Mam dobrą passę ostatnio z wywiadami, co jeden to lepszy. Co potwierdza pogadanka z Hellscreamarossem vel Marossem z Offence. Końcem roku Ślązacy wydali materiał, który zdmuchuje czapki z głów, razem ze skórą, włosiem i uzębieniem. Tak tak, na polskiej ziemi mało kto tak dobrze potrafi gadać po szwedzku. Ale nie tylko o tym żeśmy sobie porozmawiali, bo Marek to wszechstronny chłop… Więc jak prawdziwi mężczyźni porozmawialiśmy sobie o miłości, nienawiści, lokalnym patriotyzmie i innych takich… 

Oracle: Hailz! Na dzień dobry – nie wypada mi nie pogratulować tak doskonałej płyty jak „Adoration of Black Kingdom”. Na moje oko krążek szturmem wziął za jaja zarówno fanów, jak i krytyków. I moim zdaniem nie ma się co dziwić. Czujesz, że tym albumem potwierdziliście swoją wartość po dobrze przyjętym „R.A.W.”?

Marass: Cześć! W sumie recenzji za wiele nie ma, ale z tych, które widziałem wszystkie były pozytywne. Ponoć zaskoczyliśmy troszkę słuchaczy i znajomych gdyż twierdzą, że nie ma „hiciorów” jak na „R.A.W.”. No i racja, album moim zdaniem nie jest „przebojowy”. To zupełnie inna para kaloszy, oczywiście z zachowaniem pewnych ram gatunkowych. Czy potwierdziliśmy swoją wartość? Hmmm nie mnie oceniać, ale myślę, że nowa płyta to po prostu duży krok naprzód.

O.: Dobra, przełamaliśmy lody, lecimy od początku. Jak na pięć lat istnienia Offence pozycję na scenie macie już raczej ugruntowaną. Zresztą – Wasz debiutancki materiał to split z Throneum, a jak wiadomo Tom z byle kim w konszachty raczej nie wchodzi. Rozumiem, że Wasze skromne osoby i fakt napierdalania w innych, porządnych aktach, wpłynęły na ugruntowanie pozycji Offence zanim tenże w ogóle coś nagrał, hehe?

M.: W czasie, kiedy zaczęliśmy grać z Tomkiem (Chaos) w Offence, mieliśmy już jakieś tam kontakty z naszych poprzednich zespołów, Exhalation i Dimidium Mei. To dużo ułatwiło w temacie koncertowym. Fakt faktem, krążył w internecie nasz pierwszy utwór „Revenge is Significant”, który spodobał się sporej ilości ludzi i to też obrazowało z czym i czym się to je. Z Tomkiem z Throneum byłem cały czas w kontakcie i kiedy usłyszał ów kawałek był chętny na naszą propozycję splita, więc gdzieś tam masz rację hehe…

O.: Pamiętam, że ja pierwszy raz spotkałem się z nazwą Offence na jakimś koncercie w Krakowie, jeszcze przed wydaniem debiutu. No w sumie to rozjebaliście mnie wtedy na kawałki, jak na nieznaną (dla mnie) kapelę. Cóż, te cztery – pięć lat temu niewiele kapel w Polsce grało jeszcze w tym starym szwedzkim stylu, wszyscy jeszcze nosili hitopy, hehe… Głupio zabrzmi jak powiem, że z tych młodych kapel to właśnie Offence przypomniał na polskiej scenie, że istnieje coś takiego jak death metal a’la Entombed i Dismember?

M.: Pamiętam kiedy pierwszy raz miałem styczność z Entombed, a dokładnie z dwoma pierwszymi albumami. To były czasy kiedy Entombed nikt już nie chciał słuchać, bo zaczęli grać coś całkowicie innego niż na początku. Była wtedy moda na granie technicznego death metalu, jednocześnie każdy chciał zakładać kolejny klon Darkthrone. Zawsze kręciły mnie rzeczy w stylu Gorefest, Asphyx, Pestilence, Obituary, Master, Autopsy, czy właśnie Entombed, Dismember, Grave i Unleashed. Nawet po paru latach, kiedy zakładaliśmy Exhalation w 2007 roku, wspomniałem chłopakom, czy byśmy nie pograli sobie jakiegoś „Left Hand Path” , ale wyszło inaczej hehe. W tym czasie Chaos udzielał się w Dimidium Mei i też nosił się z zamiarem grania czegoś w szwedzkich klimatach, dowiedziałem się o tym od naszego wspólnego kolegi. I tak jakoś poszło z tym Offence. Dzięki za docenienie nas. Ale przypominam sobie, że chyba przed powstaniem Offence swój debiut wydał toruński Vexatus, więc rok 2010.

O.: W ogóle to akurat otworzyłem paczkę z płytami, a tu ze środka wysypały się flejersy kasetowego wydania „R.A.W.”. Bardzo dobrze! Powiedz mi, na ile jest to podyktowane Waszym uczuciem do tego formatu a na ile tym, że taśmy na powrót są w łaskach słuchaczy? Jak piętnaście lat temu duże wytwórnie przestały wypuszczać albumy na kasetach, tak dziś wszystkie Nuclear Blasty przypomniały sobie o tym formacie i wypuszczają wszystko jak leci, czyli analogicznie jak w przypadku zapomnianego długi długi czas winyla…

M.: U mnie ten okres nigdy nie minął, osobiście tego nie odczułem, gdyż cały czas słuchałem i słucham muzyki także z kaset magnetofonowych. Moja wieża z 1999 roku, odpukać, jest ciągle sprawna. Oczywiście Metal Mind i Mystic przestali wydawać na kasetach,haha a Morbid Noizz padło dawno temu. Na przestrzeni lat w różnych małych labelach niezmiennie na tym nośniku coś tam wychodziło, ale zanim się ocknąłem, okazało się że mam więcej kaset niż płyt. Już teraz jest to ilość przekraczająca tysiąc sztuk i się troszkę pogubiłem. Dlatego jasnym było, że fajnie jest też mieć wersje kasetową albumu. Exhalation „Whorecaust” też zostało wydane na kasecie, w sumie prawie każdy materiał, w którym brałem udział wyszedł w tej formie. To muszę Cię zmartwić, że masz starą ulotkę hehe… Godzinę temu na maila przyszło mi zdjęcie, na którym jest wersja kasetowa „Adoration of Black Kingdom”. A więc teraz troszkę reklamy, kto chcę mieć wersję kasetową nowego albumu, zapraszam do zakupów w Kampf Records.

O.: A proszę bardzo! Ok, trudne pytanie – macie na koncie split z Trauma. Uwielbiam ten zespół, ale odnoszę wrażenie, że ostatni naprawdę dobry materiał Ci goście wydali dziesięć lat temu jako „Neurotic Mass”, bo niestety dwie ostatnie płyty mi nie robią… Jakie jest Twoje odczucie względem tych nowszych wydawnictw Mistera i spółki?

M.: Oczywiście lubię najbardziej ich pierwsze materiały, ale uważam że ostatnie dwa albumy są lepsze niż na przykład „Neurotic Mass”. Szczególnie „Karma Obscura” jest bardzo dobrą płytą.

O.: Od czasu debiutu jesteście związani z Mad Lion Records. Przemek to świetny gość, oddany brutalnemu podziemiu od mniej więcej drugiego rozbioru Polski, hehe… Ale – takie podchwytliwe pytanie: nie widziałbyś osobiście Offence w jakimś majorsie, w stylu Century Media Records? Czy może obawiałbyś się iść tą drogą, bo sporo młodych death metalowych kapel po wypuszczeniu zajebistych krążków w podziemnych labelach trafiało pod skrzydła majorsów i jakby rura im miękła? O ile wiem umowa z Mad Lion Records opiewała na dwa albumy, więc – jakaś tam możliwość jest…

M.: Tak, mieliśmy umowę tylko na dwa albumy. Czy jest możliwość? Jak na razie skupiamy się na tym co jest, czyli świeżym „Adoration of Black Kingdom”. Mnie osobiście by nie przeszkadzało wydanie albumu w jakimś majorsie, to zawsze większa promocja. Racja, obserwuje się na przestrzeni lat zmiany stylistyczne różnych zespołów, ale przyczyny są pewne różne i nie możemy wrzucać wszystkich do jednego wora. Sam po sobie widzę, im starszy jestem, tym bardziej różnorodnej muzyki słucham. Zapewne 10 lat temu bym nie uczestniczył w takim projekcie jak Beuthen. Ale nie zaprzątam sobie głowy tym, czy wydamy następny album w Century Media, gdyż nie jest to jakiś nasz priorytet. Fajnie, że możemy grać, że mamy gdzie wydawać płyty, czy splity, z tego się cieszymy. Zainteresowanie zespołem jest. Poza tym, widząc jak silna jest scena metalowa, w gąszczu tylu zespołów i to często bardzo dobrych, niestety szanse są bardzo małe. Natomiast w Offence aż takie drastyczne zmiany muzyczne na pewno nie zajdą. Od prezentowania odmiennej muzyki mamy inne zespoły.

O.: Już o tym gadaliśmy, no ale czytelnicy się nie przysłuchiwali… Podoba mi się okładka Waszej nowej płyty, bo jest taka a’la Beksiński, a że zgrało się to wszystko z premierą płyty o Mistrzu – proszę, rozwiej wątpliwości, że nie chcieliście popłynąć na fali popularności tej produkcji. Przy okazji – oglądałeś, podobało się?

M.: Oczywiście, że oglądałem, całkiem dobry film. Marcin, czyli gość który namalował ten obrazek, tworzy w tym klimacie już ładnych parę latek. O samej okładce rozmawialiśmy z nim dużo wcześniej, bo wiadomo że obrazu nie namaluje w parę godzin. Daliśmy mu tylko kilka wytycznych, reszta to czysty spontan.

O.: Ok, przeskoczmy do tekstów i zacznijmy od tyłu, a jak od tyłu to od razu kojarzy się nam to z zabawami w seminariach… „Zatruta Świadomość” mówi właśnie tej całej kleszej zarazie, która aktualnie oplata kraj… Jak uważasz, dlaczego akurat padło na nas, a na przykład znajdujący się za miedzą Czesi są narodem zlaicyzowanym, w większości mają religię w dupie?

M.: Jesteśmy ogólnie dziwnym krajem, zawsze i wszędzie mamy poczucie spełniania misji. Niestety taka nasza mentalność. I wydaje mi się, że chyba mamy silniejsze przywiązanie do tradycji niż w innych krajach. Poza tym w naszym przypadku Kościół na latach PRL dużo skorzystał. Jako zbawiciel i jedyna nadzieja dla narodu. Solidarność to i Kościół w parze no i mamy tradycję. Zobacz ilu jest Polaków dumnych z „naszego” papieża. Na ścianach starych babć obrazek Matki Boskiej, a po prawicy Jan Paweł II. Podsumowując z jednego szamba jakim była komuna wjebaliśmy się w drugie… Ale coraz więcej młodych po prostu w dupie ma religię. Może jest nadzieja, za parę ładnych pokoleń to wszystko przeminie i będziemy bardziej zlaicyzowanym krajem. Kto wie?

O.: A skoro o tym mowa – czy sam starasz się jakoś utrudniać życie kościołowi katolickiemu i jego wysłannikom? Nie wiem, poza niewpuszczaniem do domu księdza po kolędzie, jakieś inne czyny… Apostazja?

M.: Po co z tym walczyć? Wystarczy odsunąć się na bok. Mam w dupie latanie za klechą i proszenie się o zwykły świstek papieru, który nie jest mi do niczego potrzebny. Słyszałem jakie przygody mieli moi znajomi, którzy próbowali ów świstek otrzymać. Nie mam na takie zabawy czasu. Nie muszę sobie nic w tym przypadku udowadniać. Wystarczy mi osobista świadomość, że ja już dawno się z tego wszystkiego wypisałem. Pomimo, że u nich widnieję na jakichś tam listach.

O.: Ale po takim lataniu to jednak satysfakcja jest, hehe… Ok, lecimy dalej. „Obssessed by Hatred” – czy odnosi się do kogoś konkretnego? W sumie czytając liryki to można wywnioskować, że jest to groźba wobec kogoś, kto wkurwił Cię straszliwie i nawet nie chcesz, by zjawiał się na Śląsku, bo wpierdol, hehe…

M.: Tekst jest uniwersalny. Czyżbyś się nigdy na nikogo nie wkurwił? Hehe Złość, nienawiść, ludzka rzecz. Czyż nie? Ogólnie tekst jest bardziej wykładnią jak nienawiść przejmuje nad nami władzę. Zawsze mnie interesowała ludzka psychika pod kątem gniewu czy nienawiści. Jest przecież dużo odniesień w książkach czy filmach do tego typu zachowań, a to inspiruje, tak samo jak obserwowanie innych dookoła.

O.: W tekstach w ogóle często pojawia się motyw gniewu, wkurwienia… Ale przecież na codzień to taki spokojny z Ciebie gość, hehe… To jak – poza, czy może właśnie dlatego że dasz sobie upust w takim Offence na co dzień raczej nie biegasz i nie napierdalasz ludzi na ulicy?

M.: Kiedyś przeczytałem parę wypowiedzi muzyków w stylu, że „jeśli nie zostałbym wokalistą i nie pisał tekstów, w których daje upust złości, to pewnie bym został mordercą czy napierdalał ludzi”. Na pewno nie dotyczy to mnie. Oczywiście, że się wkurwiam, ale szybko mi przechodzi hehe…

O.: Na krążku poza muzykami Traumy gościnnie pojawia się nie kto inny jak Berial z Betrayer. Czy zaproszenie go było efektem tego, że Betrayer był headlinerem jednej z edycji Night Of Terror o ile się nie mylę, czy ten fakt akurat nie miał na to w ogóle wpływu?

M.: Faktycznie, poznałem Beriala właśnie na Night of Terror. Bardzo sympatyczny, szczery i skromny gość i wypić z nim też można hehe! A co najważniejsze, pomimo statusu na scenie, który miał Betrayer w latach 90’ – zero gwiazdorki. A jak zapewne wiesz, nie o wszystkich z tamtych lat można powiedzieć to samo. Ten utwór to taki troszkę hołd złożony właśnie latom dziewięćdziesiątym, które mnie muzycznie wychowały. Także, od razu bardzo bym chciał podziękować Berialowi jak i Chudemu i Misterowi, nie tylko za gościnne występy, ale za wkład w muzykę metalową tamtego dziesięciolecia.

O.: Powiedz mi, czego Ty – jako muzyk oczekujesz po pismaku, któremu wysyłasz materiał promo do recenzji? No bo w sumie recenzenci zawsze łatwo szafują stwierdzeniami, czego to nie oczekują od danej kapeli, a jak to wygląda z perspektywy muzyków wysyłających swoje wypociny?

M.: Właściwie tylko dwóch rzeczy. Tego, że owa recenzja się w ogóle pojawi i to mnie już zadowala, drugą rzeczą jest szczerość odczucia, obojętnie czy ocena będzie bardzo niska czy wysoka, to w końcu subiektywne doznania recenzenta. Byle była szczera i nie podyktowana jakimiś osobistymi pobudkami. Tu się liczy tylko muzyka. Rozwala mnie mentalność niektórych muzyków, którzy się obrażają, bo recenzent napisał nieprzychylną recenzję i do czegoś się przywalił. Czasem można to wykorzystać przy produkcji nowego materiału i zwrócić na daną rzecz większa uwagę.

O.: W jednym wywiadzie powiedziałeś, że obecnie na scenie mamy przesyt zespołów. Tak się składa, że mamy do tego podobne podejście. Jak był modny thrash – wszyscy napierdalali thrash. Teraz od jakiegoś czas modny był oldschoolowy death metal – co drugi przypominał sobie, że przecież na „Scream Bloody Gore” czy „Left Hand Path” to on się wychował. Z jednej strony – przesada w chuj, ale z drugiej strony – lepiej tak niż moda na firankowy gothic metal, czyż nie? No i skąd w ogóle według Ciebie taki owczy pęd?

M.: No i tu mamy kolejną słabość człowieka, tym razem się to nazywa podatność na wpływy. Tak jest z każdym trendem, nie tylko z muzyką. Niestety metal nie jest odosobniony. Ale racja, już wolę jak dziewczyna popierdala w koszulce Asphyx niż Moonspell, czy właśnie jakiegoś typowego firankowego gothic metalu

O.: Albo bez koszulki! Bytom. Urodziłeś się tam, stamtąd pochodzisz. Więc nie będę jak głupek pytał o genezę takiego tworu jak Beuthen, a raczej o to, skąd u Ciebie takie inspiracje – wszak to całkowicie inna muzyka od Offence? Mnie osobiście ten zespół kupił, o ile na początku nie mogłem się przekonać, o tyle po jakimś czasie połknąłem bakcyl i cenię sobie debiutancką EPkę o wiele wyżej niż na początku. Bo split doceniłem od razu…

M.: Dzięki za miłe słowa o Beuthen. Bytom to miasto, o którym mogę napisać, że kocham i nienawidzę. Jest to bardzo specyficzne miejsce, w każdym razie ja go tak odbieram. W pewnej brzydocie dostrzegam piękno. Ale widzę też wspomnienia, właściwie każde miejsce w Bytomiu z czymś mi się kojarzy. Jestem bardzo przywiązany do tego miasta. Dochodzą też wydarzenia historyczne, nie tylko dotyczące Bytomia, ale i całego Górnego Śląska. Filmy Kazimierza Kutza o Śląsku również robią swoje. Na dobitkę szczypta klimatu Tima Burtona , szczególnie jego Batmanów. Już parę razy wspomniałem, że Bytom to takie polskie Gotham. Pamiętam jak w ’89 roku obejrzałem w kinie pierwszą część Batmana. Ten dzień do dziś pamiętam. Kiedy wyszedłem z kina było pochmurno, zimno, padał deszcz i wiał mocny wiatr. Koniec września. Fajne połączenie, na siedmiolatku zrobiło to wrażenie i robi do dziś ten mroczny klimat. Odnośnie samej muzyki, jak już gdzieś wcześniej wspomniałem, to im starszy jestem, tym na więcej gatunków muzyki jestem otwarty. Właściwie nigdy nie ograniczałem się tylko do metalu. Chłopaki z zespołu mają to samo, wszystkie nasze inspiracje muzyczne tworzą Beuthen, tu można przemycić praktycznie każdą muzykę…same dobre inspiracje hehe

O.: Beuthen lubię jeszcze ze względu na bardzo dobre liryki. W sumie to się z nimi w chuj identyfikuję, gdy chodzę najebany po moich rodzinnych Gorlicach – bo tak jak u Ciebie w Beuthen każdy zakątek w chuj Ci się z czymś z przeszłości kojarzy, tak ja mam to samo w mojej rodzinnej wiosce. I dziwię się, że człowiek potrafi w jakiś tam sposób kochać takie małe, nudne, brudne miasta, w których z pozoru nic się nie dzieje… Masz jakąś teorię na ten temat?

M.: Wydaje mi się, że człowiek bardzo przywiązuje się do miejsc. Mam dużo rodziny za granicą i często słyszę jak na przykład wujek chodzi w swojej miejscowości w Niemczech na spotkania ludzi, którzy są związani z Bytomiem. Należy tam do jakiegoś kółka czy czegoś w tym stylu. Ten sentyment zostaje w sercach ludzi. Ten Bytom to dla niego taka mała ojczyzna, mimo że jak mówisz, przecież nudne i brudne miasto. To tylko potwierdza, że ludzka psychika jest skomplikowana.

O.: W innym wywiadzie mówiłeś, że nie masz czasu wychodzić na koncerty… Ale z organizowaniem to już inna bajka, co nie? Przecież Night of Terror to już kurwa niemal instytucja… Potrafiłbyś wymienić z pamięci headlinerów kolejnych edycji?

M.: No z wymieniem byłoby już ciężko hehe… Pamiętam tak do piątej edycji. Uzależniłem się troszkę od organizacji Terrorów. W planach mam większe imprezy, oczywiście ciągle się uczę, bo to nie taka prosta sprawa. Ale mam frajdę po zrobionym terrorze, że kolejny numer już za nami i że się udał. Wtedy mogę usiąść spokojnie przy barze i otworzyć w końcu browarka. Poza tym jak już wychodzę na koncerty, to wybieram takie wydarzenia, na których grają wykonawcy jakich nie miałem okazji jeszcze zobaczyć. A uwierz mi, że w przeciągu tych 18 lat chodzenia na koncerty widziałem tego już sporo. Ale faktycznie czasu wolnego ciągle brak.

O.: Czym kierujesz się dobierając kapele na kolejne edycje Night of Terror? Kolesiostwo, finanse, okazja bo jakaś kapela akurat przejeżdża przez Śląsk…? Bo rozstrzał imprez olbrzmi, od death metalu, przez black, thrash, był już nawet industrial a w marcu trochę heavy metalowego piania… Co jeszcze – folk i nu-metal, heh?

M.: Pierwsze, czym się kieruję, to tym, że muzyka musi mi się podobać. Faktycznie czasem jest tak, że akurat jakaś zagraniczna kapela przejeżdża i zgarniam ją. Było w sumie tak parę razy, ale tylko jeśli mi granie podejdzie. I różnie z tym jest, raz kapela sama napisze, czy może zagrać, kiedy indziej ja zaproszę, czasem coś ktoś poleci. A że jest rozstrzał, to dlatego, że jak już wspomniałem, różnej muzyki słucham. Ale jedno jest pewne, folk metalu i nu-metalu się nie tknę. Nie bawią mnie twory w stylu biesiadnym jak Korpiklaani, bo sama muzyka folkowa jest ciekawa.

O.: Na jakim etapie jesteś obecnie z Twoimi projektami? Bo coś tam ptaszki ćwierkały, że materiały dla Offence i Beuthen się już tworzą… Jakbyś jeszcze zaprzęgnął do roboty chłopaków z Exhalation to by było wybornie…

M.: Może od końca zacznę. Powiem szczerze, że męczy mnie już ta sytuacja z Exhalation. Chłopaki z roku na rok przekładają wszystko, powiem szczerze, że nie wiem co i jak. I tak po prawdzie nie wiem też czy jeszcze kiedykolwiek coś z logówką Exhalation wyjdzie. Nie gonię, nie naciskam, będzie to będzie, a jak nie, to trudno… W czasie wolnym mam co robić, jest Offence, jest Beuthen. Ten drugi w tym roku wypuści pełen album. Co się tyczy Offence, mamy już jakiś zarys nowego materiału, ale nie będzie to album. Jak mówiłem wcześniej, skupiamy się obecnie na promowaniu „Adoration of Black Kingdom”.

O.: Nie wiem, czy dobrze mi się zdaje, ale dla mnie region Śląska, a zwłaszcza Katowice, Chorzów, Bytom i pozostałe miasta sąsiedzkie to taka wylęgarnia metalowych kapel, w zasadzie od zarania dziejów. Dużo ludzi to i dużo kapel tam u siebie macie, a chyba z kolei Nihil powiedział, że u Was nie ma wyboru albo trzeba grać bluesa albo metal… To jak z tym jest? Jeśli ta sentencja jest prawdziwa to gdzie, w Twoim przypadku, kryje się przewaga metalu nad bluesem, hehe?

M.: Faktycznie Śląsk metalem stoi. Jest sporo ciekawych zespołów i ten stan trwa niezmiennie już od ponad trzydziestu lat. Nie inaczej było w latach siedemdziesiątych, czy też osiemdziesiątych jeśli chodzi o bluesa. W bluesie jakoś specjalnie nie siedzę, więc się nie orientuję, znam tylko tych legendarnych artystów, na przykład Jan ,,Kyks” Skrzek czy zespól Krzak. Oczywiście, czasem się trafi, że siedząc w jakimś „szynku” spotkam się z całkiem nową, zupełnie nieznaną kapelą bluesowa, więc Michał się nie myli. My Ślązacy mamy już chyba metal i bluesa we krwi. Nie można mówić o przewadze, gdyż każda muzyka to emocje… no prawie każda muzyka hehe…

O.: Tak sobie w ogóle siedzę, słucham różnej muzyki i zastanawiam się co takiego ma w sobie klasyka, że pomimo przeróżnej maści nowych kapel i tak najczęściej wracam właśnie do starych sprawdzonych kapel… Jakie jest Twoje zdanie? Jeśli sam wracasz, to do czego? Jest jakaś płyta co do której jesteś przekonany, że przesłuchałeś ją zdecydowanie więcej razy niż inne krążki – ergo – możesz powiedzieć, że jest ona Twoją ulubioną?

M.: Wydaje mi się, że tu znowu działa sentyment i przyzwyczajenie. Krążki, od których się zaczynało przygodę z metalem, czy w ogóle z muzyką. W moim przypadku, ale zapewne nie tylko moim, jest tego bardzo dużo. I co chwilę przeskakuję sobie z różnych styli w zależności od humoru; heavy, thrash, black, death. Dużo starego dobrego rocka lat ’60 i ’70, czy też klasyki punk rocka i zimnej fali. Hmmm po dłuższym zastanowieniu trudno wyłonić tę jedyną płytę.

O.: OK, nie będę Cię zanudzał więcej. Ale żeby nie było, że tak jałowo się pożegnamy poproszę Cię o informację, jaki krążek sobie ostatnio kupiłeś? Dzięki za wywiad! Hailz!

M.: Na pewno nie zanudzasz, bez wazeliny powiem, że to jeden z lepszych wywiadów na jakie miałem ostatnio przyjemność odpowiadać. O widzisz, znowu polecę klasycznie, tydzień temu w końcu kupiłem sobie Pink Floyd – „The Piper At the Gates of Dawn”. Mimo, że znałem ten album, w końcu mam go w oryginale. Dzięki wielkie za wywiad.