Cieszy mnie bardzo objętość tego wywiadu nie tylko dlatego, że panowie stojący za Nekrape bardzo fajnie i z głową odpowiedzieli na moje niewyszukane pytania. Z uwagi na objętość nie będę musiał silic się na długi wstęp, bo cholernie ich nie lubię pisać. Więc może do meritum – kapela z Polski, która niedawno wydała debiutancki album, plująca staroszkolnym, podziemnym black metalem. Nie przeczytacie o nich pewnie w wielu innych zinach, a webzinach tym bardziej, więc zachęcam – bo pogadanka wyszła naprawdę interesująco.

Oracle: Hailz! Na dobry wieczór – gratulacje. „The Hypostasis of the Archons” to krążek, który może nie przeszedł przez polską scenę jak Batushka, ale kilku maniaków doceniło kunszt czarnej sztuki na nim zawarty. Czyli można powiedzieć, że wciąż są maniacy piwnicy głodni takich dźwięków?

Ketzer: Hails! Dzięki! Batushki nie słuchałem i jakoś nie mam ciśnienia, żeby nadrobić. Nazwa mi wystarczy, żeby omijać. Ale może Batushka mnie kiedyś zainspiruje do założenia kapeli black metal o nazwie Brambor z tekstami o knedlach. Tak czy inaczej matex jakoś się przyjął, większość podchodzi mniej lub bardziej entuzjastycznie, czego chcieć więcej. Maniacy piwnicy pewnie ciągle są, ale gramy tak jak nam się widzi, jak by to nie brzmiało, to na pewno nie jest to dopasowane pod oczekiwania czy to maniaków piwnicy, czy fanów syntetycznej, przeprodukowanej sraki.

Necheshetrion: A ja tam lubię ich debiut. Swoją drogą, już trzeci raz, gdy ktoś pisze o Nekrape, pojawia się nazwa Batushka. Muszę kiedyś wybrać się na ich gig, może nastąpi jakiś samozapłon, albo implozja.

O.: Ok, przyznam że sam nie trafiłem jeszcze a wywiad z Nekrape, choć podejrzewam że gdzieś tam w podziemiu krążą takowe. Ale póki Waszych biosów nie ma w książkach o black metalu, nie czuję wyrzutów sumienia i polecę cholernie schematycznie – powiedz proszę, jak doszło do tego, że pięć lat temu powołano do życia Nekrape?

Ketzer: Jeden krąży, albo niedługo zacznie, w „Cyrograf” zine #4. A Nekrape powstało spontanicznie, nagrywałem jakieś sample perkusyjne dla Necheshetriona, szczerze mówiąc nie pamiętam po co i do czego, gdzieś w tle przyplątał się Morbus, nasz gitarzysta, dograł riffy i nas rozjebał na miejscu. Nazwa była pod ręką, wymyślona kilka lat wstecz. Od tamtej pory, z przerwami, jakoś działamy. To znaczy wyrzygujemy coś, odstawiamy projekt na bok, po jakimś czasie znowu nas olśni i mamy coś nowego. Bez parcia na pierdylion demówek i epek, chociaż następca „The Hypostasis of the Archons” pewnie pojawi się szybciej.

Necheshetrion: Uściślając, poprosiłem Ketzera by mi nagrał partie bębnów, bo knułem jakieś eksperymentalne pitolenie pod Abruptum. Ale jak już je dostałem, to nie wiedziałem co z tym fantem zrobić. Zbyt żywiołowe to było, by dograć pod to pianino i szumy. No, a że korespondowałem wtedy z Mayhemem z Morbus, to podrzuciłem, z myślą że może coś ciekawego wykombinuje. Po godzinie czy dwóch otrzymałem kawałki i mi szczęka opadła, bo na moje ucho wyszło zajebiście. Pozostało mi tylko dograć wokale, bo dodawanie czegokolwiek tylko odarło by to z tej uroczej stęchlizny. Te dwa utwory (surowe wersje „Lucifer, my Redeemer” i „Paterin”) latają gdzieś jeszcze po internetach jako „Promo 2012”.

