Dawno już nie przeprowadziłem tak udanego wywiadu. Perkusista Nominon – Perra to człowiek, który może wydawać się czasem zbyt pewny siebie, ale gwarantuję Wam – wie o czym mówi, przynajmniej gdy posłucha się najnowszej propozycji zespołu, „Monumentomb”. W ogóle, dawno już nie miałem tak rozgadanego i szczerego rozmówcy jak on. Za to należy mu się kurwa szacunek.

Oracle: Witam! Przede wszystkim, gratuluję Wam wydania „Monumentomb” – to kurewsko miażdżąca muzyka! Wiesz, każdy zespół mówi, że ich ostatni album jest tym najlepszym, z tym że w przypadku Nominon to prawda, haha! Zdawałeś sobie sprawę z tego, gdy tworzyliście ten krążek? A może spotkałeś się z opiniami, że w Waszej karierze były lepsze płyty?

Perra: Dzięki za wsparcie! Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że na ten krążek napisaliśmy naprawdę potężne i brutalne utwory, ale nie wiedzieliśmy czego się spodziewać gdyż nasz dotychczasowy wokalista opuścił nas na trzy czy cztery tygodnie przed rozpoczęciem sesji nagraniowej. Juha (nasz gitarzysta) miał zająć się w końcu wokalami na ten krążek, ale okazało się, że jego gardło wystarczyło tylko na jedną piosenkę („Invocations”), która znalazła się na mini albumie „Omen”, który ukazał się kilka miesięcy przed premierą albumu. Tak więc, gdy podczas pracy w studio stwierdziliśmy, że Juha nie podoła musieliśmy wezwać do pomocy kilku naszych przyjaciół ze Sztokholmu, co zaowocowało tym, że Erik Tormentor Sahlström nagrał wokale do siedmiu tracków, Johan Barsk Thornberg do dwóch, a nasz producent Tore Necromorbus Stjerna do jednego. Ostateczny rezultat rozpieprzył nas, zaś o tych kawałkach można powiedzieć, iż są jednymi z najlepszych death metalowych numerów nagranych kiedykolwiek w tym pieprzonym kraju. „Monumentom” z pewnością wytrzyma próbę czasu i będzie tym albumem, na który będziesz zawsze patrzył z optymizmem, nawet jeśli był to jeden z tych, które powstawały w największych bólach, z uwagi na wiele problemów, jakie miały miejsce podczas sesji, a były poza naszą kontrolą.

O.: Stary, tą jedną odpowiedzią nawiązałeś do kilku następnych pytań, haha. Ale właśnie – dla mnie „Monumentomb” jest synonimem prawdziwie podziemnego death metalowego krążka. Jakie warunki muszą być Twoim zdaniem spełnione, by dany album określić właśnie w ten sposób? Wiesz, istnieje sporo zespołów, określających się jako death metalowe, ale szczerze mówiąc, wydaje mi się, że po drodze zagubiły one ideały death metalu. Albo nawet nigdy nie były death metalowymi kapelami…

P.: Mogę mówić tylko za siebie i gówno mnie obchodzą inne zespoły, czy mówią o sobie, że są death metalowe, a grają melodyjny power thrash screamo metal, czy czego tam teraz słuchają dzieciaki i zaliczają do death metalu, czy coś jest „prawdziwe” czy „nieprawdziwe”?! My skupiamy się na Nominon i na tym, co chcemy osiągnąć jako zespół i jako muzycy. Głupotą byłoby dla mnie siedzieć teraz i dyskutować, czym jest a czym nie jest Death Metal. Wiem tylko, że Nominon to Death Metal, a Death Metal to Nominon. Proste.

O.: Jak drut. W Waszej muzyce słychać mnóstwo mocy i mroku, to jest kurwa pewne! Każdy muzyk mówi również, że gra to co kocha i tak dalej, pewnie się pod tym względem wiele różnić nie będziecie. Ale jestem ciekaw, skąd biorą się u Was takie pokłady agresji, jakie słychać na „Monumentomb”?

P.: Dla mnie osobiście 2009 rok był jednym z mroczniejszych okresów jak dotąd. Przeszedłem głęboką depresję w związku ze wszystkim co przyniósł. Niektórzy początkowo myśleli, że udaję, no ale jeśli nie chce się widzieć ludzi w ogóle przez kilka miesięcy lub nie da się przez ten czas wytrzymać bez kłótni i spięć, to wtedy raczej widać, że coś jest nie tak. Przez ten czas napisaliśmy większość materiału, a moje partie perkusji są jak dotąd najagresywniejszymi i najwybitniejszymi jakie nagrałem. Znów mocno napinałem dupę, by wyszło to najbrutalniej jak tylko to możliwe. Nawet niektórzy członkowie zespołu nie mają pojęcia jak ciężko musiałem pracować i ćwiczyć, by dopasować rytm bębnów do niektórych partii. Ale zrobiłem to dobrze, a to z kolei zaowocowało. Skłamałbym, mówiąc, że kocham grać na bębnach – kilka razy nawet to kurwa znienawidziłem odkąd wiem, że to ja sam jestem swoim najgorszym wrogiem. Jeśli, z jakichś powodów, wiem że nie mogę dać z siebie 100% przez cały czas, wówczas mogę się stać naprawdę zły, nawet pomimo tego, że jestem jedynym, który wie (lub tak mi się wydaje), jaki błąd popełnił w szóstym utworze w połowie setu. Staram się coraz mniej przejmować tymi sprawami, ale to nie takie proste, gdy nie możesz wytrzymać tego, że nie jesteś zadowolony ze swojego występu. Granie na perkusji dla mnie jest o wiele bardziej poważną rzeczą, niż większość mogą sobie w ogóle wyobrazić.

O.: Cholera, faktycznie brzmi poważnie. Ale Twoje nastawienie skutkuje, bo muzyka Nominon jest dla mnie wspaniała jeszcze z tego powodu, że zmusza słuchacza do koncentrowania się na danym kawałku. Bo pomimo, że jest brutalna i agresywna, macie na nią dodatkowo pomysł. Zdaje mi się, że rozumiecie iż 100% brutalności nie zawsze gwarantuje 100% sukcesu, co?

P.: Kurwa, a co to jest sukces, może ktoś mi powie?! [oczywiście chodzi mi o sukces artystyczny, że płyta dostaje oceny bliskie maksimum i po prostu rozpierdala – przyp. Oracle]. Dla nas sukcesem jest ten konkretny moment, kiedy jesteśmy w sali prób zaraz po tym, jak zakończyliśmy pisanie zabójczej nowej piosenki. Bo to przecież muzyka, którą komponujemy i wykonujemy ma znaczenie pod koniec dnia, co innego może być ważniejszego i bardziej kojarzonego z sukcesem niż to? Sprzedaż płyty? Granie na festiwalach? Sorry koledzy, ale o wiele bardziej niż to cenimy sobie sam Nominon. Nie przejmujemy się nawet zbytnio tym, kto aktualnie jest w zespole lub kogo już w nim nie ma, tak długo jak tylko muzyka jest tworzona z nieludzką świadomością i agresją. Zdecydowanie lubimy forsować naszą muzykę jak tylko się da, czasem nawet za bardzo – dla naszego własnego dobra, ale ja osobiście nie umiem się nie przejmować dopóki wciąż stawiamy wyzwania sobie samym i naszej muzyce.

O.: Wzorowa postawa! Mówiąc jeszcze o muzyce Nominon jako zespołu pochodzącego ze Szwecji… To nie jest typowy szwedzki death metal, prawda? Dla mnie brzmi to jak konglomerat wczesnych dokonań Deicide, niekiedy Asphyx i oczywiście dużego wkładu waszej własnej kreatywności… Nie chcecie być po prostu kolejną kapelą ze Szwecji, co?

P.: Gratuluję, że to zauważyłeś. Bo widzisz, mnóstwo recenzentów i słuchaczy w ogóle sprowadza Nominon do kolejnej typowej szwedzkiej oldschoolowej kapeli death metalowej. Cóż, nie mogę zaprzeczyć dwóm faktom – że jesteśmy ze Szwecji i że gramy Death Metal, ale już nie powiedziałbym, że jesteśmy w 100% oldskulowi. To na pewno nie byłaby całą prawda. Lubimy prawdziwe zespoły, od hard rocka do metalu. Niepożądanym byłoby wręcz żeby były to tylko death metalowe zespoły, bo my jako grupa indywiduów oraz muzyków znajdujemy atrakcję w słuchaniu i w końcu czerpaniu inspiracji spoza nich.

O.: Mówiąc o szwedzkim death metalu nie możemy zapomnieć o całej grupie kapel grających tak zwany „melodyjny death metal”. Nie sądzisz, iż taka etykietka to oksymoron? Wiesz, te wszystkie zespoły wcale nie są death metalowe, bo co je łączy z tą muzyką – growle? Możesz sobie wyobrazić sytuację, że na następnej płycie Nominon znajdą się klawisze czy czyste wokale, haha?

P.: Tu się znów z Tobą zgodzę, osobiście nie umiem sobie nawet wyobrazić, jak ludzie mogą być tak naiwni i składać słowa „melodyjny” i „death metal” w całość, to w ogóle nie ma sensu. No ale ludzie są głupi więc co więcej możemy z tym zrobić? Po prostu olać te cipy z niedoborami IQ i zająć się swoimi sprawami. Nominon nie wspiera żadnych osób, zespołów oraz/lub mediów, które twierdzą, że Job For A Cowboy czy The Black Dalia Murder grają death metal. Spierdalać!

O.: Hehe, otóż to! Nominon wiecznie miał problemy ze składem, również całkiem niedawno, o czym już napomknąłeś. To już powoli staje się tradycją, co, haha? Nawet na „Monumentomb” pojawia się trzech wokalistów – co sprawia, że album staje się jeszcze ciekawsz – czyż to nie paradoks, haha?

P.: No tak, już odniosłem się do sprawy nagrywania wokali na ten album podczas tego wywiadu, więc nie będę do tego wracał. Nie mam pojęcia dlaczego muzycy Nominon padają wokół nas jak muchy, obecnie jestem członkiem zespołu już od ponad dziesięciu lat i nie planuję odchodzić. Mam na myśli to, że dla mnie to przywilej być częścią tej kapeli, która obecnie jest raczej widziana jako zamierzchły byt z podziemi niż po prostu grupa pięciu osób. W zasadzie nie umiem nawet myśleć, że mogę robić coś innego. Jestem wdzięczny za to, że mogę pisać death metalowe kawałki, nie chcę robić niczego innego, w ogóle poza Metalem nie mam innych zainteresowań. Wiem, że inni mają różne hobby czy rzeczy, które pochłaniają ich bardziej niż Death Metal, ale jeśli tak to niech po prostu nie marnują naszego czasu. Nominon to nie żadne pierdolone hobby, to zaangażowanie całego życia, aż do śmierci.

O.: Szacunek brachu za te słowa! Przed ostatnim albumem wypuściliście jeszcze epkę „Omen”. To miało być coś jak wprowadzenie do „Monumentomb”, mam rację? Gdzie zarejestrowaliście te kawałki koncertowe?

P.: „Omen” miał wyostrzyć apetyty przed wydaniem pełnego albumu. No i zawierał kawałek „Omen”, który później znalazł się na „Monumentomb”. Potem dograliśmy też kawałek „Invocations” z 2001 – 2002 roku, który chcieliśmy już od jakiegoś czasu zarejestrować w odpowiednim studio. Trzecim kawałkiem jest „Through Dead Dreams Door” i jest to idealny kawałek na epkę, jest trochę bardziej różnorodny niż reszta, więc świetnie pasuje na takie wydawnictwo. Kawałek na żywca to „Submit to Evil”, zarejestrowany w Irun w Hiszpanii, podczas trasy jaką graliśmy w 2008 roku z Benediction i Holy Moses. Podoba nam się atmosfera tego nagrania, nawet pomimo faktu, że jest dosyć niestarannie nagrany, ręczną kamerą sony czy czymś takim. Ludzie, którzy narzekają na jego brzmienie z pewnością nie wyrośli kupując bootlegi Exodus, Testament, Venom czy Slayer na lokalnym bazarku [nie-święta prawda! U mnie we wiosce na ten przykład kupowało się „od ruskich”, hehe – przyp. Oracle]. Cóż, my wyrastaliśmy właśnie na czymś takim, więc pierdolcie się, jeśli nie pojmujecie w czym rzecz!

O.: Kolejna złota myśl, hehe. Zauważyłem, że w ogóle musicie lubić chyba format EP, bo w Waszej dyskografii jest tego więcej. Ale nie wszyscy to lubią, niektórzy myślą, że to łatwy sposób na dojenie fanów. Jakie jest Twoje zdanie?

P.: Taa właśnie – doimy naszych fanów! Spoważniej! Jeśli ludzie nie lubią epek i tym podobnych, niech kupują pełne albumy zamiast tego. Nominon będzie wydawało takie formaty jakie tylko nam się spodoba. Dyskutowaliśmy na przykład, by wydać teraz kasetę demo – bo lubimy ten format. Ale nie jestem już taki pewien czy to zrobimy, bo pojawił się ostatnio trend na wydawanie różnych rzeczy na kasecie właśnie. Ale z drugiej strony zrobimy to, co będziemy uważali za odpowiednie dla Nominon jako zespołu.

O.: Zdrowe podejście. Skoro mówimy o różnych wydawnictwach, jakiś czas temu nakładem Pagan Records ukazał się Wasz siedmiocalowy split z Sathanas. Tak Wy jak i Sathanas jesteście w opinii wielu osób (wliczając oczywiście mnie) uważani za prawdziwie podziemne death metalowe zespoły, więc taka kombinacja splitu była świetnym pomysłem. Od kogo wyszła więc idea tego przedsięwzięcia – od Was, od Sathanas czy od Tomasza?

P.: Świetnie, że podjąłeś ten temat. Pomysłodawcą był właściwie Paul Tucker z Sathanas. Ja i Paul znamy się kupe lat, od 1996 roku czy coś koło tego. Chciałem kiedyś nawet, by Sathanas podpisało kontrakt z Heatendom – labelem, w którym pracowałem wiele lat temu. Po tym jak poznaliśmy się osobiście w zeszłym roku, kiedy to Sathanas było na trasie z potężnym Nunslaughter, Paul zaczął mówić właśnie na temat takiej wspólnej siedmiocalowej epki Sathanas i Nominon, a ja powiedziałem prosto – że to kurewsko dobry pomysł. Kiedy więc powrócili do Stanów skontaktowali się ze swoim wydawcą – Pagan Records z pytanie czy by w to nie weszli, na co z kolei oni zgodzili się w 100%. I tak kilka miesięcy później ukazał się ten split. Wszystko wyszło zajebiście, okładka autorstwa Chrisa Moyena kurwa zabija, całe wykonanie i inlay są po prostu nie do wyjebania. Esencja!

O.: Wasz ostatni album z kolei ukazał się nakładem Deathgasm Records. Co możesz powiedzieć na temat współpracy z Evanem? Wydaje mi się, że robi świetną robotę dla swoich zespołów, co?

P.: Kurwa, oczywiście! Evan pchnął sporo spraw do przodu ostatnimi czasy i z „Monumentomb” zarówno Deathgasm jako wytwórnia jak i Nominon jako zespół uczynili olbrzymi krok na przód w każdym aspekcie. Nigdy nie mieliśmy takiej promocji jak w przypadku tego albumu, to coś jak niekończąca się kampania konsekwentnej brutalności. Również jeśli spojrzysz na to, jakie zespoły znajdują się w Deathgasm Records (Diabolic, Infinitum Obscure, Blaspherian, Quinta Esentia itp.) zauważysz, że Evan ma bardzo dobry gust, co na dłuższą metę doceniamy. Wiesz, on nie chce po prostu zarobić paru szybkich dolców, podpisuje jedynie szczere kapele, które są prawdziwymi zespołami, a nie jakimiś chromymi projekcikami czy czym tak kurwa jeszcze. Jestem pewien, że wkrótce Deathgasm będzie miało lepszą dystrybucję również i u nas, w Europie, to następne terytorium do podbicia przez Evana. Oczywiście cały czas możesz dostać wydawnictwa z Deathgasm poprzez największe dystrybucje wysyłkow na cały świecie, ale to oczywiste, że wkrótce znajdziesz je w każdym sklepie!

O.: Skoro już rozmawiamy o wytwórniach, czy spotkaliście się kiedyś z jakimś labelem, który zawiódł Was ze względu na swoje czyny lub nastawienie? Chyba, że z każdym kończyliście w pokoju, bez wzajemnych żalów? W końcu w Undergroundzie jest mnóstwo świetnych labeli jak i małych oszuścików…

P.: Mieliśmy problem z dwiema wytwórniami, ale nie będę ich wymieniał z nazwy, bo nie są tego warte. Pomimo, że to są już dosyć znane wytwórnie. Jedna z nich jest majorem z Ameryki Północnej, druga natomiast miała wypuścić ekskluzywny gatefold LP „Remnants of a Diabolical History” w 2006 roku. Przy okazji, to był polski label [pięknie, kurwa – przyp. Oracle]. Wytwórnie zawsze będą szkodziły zespołom tak długo, jak długo wmieszane w to są pieniądze. Nominon jest takim zespołem, który się nie zakopie, jeśli jakaś wytwórnia nie wywiąże się ze swoich zobowiązań, tak jest i ZAWSZE tak będzie. To ich błąd, nie nasz. Sprawiliśmy, że Nominon jest cholernie poważane przez te ostatni czas, tak od pięciu lat, więc jeśli jakiś label nie chce być częścią tego sukcesu, to szczerze mówiąc, jest to jego jebany problem.

O.: Okej, a teraz co by tradycji stało się zadość, opowiedz o największym pechu w historii Nominon…

P.: To było w 2001 roku, kiedy dołączyłem do zespołu. Podpisaliśmy kontrakt z olbrzymim labelem z Północnej Ameryki, potem ja zachorowałem na nerki, dosyć poważnie, na tyle, że nie byłem w stanie grać tras przez parę lat, do czasu aż nie odbyła się transplantacja w 2003 roku. Wykopaliśmy wokalistę z powodu braku zainteresowania kapelą, więc to wszystko plus kilka innych mniejszych ale równie gównianych rzeczy poskutkowało tym, że label rozwiązał z nami umowę. Dla wielu kapel mógłby to być koniec, ale jak powiedziałem wcześniej, nie dla Nominon.

O.: I bardzo dobrze! To teraz o czymś przyjemniejszym. Bardzo lubię Wasze okładki, każda ma w sobie prawdziwie podziemnego ducha death metalu. Czy zgodzisz się ze mną, że cyfrowe okładki nie pasują do muzyki Nominon? No i na pewno zdajesz sobie sprawę z tego, że nazwisko autora front coveru „Monumentomb” działa na metalową brać jak lep na muchy? Były też jakieś inne opcje odnośnie tej okładki?

P.: Tak, zdecydowanie mieliśmy jasną wizję tego, jak ma wyglądać okładka „Monumentomb”. Oryginalny pomysł bazował na koncepcie Juhy i moim, który już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie. Co się tyczy okładki, nie wszyscy wiedzą, że początkowo miał być to cover zrobiony przez angielskiego artystę, z którego jednak ni ebyliśmy zadowoleni. W ostatnim momencie zdecydowaliśmy się skontaktować z Chrisem Moyenem i zapytać, czy byłby zainteresowany zrobieniem nam odpowiedniego coveru, na co on się zgodził i zabrał się szybko do pracy. Po dwóch tygodniach wszystko było gotowe. Dlaczego nie chcieliśmy początkowej okładki? Cóż, po prostu doszliśmy do wniosku, że nie reprezentuje ona w pełni zabójczego materiału, jaki znajdował się na płycie. Chcieliśmy, żeby okładka współgrała z muzyką i teraz ma to kurwa miejsce. Chris Moyen to artysta ponad to wszystko, on jest tym dla death metalu, czym Joe Petagno dla Motörhead.

O.: Bez dwóch zdań. Za nie długo wybieracie się w trasę po Ameryce Północnej (gdy czytacie te słowa, to już tam są) z innymi zespołami z waszej wytwórni. Byliście już raz w Stanach jako headliner, mam rację? Jakieś dziwne/śmieszne/obsceniczne historyjki?

P.: Wszyscy jesteśmy podekscytowani tym, że wybieramy się do Stanów. Pierwsze koncerty graliśmy tam latem 2008 roku i było wykurwiście. Mieliśmy szansę grać z naszymi starymi bohaterami jak Incantation, Goreaphobia czy Massacre. Reakcje też były cudowne, zwłaszcza, że był to nasz pierwszy wypad w tamte rejony i nie za bardoz wiedzieliśmy czego się mamy spodziewać. Teraz z nowym albumem „Monumentomb” czujemy się mocniejsi niż kiedykolwiek przedtem i nie możemy się już doczekać by przedstawić ten materiał maniakom. Na tej nadchodzącej trasie Nominon będzie headlinerem, więc będziemy mieć do dyspozycji 45 do 60 minut, a nie jak dwa lata temu pół godziny. Z wówczas na pewno zapamiętamy show, jaki odbył się w Europa Club w Queens na Brooklynie, kiedy to na gigu znaleźli się Australijczycy z Cemetary Urn – to z pewnością banda dzikich skurwysynów.

O.: Ciągnąc temat koncertów, kilka lat temu wydaliście płytkę „Legioes Em Portugal” – co tak specjalnego było w tych gigach, że nagraliście je i wydali? Planujecie coś podobnego w przyszłości? Jeśli tak, mam nadzieję, że będą to „Polskie Legiony” haha, ok.? Myślę, że kilku maniaków tutaj myśli podobnie, hehe…

P.: To wydawnictwo wzięło się w zasadzie z niczego. Otrzymaliśmy DVD z tego konkretnego występu w Colinas Bar w portugalskim Branca od gościa, który to sfilmował, dźwięk był bardzo dobry, bo nagrywany ze stołu mikserskiego, no a przynajmniej przyzwoity. Nagle pojawił się holenderski label, który chciał wydać siedmiocalowy split Centinex i Nominon, pomyśleliśmy więc o wydaniu tego materiału. Po jakimś czasie Centinex porzucił pomysł splitu, rozpadł się, a chłopaki powołali do życia Demonical. Tak czy siak, nie zdecydowali się wziąć udziału w tym splicie, więc kiedy Bader Records oświadczyło, że zamiast tego chce wydać siedmiocalówkę jedynie z materiałem Nominon. Stwierdziliśmy więc, że możemy na niej zamieścić dwa kawałki nagrane w Branca, no i wsadziliśmy tam „Hordes of Flies” oraz „Condemned to Die”. Nasz przyjaciel Abboth Intoxication zrobił dla nas okładkę i koniec końców Bader Records wypuściła to w marcu 2008 roku. Szczerze, to nie mamy tak wielu wydawnictw na żywo z dobrym brzmieniem, dlatego nie planujemy jak na razie żadnch tego typu wydawnictw. Jakkolwiek nie miał bym nic przeciwko powrotowi do Polski i zdewastowaniu kilku grobów tu u Was. Hail Death!

O.: Teraz jakiś młody metaluszek weźmie sobie to do serca i pobiegnie wyładowywać się na nagrobkach… Okej, a czy Ty sam słuchasz jakichś nowych kapel, czy raczej Twoje zainteresowania ograniczają się do staroci?

P.: W większości słucham dziś tego samego stuffu, którego słuchałem dwadzieścia – trzydzieści lat temu. Kapel jak Iron Maiden, Saxon, Morbid Angel, Testament, Slayer, Dio, Exodus, Demolition Hammer, Malevolent Creation, King Diamond/Merciful Fate I im podobnych. Niewiele jest nowych kapel, które uważam za porządne, są to między innymi Cemetary Urn z Australii, Tormented ze Szwecji, Graveyard z Hiszpanii i może jeszcze kilka, ale raczej nie dużo.

O.: A jak myślisz – jak będzie wyglądała scena death metalowa za powiedzmy dziesięć lat – w 2020 roku? Myślisz, że gatunek będzie się jakoś rozwijał, ewentualnie w którą stronę?

P.: Szczerze, wali mnie to. Wiem tylko, że jeśli wciąż będę żył, będę czcił Death Metal i Metal w ogóle, z taką samą pasją jak teraz i zawsze.

O.: I na wieki wieków amen. Zawsze ceniłem sobie w metalowej scenie Szwecji to, że po pierwsze jest ogromna, a po drugie nie ogranicza się tylko do jednego czy dwóch gatunków. Wiesz, na przykład Niemcy mają świetną scenę thrash metalową, całkiem niezłą black metalową, ale jedynie kilka niezłych kapel death metalowych. W Twoim kraju jest całe mnóstwo świetnych zespołów w każdym z gatunków, od heavy metalu po grand core. Skąd to wynika? Zwłaszcza, że populacja Szwecji nie jest jakaś ogromna…

P.: Nie wiem, dlaczego mamy tak wiele gówna w kraju zwanym Szwecją? W zasadzie siedemdziesiąt pięć procent zespołów to śmieci, więc o co chodzi? Mamy jedynie kilka prawdziwych kapel, poza Nominon, które od początku istnienia nie przegrały ani jednej bitwy, jak Watain, Necrophobic, Ram, Bullet czy Nifelheim. Raczej tyle. Wybacz, że nie wymieniam tych wszystkich kapel, które dwadzieścia lat temu powstały jako death metalowe bandy, a dziś grają coś innego, jak death’n’roll czy inne gówno. To żałosne i pedalskie.

O.: Skoro tak sądzisz. Dla wielu Polaków Szwecja kojarzy się również z mitycznym państwem opiekuńczym i rozbudowanym systemem socjalnym. Jesteś usatysfakcjonowany, że możesz polegać na swoim państwie? Czy raczej uważasz, że ta sytuacja powoduje jedynie, że obywatele robią się leniwi i niesamodzielni?

P.: Nie uważam, że chcę marnować czas i miejsce w tym wywiadzie na rozwodzenie się nad politycznym pieprzonym gównem.

O.: I tak już kończymy, hehe. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Cię pytaniami. Mógłbyś powiedzieć coś brzydkiego w Twoim ojczystym języku? Ja umiem tylko „jeg elsker deg” i „skol!”, hahaha…

P.: Knulla en get i röven! Dzięki Oracle za ten wywiad i całe wsparcie! Podtrzymuj metalowy płomień! A dla informacji, merchandise’u, dat koncertów itp odwiedzajcie nasze strony: www.nominon.com i www.myspace.com/nominon !