Joy Machine „…chcemy łączyć ludzi, napełniać energią na naszych koncertach”

Cześć Kamil. Cofnijmy się do 2006 roku. Mamy kwiecień. Rzecz dzieje się w naszej, co by o niej złego nie mówić, stolicy. Idziesz ulicą, z góry spada kawałek pięknej praskiej cegły. I powstaje pomysł na Joy Machine. A jak było naprawdę?;]

Przyznam Ci szczerze, że nieźle wtedy mi przygrzał  ten kawałek cegły w głowę, bo zanim powstał Joy Machine obracałem się raczej wśród o wiele bardziej ekstremalnych kapel spod znaku thrash, nawet black/death metalu. Mimo to myślę, że było to bardzo naturalne przejście, na tle rozwoju muzycznego jaki od tamtego czasu poczyniłem. Zawsze byłem otwarty na muzykę, grywałem i jazzowe standardy i szatańskie kołysanki, jednakże te ostatnie zaczęły mnie męczyć po pewnym czasie. Niestety prawda z mojego punktu widzenia jest taka, że mimo piękna ciężaru muzyki, ciężar zabija też różnorodność brzmień, dynamiki, melodii. Joy Machine stawia na melodyjność, rozpoznawalne utwory, przy czym nie stroni od metalowego pazura, który daje tej muzyce „jaja” i sprawia, że zawartość nowej płyty chwalą zarówno fani masakry jak i rock’n’rolla;)

Przejdźmy do Waszego debiutu. Płyta zdała mi się przemyślaną i dopracowaną. To zaleta. Muzyka wypłynęła z waszych rockowych dusz, czy ciężka praca katorżnicza praca i częste rzucanie instrumentami o ścianę?

Bez pracy moglibyśmy pewnie łoić co najwyżej garażowego punka, a i to zapewne lepiej wychodzi jak się gra proby etc. Granie muzyki to długi proces, nie tylko praca nad konkretnym albumem, a doświadczenie i rozwój nabywany latami. Joy Machine cały czas ewoluuje, każdy z nas poszerza horyzonty. Można też powiedzieć,
że to kwestia rockowych dusz, ale jak wspomniałem, nie można zapomnieć
że na konstrukcję tych dusz składają się ich doświadczenia.

A teraz pytanie, które nasunęło mi się jako pierwsze przy przesłuchiwanie waszego debiutu. Dlaczego taka muzyka? Nie szkoda Wam czasu? Co chcecie pokazać grając taką muzykę?

A co grać? Kiedy wszyscy pędzą do tramwaju, w którym nie ma miejsc, my jedziemy szybką autostradą, w kabinie sprawnej maszyny jaką jest JM;) Mało jest kapel, w tej stylistyce, nie jest też ona popularna w naszym kraju, ale gdy rozejrzeć się po planecie, można dostrzec że w krajach takich jak Szwecja Niemcy, USA ta muzyka znowu żyje. Ludzie chcą przebojowego rock’n’rolla, i u nas ten trend ruszy,  jak zwykle z pewnym opóźnieniem.

Kamil mamy 2010 rok. Wiem, że są ludzie, którzy starają zaklinać rzeczywistość, żyjąc mentalnie w latach osiemdziesiątych, kiedy byli piękni i młodzi. Wy młodzi jesteście, co Was więc fascynuje w tamtym muzycznym świecie? Pewien kicz i tandeta, który był dla tych czasów wyznacznikiem? A może przebieranie się w przyciasne wdzianka?

Hehe,  gdybyśmy chcieli być żywą kopią lat 80-tych to musielibyśmy faktycznie zainwestować jeszcze w zestaw szminek, tuszy i wysokich obcasów. Aż tak fanatyczni nie jesteśmy i nasz wizerunek nie naśladuje tamtych czasów. Czas jest inny,  ale człowiek się tak bardzo nie zmienia, rock’n’roll zawsze będzie miał swoich fanów, zmienia się trochę brzmienie, zmieniają ciuchy. Hardcore Superstar czy Backyard Babies są chociażby przykładem chłopaków, którzy czerpią z tamtego okresu, ale maja świeży sound, świeży image, ludzie są do nich przekonani.

Dee Sinder, kiedy miał jeszcze bujną fryzurę występował przeciw cenzurze muzycznej i obyczajowej, którą chciała wprowadzać żona Ala Gora – Tipper wraz z jej świtą. Przeciwko czemu chce buntować się Joy Machine?

I w tym miejscu uważam, że czasy się znacznie zmieniły w odniesieniu  do muzycznych obyczajów. Dzisiaj nie ma takiego zjawiska jak zbiorowy bunt, zespoły w społecznej sprawie. Ktoś mógłby przytoczyć pewnie kilka nazw, by temu zaprzeczyć, ale mimo to nie zabrakło by mu pewnie palców jednej dłoni. Zamiast buntu pojawia się egzaltacja. Teksty są o indywidualnych doświadczeniach a słuchanie muzyki nie jest powszechnie zbiorowym doświadczeniem. Każdy ma Internet, youtube, ipod’a, a tym samym jest Bogiem własnej muzycznej fantazji. Słucha czego chce, decyduje o tym, a przy tym słucha samotnie. Joy Machine się nie buntuje, chcemy łączyć ludzi, napełniać energią na naszych koncertach. Niech każdy odnosi naszą muzykę tak jak jest to w naszych czasach,  do swojego muzycznego indywiduum, niech znajdzie w niej własną identyfikację,  a mimo to jestem pewien,
że na koncertach, ze wszystkich ludzi, którzy słuchają naszej muzyki skomponuje się pełny życia i energii organizm. Tak właśnie chcemy grać.


Wróćmy do Waszego debiutu i problemu który się pojawił. Odszedł z zespołu wokalista. Co dalej? Macie już kogoś na zastępstwo? I tak z ciekawości szukacie, kogoś z podobny tembrem głosu?

Od pewnego czasu pojawiają się u nas na próbach różne barwne osobowości  i przyznam Ci; mimo iż nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedniej osoby, jestem dość mocno podekscytowany poszukiwaniem nowej barwy. Jestem pewien, że jest w naszym pięknym kraju, wielu świetnych wokalistów, o niesamowitym głosie, a któryś na pewno niedługo zawita na ścieżkę Joy Machine;) Snake odwalił kawał świetnej roboty przez kilka lat pracy z nami, za co mu dziękujemy. Przyszedł czas na koleny etap dla tego zespołu, więc nie szukamy nikogo o podobnym głosie. Chcemy świeżości, bardzo obiecującej świeżości;)

Widzisz, Wasza muzyka nosi znamiona poukładanej i skomplikowanej. I to jest mój, powiedzmy zarzut. Nie chcieliście zrobić utworu prostego, chwytliwego? Stworzyć taki swój evergreen? Znak rozpoznawczy Joy Machine? Nie czarujmy się, to że gracie dobrze, nie uczyni Was jeszcze znanymi.

Zarówno muzyka jak i nagranie mają charakter mocno nasyconego gitarowymi riffami. Nie korzystaliśmy w ogóle z klawiszy i chórów, bo chcieliśmy żeby ten zespół brzmiał mocno i przypuszczam, że gdybyśmy nieco zmienili aranżację niektórych kawałków nie powiedziałbyś, że Ci tego brakuje. Joy Machine jednak „nie cukierkuje”, chcieliśmy mieć jasne mocne gitarowe brzmienie i spójną płytę w tym klimacie. W moim odczuciu hitu nie brakuje, chociażby „Joy Machine” jest bardzo żywo odbierany na koncertach.


Słucham sobie tej Waszej płyty i dojść nie mogę, dlaczego wybraliście „Game”, jako utwór, do którego dorobiliście teledysk. Wydaje mi się, że lepszym wyborem byłby B.O.F. ? Skąd wybór i pomysł na ten obraz?

„Game” wydaje mi się przyswajalnym numerem dla różnej maści słuchaczy, w odróżnieniu od „B.O.F”, który pewnie zmiótłby z krzesła część widzów;) Z wyborem piosenki może być naprawdę trudno, bo sam rozumiesz, każdy ma inne typy. Udało się jednak wyemitować go wielokrotnie na platformie  telewizyjnej ‘N’ i część osób zapoznała się dzięki temu z JM. Co do samego klipu, w pracy nad nim pomagała nam osoba z dużym doświadczeniem, jednak całość ostatecznie nie wyszła do końca tak jak powinna. Przyznam Ci , że obecnie pracujemy nad klipem do „Dance Of Senses”, który wygląda o wiele lepiej i ukaże się zapewne już w marcu.

Wiem, że macie problem z wytwórnią. To raczej normalne w przypadku debiutujących zespołów. Nie uważacie jednak, że grając muzykę trochę pod prąd dzisiejszego polskiego muzycznego światka, sami sobie zamykacie drogę na wydanie płyty? Bo jesteście tak trochę pomiędzy z jednak strony rock&roll,  z drugiej brak przeboju, takiego pod radiowy singiel.

Kwestia jest bardziej pewnego stażu i zaufania do zespołu. Droga w tym biznesie nigdy nie jest krótka i prosta. Rynek jest bardzo duży i trzeba naprawdę poważnie zainwestować by móc wypromować zespół. Będziemy szukać pomocy przy kolejnej płycie zespołu. Póki co promocja płyty w Internecie jest najwłaściwszym dla nas sposobem, gdyż dzięki temu zyskamy na pewno więcej niż przy jakimś ‘limited distro’ u kumpla w pokoju. Jeśli spojrzysz nawet na polskie rockowe kapele, które grają o wiele bardziej popowo niż my i są bardziej ‘na fali’ , co nie znaczy że źle, tylko, że w teorii powinni mieć dużo prostszą drogę, bo  grają naprawdę świetnie ,to widać, że  oni by coś zaczęło być o nich słychać musieli duzo pograć i ponagrywać. Nie chce Ci wyliczać ile płyt musiało nagrać Lipali czy Ocean by zaczęli ich grywać w radiu;)  ( o  kolego, Lipa to akurat był grany i pokazywany w mediach już przy debiucie jeszcze w Illusion ;] Więc to jakby sytuacja była nieco inna – przyp Ef.)

Dobra, przestanę Was zamęczać i zapytam o rzeczy przyjemne. Jak się bawicie grając swoją muzykę? Koncerty, panienki i alkohol?

Nic dodać nic ująć. Ludzka natura pozostaje nienaruszona;)

I na zakończenie, jakie plany na ten rok? Coś już Wam się tam skrystalizowało?

Nowy wokalista, nowa płyta, pierwsza konkretna trasa koncertowa, rozwój maszyny. Na pewno zespół będzie dużo bogatszy doświadczeniem po tym roku.

No nic, dzięki za wywiad. I tak jak napisałem w recenzji, zróbcie hit, trzymajcie się obranej przez siebie ścieżki, a sam Wam załatwię zagon panienek rzucających częściami garderoby.

Hehe, Trzymaj się , dziękuje za wywiad!  Wpadaj na koncerty, znajdzie się wygodne  miejsce na backstage; dla Ciebie i na zagon;)

Autor

3307 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *