Manes to bez wątpienia zespół nietuzinkowy. I jako tak złożony jest z nietuzinkowych członków. A nietuzinkowi członkowie różne mają humory i podejście do wywiadów. Cern to zapewne miły gość, mimo całego tego nihilizmu i mizantropii, bijących z jego odpowiedzi. No i czasem jego wypowiedzi pod względem odpowiadania na temat, były niepokojąco zbieżne z poziomem rzeczowości Nelly Rokity. Ale ja tam mu wybaczam. Bo tak już mają nietuzinkowe osoby… Z wyłączeniem wspomnianej pani oczywiście…

Hej! To przyjemność robić wywiad z bandem, który wydaje tak dobre albumy jak „How The End Came To An End”. Ale równocześnie dziwni jesteście – milczycie przez kilka lat, a potem robicie muzykę na dwa albumy jednocześnie…

Cern: My nie tylko tworzymy muzykę i nie tylko na albumy – wymyślamy idee, loopy, wzory itd. przez cały czas. I kiedy przychodzi do właściwego tworzenia albumu, najlepsze, pasujące do siebie pomysły są wybierane i „finalizowane”. Myślę, że moglibyśmy zrobić dziesięć albumów tu i teraz, jeśli odłożylibyśmy te wszystkie tradycyjne sposoby postępowania na bok.

Przy okazji, jak mamy rozumieć tytuł następnego longplay’a – „Be All End All”?

Gdy zmontowaliśmy już „How The End…”, zauważyliśmy, że zostało nam dużo materiału, który chcieliśmy wykorzystać, ale nie pasował on do konceptu tego albumu, więc zdecydowaliśmy się zrobić to na dwa razy, lecz w danym momencie skupić się na jednym. Następnym przystankiem, na którym się zatrzymamy, będzie „C:\Be_All_End _All”, więc…

No to już wiecie, jak mamy rozumieć ten tytuł? To dobrze… Ok, niemniej jednak zatrzymajmy się na razie na „How The World…” Skróciliście tytuł, bo wcześniej miało to być „Invention, Or How The World Came To An End And Why We Did It”. Czemu tak postąpiliście? Baliście się, że zbyt długi tytuł będzie nie do zapamiętania?

Nie do końca, bo nie dbamy zbytnio o to, jak tytuł czy cokolwiek innego zostanie przyjęte. Nie jesteśmy po to, by sprawiać komukolwiek przyjemność poza nami samymi. Nie mamy żadnych dalekosiężnych planów zdominowania świata czy cokolwiek. Po prostu pasował on lepiej do oprawy graficznej, tytułów i ogólnego ducha płyty.

Depresyjna atmosfera, jaką kreujecie, jest zajebista i nie do opisania. Skąd w Was takie dołujące nastawienie?

Sam świat, zarówno ten fizyczny jak i wewnętrzny – psychiczny, to powoduje. Rasa ludzka jest plagą, rakiem, czymś, co powinno być starte z na dobre z powierzchni Ziemi. Nie sądzę, że my – ludzie – jesteśmy jakąś ostateczną formą życia czy czymkolwiek w ten deseń i nie miałbym nic przeciwko jakiemuś kataklizmowi, jak ten, który wyeliminował dinozaury.

Drugi numer na płycie – „Come To Pass” jest bardzo eklektyczną piosenką, zawierającą elementy trip hopu, rocka, dzikiego techno… całkiem oryginalnie, nieprawdaż? Zdajem mi się, że jedyną granicą jest dla Was wasza wyobraźnia…

Trudno mi ocenić, czy to jest oryginalne czy nie, wszystko zależy od punktu widzenia. Dla „tradycyjnego” metalowca może to brzmieć dziwnie i tak inaczej, ale… Ludzie są za bardzo zaabsorbowani gatunkami i tego, czego mogą od nich oczekiwać. My nie chcemy być szanowani czy hołubieni w żadnych kategoriach subgatunkowych czy specjalistycznych. Tworzymy muzykę, a niektórzy lubią to co robimy. Proste…

Cały album jest bardzo heterogeniczny, daleki od tego, co Manes reprezentował na początku działalności. Jak myślisz – czy moglibyście znów grać Black Metal? Czy tęskno Ci za tamtymi czasami?

Nie tknąłbym się nowoczesnej odmiany Black Metalu za nic w świecie… czy może nie-białego metalu, powinienem powiedzieć, bo bardziej pasuje? Uśmiechanie się, śmianie, imprezowanie, socjalizowanie się… Co to ma wspólnego z Black Metalem? Bez uczucia wszechogarniającej ciemności, negatywności, czy czegokolwiek. Komercjalizacja i standaryzacja rozjebała kurwa wszystko… tak więc gardzę wszystkimi i wszystkim, co ma do czynienia z nowoczesną, jasno-szarą imprezową muzyczką… Ale nic nas nie powstrzyma przed graniem gitarowo – przesterowano – krzykliwego stuffu, może poza tym, że trudnym jest zrobienie czegokolwiek, by brzmiało to świeżo i pobudzająco w tym przesyconym już stylu… A tkwienie w obrębie paru uprzednio zdefiniowanych granic jest dość trudne dla nas z kilku powodów.

Nie mam niestety tekstów z „How…”, ale nie mówią one o imprezowaniu, szybkich samochodach i radości z bycia człowiekiem, jak sądzę?

Absolutnie nie, hehehe! Nihilizm, ludzki idiotyzm, brak nadziei, brak radości…

Smutne liryki koegzystują więc ze smutnymi dźwiękami. Czemu jesteście cholera tacy ponurzy chłopcy, co?

Jak wcześniej – w tym świecie nie ma już niczego pozytywnego… Zbiorowe samobójstwo byłoby niezłym rozwiązaniem…

Czy ja wiem, ja nie narzekam… nieważne… Jesteście w Candlelight Records. Jakie są wasze odczucia w odniesieniu do tej współpracy?

Osobiście nie dbam o to. Nie sądzę wręcz, by ważne było wydawanie jeszcze czegokolwiek, tak długo jak pospolici ludzie oczekiwać będą czegoś, z czym nie chcemy być kojarzeni. Ale jak na razie to oni mają finanse, my nagrania i nie musimy iść na żadne kompromisy czy coś… Więc współpraca działa.

Odnośnie tytułu – możesz wskazać czynniki powodujące, że świat upada?

Ów „świat” nie musi być tym fizycznym, zewnętrznym. Wiesz – to może być również nasz wewnętrzny mentalny, świat.

Moim zdaniem Wasza muzyka mogłaby być świetnym soundtrackiem do filmów David’a Lynch’a czy Larsa Von Trier’a. Jest tak samo depresyjna i przygnębiająca, nie sądzisz?

Byłoby interesującym spróbować, tylko, że zdaje mi się, iż wymagałoby to z kolei wielu kompromisów i tym podobnych. Więc nie wiem, czy zdecydowalibyśmy się na organizację czegoś takiego.

Niektórzy porównują głos Torstein’a do Ozzy’ego. Myslę, że w paru momentach brzmi raczej jak Iggy Pop. Myślisz, że kiedy będziecie w ich wieku nadal będziecie działać jako Manes?

Wokal Torstein’a? Hahahaha, nigdy nie słyszałem go śpiewającego, ale zdecydowanie przeczę, by brzmiał on jak Ozzy! [kurwa, rzeczywiście, pomylił mi się gitarzysta z wokalistą, mea culpa! – przyp. Oracle] Asgeir z drugiej strony, miał kilka ozzy-podobnych częstotliwości, zwłaszcza po przepuszczeniu jego głosu przez equalizer i zmodyfikowaniu ich w dużym stopniu [o właśnie, o niego mi chodziło! – przyp. Oracle]. Ale jest to tylko mała cząstka jego repertuaru.

Możesz sobie wyobrazić następującą sytuację – w jednym momencie, olbrzymia większość ludzi została oświecona i na całym globie eksplodowała „manesmania”…

Byłoby to kurewsko beznadziejne i niedorzeczne…

Dlaczego wasza strona www jest tak rzadko aktualizowana?

Ponieważ nie jesteśmy po to, by sprawiać innym przyjemność. No, było trochę rozmów i prac w tym temacie ostatnio. Ale zobaczymy. Jest wiele innych rzeczy do roboty…

Okej, to koniec naszego wywiadu, dzięki za odpowiedzi, mam nadzieję, że pytania Was nie zanudziły.