Gdy z początkiem roku Iron Bonehead obwieściło wydanie albumu Necroblood bez wahania sięgnąłem po niego, wiedząc, że na pewno nie będzie tam lipy. I nie było. Były za to śmierć, Szatan i zniszczenie, które sponiewierały mnie niemiłosiernie. Powróciwszy do życia zdecydowałem, że warto, by było pogadać trochę z nimi i podpytać o parę rzeczy. Pomysł okazał się dobry, bo TerrorReign odpowiedzialny za bas oraz wokal okazał się wygadanym rozmówcą, co też możecie sprawdzić w poniższym wywiadzie.

B: Hails! I na wstępie gratulacje z powodu wypuszczenia Waszego pierwszego pełniaka!

T: Dzięki! Wydanie pierwszego, pełnowymiarowego albumu zajęło nam sporo czasu ale muszę powiedzieć, że spełnia on nasze wszelkie wymagania, zarówno ze strony muzycznej, jak i wizualnej.

B: Siedem długich lat od założenia zespołu i dwa od wydania Waszej ostatniej EPki “Jesus Fucking Wept”. Jak przebiegał proces tworzenia? Gładko czy może w bólach?

T: Nagranie pierwszego, pełnowymiarego albumu było dość długim procesem. Prace rozpoczęły się jeszcze przed wydaniem “Jesus Fucking Wept”. Muzyka była już tworzona w 2013 r., przy czym w latem 2013 r. zaczęliśmy nagrywać ścieżki gitar, które pomogły Rimmonowi w nagraniu bębnów. Rimmon uporał się z perksują w tym samym studiu, w którym nagrywaliśmy obie nasze EPki. Następny krok, jakim było dogranie dalszej partii gitar, basu oraz wokali zajęło nam trochę czasu bo robiliśmy to oddzielnie w naszych domach. W międzyczasie przeprowadziłem się do USA, co opóźniło wszystko jeszcze bardziej. Nie pamiętam dokładnie kiedy skończyliśmy nagrywanie ale minęło przynajmniej z półtorej roku od kiedy zaczęliśmy. Wtedy to Julien GB, który miksował nasze poprzednie albumy, raz jeszcze zajął się dla nas miksami na nadchodzącego długograja. Odwalił przy tym kawał dobrej roboty uzyskując idealnie mordercze brzmienie. W międzyczasie kanadyjski artysta, La Morte Lune pracował nad zajebistym dziełem sztuki jakim okazała się być nasza okładka, zaś utalentowany C.B zajął się robieniem nam zdjęć, które znajdują się w booklecie. Wszystko to przedłużyło wydanie pełniaka aż do początku roku 2017. Podsumowując, nie powiedziałbym, by szło jakoś opornie. Każdy krok przebiegał całkiem gładko choć zajmował naprawdę dużo czasu.

B: „Collapse of the human race” zostało wypuszczone przez wytwórnie Armor Fati Productions oraz Iron Bonehead Productions, która to jest znane z tego, że niemal każda pozycja od nich to istne złoto. Zdradź więc jak rozpoczęła się współpraca z Iron Bonehead?

T: Poznaliśmy Patricka parę lat temu, przed wypuszczeniem naszej drugiej EPki “Second Blood”. W owym czasie nasza pierwsza EPka wypuszczona przez Spikecult wyrobiła nam dobra opinię i Patrick zgodził się połączyć siły ze Spikecult oraz World Terror Committee by wydać drugą EPkę. Potem był zainteresowany wydaniem naszego pierwszego pełniaka i namówił do współpracy Mariusa z Armor Fati, który wydał jej wersję na CD. Obydwaj wykazali się sporą cierpliwością odwlekając kilkukrotnie premierę, co jednak było dobrym pomysłem, bo odwalili kawał zajebistej roboty przy wydaniu zarówno placka jak i wersji CD!

B: No właśnie, Wasz debiut ukazał się na płytach CD oraz winylach. Jak podchodzisz do dzisiejszej mody na winyle? Kolekcjonujesz je może?

T: Akurat winyle to mój ulubiony format dla muzyki. Nie skreślam jakoś szczególnie płyt CD ale staram się kupować tylko winylowe wersje albumów bądź kapel, które lubię. Szczególnie to się tyczy starszych zespołów, nie widzę sensu nabywać wersji na CD czegoś, co pojawiło się już na winylu. Przyznaję, mam sporo placków w domu ale jak zerkam na zbiory moich znajomych to ciężko jest mi siebie nazwać kolekcjonerem.

B: Muza na “Collapse…” jest wprost przytłaczająca zaś inspiracje są jasne: Archgoat, Beherit, Revenge. Były jeszcze jakieś źródła natchnienia?

T: Kapele, które wskazałeś były naszymi głównymi inspiracjami. Najlepiej to słychać na naszej EPce poprzedzającej “Collapse”. Ale osobiście mam odczucie, że na tej płycie bardziej odczuwalny jest wpływ klasyków death metalu niż na naszych poprzednich albumach. Wpływy Archgoat, Von czy Beherit są tu jak najbardziej obecne, ale dodaliśmy też trochę od Incantation w muzyce i Order from Chaos w wokalach, szczególnie w części, gdzie udziela się Rimmon.

B: Zauważyć muszę, że intro jest świetne. Szczególnie tło muzyczne w postaci marszu pogrzebowego “Funeral of Queen Mary, Z. 860: Funeral March I” skomponowanego przez Henry’ego Purcella. Czyj to był pomysł? Od razu zapytam czy słuchacie także muzyki klasycznej. No i wraz z marszem pogrzebowym są również te inkantacje, które przypominają mi intro z albumu Demonication” Luciferiona.

T: To Rimmon wyskoczył z pomysłem, by użyć tego konkretnego utworu, zaś Exekvtion dodał inkantacje wzięte z pierwszego albumu Coven “Witchcraft Destroys Minds & Reaps Souls “. Osobiście nie mogę powiedzieć bym uważał się za melomana, bo moja znajomość muzyki klasycznej jest dość uboga, jednakże bardzo chętnie jej słucham, jak mam na to czas.

B: Wasz sceniczny debiut był już dawno temu zaś obserwując Was na scenie mogę śmiało powiedzieć, że z łatwością wypełniacie kluby po brzegi. Jakie są plany do grania na przyszłość? I jaki był dotychczas Wasz ulubiony gig? Graliście przecież już obok Aura Noir, Destroyer666, Dead Congregation zaś Wasz debiut przypadał na gig z Nunslaughter

T: Okoliczność mojego zamieszkania USA, a reszty chłopaków we Francji dość ogranicza nam możliwości grania na żywo. Z tego też powodu ciężko jest coś jednoznacznie zaplanować. Ale byłoby naprawdę miło zrobić jakąś trasę promującą nasz najświeższy album i z pewnością, kiedy uda się wszystko ogarnąć, zrobimy to. Moim ulubionym gigiem był ten z 2014 r. z Brukseli, gdzie łoiliśmy na scenie wraz z naszymi kumplami z Possession. Ta noc była sroga, a Belgia to kapitalne miejsce do grania na żywo! Od czasu naszego pierwszego gigu jako Necroblood, w 2011 r., mieliśmy sporego farta, co do dzielenia sceny na koncertach i festach z masą kapitalnych zespołów! Zapomniałem dodać, że w na Deathkult Open Air Festival dzieliliśmy scenę oraz alkohol wraz z moją ulubioną kapelą, Nifelheim, hehehe! I masz rację, nasz debiut sceniczny miał miejsce w 2009 r. jako Evynkar. Robiliśmy za otwieracz dla Sathanas oraz ultramocarnego Nunslaughter! Była to chujowa miejscówka w Paryżu o nazwie La Miroiterie. Jedynym światłem na scenie były jakieś kiepsko działające reflektory budowlane zaś za każdym razem jak dotknąłem ustami mikrofonu to kopał mnie prąd, hehehe. Ale mimo wszystko było to zajebiste doświadczenie i jesteśmy dumni z tego, że dane nam grać było, jako wstęp przed Nunslaughter! Hail Jim Sadist!

B: A kiedy można oczekiwać jakiegoś nowego strzału? Najlepszy byłby, rzecz jasna, kolejny długograj.

T: Sądzę, że na kolejnego pełniaka przyjdzie ci jeszcze trochę poczekać, co jednak nie oznacza, że zamierzamy siedzieć bezczynnie. W drugiej połowie 2017 r. powinien się ukazać split na 12-calówce z trzema nowymi kawałkami. Wszystko jest już nagrane, a Rimmon zajął się miksami. Także arty są już skończone, zaś okładka jest w trakcie tworzenia, gdy piszę te słowa. Następnie chcielibyśmy wypuścić EPkę z nowymi kawałkami oraz heavy metalowymi coverami, które odgrywaliśmy na scenie. Dopiero potem rozpoczniemy prace nad drugim długograjem, który powinien pojawić się dość szybko, ponieważ zgra to się z moim powrotem do Francji!

B: O, widzę że graliście również na Hellfeście w 2014 r. Jak się podobało? Mignęła mi też informacja, że mierzili Cię, wśród publiki, głupio ubrani ludzie.

T: Uczestnictwo w Hellfeście było niesamowitą okazją, którą zaoferowało nam Garmonbozia, największy organizator metalowych koncertów w Paryżu. To oni także umożliwili nam granie w zeszłym roku , w maju, jako otwieracz dla Aura Noir. Co do Hellfesetu, to był jak dotychczas nasz największy występ. Byliśmy wciąż wcięci po chlaniu poprzedniej nocy, zaś obsługa spieprzyła nieco i opóźniła wpuszczanie na teren festiwalu, przez co zaczęliśmy grać raptem dla kilku osób z obsługi oraz grupki znajomków, którzy mieli grać w dalszej części festu. Na szczęście, gdy bramy się otworzyły, druga połowa naszego gigu była o wiele lepsza, choć do listy zgrzytów mogę dorzucić nagłośnieniowców, którzy zapomnieli wyłączyć mikrofony, przez które rozmawiali ze sobą, więc także było ich słychać oraz kłopoty z bezprzewodowymi akcesoriami do naszych gitar. Jak widzisz, lekko nie mieliśmy! Wciąż jednak, było to dla nas coś niesamowitego. I tak, masz rację, gdy wpatrzyliśmy się ze sceny w tłum dostrzegliśmy ludzi przebranych za różowe dinozaury albo wielkie, pluszowe chuje, jak jakieś debile… Żenada…

B: To teraz dość typowe pytanie: jakie były początki Necroblood? Wiem, że kilkoro z Was wcześniej bluźniło pod sztandarem Evynkar.

T: Faktycznie, trzech z nas grało wcześniej jako Evynkar. Ba, pierwsza demówka Necroblood miała być wydana właśnie, jako Evynkar ale po jej nagraniu nasz bębniarz opuścił skład. Utknęliśmy więc w bagnie miksowania tego demo i troche nam zajęło zanim ujrzało światło dzienne. W międzyczasie dołączył do nas Rimmon, co było idealną okazją, by zacząć grać jako nowa kapela. Miało to tym więcej sensu, iż pierwsza demówka Necroblood była tak naprawdę odmiennym stylem grania od tego, co dotychczas graliśmy jako Evynkar. Konsekwentnie więc dążyliśmy, by była to demówka wydana właśnie jako Necroblood.

B: To jak już przy tym jesteśmy, to zauważę, że rzadkością jest tak stabilny skład zespołu. Od samego początku nie było u Was żadnych zmian personalnych.

T: Tak, Necroblood nie zmieniło się od jego początku, czyli od 2010 r. Nasza czwórka to starzy przyjaciele, a pomimo drobnych spin, normalnych dla każdej kapeli, nigdy nie mieliśmy jakichś większych zgrzytów, które doprowadziłyby do rozłamu w zespole. Uważam, że to dobra rzecz, bo dzięki temu band trzyma się mocno, co przekłada się na prostszą współpracę tak w studiu, jak i na żywo, z ludźmi, których znasz, i naprawdę lubisz.

B: Jesteście z Francji, która ma bardzo mocną scenę death/black, ot choćby wspomnieć Antaeus, Necrowretch czy Ritualization, przy czym ci ostatni również wypuścili swojego pierwszego długograja w tym roku. Może opowiesz coś więcej jednak o scenie, przybliżysz jak to wygląda od wewnątrz?

T: Obecnie francuski underground metalowy jest całkiem bogaty! Mamy masę zacnych labeli I zespołów rozsianych po całym kraju. Tak, jak wspomniałeś, scena black/death jest cholernie mocna dzięki właśnie Anateus i Necrowretch albo zajebistym Ritualization, których debiut całkowicie zwala z nóg. Polecam obadać także Venefixion z Bretanii, którzy wypuścili ostatnio dwie mordercze sztuki. A jeśli przepadacie za thrashem, Hexecutor również pierwszorzędnie zrobi wam dobrze!

B: Necroblood niszczy ludzkość za pomocą amunicji typu black/death jednakże współcześnie namnożyło się sporo post black metalowych bandów często z hipsterowatymi fanami twierdzącymi, że to właśnie jest prawdziwy metal. Co o tym sądzisz?

T: To jedno, wielkie gówno. Wszystkie te kapele twierdzące, że nikogo nie chcą obrazić, ten “post black metal” starający się zatrzeć, to co black metal sobą reprezentuje, to totalny, jebany syf. A ci ich hipsterscy fani, którzy są zszokowani tym, co przedstawia sobą black metal i przez to chcący zmieniać scenę w coś bezpiecznego oraz pełnego politycznej poprawności, powinni się po prostu odpierdolić. Masz rację, te zasrane pasożyty (kapele i ich fani) mnożą się jedna po drugiej, co szkodzi scenie. Czytałem sporo wypocin tego typu ludzi skamlących na webzinach, że kapele w stylu Destroyer666 czy Inquistion są mizoginistyczne/nazistowskie/faszystowskie/gloryfikujące przemoc (wybierz stosowną dla siebie obrazę). Szczytem była przeczytana przeze mnie niedawno recenzja live’a wypuszczonego przez Mayhem podczas ich trasy skupionej na De Mysteriis Dom Sathanas. Autor z nieukrywaną radością twierdził, że w końcu powstało nagranie albumu DMDS, które nie jest powiązane z tymi całymi morderstwami i podpaleniami kościołów, które miały miejsce w Norwegii w latach 90tych. (warto wspomnieć, że na wieść, iż w Niemczech odwołano Nyoghtaeblisz TerrorReign zagotował się i zdradził, że z tego samego powodu odwołano niedawno gig Inquistion w USA – przyp. Bart)

B: Fakt, to stanowi spory problem. To zmieńmy temat, czego jeszcze słuchasz oprócz death i black metalu? Słyszałem, że jesteś wielkim fanem Iron Maiden.

T: Dobrze słyszałeś! To był zaszczyt być na jednym plakacie festiwalowym z nimi, mimo iż nasza kapela była wypisana malutką czcionką ale jednak tam była! Smutne tylko, że nie było okazji spotkać się nawet z jednym z nich na te dwie sekundy, by cyknąć sobie fotkę. Ale niezależnie od tego, wciąż jest to dla mnie powód do dumy! Uważam, że wszystko, co dotychczas wydali, wraz z “Book of Souls” to majstersztyk. Myślę, że to będzie dość niespotykane dla zespołu o takim stażu ale, gdy widziałem ich kilkukrotnie parę miesięcy temu w USA to jarałem się mocno tak ich kultowymi kawałkami jak i tymi z najnowszymi. Nie mogę się doczekać nowego albumu!

Zaś, co do ogółu, to jakoś nie słuchamy wyłącznie tylko blacku i deathu. Pewnie, to jeden z naszych głównych nurtów ale, na ten przykład, wszyscy uwielbiamy heavy metal. Osobiście także słucham masę doom metalu oraz oldskulowego prog rocka.

B: Prog rock, nieźle. A czytujesz jeszcze dziś jakieś ziny? Jak myślisz, czy w dobie wszechobecnego Internetu papierowe ziny mają jeszcze rację bytu?

T: Nie czytam może zbyt często ale jak coś, to sięgam po papierowe zinacze. Ten format jest dla mnie lepszy, ponieważ najczęściej niesie również ze sobą dużo ciekawszą zawartość. Pisanie/składanie/kserowanie/rozpowszechnianie papierowych zinów to mrówcza robota wymagająca o niebo większego nakładu pracy i zaangażowania niż postowanie czegoś na necie, dlatego też budzi to mój szacunek. Ale ej, nie zrozum mnie źle, znam masę ogarniętych metaluchów, którzy piszą naprawdę zacne rzeczy na necie. Jednakże łatwość i dostępność tam do wszystkiego sprawiają, iż do głosu dochodzą rozmaite gnojki oraz/lub jebani hipsterzy, którzy myślą, że umieją pisać i wygadują bzdury w swoich gównianych webzinach. Mam tu na myśli przede wszystkim te internetowe raki w postaci metalsucks czy noisey (ale znajdzie się sporo innych), którzy krzywdzą scenę robiąc sobie głupie śmieszki z undergroundu pozwalając jednocześnie, by o metalu pisał byle idiota. No i ten zjebany trend “metalowych blogów na YT”, gdzie większość blogerów to zwykli idioci.

B: Hehe… trudno się nie zgodzić. Udało mi się znaleźć, że nagraliście cover Motoread “The Burner”. Przyznaję, trybut to zacny i godny Lemmy’ego. Planujecie to kiedyś wypuścić? Może jako bonusowy kawałek na następnej płycie?

T: Tak naprawdę ten cover został nagrany na pewną specjalną okazję i nigdy nie miał znaleźć się w sieci. Wiedzieli o nim tylko nasi znajomi i mieli go nagranego wraz z trzema innymi coverami, które nagraliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Kiedy Lemmy umarł mocno to odczuliśmy. Mocniej nawet niż ktokolwiek z nas się spodziewał. Zawsze, gdy Motorhead grało we Francji starałem się wbić na ich gig. Uważam, że to był jeden z największych zespołów, jakie kiedykolwiek powstały, a śmierć Lemmy’ego oznaczała jego definitywny koniec. Nie będzie już więcej zajebistych koncertów we Francji, nie będzie wyczekiwania na nowy album z poczuciem, że po jego wypuszczeniu oraz zakupie będę go młócił non stop w moim odtwarzaczu. Dlatego też zdecydowaliśmy się umieścić ten cover w sieci, jako nasz skromny wyraz hołdu po śmierci Lemmy’ego i jak na razie nie mamy zamiaru puszczać tego gdzieś dalej.

B: Ostatnie słowo należy do Ciebie!

T: Dzięki za wywiad i wielkie hailsy dla polskich maniaków, którzy byli przy scenie wraz z Włochami i Turkami, by przekształcić moshpit w pierdolony chaos podczas naszego setu na festiwalu Wolf Throne!