O.: Pierwszym efektem Waszej aktywności była demówka „Nekrape” – całkiem fajna. Ale jakoś przeszła bez echa, nawet w polskim podziemiu nie kojarzę, żeby była jakoś szerzej wzmiankowana. Jak myślisz, dlaczego? Dopiero debiut jakby bardziej wrył się w świadomość maniaków…

Ketzer: Kurwa, no nie wiem, może dlatego, że nie nastrugałeś recki, mimo że Ci wysłałem kasetę? [kurwa, możliwe! Ale popatrz jaką piękną recenzję debiutu stworzyłem i pytania do wywiadu całkiem średnie – przyp. Oracle]. A serio to trudno oczekiwać od Putrid Cult jakichś szerzej zakrojonych działań promocyjnych, Morgul wydaje raczej sporo różnych materiałów, jego doba by musiała mieć 48 godzin, żeby jeszcze nad każdym wydawnictwem się pochylał. Drugi powód jest taki, że żaden z nas nie miał wtedy konkretnego sprzętu do zgrywania kaset, więc ciężko było we własnym zakresie to puścić na odpowiednią skalę. Do dzisiaj mi się walają jakieś okładki i naklejki z pierwszego dema.

 A promocja w wydaniu DOOM to inny szczebel, satysfakcjonuje nas w 100 %. Materiał jest do dostania w każdym większym polskim distro, do tego recki tu i tam. Pozostaje kwestia formatu. Na dzień dzisiejszy CD zawsze popłynie lepiej niż taśma.

Necheshetrion: Przynajmniej ze cztery recenzje w prasie podziemnej czytałem (po za recką w Tribal Convictions raczej pozytywne, he he). Na internetach też były jakieś opinie. Na pytanie dlaczego debiut zrobił większe „halo”, mógłby odpowiedzieć nawet kloszard, któremu zapłacił bym flaszką za odpisanie na wywiad. Po pierwsze CD cieszy się większym zainteresowaniem niż taśma (chociaż ja jestem sentymentalnym dziadem i wciąż wolę kasety). Po drugie, sam materiał też był, delikatnie mówiąc bardziej ciężkostrawny (zarówno brzmienie jak i kompozycje). No a po trzecie, jak już wspomniał Ketzer, sami nie zajmowaliśmy się za bardzo promocją. Nagrałem parę taśm na swoim rozlatującym się sprzęcie, dałem znajomym i tyle. Prawdę powiedziawszy dopiero ostatnio do reszty przetrejdziłem swoją część nakładu.

O.: W Nekrape raczej nie ma miejsca na eksperymenty, na odkrywanie nieodkrytych rozwiązań, prawda? Odtwarzając „The Hypostasis of the Archons” mam wrażenie, że stawiacie na coś całkowicie innego – na przypomnienie słuchaczowi, czym jest prawdziwy podziemny black metal… Mam rację?

Ketzer: Nie trawię takiego na przykład Deathspell Omega, więc nawet jeżeli reszcie składu jakieś awangardowe patenty chodzą po głowie, to ja się pod tym nie podpiszę. Ale chyba i tak nie chodzą. Tak czy inaczej łamanie standardów nas nie interesuje, opętany, brudny black metal to nasza forma ekspresji. Nie tworzę, tylko odtwarzam, ale tutaj mówię za siebie, bo nasz gitarzysta jest bardziej kreatywny, chociaż nie wychodzi poza ramy, o których mowa. Chyba dlatego sporo osób mówi o wrażeniu obłędu na tej płycie.

 A sam najbardziej lubię wtórne napierdalanie, Hellhammer odmieniany przez wszystkie przypadki. Jak ktoś się sili na oryginalność w metalu, to mu wychodzi nieszczera, rzygotliwa, pretensjonalna sraka, mało komu to wychodzi jak typom z Bölzer.

Necheshetrion: Na lekkie eksperymenty było miejsce w drugim projekcie jaki tworzyliśmy z Ketzerem, a mianowicie Phätomgel Falls, w Nekrape raczej będziemy prezentować klasyczne spojrzenie na black metal. Nie wiem czy podpisałbym się pod stwierdzeniem, że chcę przypominać słuchaczowi czym jest prawdziwy black metal, bo nie uważam się za jakąś „elitę” czy chuj wie kogo, z jedynym słusznym gustem. Taka muzyka do nas przemawia i taką muzykę tworzymy, ot, cała filozofia.

O.: Kto zawiera pakt z Kejosem, przez Kejos zginie… Podoba mi się ten fragment hehe… Myślisz, że ludzie przykładają jeszcze wagę do tekstów? Sami długo pracowaliście nad nimi, dopieszczaliście, czy raczej poszliście na żywioł i co wypłynęło za pierwszym razem tak już zostało?

Necheshetrion:  Teksty na „The Hypostasis of the Archons” są autorstwa mojego kumpla, Sorvahra. Dysponuje on bardzo lekkim piórem, więc powstały dość sprawnie. Nie muszę chyba mówić, że stanowią bardzo istotną część tego materiału, a nie są tylko przyprawą do kotleta. Szerzej zresztą poruszyliśmy temat tekstów na łamach „Cyrografu”, więc jeśli ktoś zainteresowany, to tam odsyłam, gdy tylko numer się ukaże. Osobiście przywiązuję dużą wagę do tekstów, w przypadku hord, które aspirują do czegoś więcej, aniżeli „sranie o szatanie”. Słucham w sumie różnej muzyki, zdarza mi się sięgać także po bardziej „rozrywkowe” oblicza metalu. Trudno od takich kapel wymagać głębokiego i natchnionego przesłania. Często też sama muzyka mówi więcej niż słowa, zwłaszcza gdy dany materiał ma na celu być przede wszystkim katalizatorem emocji. Wiele jest jednak zespołów, które faktycznie mają coś do przekazania i bardzo mnie to cieszy.

Czy ludzie przywiązują uwagę do tekstów? Trochę trywialne pytanie, bo odpowiedź jest oczywista. Ci, których to interesuje przywiązują, ci którzy słuchają metalu do kotleta mają to w dupie, ci którzy przede wszystkim lubią afiszować się wiedzą na forach, pewnie w ogóle nie przywiązują do niczego uwagi, tylko siedzą z notesem i liczą uderzenia w werbel.

A przy okazji „lyriksów”, wspomnę że Voidhanger „Dni Szarańczy”, Ragehammer „Wróg” i Iperyt „Keep Your Eyes Closed” to jedne z najlepszych blackmetalowych tekstów, jakie czytałem od wielu lat.

O.: Demo ukazało się u Morgula w Putrid Cult, zaś debiut u Piotrasa w Demented Omen of Masochism. Z czego wynika ta zmiana wydawcy? Jakbyś porównał obie te, bądź co bądź, totalnie podziemne wytwórnie?

Ketzer: Trochę już nawinąłem na ten temat przy trzecim pytaniu. Zmiana z niczego nie wynika, już parę lat temu mieliśmy coś z Piotrasem wydać, ale nie wyszło z różnych powodów, odświeżył temat, a pod ręką było akurat Nekrape i tyle. Nie wiem czy jest sens te dwa labele porównywać, bo więcej je łączy niż różni. Ta sama liga, ta sama nisza, to samo undergroundowe podejście.

Necheshetrion: Nie ma żadnej głębszej filozofii związanej ze zmianą wydawcy. Zarówno Morgul jak i Piotras to zapaleni maniacy i robią naprawdę dobrą robotę. Przy okazji serdecznie obu panów pozdrawiam.

O.: Jak myślisz, czy Underground długo jeszcze będzie ciągnął, będzie sprawiał że ludzie nie będą się interesowali tylko tym, co tam aktualnie jest modne, lecz po prostu tym co dobre… Jak sobie na przykład wałkuję „The Hypostasis of the Archons” to czuję, że tak szybko Podziemie do piachu nie pójdzie.

Ketzer: Ludzie potrafią mieć głupsze hobby, o ile w ogóle można mówić o hobby, więc w obecnej formie pewnie długo. Ale mam wrażenie, że za jakiś czas średnia wieku na gigach to będzie 40 lat. Zresztą już teraz pełno ludzi wygląda, jakby w trakcie gigu chcieli wrócić na chatę i oglądać Panoramę, mocząc stopy w misce z ciepłą wodą.

Co do sugestii, że Underground git, a mainstream i pierwsza liga psi chuj warte – nie zgodzę się, sam też się nie zgodzisz. Siłą rzeczy w Undergroundzie jest więcej szczerego i wartościowego grania, ale nie można założyć, że jedno zajebiste, a drugie to strata czasu.

Necheshetrion: Zgadzam się w całej rozciągłości z Ketzerem. Patrząc na zorganizowanie i rozległość polskiego podziemia, oczywistym jest że nie skończy się z dnia na dzień. Pytanie tylko czy młodym wilkom będzie się chciało to ciągnąć w następnym pokoleniu, he he. W każdym razie póki co wszystko jest w należytym porządku.

Moim zdaniem rzecz która nie powinna mieć miejsca, to zmuszanie ludzi do przechodzenia przez etap „undergroundu” by móc trafić do „mainstreamu”. Jeśli ktoś zaczyna od wykresów kołowych i tego typu bzdur, to niech sobie idzie na wstępie do jakiegoś Nuclear Blast, bo wśród ludzi z takim podejściem jak ja, na pewno nie będzie czuł się dobrze. Tacy osobnicy czynią potem tylko niepotrzebny zamęt.

O.: Skoro o Podziemiu mowa. Czy według Ciebie występują jakieś zachowania, które jakby wyłączają poza obręb metalowego Undergroundu? Coś, czego nie przystoi robić, sposób, w jaki dany osobnik nie powinien się zachowywać, gdyż dana aktywność z natury rzeczy stoi – według Ciebie – w sprzeczności z niepisanymi zasadami Podziemia?

Necheshetrion: W kolejności od wagi przewinienia:

1) Rip-off

2) Anonimowe robienie koło dupy

3) Nadużywanie gęby

4) Kucanie do siku

Natomiast interesowanie się tym, czego kto słucha i jak się ubiera do roboty, to dla mnie zawsze był szczyt dziecinady i przysłowiowego „prawdziwkowania”.

Czego jeszcze nie przystoi robić? Nie przystoi być hipokrytą. Powinni o tym pamiętać zwłaszcza ci, co lubią bardzo dużo gadać i zarzucać wszystkim dookoła pozerstwo. Takich historia bardzo dokładnie rozliczy.

 O.: Nekrape nie ma na przykład swojej strony czy profilu na facebooku – czy według Ciebie można przyjąć, że im mniej zespołu w oficjalnym obiegu tym lepiej?

Necheshetrion: Oficjalna strona jest daremna. Istnieje sobie metal-archives i tam wszystkie niezbędne informacje są zawarte. Co do facebooka, to – nie chcę tu wyjść na kogoś kto sili się na sztuczny old-school i sofistyczną mizantropię, ale pomimo że generalnie Internet mi nie przeszkadza i sam często z niego korzystam, to mało co wzbudza we mnie tak silny odruch wymiotny, jak ten cały jebany facebook. Śmieszki, heheszki, polubionka – jest w tym wszystkim jeszcze jakieś miejsce dla muzyki? Wolę by materiał trafił do kilkunastu, ale za to konkretnych osób, niźli by latał w środowiskach, które wzbudzają we mnie abominację.

Ketzer: Ja z sentymentem wspominam taśmy z Hail Satan 666 z naklejkami „Fuck Myspace Activity”. Może nie podchodzę do tego z taką bezwzględną czcią jak kiedyś, ale ciągle mogę się pod tym podpisać. I zawsze będę mógł.

Necheshetrion: He he, jak w temacie tego typu haseł jesteśmy, to mnie urzekło, zdaje się że na którejś taśmie Terror Propaganda oświadczenie, które szło mniej więcej tak: „Jeśli zapłaciłeś za tę kasetę więcej niż 6 złotych, to wiedz że nabyłeś ją od żydowskiego dorobkiewicza”.

O.: Czy Nekrape jest aktywny koncertowo? Bo przyznam, że coś nie rzucił mi się nigdzie w oczy plakat z Waszym logiem…

Ketzer: Nekrape jest tak aktywne koncertowo, jak laska z okładki pierwszego dema aktywna seksualnie. Chyba coś takiego chciałem powiedzieć. Zmian w tej materii na horyzoncie nie widać, bo póki co jesteśmy rozsiani po całej Europie, ale może kiedyś.

O.: Niedawno ukazał się pierwszy numer „Zły Demiurg” zine, którego jesteś autorem. Ja tam Cię akurat rozumiem, ale jak tłumaczysz fakt ślęczenia nad jakimś xero osobom nie związanym z zinoróbstwem? Wszak dziś mamy internet na wyciągnięcie ręki, a tam wszystko, od razu i za darmo…

Necheshetrion:  Metalowcom po trzydziestce nie trzeba takich rzeczy tłumaczyć, a pokolenie facebooka i tak tego nie zrozumie. W Internecie może i masz „za darmo”, ale nie „wszystko”. Idąc tym tropem, nie ma po co czytać książek, bo w końcu w internecie masz wszystko streszczone. Tylko że sytuacja ta owocuje wysypem „specjalistów”, których wiedza opiera się przede wszystkim na Wikipedii… Tyczy się to zwłaszcza polityki, medycyny i religii – co drugi w Internecie to pieprzona alfa i omega w tych tematach…

Wracając jednak do meritum, papierowy ziniacz trafia w odpowiednie ręce, można zatem sobie pozwolić na szczere i nie zawsze do końca poprawne politycznie słowa… Można też pisać bardziej otwarcie, gdy ma się świadomość (choć pewności nigdy nie ma), że nie trafi to do jakichś pokemonów, a do osób które też „to” czują. Oczywiście nie mam nic przeciwko web-zinom, o czym najlepiej świadczy fakt, że odpisuję na ten wywiad, he he. Tak samo nie obchodzi mnie, w jaki sposób dana kapela się promuje. Ktoś preferuje myspace czy bandcamp, zamiast fizycznych nośników? Proszę bardzo! W ten sposób ma się na pewno szerszy „zasięg”. Z tym że mi to akurat do szczęścia nie jest potrzebne, dlatego też preferuję klasyczne rozwiązania.

Tak jak piszesz, dziś prawie wszystko jest na wyciągnięcie ręki i masz rację, nie ma tylko najważniejszego – feelingu. Pamiętam jak jako szczyl jarałem się każdą nową taśmą w kolekcji. Wydaje mi się że łebki zasysając w jedną chwilę dyskografię Darkthrone czy innego Bathory, więcej tracą niż zyskują. No, ale i tak pewnie zostanę określony prawdziwkiem, elitarniakiem czy innym chujostwem, bo przecież dla standardowego metalowca XXI wieku, cała ta otoczka to tylko pic na wodę.

Jeszcze gwoli ścisłości, jestem nie tyle autorem, co współautorem, co się tyczy zarówno zina, jak i labelu.

O.: Zawsze interesuje mnie to, jak inni zinorobowie dobierają sobie zespoły do swojego szmaciaka? Poza tym, że przede wszystkim wedle gustu – czy coś poza tym ma jeszcze znaczenie? Czasem widzę w ziniaczach „nośne” nazwy, ale odnoszę wrażenie, że odpytujący wziął daną kapelę na spytki w ogóle nie znając nie tyle twórczości (każdy głupi puści sobie jutjub) ile, konceptu kapeli i tym podobnych…

Necheshetrion: Dobieramy takie zespoły, które nas interesują i takie, które jest o co zapytać. Jestem raczej zwolennikiem merytorycznych pytań o tematy światopoglądowe i „ideologiczne” i chuj mnie obchodzi jak się komu piło na trasie i co sądzi o ostatniej płycie Behemoth. Nie widzę też sensu, by robić wywiady ze znanymi markami, tylko po to, by przyciągnąć czytelników. Ile razy w końcu można wałkować te same kwestie? Lubię też gadać z ludźmi, którzy mają zupełnie inny światopogląd i spojrzenie na pewne tematy, a jednocześnie są zdeterminowani w tym co robią. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się na pogadankę z Mortusem (Unicestwienie Zine) i myślę że zderzenie naszych w wielu kwestiach odmiennych światopoglądów zaowocowało ciekawą i konstruktywną dyskusją.

O.: Działasz z własnoręcznie robionym zinem, grasz w podziemnej kapeli… Dziś nawet w środowisku metaluchów, a co dopiero zwykłych randomowych ludzi taka aktywność to dziecinada, oznaka, że nie jest się jednak do końca dorosłym. No bo jak można pisać czy śpiewać o diabłach, to takie infantylne i niedojrzałe… Jak Ty się na to zapatrujesz?

Necheshetrion: Dla kogoś innego infantylne może być  klękanie przed waflem i fantazjowanie o akcie nekrofagii. Dojrzałość przekazu nie jest warunkowana tematyką, a podejściem do tematu.

Piszesz, że w środowisku metalowców aktywność w undergroundzie to dziecinada? Nie wiem stary w jakim szambie się obracasz, ale nie zazdroszczę. 😉 Wiem że nie brakuje osób, które po pięciu latach słuchania metalu z dumą twierdzą że z tego wyrośli, ale ja tego nie kupuję. Prawdopodobnie nigdy tego po prostu nie czuli. Można wyrosnąć z pewnych zachowań, ale z muzyki czy światopoglądu? Owszem, człowiek ewoluuje, rozszerza horyzonty, zarówno muzyczne, jak i intelektualne, ale z dnia na dzień nie zmienia swojej natury, chyba że od początku udawał kogoś kim nie jest.

Rozczulające i żenujące są też sytuacje, gdy o dojrzałości wypowiadają się ludzie nie potrafiący egzystować bez facebooka i Internetu. Po każdym  swoim przepełnionym (w ich mniemaniu) elokwencją wpisie, siedzą z zegarkiem w ręku i czekają na polubienia i szczątkową aprobatę, które utwierdzą ich w przekonaniu o własnej wartości, niezależności, oryginalności… i tak dalej. Jeśli oni reprezentują dojrzałość, pozostaje mi mieć głęboką nadzieję, że nigdy nie dorosnę i nie stanę się takim marudnym, smętnym piździelcem, jak ci wszyscy internetowi mędrcy.

Tworząc papierowego zina, po pierwsze masz pewność że trafi on do kogoś, kogo choć odrobinę interesuje to, co w nim prezentujesz. Po drugie nie jest anonimowym waflem, co boi się odezwać, gdy jego nazwisko nie jest tajemnicą. Po trzecie albo ma coś na wymianę (ergo, jest osobą, która też siedzi w tych klimatach), albo jest w stanie zapłacić te parę złotych, czyli jest w to w jakiś sposób duchowo zaangażowany. Jak spotkałem się gdzieś na internetach z opinią, że 8 złotych (cena piwa w knajpie) za kasetę czy tam zina to dużo, to mi kapcie spadły, zwłaszcza że dopuszczamy w końcu klasyczny trade (ale kolekcje tych, co tak strasznie stękają na ceny, zwykle mierzą się w gigabajtach na dysku, więc faktycznie, pojawia się problem). Proponuję tym ludziom samemu zacząć coś działać i wydawane przez siebie taśmy/ziny opylać za 5 zł, albo rozdawać za darmo. Wiele osób, zwłaszcza młodszych, żyje w przekonaniu, że na pisanym słowie, albo wydawaniu taśm w podziemiu zarabia się pieniądze, a prawda jest taka, że jest dokładnie na odwrót. Ładujesz ciężko zarobioną przez siebie kasę i czas, by móc działać – i to jest w tym właśnie piękne, bo to świadectwo twojej pasji.

Miłośników akcji crowdfundingowych zostawię samym sobie. Skoro żal im władować zarobione przez siebie pieniądze we własną twórczość, najwyraźniej wiedzą ile jest warta.

O.: Jak prezentuje się Twoja muzyczna kolekcja? Wiem, że to głupie i trochę jak licytowanie się kto ma dłuższego, niemniej jednak kupowanie płyt czy kaset to zawsze jakiś wyznacznik oddania tej pasji, w pewnym sensie… A może ponownie – w dobie internetu kupowanie muzyki nie ma sensu?

Ketzer: W dobie internetu kupowanie muzyki nie ma sensu? Jak słyszę albo czytam takie stwierdzenia, to mam atak padaczki. Nienawidzę słuchania muzyki na kompie, czy to w formie mp3, czy jutubika. Nie jestem w stanie tej muzyki traktować poważnie, percepcja leży. Natomiast odpalanie płyty albo kasety może stanowić pewien rytuał, coś nieosiągalnego przy otwieraniu folderu z mpchujkami. Pozostaje jeszcze kwestia utrzymywania Undergroundu przy życiu. Nikt na scenie niezależnej nie zarabia na niczym pieniędzy, każdy kalkuluje żeby wszystko wyszło na zero. Bez ludzi napędzających Podziemie kupowaniem płyt sprawy by się miały inaczej, ale tym nie ma co się martwić, bo ludzi którzy to traktują poważnie nie brakuje.

Mój zbiór raczej średnio, z 600-700 CD (ciągle dokładnie nie chce mi się policzyć), z 200 kaset, kilkadziesiąt winyli. Ale wystarczająco dużo, żeby w ogóle nie słuchać na kompie i mieć czego słuchać. Poza tym miałem dwuletnią przerwę w zbieraniu, różne przyczyny za tym stoją, i dopiero niedawno wróciłem do zgarniania płyt.

Necheshetrion: Głównie russkaja mediateka i dwa dyski zewnętrzne… No a na serio, to kilkaset płyt i kaset, nie wiem dokładnie, nigdy tego nie liczyłem. Ostatnimi czasy sporo stuffu wpada mi też z wymian. Płyt winylowych jeno nie zbieram, bo na takie drogie hobby, to już mnie niestety nie stać.

Żeby być szczerym, to przyznam się, że mp3 też ściągam, ale tyczy się to głównie demówek i rehów, które i tak nie są już dostępne oraz rozmaitych dziwadeł w stylu „Les Légions Noires”, które chodzą po cenach nieproporcjonalnych do jakości (a kasę z nich doją bootlegowcy i ebazarkowi biznesmeni).

O.: Grzebiecie na pewno w polskim podziemiu, więc może podzielisz się tym, co tam ostatnio ciekawego wpadło Ci w łapy? Moim zdaniem, bez silenia się na truizmy o wielkości polskiego undergroundu – u nas naprawdę jest na czym ucho zawiesić…

Ketzer: No właśnie do tyłu jestem, o czym mowa wyżej. Ciągle katuje wczorajsze rzeczy jak Martwa Aura „Contra Mundi, Contra Vitae”, pierwsze demo Freezing Blood, ich split z Widmo i The Sons of Perdition, materiały Bloody Cyrograph i Ritual Lair, debiut Nekkrofukk, obydwa dema Inhumane Spells (drugie lepiej poniewiera) albo split Sacrofuck/Execution of Light/Putrid Evil. Szerzej opowiadać o tych materiałach nie ma sensu, bo każdy zainteresowany już sobie zdanie wyrobił. No dobra, Inhumane Spells może być mniej znane – moje pierwsze skojarzenie to Abruptum z ciężkim natłokiem blastów, ale Abruptum mi przyszło na myśl głównie przez pomylone, opętane wokale. Reszta to Blasphemy, Beherit, Conqueror albo nawet Sadex. Mowa o drugim demie. Polecam, wejdzie każdemu kto katuje wspomniane kapele! Jeżeli trafi na dobrze nagraną taśmę, bo moja trochę leży.

Necheshetrion: Ostatnio wałkuję głównie nowy materiał Sytris, urzekł mnie też debiut Ragehammer. Z mniej znanych rzeczy bardzo fajna jest taśma projektu Urugia, wydana niedawno przez Okaleczenie Productions. Jak komuś tęskno za starym Darkthrone, zachęcam by się zapoznał. Kto nie miał dotąd okazji, powinien sprawdzić też debiutancki materiał Odour of Death. Mocna rzecz! Z młodej krwi warto zwrócić uwagę na bydgoski Dagorath (coś dla fanów starego Gorgoroth) i olsztyński Satanic Might (tutaj zalatuje ostro duszą Satanic Warmaster). Co tam jeszcze… Dahak świeżą nazwą już nie jest, ale ostatnio za sprawą Total War wyszło wznowienie materiału demo na CD. Kto nie zna, niech bierze w ciemno, bo to zdecydowanie pierwsza liga!

Można by długo pisać, ale kapele takie jak Martwa Aura czy Nekkrofukk chyba każdy kto jako tako się w klimatach obraca kojarzy, więc co będę strzępił ryja.

O.: A czy obserwujecie polskie podziemie od tej jego burackiej strony? Wiesz, dziwne akcje typu „rzuć nam na płytę 100 złotych, bo nas nie stać”, przez śluby kościelne muzyków black metalowych i inne takie kwiatki, które co chwilę gdzieś wypływają? Czy może lejesz na to ciepłym moczem?

Necheshetrion: Staram się generalnie mieć to w dupie, przy czym ciężko nie czuć jakiegoś niesmaku, gdy się na to wszystko patrzy. Jeśli ktoś śpiewa o nienawiści do kościoła lub uważa się za satanistę, a potem bierze ślub kościelny, to jest hipokrytą i tyle. Domyślam się, że teściowa naciska, że siara i w ogóle, ale jeśli ktoś wymięka przy takich błahych sprawach, to ja mogę z nim budować co najwyżej krematoria z klocków lego, a nie blackmetalową scenę. 😉

Jeszcze bardziej rozczulające jest to, gdy ktoś rozlicza innych z tego typu zachowań, nie dostrzegając przysłowiowej belki we własnym oku. Przykładowo, ktoś opluwa jadem kolesi z kapeli X, bo jeden z nich wziął ślub kościelny, a nie przeszkadza mu to być radnym w partii, która pół miliarda złotych z pieniędzy podatników wjebała w watykańskich okupantów. Albo osobnik spod bandery „black metal as the way of life” rysujący swoje wyobrażenie kobiecych narządów płciowych w jakimś programie rodem z MTV, do oglądania którego nawet wstyd się przyznać. O kogo chodzi, mniejsza z tym – jestem zwolennikiem piętnowania zachowań, a nie ludzi (tak, w ogóle nie wiadomo o kogo chodzi – Ketzer). Obrażanie się na podziemie, robienie innym koło dupy, podszywanie się pod muzyków kapel których się nie lubi i pisanie smutnych listów otwartych do sceny pozostawiam innym… Zwolenników tego typu rozwiązań niestety nie brakuje…

Tak naprawdę, to mi by wystarczyło, żeby ludzie przestrzegali zasad które sami narzucają innym. Jeśli nie zamierzają, to niechaj siedzą cicho i robią swoje… Z akcjami w stylu „rzuć na płytę 100 złotych” w podziemiu nigdy się nie spotkałem. Raczej widzę takie dziwactwa w heavymetalowym „mainstreamie”. Cóż, skoro są ludzie którzy się na to łapią… Crowdfunding jest dobrym rozwiązaniem przy naprawdę zaangażowanych i wymagających projektach (kinematografia, gry komputerowe etc), ale żeby żebrać bo chce się mieć na studio czy lepszą okładkę, to jest poza granicą mojego pojmowania.

O.: Kończymy powoli. Rzuć proszę więc czytelnikom, jaki był Twój pierwszy koncert w życiu, na jakim byłeś… Może czytelnicy niekoniecznie lubią takie pytania, ale ja lubię, hehe…

Necheshetrion: Legendarny koncert Mayhem w Lillehammer, w trakcie którego Dead tak się pociął, że karetka go zwiozła ze sceny! A nie kurwa, coś mi się pojebało. Wtedy jeszcze na akcelerator hadronów wołałem „kaloryfer”. Hm… kurde, szczerze, nie pamiętam. Wydaje mi się że mogła to być Budka Suflera.

Ketzer: Ja w sumie już nie mam komentarza.

O.: Ok, dzięki za wywiad! Czekam na następcę debiutu, tymczasem zakręcę sobie „The Hypostasis of the Archons” raz jeszcze…

Ketzer: Dzięki za wsparcie! 666

Necheshetrion: Dzięki za poświęcony czas i całkiem średnie pytania [no, w końcu ktoś mnie docenia – przyp. Oracle]! Do następnego, ugh!