Into Sickness: „… jeśli jest tylko w Tobie wystarczająco dużo pasji i zacięcia – wtedy możesz podróżować i rozsiewać swoje wrzaski i blasty gdzie tyko się da.”

Trafiła się okazja odpytania meksykańskiego grindowego Into Sickness, więc pomyślałem – czemu nie? Panowie łupią sobie całkiem fajną muzykę, do tego w lutym uderzają do Polski, a można więc ich wcześniej zaanonsować. Wiele czytania nie ma, więc odpalcie sobie jakąś miłą uchu jatkę i jedziemy. 

Oracle: Hailz grindowe świry! Co tam nawego w obozie Into Sickness? Planujecie trasę po Europie, czy jest po temu jakaś szczególna okazja?

Trix: Siema brachu, tak jest, Into Sickness znów zrobi trochę hałasu, po okresie kiedy odsunęliśmy się na chwilę od tej całej grindowej sceny – teraz wracamy pokoncertować trochę w zimie, zobaczymy jak to wyjdzie.

O.: No to przelećmy trochę od początku – jak to wszystko się stało, że założyliście Into Sickness? Skąd wzięły się Wasze pierwsze inspiracje, pomysł na nazwę i tak dalej?

T.: Oryginalnymi założycielami zespołu byli Rogelio i Kriz. W okolicach 2007 roku, po zakończeniu szkoły muzycznej zaczęli grać death metal i pierwsze blasty. Generalnie, nazwę wzięliśmy od choroby toczącej ludzkość na wiele sposobów, niczym choroba umysłowa. Dlatego nasze teksty dotyczą między innymi prostego punktu widzenia sprzeciwiającemu się religii, polityce, broni masowej zagłady, ale też naszym złym tripom po dragach.

O.: „Reasons to Grind vol. II” zostało wydane już dość dawno temu, dlaczego? Jesteście takimi leniwymi ludźmi czy może po prostu nie macie parcia na wydawanie niczego nowego aktualnie?

T.: Hehe, to też, niektózy z nas są kurwa strasznymi leniami, ale prawda jest taka że przez ostatnie dwa lata mieliśmy trochę problemów ze zdrowiem, zarówno Trix jak i Rogelio. Najpier Rogelio miał operację bebechów, potem Trix złamał kostkę. Więc trochę nam z tym zeszło, do tego typowa brutalność życia odsunęła nas od sceny na pewien czas. Ale nagraliśmy też sześć numerów na EPkę zatytułowaną „Catastrophe”, które będziemy teraz ogrywać na koncertach podczas zimowej trasy. Liczę, że ludzie którzy znają nasza muzykę nie będą zawiedzeni.

O.: A skąd u Was wziął się grind jako gatunek w którym porusza się Into Sickness? Co takiego ma w sobie ta muzyka?

T.: To mikstura tego co lubimy i jacy jesteśmy. To nasze życie, nasz punkt widzenia na nie i na ekstremalną muzykę. Dlatego znajdziesz u nas 90% death metalowych riffów, trochę hardcore’a, mnóstwo blastów, które Rogellio przynosi do nas na próby i je napierdalamy w kółko. Poza tym grindcore jest świetnym medium do rozprzestrzeniania naszych poglądów na temat polityki, wojny czy upadku ludzkości.

O.: A do tego możesz opierdalać po całym świecie tylko dlatego że grasz grind core’a, czyż to nie fajne?

T.: Dokładnie grindcore jest niczym motor, który napędza Cię, jeśli jest tylko w Tobie wystarczająco dużo pasji i zacięcia – wtedy możesz podróżować i rozsiewać swoje wrzaski i blasty gdzie tyko się da. Do tego nabierasz doświadczenia osobistego, a także jako zespół gdy grasz w różnych miejscach. Choć czasem dochodzi do zderzenia z rzeczywistością, jako że jesteśmy jednak kapelą z Meksyku, hahah!

O.: A o co chodzi z Waszym sławetnym koncertem w Amsterdamie? Sporo ludzi wspomina go całkiem nieźle, hehe…

T.: Na trasie w 2014 roku mieliśmy kilka dni wolnego pomiędzy naszymi niemieckimi i francuskimi koncertami, postanowiliśmy więc pojechać do Holandii na palenie i żeby spotkać się z naszymi znajomymi. Posiedzieliśmy u nich na squacie, ale że mieli też swoje łódki zaproponowali żebyśmy zrobili grindową imprezę na łódkach. Akurat w ten dzień przypadał dzień Gay Pride, można było robić imprezy na ulicach i tak dalej. Przynieśli więc jakiś sprzęt na którym można było grać, wsadziliśmy się z jeszcze trzema innymi kapelami i napierdalaliśmy grindcore pływając łódkami po rzece w Amsterdamie. Zajebista zabawa.

O.: Sobie wyobrażam. Wszystkie Wasze materiały ukazały się niezależnie, dlaczego? Nikt nie był zainteresowany w wydaniu tego, czy to po prostu typowe podejście w grindzie na zasadzie DIY.

T.: No nie do końca. Na ten moment wydaliśmy trzy albumy i jedną EPkę. Pierwsze dwa krążki, czyli „Into Sickness” i „Reasons to Grind vol. I” wypuściliśmy na zasadzie „zrób ot sam”, ale gdy ukazało się „Reasons to Grind vol. II” nasz przyjaciel Patrick ze Splattered Zombie Records zaoferował swoją pomoc. No i jeszcze rozmawiamy z innym labelem z Meksyku, Amercian Line Producciones, żeby wypuścić nową muzykę u nich na CD, a z jeszcze innym niezależnym labelem w sprawie wydania „Reasons to Grind vol. II” na winylach.

O.: Okładki Waszych materiałów różnią się od typowych grindowych front coverów, powiedziałbym że bliżej im do black metalowych okładek. Ale są spoko. Możesz powiedzieć mi, jakie jest powiązanie między nimi a Waszymi tekstami?

T.: To przede wszystkim była kolaboracja z naszą długoletnią przyjaciółką, która jest też tatuażystką. Lubi punk, grind, ale też black metal. Pokazała nam kilka swoich prac, a one spodobały się nam i postanowiliśmy użyć ich jako okładek. Trix mieszkał z nią przez jakiś czas, więc sporo rozmawiali o szczegółach okładek i innych chaotycznych inspiracjach, alchemii i geometrycznych patentach, które znajdują się na okładkach.

O.: Kapele grindowe często są stricte polityczne, ale u Was nie jest to aż tak oczywiste. Jebie Was polityka, czy jak?

T.: Nie, polityka, ekonomia, bioterroryzm czy geopolityka ma na nas duży wpływ. Rzecz w tym, żę lubimy używac metafor i musisz czytać między słowami, żeby zrozumieć nasz przekaz. Ale interesuje nas też metafizyka, naukowy okultyzm, makrokosmiczny punkt widzenia na rzeczywistość, a także wiele meksykańskich problemów czy wierzeń.

O.: A jeśli zapytałbym Cię o top 5 grindcore’owych albumów, jak wyglądałaby taka lista?

T: 1. „Scum” Napalm Death

2. „Version 2.0” Nasum

3. „Matando Gueros” Brujeria

4. „Extreme Conditions Demand Extreme Responces” Brutal Truth

5. „Misantropo a Senso Unico” Cripple Bastards

O.: Ok, kończymy już, dzięki za szybki wywiad. Jak będzie według Ciebei wyglądał 2019 dl Into Sickness?

T.: Zimą zaczynamy trasę, a jak już wrócimy to skupimy się na nowych numerach. Potem znów może jakieś koncerty, najlepiej gdzieś gdzie jeszcze nas nie było, jakaś Azja czy coś… Może znów Europa.

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *