Mord’A’Stigmata: „…od początku chcieliśmy grać coś innego niż wszyscy dookoła i ten duch rebelii wciąż jest gdzieś w zespole obecny.”

Siedem lat. Tyle czasu minęło, odkąd na naszych łamach znalazł się wywiad z Mord’A’Stigmata. Wówczas byli dopiero po pierwszej płycie, kojarzeni przez zdecydowanie mniej osób, a przez jeszcze mniej doceniani. Nieskromnie powiem, że miałem wówczas nosa i wiedziałem (wierzyłem pewnie też), że jeszcze pokażą co potrafią. Pokazali, bo „Ansia” to jest naprawdę mistrzostwo. Stwierdziłem więc, że najwyższa pora naskrobać do Statica i podesłać mu kilka pytań. No kilkanaście, hehe. Ale to jest łebski chłop i spisał się na medal. Oceńcie sami.

Oracle: Witam! Pomyślelibyście, że ostatni wywiad na Chaos Vault Webzine z Mord’A’Stigmata znalazł się siedem lat temu? Kupa czasu. Czy myślisz, że polskie Podziemie dorosło już do muzyki Mord’A’Stigmata? Kontrakt z Pagan Records chyba po części tego dowodzi, czyż nie?

gdańsk liveStatic: Cześć. Rzeczywiście mnóstwo czasu minęło, odkąd ostatni raz mieliśmy okazję porozmawiać „oficjalnie”. Wiele rzeczy zmieniło się przez te lata, może to właśnie my dorośliśmy do tego, żeby grać bardziej dla ludzi? Prawdą jest jednak, że obecnie dużo więcej słuchaczy jest otwartych na eksperymenty w ciężkiej muzyce, przez co jest nam trochę łatwiej. Kontrakt z Pagan dowodzi moim zdaniem dwóch rzeczy – raz, że nagraliśmy dobrą płytę, dwa że jesteśmy upartymi skurwielami

O.: Hah, no racja! Idąc tym tropem – czyżby przy okazji „Ansia” spełniał się Wielki Metalowy Mit o przełomowości trzeciego krążka? Jeśli tak, to jak ma się prawdziwość mitów o tabunach groupies i koksu za kulisami, hehe? A może przełom dopiero przed Wami?

S.: Cóż, oddane fanki i zbyt dużo koksu to część tego zespołu od bardzo dawna, haha. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że obecnie jesteśmy dużo spokojniejsi niż to drzewiej bywało, bardziej skupieni na muzyce. Akurat w naszym przypadku, trzeci krążek okazał się tym przełomowym, bo otworzył nam bardzo wiele drzwi. Ale generalnie nie wierzę w takie teorie, każdy zespół ma swoją własną drogę i tempo rozwoju.

O.: „Ansia” osadzona jest w black metalowej stylistyce, co oczywiste, ale to zdecydowanie za mało, by opisać ten krążek – wykroczyliście daleko poza nią. Kilka razy już rozmawialiśmy i padały z Twoich ust stwierdzenia, że ta płyta będzie całkiem inna niż poprzednie – większość tak mówi, u Was to jest prawda. Podejrzewam, że osoba, która w ogóle Was nie zna po przesłuchaniu „Ansia” i „Antimatter” (a „Uberrealistic” już w szczególności) stwierdziłaby, że to płyty różnych zespołów… Czyli zamierzenie osiągnięte? Czy taki właśnie był zamysł? Nagrać płytę całkiem inną od poprzednich?

tło2S.: Nie da się ukryć, chciałem zrobić coś totalnie innego niż do tej pory. Tak naprawdę to zawsze eksperymentowaliśmy z różnymi gatunkami czy to muzyka elektroniczna, czy rock nazwijmy go progresywny, zawsze jednak na pierwszym miejscu była ekstrema. Na „Ansia” te proporcje znacząco się odwróciły, i tak jestem zaskoczony, że ten krążek brzmi dość black metalowo, spodziewałem się, że wyjdzie coś na kształt noise rockowego soundu. Może to te wokale… Tak czy siak tym razem fundamentem stał się sludge’owy ciężar i ambientowa przestrzeń, a że naturalnym dla nas jest środowiskiem muzycznym jest black metal to efekt jest więcej niż ciekawy. Ah, i nowy element aranżacyjny, tym razem postawiliśmy na trans zamiast gnać do przodu i zupełnie przypadkowo okazało się, że w takim graniu odnajdujemy się najlepiej.

O.: Zdecydowanie, słychać to na „Ansia”… Ok – „Nie ma nic stałego, poza zmianą” – jako Mord’A’Stigmata używacie tego hasła. I o ile inne chwytliwe hasła kapel metalowych typu „Sex, Drinks and Metal” czy „F.O.A.D.” są po prostu ładnie brzmiącymi sloganami, w przypadku Mord’A’Stigmata – ponownie – jest to prawda. Zmieniacie się jako zespół, ewoluujecie, przy czym sprawia to wrażenie przemyślanego i z góry zaplanowanego działania. Czy takim było faktycznie?

S.: Procesu tworzenia muzyki nigdy nie można do końca kontrolować. Pewne założenia, tak oczywiście, pojawiły się przed tworzeniem materiału i w dużej mierze pozostaliśmy im wierni. Ale cała magia tego krążka to aranże, niuanse, które powstały mimochodem, wyszły gdzieś z podświadomości. Większość prób nagrywaliśmy, żeby móc potem odtworzyć te smaczki.

O.: „Ansia” w dużej mierze jest płytą instrumentalną i transową – zwłaszcza biorąc pod uwagę długość poszczególnych utworów daje się zauważyć, że liryków nie ma tu wiele. I o ile wokale na tym albumie są fantastyczne, uważam, że postąpiliście słusznie – magia takich numerów jak „Shattered Vertebrae of the Zodiac” czy „Inkaust” tkwi właśnie w tym, że „mówią” przede wszystkim instrumenty. Chwilami brzmi to jak jakieś niezobowiązujące, narkotyczne jam session… Jak duże znaczenie miała improwizacja na powstawanie tej płyty?

4S.: Ogromne. Podczas prób graliśmy rozciągnięte do granic możliwości sekwencje riffów, podczas których każdy z nas pozwalał sobie na coraz więcej w grze instrumentalnej. Czasami pojawiały się rzeczy, których zupełnie się nie spodziewaliśmy. Nie wiem czy kojarzysz taki fragment „Pregressed” gdzie zostaje sama rozmyta gitara i podbijająca ją perkusja [Pytanie, heh – przyp. Oracle]. Ten moment najlepiej oddaje jak to wszystko powstawało – nagle, w trakcie takiego ciągu riffów, Golem i Ion po prostu przestali grać, a ja z DQ, rozpędzeni, w swoim własnym świecie, rozwijaliśmy motyw tylko we dwóch.

O.: Właśnie – nową osobą, która pracowała nad „Ansia” jest Golem – cóż takiego wniósł on na ten krążek? Podejrzewam, że dość sporo, bo widziałem już jakieś wywiady z nim nawet odnośnie Waszej trzeciej płyty…

S.: Wniósł prawdziwy, męski zarost. To wystarczyło. A poważnie, to tworzyliśmy tą płytę na równych prawach. Szkielety wychodziły ode mnie, ale aranżowaliśmy je już jako cały zespół. A na wywiady w M’A’S odpowiada ten, kto akurat ma na to ochotę.

O.: Wspomnieliśmy przedtem podpisanie kontraktu z Pagan Records – czy nie jest paradoksem, że wytwórnia, która dotychczas (moim zdaniem) nie była pewna tego jak Wasze kolejne albumy zostaną przyjęte przez „metalową brać” zdecydowała się wypuścić płytę Mord’A’Stigmata, która zarazem jest zdecydowanie najtrudniejszą w Waszej dyskografii?

S.: A według mnie jest zdecydowanie najłatwiejszą. Kawałki są oparte na trzech, czterech riffach, każdy może zapamiętać i nucić razem z nami. To jest bardziej pytanie do Tomasza, ale chyba nie żałuje swojej decyzji. Ja natomiast jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy.

O.: W ogóle to pisząc te pytania uświadomiłem sobie, że „Ansia” jest płytą, o której można pisać i dywagować baaaardzo długo. A to o niej dobrze świadczy. Nie zdefiniuje się jej łatwo, choć próbowano przylepić jej kilka mniej lub bardziej trafionych łatek. Oczywiście kto będzie bardziej zorientowany jak nie Ty w temacie „co właściwie gra Mord’A’Stigmata” – no właśnie, co? Post black metal? Progresywny black metal? Sludge black metal? Chuj wi co metal? I podstawowe pytanie – czy to w ogóle jest jeszcze metal?

Progresja liveS.: Black metal. Jak dla mnie wystarczy [I cała moja karkołomna hipoteza została obrócona wniwecz, hehe – przyp. Oracle]. Gdybyśmy chcieli w nazwie gatunku zawrzeć wszystkie inspiracje i wpływy, które można u nas wyłapać, brzmiało by to absurdalnie. I było za długie do zapamiętania. A ludzie niech sobie nazywają tą muzykę jak chcą, na ostatni album Swans też nie ma sensownych określeń gatunkowych.

O.: Pamiętam, że przy okazji debiutu padały różne porównania – wówczas na przykład był to Dimmu Borgir. Przy okazji „Ansia” też nie obyło się bez dziwnych jak dla mnie odnośników Waszej twórczości. Czy rzeczywiście jest to – dla Ciebie jako twórcy i artysty – tak wkurwiające gdy ktoś kilka (kilkanaście) miesięcy Waszej ciężkiej pracy skwituje porównaniem z dupy wziętym typu „brzmi jak Deafheaven”, hehe? Po ilu przesłuchaniach Twoim zdaniem można się w ogóle kompetentnie wypowiedzieć na temat tego krążka?

S.: To defhewen jest tak samo adekwatne jak kiedyś dimmu borgir. Nie mam pojęcia co ludziom po głowie chodzi jak artykułują takie osądy. Nie żeby mnie to jakoś bardzo wkurwiało, choć był okres że za defhewen chciałem zlać paru kolegów. Ale już mi przeszło, hehe. Jak ktoś jest obsłuchany w muzyce generalnie, nie tylko w metalu, to myślę ze spokojnie po paru odsłuchach może coś sensownego o „Ansia” powiedzieć. Nie mówię tu o jakiejś dogłębnej analizie, bo z tym jest zawsze problem nawet w przypadku bardzo oczywistych płyt. Jak dla mnie opinie innych należy traktować jako ewentualne drogowskazy, ale muzyki trzeba słuchać samemu. Niby taka oczywistość ale przez te internety to ludzie powtarzają głupoty jak jakąś mantrę.

O.: Teksty na „Ansia” nie są Twojego autorstwa, ale jako autor muzyki chyba w jakimś stopniu musisz się z nimi utożsamiać, co? „Ansia” oznacza niepokój, z tekstów bije taki też klimat, więc wszystko chyba się zgadza, mimo że autorem jest osoba spoza kapeli – a jednak z nią związana przez jakiś czas…

S.: Tak, teksty wyszły spod pióra Voxmorda, czyli naszego pierwszego wokalisty. Powiedzmy, że w temacie paranoi, lęków i cierpień psychicznych odrobił swoją lekcję już dawno temu. I to zawsze czuć było w jego lirykach, stąd wiedziałem że będą pasować do muzyki. Jeszcze jedna rzecz jest taka, że merytorycznie, w kwestiach których od zawsze dotykają nasze teksty, stoimy na podobnym stanowisku. Gdybym nie utożsamiał się z tymi tekstami, nigdy bym nie pozwolił aby znalazły się na tak osobistej płycie, jaką jest dla mnie „Ansia”.

tło 3O.: Zaraz po ogłoszeniu, kto będzie wydawcą trzeciej płyty, swoje „ale” zgłaszali Rumuni z Sun & Moon Records, że o ile pamiętam – będzie to wydanie bootlegowe. Ale ucichło, czyli konflikt, jeśli tak to można nazwać – zażegnany? Jak w ogóle wspominacie współpracę z poprzednimi wydawcami? O ile wiem, Mariusz z Lilith Productions przepadł nagle bez wieści…

S.: Tak, konflikt rozwiązany i zażegnany. Nazwijmy to krótkotrwałym wzajemnym niezrozumieniem, hehe. Współpracę z Lilith Prod. Wspominam bardzo dobrze, to był gość który naprawdę dbał o swoje zespoły, często dając im dużo więcej niżby zasługiwały. Trochę szkoda, że wycofał się z interesu, mam nadzieję że będziemy kiedyś mieli okazję się spotkać i pogadać. Z Sun&Moon nie łączą nas w tym momencie żadne relacje, mamy sporadyczny kontakt, nikt się na nikogo nie obraził, jest ok.

O.: „Ansia” ukaże się również w formie winylowej – skąd w ogóle wzięliście taki label jak Dullest Records? Przyznam, że usłyszałem o nich dopiero przy okazji newsa o Waszym winylowym wydawnictwie…

S.: Ja nie wiem skąd oni się wzięli, serio. Chyba odezwali się sami do Golema, z tego co kojarzę. Dullest nie wydaje chyba w ogóle metalu, tylko jakieś eksperymentalne wynalazki, może dlatego nie słyszałeś o nich wcześniej. Ja przyznaję, też dowiedziałem się o ich istnieniu równocześnie z propozycją z ich strony. Na razie, mimo tego że działają bardzo wolno, nie mogę specjalnie narzekać na współpracę.

O.: Przy okazji analogowej wersji „Ansia” – jeszcze kilka lat temu pogratulowałbym Wam z większa radością, dziś jednak odnoszę wrażenie, że winylowe wydawnictwo w kolekcji nie jest już taką nobilitacją, jak pięć – sześć lat temu. Dziś w zasadzie byle gówno ukazuje się w tym formacie, a nie jak dawniej, gdy dana muzyka musiała być raczej wartościowa… Sam zresztą chyba nie jesteś jakimś maniakiem winyli, prawda? Czy więc „Ansia” na dużej płycie jest bardziej wynikiem tego, że nadarzyła się taka okazja, więc dlaczego by jej nie wykorzystać, czy jednak chcieliście bardzo mieć LP ze znaczkiem Mord’A’Stigmata w katalogu.

S.: Zdecydowanie nie jestem kolekcjonerem LP’s choć muszę przyznać, że takie wydania albumów wyglądają obłędnie. Jeśli ktoś chce zainwestować w wydanie twojej muzyki na czarnym krążku, to zawsze jest jakaś nobilitacja. W końcu sprzedać to ciężej niż cd, prawda? Ja szczerze mówiąc już od dawna chciałem, żeby jakiś nasz album pojawił się tej wersji. Dobrze, że to trafiło na „Ansia”.

O.: Bardzo dobrze, a szczerze mówiąc, wcześniejsze albumy też mogłyby zostać wydane na placku… Niedawno anonsowaliście nowy wizualny projekt powiązany z „Ansia”… Kiedy będziesz mógł zdradzić rąbka tajemnicy co to takiego będzie i kiedy się o tym dowiemy?

mas1S.: Ci, którzy mieli okazję być na Bewitching the Polonia już wszystko wiedzą. Pod tym projektem kryły się wizualizacje, które wyświetlaliśmy podczas koncertów na tej trasie. I być może na przyszłych również się pojawią, ale muszą być spełnione określone warunki. Bo jak wspomniana trasa pokazała, nie każdy klub do takich rzeczy się nadaje.

O.: To tym bardziej żałuję, że nie było mi dane uczestniczyć w tej trasie… Skoro już jesteśmy przy sesjach zdjęciowych… Takie mam pytanie – podczas wcześniejszej sesji na potrzeby „Antimatter” współpracowaliście z Icarozem. Nie będę teraz pytał, jak wspominacie go jako człowieka czy przyjaciela – ale jak wspominacie współpracę z nim? Efekty tej sesji są naprawdę świetne i mocno… chore…

S.: Każdą współpracę z tym gościem czy to sesję foto, czy wspólne trasy wspominam bardzo dobrze. Ten wypadek naprawdę odbił swoje piętno na mnie i ciężko mi to jakoś głębiej publicznie komentować.

O.: Przy okazji ostatniego krążka zostaliście okrzyknięci zespołem tygodnia w Terrorizer Magazine. Przyznajcie, taki fakt łechce ego? Czy tylko mnie się wydaje, że po wydaniu tej płyty zostajecie nareszcie zauważani w portalach i miejscach, które wcześniej nie zauważały Waszej egzystencji?

S.: Z tym ego to bym nie przesadzał, za starzy jesteśmy. Doskonale wiemy, którym miejscu się znajdujemy i takie krótkotrwałe wyróżnienie tego faktu nie zmieni. Ot, usłyszy o nas trochę więcej osób i dobrze. Fakt jednak pozostaje niezaprzeczalny, tak jak wcześniej pisałem, że „Ansia” otworzyła nam wiele nowych drzwi.

O.: Polskie podziemie metalowe, do którego chcecie czy nie zalicza się Was, rządzi się dziwnymi prawami, a łaska „fanów” na pstrym koniu jeździ – pamiętam, gdy wybijały się takie kapele jak Furia czy Blaze Of Perdition – część z ludzi, którzy kilka lat temu machali głowami na ich koncertach dziś określa te zespoły mianem komercji czy „nieprawdziwych”. Bo na przykład zobaczyli chłopaków w trampkach na jakimś gigu (autentyk, żeby nie było, że zmyślam na potrzeby wywiadu). Potrafiłbyś więc określić – czy to dziecinada, czy ignorancja, czy głupota? Obawiasz się takiej postawy odnośnie Mord’A’Stigmata?

mas2S.: No tak to jest, nie tylko w podziemiu metalowym, u nas w kraju generalnie jebie się tych, którzy osiągnęli trochę więcej. To jest o tyle złożony temat, że podejść do granic podziemie/ mainstream jest bardzo wiele. Dla jednego komercją będzie granie melodyjne, dla innego nagrywanie w dobrym studio a ktoś inny jak zobaczy płytę z kolorową okładką to już będzie kręcił nosem. Z tymi kanonami ubioru też się parę razy spotkałem, absolutna patologia. Ktoś tam zobaczył wokalistę czołowego polskiego zespołu bm w niebieskich jeansach i zaprzeczał, że to on, bo przecież by się tak nie ubrał. Mam jeszcze parę takich historii, ale przy alkoholu brzmią zdecydowanie zabawniej, jak piszę na trzeźwo takie rzeczy to mi trochę smutno [Trzeba było powiedzieć, wraz z pytaniami podesłałbym jakąś flaszkę, hehe – przyp. Oracle]. Tak czy siak, wydaje mi się że taki jednokierunkowe widzenie to domena raczej młodych fanów. Człowiek z czasem rozwija swój światopogląd i dostrzega gdzie kryje się to prawdziwe oddanie ideałom. Jeśli chodzi o Mord’A’Stigmata, to gatunkowi puryści chyba już dawno sobie nas odpuścili.

O.: Albo nigdy się za Was nie zabrali. Zresztą, wkrótce będziesz miał okazję poobacować z metaluszkami, bo na dniach (pewnie zanim wywiad się ukaże będzie już po pierwszych koncertach) – Bewitching The Polonia Tour. Wy, Furia i Thaw – bardzo eksperymentalny line up. Jakieś wrażenia po / oczekiwania względem tej trasy?

S.: No i wyszło tak, że wywiad robię już po trasie. Dwa niezwykle intensywne tygodnie. Furia nie zagrała (za to niespodziewanie pojawiło się Morowe ) [Mój błąd, nie wiem, czo ja z tą Furią, skoro myślałem o Morowe – przyp. Oracle], frekwencje zajebiste, koncerty raz dobre, raz wybitne, ale finałowy gig w Katowicach przebił chyba wszystko. Świetne towarzystwo, kapitalna organizacja (Mintaj – szacunek po grób na dzielni), tak najogólniej mówiąc najlepsza trasa w jakiej mieliśmy przyjemność brać udział.

O.: Mówiąc o eksperymentalnych line-upach, brałeś również udział w Trasie Choroba. Ogień., gdzie robiłeś ambienty podczas występu Hekte Zaren – to chyba była jedna z pierwszych tras, która łączyła stricte black metalowe podejście do tematu w postaci Medico Peste i Massemord oraz pewną odskocznię – właśnie pod postacią Hekte Zaren i Dead Factory. Mnie się podobało, ale słyszałem też opinie, że do dupy, takie stanie w miejscu i oglądanie, hehe… Myślisz, że tego typu eventy przyjmą się w Polsce?

S.: Bardzo bym chciał, żeby tego typu połączeń było więcej. Granie z Hekte na scenie było świetnym doświadczeniem, niestety nie zawsze odpowiednio zrozumianym. Tak w ogóle zauważyłem teraz na koncertach M’A’S że ludzie po prostu stoją i słuchają. Ja naprawdę doceniam to, że ktoś jest w stanie tak skupić się na muzyce, dla mnie takie podejście do odbioru gigu jest naprawdę fajne. Wracając do wspomnianej trasy, to te ambientowe projekty nie były odskocznią, tylko równoprawnymi występami. To proporcje publiczności, wśród której dominowali fani metalu, zepchnęły je na margines.

mas3O.: Skoro o trasach – brałeś udział jako koncertowy muzyk Morowe podczas ich trasy u boku Behemoth, miałeś więc okazję otrzeć się o „mainstreamowy” metal. Myślisz, że Mord’A’Stigmata odnalazłaby się w czymś takim? Wiesz, podpisywanie płyt i biustów w EMPiKach, rozmach (oczywiście jak na polskie warunki) i kilku celebrytów pragnących poobcować z czymś dla nich egzotycznym?

S.: Ha, to właśnie ta trasa uświadomiła mi, że nie chcę być zawodowym muzykiem. Pojeździć od czasu do czasu jak najbardziej. Grać sztuki i nagrywać płyty na zawodowym poziomie – jak najbardziej. Ale żeby z tego żyć? Dziękuję, nie moja bajka. Nie lubię być ciągle w centrum uwagi, tak jak gdzieś wcześniej wspominałem, wyciszyliśmy się jako zespół, skupiliśmy na muzyce, emocjach jakie ona niesie, bycie w świetle reflektorów temu nie sprzyja.

O.: A na Zachód Was nie ciągnie? W sensie – na trasę, albo pojedyncze koncerty, bo jakoś Mord’A’Stigmata w większości skupiała się na polskim kurwidołku – może poza ostatnimi dwiema sztukami w Irlandii. Widzisz, różne nieraz bardzo chujowe kapele grają na zagranicznych koncertach czy nawet dość poważanych festiwalach (zapewne większość się domyśli, do kogo piję, hehe), a Wy jakoś nie… Chyba, że dopiero teraz zamierzacie to zmienić?

S.: Zamierzamy, myślę że teraz jest większy sens grać poza granicami naszego kraju. Wszystko wskazuje na to że zrobimy krótką traskę na Zachodzie w towarzystwie mistrzów z Thaw, ale czy to będzie w tym czy przyszłym roku czas pokaże. Na razie czekamy na potwierdzenie pewnego eventu w Polsce, jeśli dojdzie do skutku, to temu poświęcimy naszą tegoroczną aktywność koncertową.

O.: 2014 to rok, w którym Mord’A’Stigmata świętuje dziesięciolecie istnienia. Na ile Cię znam, to pewnie już te dziesięć lat temu zamierzyłeś sobie, że Mord’A’Stigmata ma być zespołem rozpoznawalnym i innym niż reszta, co? Pokusiłbyś się o podsumowanie tej dekady?

mas4S.: Dziesięć lat temu byłem zbyt odurzony, żeby snuć jakiekolwiek plany kariery . Oczywiście od początku chcieliśmy grać coś innego niż wszyscy dookoła i ten duch rebelii wciąż jest gdzieś w zespole obecny. Ale wtedy nikt z nas nawet nie przypuszczał, że zapału starczy aby pchać to tyle lat do przodu. Powiem ci, że to nie był okres usłany różami, zmiany składu, problemy z wydawcami, znikomy odzew na „Antimatter”… Ostatnie dwa lata to jednak fajna tendencja zwyżkowa dla nas i mam nadzieję, że ten kurs się utrzyma. Nie jestem człowiekiem, który lubi patrzeć w przeszłość, raczej interesują mnie nowe wyzwania i mam nadzieję że w tym roku uda nam się nagrać muzyczne podsumowanie tej dekady. Innymi słowy, planujemy specjalne wydawnictwo, oczywiście nie będzie to żadne odgrzewanie staroci, tylko same nowe rzeczy. Mam nadzieję że harmonogram pozwoli to zrobić w tym roku i tym samym zamknąć w ciekawy sposób te 10 lat działalności.

O.: Myślisz, że scena metalowa w Polsce ma wciąż coś do zaoferowania poszukującemu słuchaczowi? Czy może dopiero od pewnego czasu ma coś do zaoferowania, biorąc pod uwagę coraz odważniejsze muzycznie projekty w stylu Thaw, Outre, Fleshworld czy nawet ostatnia Furia? Przez długi okres Polacy zajmowali się głównie rypaniem death metalu – nie mówię, że to źle, ale jakoś niewielu znajdowało się eksperymentatorów. Uważasz, że to przeciętny zjadacz metalowego chleba stał się bardziej otwarty na nowe doznania?

S.: Moim zdaniem polska scena metalowa była zawsze ciekawa i często powstawały u nas bardzo eksperymentalne składy, to nie jest domena obecnych czasów. Teraz jest po prostu większe otwarcie na poszukujące granie stąd wspomniane przez ciebie zespoły mają łatwiejszą drogę, żeby zaistnieć. Ale przypomnij sobie takie akty jak Tenebris, Lux Occulta, Nightly Gale, Non Opus Dei, one nie powstały wczoraj. Myślę że jakby Lux Occulta w dzisiejszych czasach wyskoczyła z „Mother and the Enemy” to mogliby kąpać się w szampanie.

mas5O.: A czy sam słuchasz jeszcze w ogóle metalu w domowym zaciszu? Takiego klasycznie pojmowanego, jakim katuje się tysiące kuców w domach, na przerwach i na koncertach, hehe? Czy raczej są to rzeczy, jakie się fizjologom nie śniły?

S.: Tak, jak najbardziej, wciąż jestem wierny klasykom z moich szczenięcych lat, Burzum, Mayhem, Samael, cała czołówka późnych lat 80tych i pierwszej połowy 90tych regularnie gości w moim odtwarzaczu. Słucham też tych nowych metalowych rzeczy, ale raczej mniej osadzonych w klasycznym kanonie, składy typu Aluk Todolo, Altar of Plagues itp. Ale dominują rzeczy umownie łagodniejsze – Wovenhand/ 16 Horsepower, Swans, Sonic Youth, Portishead, Neurosis, Ulver, The Killimanjaro Darkjazz Ensamble, ostatnio bardzo dużo Daughter…sporawo tego.

O.: Okej, aż boję się pytać, ale czy myślisz już o ewentualnym kształcie kolejnej płyty Mord’A’Stigmata? Czy może jeszcze za wcześnie o tym mówić?

S.: Myślę odkąd zakończyliśmy sesję nagraniową „Ansia”. Tak jak wspominałem, nie jestem człowiekiem, który zbyt intensywnie patrzy w przeszłość. Nie traktuję też naszej historii jako obciążenie, nie jesteśmy nikomu winni takiej czy innej płyty. Zrobimy to co zawsze do tej pory – nagramy muzykę absolutnie po swojemu. Mam już trochę szkiców, ale dopóki nie zaczniemy tego wspólnie składać w jedną całość za wcześnie mówić o tym jak płyta będzie wyglądać. Mam nadzieję, że znowu parę osób zaskoczymy.

O.: Dobra Static, na pewno jeszcze chciałem Cię o coś zapytać, ale zapomniałem, niemniej jednak myślę, że zostałeś przemaglowany dość mocno, hehe – raz na siedem lat się należy. Dzięki wielkie za ten wywiad i do zobaczyska

S.: O tak, to był mocarny wywiad. Myślę, że parę nowych rzeczy czytelnicy będą mogli się z niego dowiedzieć. Wielkie dzięki za intensywną rozmowę i cierpliwość. Do zobaczenia, oby jak najrychlej.

Autor

10876 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Oho, sporo ostatnio tych wywiadów, i większość zdecydowanie OK. Ten zresztą też jest bardzo dobry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *