Minotaur: „Nasz slogan na przyszłość: rzeźnia może trwać!”

Kolejna kapela, która po latach absencji powróciła z nowym krążkiem, a ten niechybnie skopie wszystkie thrash metalowe dupska w okolicy. Minotaur się zowie i co starsi mogą ich pewnie kojarzyć, zaś ich nowy album „God May Show You Mercy… We Will Not” zawiera całą prawdę w swoim tytule. Na pytania byłem umówionym z Andreasem, ale koniec końców pytania przysłał Jörg Bock – perkusista zespołu. I nie narzekam, bo chłop rzeczowy był.

Oracle: Witam! Na początek – gratuluję udanego powrotu za sprawą „God May Show You Mercy… We Will Not”! Wiesz, że brzmi to jakbyście byli zahibernowani I obudzeni nagle w 2009 myśląc, że to wciąż lata osiemdziesiąte, haha? Jak daleko od prawdy jestem?

Jörg: Całkiem kurwa niedaleko! Powstaliśmy w latach osiemdziesiątych i wciąż jesteśmy jak te stare thrash metalowe kapele – Slayer, Possessed, Kreator… i im podobne… nie było więc zbyt powodów ku wielkim zmianom.

O.: I bardzo dobrze, szczerze mówiąc. A przy okazji – co spowodowało, że powróciliście z martwych? Wiesz, to nie był jeden z tych szeroko komentowanych reunionów, z fotkami w magazynach i tak dalej. Po prostu przyszliście i uderzyli ze świetnym kawałkiem muzy – tak to wyglądało z mojej perspektywy. Zgadzasz się ze mną?

J.: Jasne. „Zreformowaliśmy” się w 1999 roku, zaczęliśmy pisać nowe kawałki, zagraliśmy parę koncertów, fani byli zadowoleni, pomyśleliśmy więc o nowym albumie. Wszystko się przeciągnęło jednak, głównie z tego powodu, iż dwukrotnie złamałem prawą nogę i musiał minąć ponad rok, zanim mogłem powrócić za swój zestaw perkusyjny.

O.: Pechowo. Przeprowadziłem kilka wywiadów ostatnimi czasy z kapelami, które niedawno się zreaktywowały i wszyscy zgodnie twierdzili, że nie było żadnych głosów przeciwko ich reunionom. Wiesz, żadnego „niech trup gnije, to głupi pomysł…” i tak dalej. Jak było w Waszym przypadku, były jakieś opinie przeciwne?

J.: Cóż, nawet jeśli ludzie gadaliby lub chcieliby gadać takie pierdoły na temat Minotaur, waliłoby mnie to, tak jak i chłopaków. Wiem, że jesteśmy prawdziwi w tym co robimy… Nie udajemy ani nic takiego. Myślę, że ludzie to doceniają.

O.: W latach dziewięćdziesiątych rozpadaliście się dwukrotnie. Za pierwszym razem przyczyną były problemy prywatne i zdrowotne, zaś kiedy mowa o drugim razie, Wasza biografia mówi tajemniczo o „kilku powodach”. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na temat obu tych rozpadów?

J.: Więc, po tym drugim rozpadzie w 1995 roku pomyślałem, że kapela potrzebuje teraz ponownej przerwy, by dojść do siebie. Po pierwszym rozpadzie na początku wczesnych lat dziewięćdziesiątych z oryginalnego składu Minotaur pozostałem jedynie ja. Zebrałem więc kilku niezłych muzyków razem i napisaliśmy całkiem dobrze brzmiący materiał, ale to nie był już ten sam Minotaur. Świeża krew w zespole była potrzebna również po to, by udowodnić mojemu ego, że nie potrzebuję starego składu Minotaur, ale było inaczej… To już nie był prawdziwy Minotaur. No i właśnie dlatego rozpadliśmy się ponownie w 1995 roku, bo stwierdziłem, że Taur potrzebuje odpoczynku.

O.: No tak. Ale musiała to być dla Was satysfakcja po tym, jak Roadrunner zerwał z Wami kontrakt, po czym Wy zdecydowaliście się nagrać „Power Of Darkness” za własny szmal, po czym cały nakład zszedł bardzo szybko? Pomyślałeś sobie wtedy „Ha, widzisz, głupi dupku, to nie było nasze ostatnie słowo!”…?

J.: Niezaprzeczalnie TAK! Chees Wessels z Roadrunner Records jest nikim więcej, tylko pieprzonym skurwysynem, dupkiem nie wartym istnienia (jest Holendrem). Nigdy nie chcieliśmy czerpać olbrzymich zysków z zespołu, mieliśmy po prostu zajebistą radochę z pisania utworów, nagrywania ich i grania live. Robić wielkie imprezy z wszystkimi naszymi fanami. Myślę, że to właśnie po tym ludzie czują, czy chcesz jedynie pieniędzy i profitów, czy że jesteś prawdziwy… A Minotaur jest prawdziwy. Dlatego też podpisaliśmy teraz papiery z I Hate Records, bo musieliśmy sprawdzić wiele wytwórni wcześniej…

O.: Właśnie – szczęśliwie powróciliście z nowym albumem, zatytułowanym „God May Show You Mercy… We Will Not”. I macie zajebistą rację! Czy taka była właśnie geneza tytułu? Posłuchaliście tego co nagraliście i stwierdziliście “Kurwa, to jest bezlitosne!” czy jak było?

J.: Przede wszystkim zdecydowaliśmy, by producentem albumu był Joszi Sorokowski, znany między innymi z pracy nad „Power Of Darkness”. Początkowo nie był entuzjastą tego pomysłu, ale po tym jak puściliśmy efekt pre-produkcji nowych kawałków wpadł w amok i odwalił swoją robotę. Wszyscy byliśmy pieprzoną grupą świrów podczas prac nad krążkiem, co przerodziło się w naprawdę agresywny sposób. O czym faktycznie mówi tytuł płyty…

O.: Właśnie – Minotaur wciąż gra w starym niemieckim stylu, surowym, agresywnm i mocnym. I zajebiście, ale czy nie spotkaliście się z zarzutem, że jesteście archaiczni? Że bazujecie na sentymentach lat minionych, które nigdy nie wrócą? Bo na pewno jesteście niemodni, ale dla mnie nie jest to wada, lecz zaleta…

J.: Jesteśmy old skulowi… Gramy taki thrash na jakim wyrośliśmy i jaki lubimy. W sposób jaki kochamy i jaki umiemy. Nie czas ni miejsce na eksperymenty. Z innej strony, co być pomyślał lub powiedział o Minotaur, który brzmi jak na przykład kapela nu metalowa? Że to jakieś cholerne gówno…

O.: Zapewne. Jak już wspomniałem, macie brzmienie rodem z głębokich lat osiemdziesiątych. Wiesz, są na scenie kapele, które używają dwudziestoletnich czy nawet trzydziestoletnich instrumentów, by uzyskać idealnie stare brzmienie, hehe. Ale czy Wy musieliście się uciekać do takich kroków, by uzyskać efekt słyszalny na „God May Show You Mercy… We Will Not”? Czy raczej nie musieliści odkurzać swoich instrumentów?

J.: Nie, nasz sprzęt jest całkiem nowy, ponadto nagrywaliśmy cyfrowo. Ale to jest sposób, w jaki chcieliśmy wyprodukować tę płytę. Joszi również wyrósł w starych dobrych latach, opanował więc perfekcyjnie nagrywanie z micro roomem, pozwalającej nasadce picolo brzmieć jak ośmiocalowe drewno i tak dalej. To robi różnicę…

O.: Nie wiem, nie znam się, hehe i mam nadzieję, że dobrze przetłumaczyłem. A po powrocie wolisz mówić o „nowym początku” Minotaur, czy może o „kontynuacji”? Z mojego punktu widzenia, muzycznie powinno się mówić o kontynuacji, zaś jeśli wszystko się uda, będzie to nowy początek…

J.: Cóż, na pewno cały reunion był dużym krokiem naprzód. Gdy zaczynaliśmy istniał tape trading, fanziny, występy radiowe… Teraz jest www, myspace, youtube…Czasem jest to dobre, bo ktoś może wcześniej rozpoznać daną kapelę, ale już to całe ściąganie płyt z sieci jest gówniane dla zespołów i wytwórni. Także zbyt wiele osób produkuje merch bez pozwolenia… to są rzeczy w ogóle nie znane w latach osiemdziesiątych. Nowy początek czy kontynuacja? Nasz slogan na przyszłość: rzeźnia może trwać!

O.: Pięknie powiedziane, hehe. Ale mówiąc o kontynuacji – okładka nowego albumu jest niewątpliwie odwołaniem do front coveru Waszej demówki “The Oath Of Blood”. Czy w ten sposób chcieliście pokazać, że historia zatoczyła koło, równocześnie uprawomocniając moją tezę z poprzedniego pytania, haha….

J.: Tak, taki był zamysł… I chcieliśmy też więcej płynności w metalu… tak jak zrobiło to Tyrant czy Nifelheim… Cóż więcej można oczekiwać…

O.: Nie bardzo rozumiem, ale dobra… „God May Show You Mercy… We Will Not” jak już wspomniałeś wydaliście w I Hate Records. Ten label skupia się głównie na kapelach doom metalowych i raczej rzadko podpisuje kontrakty z zespołami grającymi w innym gatunku. Peter musi być więc wielkim fanem Minotaur, co? Chyba, że się mylę i liczą się tu tylko interesy?

J.: Wysłaliśmy mu promo tego albumu i bardzo się mu spodobało. Powiedzieliśmy mu, że chcemy spotkać się z nim osobiście, twarzą w twarz, tak żebyśmy wszyscy mogli stwierdzić, czy chcemy ze sobą pracować czy nie. Polecieliśmy więc do Szwecji spotkać się z Peterem… Gdy wylądowaliśmy w Sztokholmie w piątkowy wieczór zdrowo się narąbaliśmy. Pierwsze o co spytaliśmy Petera, to czy ma piwo, Andi zrzygał się w taksówce, Alf szukał dziwek, ja zaś piłem wódkę na śniadanie. Na Peterze musieliśmy wywrzeć cholerne wrażenie, tak więc podpisaliśmy ten deal z I Hate. I byliśmy cholernie szczęśliwi, że to zrobiliśmy…

O.: Hehe, przygoda… Ale odnośnie jeszcze poprzedniego pytania – nie obawialiście się, że podpisując deal z I Hate Records nie traficie do swojego targetu, czyli thrash metalowych oldskulowców? Wiesz, może zdarzyć się tak, że „God May Show You Mercy… We Will Not” trafi do zwolenników doom metalu, którzy oczekując wolnych i ponurych kawałków trafia na taki „Cannonballfire” i dostaną zawału serca, hehe…

J.: Już się odnoszę do powyższego pytania… Zawału serca to dostał Peter, gdy tylko dotknęliśmy szwedzkiej ziemi totalnie nawaleni. Andi został aresztowany przez policję pod zarzutem kradzieży kamizelki ratunkowej i innego ekwipunku z samolotu RyanAir’a. Wszystko inne sprawiało, że stawał się coraz twardszy…

O.: Hehehe, widzę, że o biznesie nie pogadamy… Wracamy więc do muzyki – wzięliście udział w imprezie z okazji premiery „Nihilistic Visions” szwedzkich black/thrashowców z Die Hard. Przypuszczam więc, że jesteście z nimi w dobrych stosunkach? To oni Was zaprosili, czy też inicjatywa wyszła z waszej strony? Fajnie było?

J.: Goście z Die Hard zapytali nas, czy nie otworzylibyśmy dla nich koncertu. Dla nas był to wielki zaszczyt… Tak więc zapakowaliśmy nasze graty i wróciliśmy do Szwecji. Świetnie grało się nam ponownie w Uppsali. Graliśmy tam już raz, w 1988 podczas szwedzkiej trasy „Drunk & Disorder”. Poznaliśmy kilka osób, które były tam dwadzieścia lat temu, wspaniałe przeżycie. Sam koncert również był dobry, niezłe brzmienie i oświetlenie… Na YouTube powinny być filmiki z tego show.

O.: A co myślisz o tych wszystkich retro kapelach właśnie w stylu Die Hard? Niektórzy mówią, że to regres, gdy młode kapele nagrywają staro brzmiące albumy, inni z kolei, że to świetnie, bo dzięki nim duch prawdziwego metalu nie umrze…

J.: Die Hard brzmi na przykład jak stary Venom, dla mnie więc jest to wspaniałe… Dorastałem wraz z Venom, z ich wczesnymi albumami, dlaczego więc nie założyć zespołu, który byłby jak twoi idole? Exumer brzmi jak Exodus, Stormwarrior jak Helloween, Sodom jak Motörhead i tak dalej… nie myślę, że to pomyłka czy błąd… Minotaur brzmi jak Kreator… mimo wszystko… lubię ich.

O.: Zgadzam się. I Hate Records wypuściło też reedycję „Power of Darkness”, które było już nie do osiągnięcia. Słyszałem, że jest to równocześnie pierwsza legalna reedycja tej płyty. Czy to prawda? W takim razie wersja wydana przez No Colours Records jest bootlegiem?

J.: Nasz stary „menadżer” był bardziej jak promotor i podpisał przy okazji kontrakt z No Colours Records. My, jako zespół, nigdy czegoś takiego nie zrobiliśmy. Nigdy też nie zobaczyliśmy z tego ani centa, jaki nam się należał. To jeden z powodów, dla których nasz stary „menadżer” będzie martwy, gdy już go spotkamy. Ale by być szczerym, sporo fanów pytało się nas o reedycję „Power Of Darkness”, bo chcieli mieć oryginał, a nie kopię. Rozmawialiśmy o tym z Peterem, wspomnieliśmy o tym pomyśle, ale tylko jeśli doda do niego cztery nowe kawałki, kolorowy booklet, niepublikowane fotki i ty podobne… Warto więc kupić to wydawnictwo, możesz być pewien!

O.: Jesteś ze starej generacji metalowców, zastanawiam się więc, jakie jest Twoje zdanie na temat znaków współczesności – majspejsie, jutjubie, łepzinach i tak dalej…Myślisz, że jest to dziś coś nieodzownego, czy raczej nie ma to wiele wspólnego z prawdziwym duchem metalu?

J.: W sumie to już o tym wspominałem [ech, oto i uroki internetowych wywiadów – przyp. Oracle],to zależy od tego jak zada się pytanie. Dla jednych zespołów metalowych sieć może być piekłem, ale dla innych może być prawdziwie pomocny.

O.: Zanim wydaliście „God May Show You Mercy… We Will Not” wzięliście udział w splicie zatytułowanym „Don’t Burn The Witch” i zamieściliście na nim najlepszy kawałek. Skąd wziął się pomysł takiej kolaboracji?

J.: Wes to stary przyjaciel Andreasa, tak więc po naszym reunionie Wes powiedział mu o jego nadchodzącym projekcie – splicie, zgodziliśmy się więc oczywiście na zamieszczenie jednego utworu na „Don’t Burn The Witch”, dodaliśmy do tego jeszcze przypinkę Minotaur, więc była to dla nas świetna promocja.

O.: Split wydaliście w małej wytwórni – Midnight Records. W innej małej i podziemnej wytwórni wznowiliście swoje demówki – mowa o To The Death Records. Podobnież Remedy Records nie należy do majorsów, przypuszczam więc, że lubicie takie małe i oddane sprawie labele? Sporo osób uważa, że to właśnie takie wytwórnie utrzymują podziemny metal przy życiu, co o tym myślisz?

J.: Widzisz, ludzie prowadzący te wytwórnie robią to ocierając swoją pieprzoną krew i pot. Inwestują swoje własne pieniądze w podpisywanie kapel, wydawanie płyt, organizowanie promocji i koncertów. Naprawdę to doceniam. Są prawdziwi w ten sam sposób co my… podobnie jak podziemne zine’y i im podobne…

O.: Wiem, że dawno temu graliście w Polsce, jak wspominasz tamte gigi? O ile oczywiście cokolwiek z nich pamiętasz, hehe?

J.: Cóż, żeby być całkiem szczerym pamiętam tylko kilka rzeczy… Hotel, miejsce w którym graliśmy, naprawdę wspaniałą publikę, naprawdę zły sprzęt (zwłaszcza perkusja i basy), ale nie wiele więcej. Mam za to nagrane 90 minut z naszej podróży po Polsce, powinienm rzucić na nie okiem, by powiedzieć Ci coś więcej…

O.: Wiem, że jesteście teraz w studio, więc pytanie jest oczywiste – co tam robicie, hehe? Jak tam postępy, kiedy będziemy mogli usłyszeć owoce waszej ciężkiej pracy? Zdradzisz jakieś szczegóły?

J.: Jak mówiłem, zamieścimy cztery nowe kawałki na wznowieniu „Power Of Darkness”, to będą dwa całkowicie nowe utwory Minotaur – „Praise Hell” i „Banished & Forsaken”, jeden kawałek który możesz kojarzyć z naszego demo 1987 „Metal Mayhem”, a także nasza wersja piosenki Def Leppard… Nie, nie „Rock till ya drop”. Zrobiliśmy zabójcza thrash metalową wersję „Wasted”.

O.: Ok, to było ostatnie pytanie, tak więc dziękuję za Twój czas! Jeśli chcesz jeszcze coś dodać, nie krępuj się, hehe!

J.: Dzięki za wywiad i sorry za mega obsuwę! Byłem dosyć zajęty! Stay true & may the slaughter continous! Odwiedź nas na www.minotaur-thrashers.de !

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *