Pomimo, że jak wielokrotnie podkreślę w poniższym wywiadzie, nie jestem wielkim fanem goth rocka, to Light of the Morning Star kupiło mnie już od pierwszego przesłuchania ich debiutanckiej EPki. Przy debiucie było równie dobrze, nie mogłem więc odmówić sobie wywiadu z tą kapelą, zwłaszcza, że zarówno koncept jak i idea stojąca za Light of the Morning Star są dla mnie ogromnie frapujące. Ponoć osoba stojąca za tym projektem nie udziela zbyt wielu wywiadów, więc jest to dodatkowy plus. Sam wywiad zaś… wyszedł dziwnie, mam jednak nadzieję, że zdecydujecie się chociaż sprawdzić ten zespół z czystej ciekawości…

Oracle: Hailz! Przede wszystkim, dzięki za możliwość tego wywiadu, bo z tego co mówiłeś, nie udzielacie ich wiele. A tak naprawdę, to ja przynajmniej nie natrafiłem na żaden… Z czego to wynika?

Szczerze to w sumie nie jestem zainteresowany udzielaniem wywiadów. Wydaje mi się, że ja opowiadający coś o Light of the Morning Star tak naprawdę niewiele wnoszę do samego konceptu. Szczególnie, że nie uważam Light of the Morning Star jest zespołem takim jak inne, w których ważne są personalia muzyków i tak dalej… Niemniej jednak doceniam wsparcie ze strony Chaos Vault.

O.: No właśnie, dlatego teraz zadam trochę oklepane pytanie – jaka idea stoi za Light of the Morning Star i jak w ogóle doszło do powstania tego zespołu? Zwłaszcza, że nie ujawniasz personaliów i tak dalej?

Tak jak powiedziałem wcześniej, nie ujawniam. Definitywnie oddzielam siebie jako osobę, jaką jestem na co dzień od tego co robię w Light of the Morning Star. Co zaś idzie o „ideę” – nie ma tutaj jakiegoś konkretnego przekazu, jednak jest dość jasny kontekst, dotyczący uczucia. Uczucia bycia straszonym.

O.: Przyznam, że nie jestem jakimś wielkim fanem gothicu, a większość recenzentów wrzuca Was właśnie do tego worka. Ale przecież to dość ubogie określenie, bo w Light of the Morning Star znajdziemy mnóstwo innych wpływów, jak death rock, doom, dark goth… W sumie nie jest łatwo was zaszufladkować. Tak czy siak to wspaniały przykład mrocznej sztuki. Jak sam określasz muzykę Light of the Morning Star?

Z zasady nie wrzucam Light of the Morning Star do żadnych konkretnych gatunków i ze wszystkich sił staram się nie tłumaczyć niczego w tym zakresie – wolę, gdy słuchacze sami przyporządkują nas do szufladek… Widzę wtedy wiele różniących się interpretacji i łatek. Najprawdziwszą i najbardziej wartościową odpowiedzią na Twoje pytanie będzie więc to że jestem pod olbrzymim wpływem różnorakich nurtów black metalu oraz różnorakich stylów mieszczących się w ogólnie pojętym gotyku. A ludzie niech nazywają to jak chcą.

O.: Ok, rozumiem. To lecimy dalej – obydwa materiały Light of the Morning Star ukazały się pod skrzydłami Iron Bonehead Productions. To świetny label, ale skupiający się raczej na najbardziej obskurnych rodzajach black i death metalu. Słuchając „The Cemetery Glow” nie mogłem uwierzyć, że to właśnie oni wypuścili ten materiał. Jak to się stało, że papiery podpisaliście właśnie z Niemcami?

Znam PK z Iron Bonehead Productions od wielu lat. Raz, przy okazji jakiejś rozmowy, opisałem mu moją wizję Light of the Morning Star. Bardzo chcił usłyszeć efekt, potem bardzo wspierał ten projekt i stąd tu jesteśmy. I o ile Iron Bonehead Productions jest bardzo tradycyjne pod względem tej barbarzyńskiej końcówki skali, możemy powiedzieć, że PK jest bardzo szczery w swoich działaniach – między innymi dlatego tutaj jesteśmy.

O.: Spotkałem się z opinią, że Wasza muzyka byłaby świetnym soundtrackiem do filmów w stylu „Kruk” z Brandonem Lee. Mniej więcej rozumiem, co autor miał na myśli – atmosfera, mrok, śmierć, cmentarze… Co o tym sądzisz?

Myślę, że wiem, dlaczego ktoś mógłby nam coś takiego zasugerować i cóż – schlebia mi to.

O.: Mam obydwa Twoje wydawnictwa w wersji kompaktowej i stwierdzam, że wydane są w bardzo ascetycznej formie. Bez żadnych liryków między innymi. Co możesz powiedzieć o tekstach? Wiem, Metal Archives mówi, iż ogólnie oscylują one wokół „wampiryzmu, nekromancji i czczenia diabła”, ale te tematy są tak szerokie i pojemne, że właściwie nie mówią nic… Czy to są po prostu „straszne” historie, czy może chodzi w nich o coś głębszego, jakiś ważniejszy koncept?

Tak jak powiedziałem wyżej, to co w The Light of the Morning Star liczy się najbardziej to feeling, zimny wiatr wiejący przez cmentarne bramy. Zmierzch, przechodzący w srebrną tarczę księżyca. Cienie poruszające się w mroku. Nie ma tu żadnych ukrytych znaków, żadnego ukrytego przekazu. Mile widziane jest interpretowanie tekstów, tytułów czy nawet nazwy przez ludzi samodzielnie, bez naszej pomocy.

O.: Właśnie – cmentarze, trumny, groby, pogrzeby… Co w nich jest takiego ciekawego Twoim zdaniem? One są cały czas popularne w literaturze, kinie, sztuce a ludzie po tylu wiekach wciąż są zafascynowani tym tematem…

Oczywiście śmiertelność jest centrum naszej egzystencji. Uważam, że dążenie do nieśmiertelności, lub przynajmniej zainteresowanie tym tematem, szczególnie kiedy jest połączone z jakąś ponadnaturalną narracją, jest dla nas wrodzone. Gdy rozważamy kwestię życia i śmierci dochodzimy często do bardzo ważkich odczuć…

O.: Strasznie podoba mi się brzmienie obu materiałów (choć oczywiście nie wiem, gdzie zostały nagrane) – mroczne, zimne, ale zarazem potężne i z nutką niesamowitej aury. Rozumiem, że taki był właśnie cel, gdy nagrywaliście te krążki?

Dokładnie, takie było założenie.

O.: „Nocta” na winylu w wersji die hard ukazała się z wampirycznymi kadzidełkami, same numery zostały nazwane jako rytuały… to wszystko sprawia, że zarówno muzyka, jak i teksty i cała „oprawa” w przypadku The Light of the Morning Star jest bardzo przemyślana…

Rozumiem Light of the Morning Star jako sztukę, która obejmuje wszystko co się tyczy tego zespołu. Chcę by atmosfera to podkreślała, dlatego zależy mi na całościowej formie…

O.: Jak już wspomniałem wcześniej, nie siedzę zbyt głęboko w goth-rocku i pokrewnych, ale od czasu do czasu lubię pogrzebać sobie w gatunkach, które nie są moimi faworytami. A jak to ma się w Twoim przypadku? Bo w sumie przez to nieujawnianie personaliów nawet nie wiem, czy nie grasz w jakimś innym zespole całkiem innego gatunku, hehe…

Jak wspominałem, w zasadzie zarówno wszelkie odmiany black metalu jak i goth rocka są największą inspiracją dla Light of the Morning Star, a także osobiście dla mnie.

O.: A skoro już jesteśmy przy anonimowości, nie sądzisz, że to paradoksalnie bardzo dobry sposób na zwrócenie większej uwagi na dany zespół? W Polsce mamy na przykład taki band jak Batushka, który stara się być anonimowy (choć wszyscy dobrze wiedzą, kto w nim gra), sam zespół odnosi zaś dość spore sukcesy, podczas gdy macierzyste kapele członków są raczej przeciętne lub co najwyżej solidne…

Może. A może nie. Szczerze mówiąc, nie jestem zbyt pewny. Myślę, że każdy taki zespół strzeże swoich personaliów z jakichś powodów, a powody te zapewne są dość ważne.

O.: No nie wiem… Ale wracając do Light of the Morning Star – myślę, że to jest zespół z olbrzymim potencjałem, przy sprzyjających warunkach może nawet wychylić się poza ścisły underground. Oczywiście nie mówię tu o zdeklasowaniu Metalliki, ale spokojnie możecie uderzać do metalowych majorsów w mojej opinii… Myślisz, że to jest możliwe? W ogóle chciałbyś, żeby sprawy potoczyły się tą drogą?

Doceniam Twoje miłe słowa i taką perspektywę, ale przyznam że nie jest to coś, co zaprzątałoby mi głowę. Myślę jednak, że przypadek Light of the Morning Star nie przewiduje zmiany naszego nastawienia.

O.: Ok, to nie męczę Cię już dłużej. Dzięki za możliwość przeprowadzenia wywiadu z Light of the Morning Star. To może na koniec powiedź, czy długo musimy czekać na kolejny materiał z Waszym logiem?

Naprawdę doceniam Twoje wsparcie Jakub! Co do nowego materiału, nie mam jeszcze niczego ustalonego, ale gdy nadejdzie czas spodziewaj się nie progresji, ale czystego mroku i przygnębienia.