidzę”. W jaki sposób Ty odbierasz to pojęcie i jakie odbicie ma to w muzyce, która na nowym krążku się znajdzie?

Niezmiennie od przynajmniej dwudziestu lat podążam swoją drogą duchową, światopoglądową itd. Mam wyrobione zdanie na pewne tematy, sytuacje, zachowania czy inne formy aktywności tak zwanych ludzi. Śmiało mogę pozwolić sobie, zatem na pewne dygresje na temat powyższych. Na swój własny sposób nie oglądając się na dokonania osób czy kapel, o których piszesz. Nie interesują mnie oni czy one – po prostu. Ocenisz sam jak mi to wyszło słuchając kompletnej mizantropii, już niebawem, mam nadzieję.

I właściwie powtarzam pytanie, tylko teraz odnośnie tekstów. Czego możemy spodziewać się po „Misanthropy” w kwestii liryków? Poważne, a może nieco bardziej w krzywym zwierciadle, tak jak u podstawy samego pojęcia mizantropii, która kojarzona była właśnie z satyrą, jako gatunkiem literackim. Bardziej dosłownie, czy jednak symbolicznie?

No cóż!? Jak zawsze staram się pisać o rzeczach dla mnie istotnych. Teksty będą dość przekrojowym tworem. Składową moich poglądów, opinii, werdyktów i ocen. Ubrane odpowiednio w magiczne i metaforyczne szaty. Z odpowiednią pogardą dla gówna, które toczy ten świat i należytym szacunkiem dla spraw istotnych.

Mały przerywnik. Najbardziej wkurwiające i powtarzające się pytanie w wywiadach? Po analizie tych, które z Wami przeprowadzono ostatnimi czasy mam parę typów i są to między innymi pytania o to: „dlaczego nie udało się po „Devilri””, „czy żal wam tego, że się nie udało” „Jak to było z nazwą Pandemonium” i koncerty z Samael, Celtic Frost itd.;]. A jakie są Twoje „ulubione” ?

Jaki są moja znienawidzone pytania? Jest ich cała masa, ale obowiązek obowiązkiem jest i wywiad musi posiadać tekst. Warto byłoby chyba pomówić przy okazji muzyki również o rzeczach równolegle istotnych – różnych, innych. Mam swój koncept prowadzenia wywiadów, ale de facto nie bawię się tym, więc pozostanie to chyba tylko na papierze.

Czy czujesz coś takiego, że właściwie już nikomu niczego nie musicie udowadniać? Wiecie, gracie dla siebie i możecie mieć w dupie, co kto będzie o Was mówił? A jeśli tak faktycznie jest, to czy nie jest to niebezpieczne. Presja – moim zdaniem – wyzwala jednak dodatkowe pokłady energii.

Dokładnie. Ja już nic nie muszę …. Robię co chce i dlatego, że chcę i lubię.  Chęć tworzenia i realizowania swoich marzeń – wyższych potrzeb jest wystarczającym stymulatorem dla tego wszystkiego, co robię/robimy. Uczę się nie ulegać presji. To ciężkie zadanie, ale możliwe do wykonania. Jak powiada stara maksyma – śpiesz się powoli?

Czas wazeliną z łyżką dziegciu zapewne. Grzesiek z Godz ov War robi Wam zajebistą robotę w kwestii promocji – to oczywista oczywistość. Dlaczego więc nie daliście mu szansy wydania „Misanthropy” (jego odpowiedź na to pytanie znam, ciekawe czy się pokryje z Twoją ).

Odpierdala czarną robotę, rozpala ogień piekielny, sieje ziarno w ziemie czarną i buduje solidne fundamenty (niemalże od nowa) na ruinach starożytnej świątyni. Dlaczego „Misanthropy” wyjdzie pod szyldem Pagan Records? To bardzo proste! Na chwilę obecną Pagan Records ma o wiele większe możliwości, absolutnie nie ujmując Grześkowi. Sprawy promocyjno-marketingowo – siakie będą i tak koordynowane przez Godz ov War i będą ściśle omawiane i prowadzone z Tomkiem Krajewskim. Mamy tu więc do czynienia z szeroko rozumianą koalicją. Wszyscy zapierdalają równolegle na różnych uzupełniających się płaszczyznach.

Ostatnio wyczytałem gdzieś felieton Arka Lercha, w którym pada mniej więcej takie stwierdzenie, że wszelkiego rodzaju majspejsy zabiły radość oczekiwania na nową płytę swoich ulubieńców. Bo zanim tak naprawdę dostaniecie ją w swoje ręce to możecie ją poznać dzięki mp3, jutubom i innym takim. Właściwie pozostaje tylko macanie okładki. Myślisz, że tej starszej „metalowej” gwardii zostało już tylko narzekanie jak to kiedyś było zajebiście? A może wziąć dupę w troki i nauczyć się nowego, technologicznego świata i z niego korzystać?

Chyba tak jest!? Technologia zmieniła nam „trochę” pozyskiwanie, oczekiwanie i odbiór muzyki. Dla jednych to dobrze, dla drugich może niekoniecznie. Ale tak jest i finto! Nikt tego nie zmieni. Ludzie jak szczury przystosują się do wszystkiego, żeby tylko obejść, co nieco, ułatwić sobie sprawy, przycwaniakować i nie musi to oznaczać tylko rzeczy związanych z muzyką.

A propos reedycji „Devilri”. Jak już przebiłem się przez 78231298 warstw opakowania wysypały mi się całkiem przyjemne pierdoły. Naszywki, naklejki, przypinki i takie tam. Jaki masz stosunek do takich rzeczy? Dodatkowa reklama (a nie powiem gdzie będzie wisieć naklejka, którą dostałem) dla zespołu, zabawki dla małych dzieci, czy obowiązkowy dodatek do stroju na każdym koncercie Pandemonium?;]

To prezenty od Świętego Mikołaja dla tych, co byli niegrzeczni. Gifty za cierpliwość i odwagę. Postanowiliśmy Was trochę popieścić! Zawsze można sobie zaszyć dziurę w całym – naszywką albo zakleić usta sąsiadowi, który drze mordę przez ścianę. Albo przypiąć komuś jakaś łatkę, na przykład z logo Pandemonium. Spektrum możliwości wykorzystania naszych materiałów promocyjnych oprócz ich oczywistego przeznaczenia jest przeogromne.

Teraz trochę statystycznej nudy, czyli gdzie i kiedy będzie Was można zobaczyć w najbliższym czasie i dlaczego tak daleko od Rzeszowa?

2  maja w Stolycy, w czerwcu w Katowicach, we wakacje prawdopodobnie w Nowym Stawie. Jeśli coś pominąłem wybacz, wszystkiego (za darmo) dowiecie się w Internecie, jak mawiał pewien pan z reklamy pewnego banku!

Jako, że chcę zakończyć ten wywiad bez wracania do przeszłości zespołu i „Ty już sam wiesz”, jakich pytań, zapytam po prostu: Przyszłość Pandemonium?

Piłka jest okrągła a bramy są dwie? I albo rybka albo…, albo teraz albo nigdy…! Przyszłość zapowiada się w przeciwieństwie do czarno białego konceptu graficznego w kolorowych barwach. Ma być dobrze i taką linie obrony przyjęliśmy. Nie mogę Ci w tej chwili obiecać gruszek na wierzbie, bo jest jeszcze za zimno na rokowania. Poczekajmy na rozwój wydarzeń OK? (no wyjścia jakby nie mam – dop. Ef)

To by było na tyle z mojej strony. Dzięki za poświęcony czas, a ostatnie słowo należy do Ciebie

Ja również dziękuję za poświęcony nam czas. Nie było tak źle. Nerwy trzymaliśmy na wodzy Wodzu. Do zobaczenie i usłyszenia w nowych lepszych czasach. Czego sobie i Wam wszystkim życzę!

Autor

3638 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *