Iugulatus: „…w domu możemy sobie grac nawet pieprzone country, ale w Iugulatus istnieje tylko black/death metal z akcentem na black.”

Iugulatus to młoda kapela z Łodzi, która niedawno postawiła swoje pierwsze kroki na metalowym poletku. I może „Call Of The Horned God” nie powalił mnie nadzwyczaj na kolana. Niemniej jednak ta muzyka może być interesująca, jeśli ktoś lubi black metal starający się kroczyć własną drogą. A to ponoć dopiero początek, bo Matys – gitarzysta zespołu, zapowiada, że dopiero na kolejnym albumie pokażą, na co na prawdę ich stać. A w międzyczasie możecie sprawdzić co miał do powiedzenia w kilku kwestiach.

Oracle: Witaj! Od wydania „Call of the Horned God” minęło kilka tygodni, na pewno spłynęła już do Was część recenzji. I jak się po nich czujecie, bardzo psioczyliście na recenzentów, hehe?

Matys: Hail! Powiedziałbym nawet że więcej niż kilka tygodni, recenzje już są, nawet na zagranicznych portalach, z czego jesteśmy oczywiście zadowoleni. W większości przypadków są to recenzje pozytywne, oczywiście jest to debiut i recenzenci wytykaja też minusy tego materiału, ale ogólnie jest dobrze, jeszcze się nie zdarzylo żeby ktoś nie zostawił na nas suchej nitki a to już coś.

O.: Okej, nie widziałem zbyt wielu wywiadów z Iugulatus, bodajże jeden lub dwa, mógłbyś więc, standardowo, przedstawić krótką historię grupy?

Matys: Zespół powstał pod koniec 2007 roku z inicjatywy Markiza i Balroga, następnie skład zasilili Wojtass, Morbid M, a następnie ja. „Call of the Horned God” został nagrany w 2009 roku, w międzyczasie pracowaliśmy nad nowymi utworami.

O.: „Call of the Horned God” jest Waszym pierwszym materiałem w ogóle. Nie chcieliście tracić czasu na żadne demówki i tego typu rzeczy, czy po prostu trafił się wydawca i stwierdziliście, iż skoro nadarzyła się okazja, to czemu nie wydać pełnowymiarowego albumu?

Matys: A jaki jest sens bawić się w demówki? Jeśli chodzi o nieznane zespoły, to nie ma to żadnego sensu, w obecnych czasach mało kto się w to bawi, ewentualnie zespoły z najwyższej półki na których płyty nie można się doczekac, a i to ostatnio rzadkość {cholera, jakoś Morbid Angel czy Slayer nie raczą nas demówkami między jednym albumem a kolejnym… – przyp. Oracle]. Zresztą materiał na cała płytę był gotowy, więc trzeba było od razu szukać wydawcy i nie przeciągać całej sprawy, zwłaszcza że w szybkim tempie powstawał materiał na drugi krążek.

O.: Właśnie – wydawca. Trafiliście pod opiekuńcze skrzydła Regimental Records. Dlaczego właśnie oni? Pomyśleliście, że jak Zachód, to musi być od razu prestiż, hehe?

Matys : To nie do końca tak, hehe. Wysłaliśmy materiał do różnych wytwórni w kraju i za granicą, a Regimental wykazało największe zainteresowanie, więc dogadaliśmy się właśnie z nimi.

O.: W jednym wywiadzie wyczytałem, że w zasadzie to nie wiecie jak ma się promocja Iugulatus czyniona przez Regimental Records, więc może nie rozumiem, ale po co Wam taki wydawca? Nie lepiej wydać materiał własnym sumptem? Czy chodziło tylko o to, by odciążyć Was finansowo jeśli mówimy o cały aspekt wypuszczenia płyty – tłoczni, drukarni i tak dalej?

Matys: Myślę, że zawsze lepiej jest znaleźć wydawcę, niż wydać płytę samemu, z wielu względów, może nie tyle finansowych co właśnie promocyjnych. Wiadomo że oni mają większe możliwości na rozreklamowanie tego krążka niż my sami. Z tego co ostatnio się dowiedziałem to z promocją materiału nie jest wcale źle, a i płyta nieźle się sprzedaje.

O.: No to pogratulować. Skoro mowa o promocji, to oczywiście trzeba wspomnieć o koncertach. Dużo koncertujecie? Czy raczej lokalne gigi? Wiesz, w Polsce jest sporo kapel, które grają dość często, jednak nie wyściubiają nosa poza dajmy na to województwo czy region. Iugulatus też tak ma?

Matys: Mamy już na koncie kilka gigów, staramy się koncertować jak najczęściej, ale wiadomo, każdy z nas ma swoje zajęcia poza graniem i nie zawsze uda się „wbić” z terminem, niemniej jednak mamy nadzieję, że tych koncertów będzie coraz więcej. Miejsce koncertu nie ma dla nas znaczenia, jeżeli nie ma problemu z czasem i transportem tak więc gramy nie tylko w Łodzi ale i okolicach. Fajnie byłoby pojechać na jakąś trasę, ale do tego powoli dojdziemy.

O.: Na okładce „Call of the Horned God” znajduje się łeb kozła, który poniekąd wskazuje zapatrywania czy idelogię zespołu, a przynajmniej tak wnioskuję. Więc jak określiłbyś zapatrywania członków Iugulatus na kwestie wiary czy wyznawanych wartości? Kozioł wskazuje na satanizm, jednak chyba nie do końca, co?

Matys: No nie do końca, to jest symbol buntu przeciwko wszechobecnej chorej chrześcijańskiej wierze , która jest w tym kraju niestety wszechobecna i wpajana każdemu od dziecka. Nikt z nas nie jest wierzący a co do wartości przez nas wyznawanych musiałbyś porozmawia z każdym z nas z osobna. Doktryna Satanizmu jest znana każdemu z nas, każdy interpretuje satanizm na swój sposób. Balrog na przykład wyznaje Chaos ( tak jak członkowie niegdysiejszego Misanthropic Luciferian Order), ale tak jak mówię to jest temat – rzeka na osobny wywiad.

O.: Muzyka Iugulatus oscyluje pomiędzy black i death metalem, przynajmniej jak na moje ucho. Co spowodowało, że poszliście akurat drogą brutalniejszych dźwięków? Może pozamuzyczne zajęcia coponiektórych, hę?

Matys: Granie takiej muzyki a nie innej sprawia nam największą frajdę, chcemy ją tworzyć a nie tylko słuchać, w domu możemy sobie grac nawet pieprzone country, ale w Iugulatus istnieje tylko black/death metal z akcentem na black.

O.: Obiło mi się o uszy, że następca debiutu już gotowy jest, zwać się będzie „Satanic Pride” i ma ponoć rozjechać tak słuchaczy, jak i redakcję Chaos Vault. Na czym polegać będzie różnica pomiędzy nim, a „Call of the Horned God”?

Matys: Przede wszystkim nowy materiał to zupełnie co innego niż to co zaprezentowaliśmy na debiucie. Będzie słychać rozwój muzyczny, kawałki będą bardziej techniczne i trochę w innym klimacie. Osobiście jakby mi ktoś puścił te dwie płyty to bym pomyślał, że to dwie różne kapele. Wiadomo, kto nie prze do przodu ten się cofa, a my zdecydowanie przemy do przodu, na początku wakacji zaczynamy nagrania „trójki”.

O.: Okej, członkowie Iugulatus udzielają się również i w innych kapelach. Nie koliduje Wam to ze sobą pod względem czasowym, a także mniej prozaicznym? W sensie priorytetów, która kapela ważniejsza i tak dalej?

Matys: Na chwilę obecną Markiz dowodzi poza Iugulatusem jeszcze w Deep Desolation, a Morbid M gra w Chordacie w której ja też miałem kiedyś przyjemność dłuższy czas gościć. Czasu oczywiście wystarcza, żadna z kapel nie cierpi na brak zaangażowania, nie ma również tzw priorytetów, oba zespoły są równie ważne.

O.: Iugulatus urzęduje na co dzień w Łodzi, prawda? Jak tam się u Was przedstawia scena? Dawniej mieliście chociażby taką potęgę jak Imperator, teraz dalej jest Pandemonium, a co jeszcze ciekawego byś nam polecił?

Matys: Szczerze to niewiele się dzieje w Łodzi jeśli chodzi o ciężkie łojenie, a i ja nie jestem raczej na bieżąco z nowymi kapelami. Poza nami i Chordatą jest jeszcze Stygmath z którymi zagraliśmy dwa koncerty , poza tym na prawdę nie wiem nic o innych wartych uwagi kapelach ale może jestem po prostu niedoinformowany.

O.: Wiem, że szukacie wydawcy dla swojego nowego krążka. Zwykle pyta się kapel, co takiego miałby spełniać dany label, ale na wolę dziś na odwrót, hehe – dlaczego dany label miałby wybrać akurat Was spośród mocy zespołów w Polsce?

Matys: A dlaczego nie? Hehe, dobre pytanie. Może dlatego że Iugulatus ma swój własny styl i ciężko nas zaszufladkować? Recenzenci nie wiedzą do kogo nas porównać i to jest dla mnie największy komplement, bo o debiutujący zespół z własnym stylem w naszych czasach raczej ciężko, zwykle są to klony Behemoth i Nile, którzy grają byle to szybciej i żeby najlepiej połamać sobie przy tym palce.

O.: W sumie racja. Za dwa miesiące w Łodzi spustoszenie siać będzie Slayer – zjawisz się tam? Byłeś w ogóle świadkiem jakiegoś wybitnie zajebistego koncertu ostatnimi czasy?

Matys: Ha, Slayer to jest legenda i wstyd się tam nie pojawić, a dodatkowym plusem jest fakt że w końcu nie trzeba zapierdalać do Warszawy na jakiś dobry gig, może w końcu się coś w łodzi ruszy jeżeli chodzi o koncerty. Ostatni naprawdę zajebisty koncert na jakim byłem to był Rotting Christ i wcześniej Behemoth, oba w Dekompresji w Łodzi. Rotting mnie zmiótł, grali najlepsze swoje kawałki, aż dziwne że z nowego albumu „AEALO” zagrali tylko jeden bądź dwa utwory. Po prostu lubię Rotting Christ, hehe. Byłem jeszcze przypadkowo w pewnym klubie i akurat grała kapelka (nazwy z grzeczności nie wymienię), coś w stylu „hej dziewczyny ściągajcie majtki gramy podobnie jak Guns’n’Roses” tyle że niestety to nie było nawet „podobnie”… zapierdalali „sweet Home Alabama”, w sumie same covery, lepiej bym się bawił jakby mi wycinali wyrostek, no ale, co kto lubi, prawda? Trzeba uważać jak gdzieś się idzie bo można trafić na taką właśnie niespodziankę, hehe.


O.: Okej, to kończymy na dziś, dzięki za czas poświęcony ChaosVault.com! Jeśli masz coś do dodania, miejsce poniżej jest całe dla Ciebie, hehe.

Matys: Dzięki za wywiad, zapraszam do słuchania „Call…” zaglądajcie na nasz myspace i wpadajcie na koncerty, słuchajcie dobrej muzy i trzymajcie rękę na pulsie, „Satanic Pride” już nadchodzi! Bang Your head for Satan!

Autor

10175 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *