Jak już sam Pierścien stwierdził w trakcie wywiadu – Incarnated nie rozpieszcza fana zbyt częstymi wydawnictwami. Ale lepiej mieć mało dzieci a mądrych niż dużo głupich… A, dupa, nie ten serwis. Lepiej mieć mniej płyt, a dobrych niż więcej a średnich, hehe. Jak dla mnie „Try Before Die” zdecydowanie należy do pierwszego sortu i pokazuje, że w Polsce padlinożercy wszelkiej maści zawsze mieli z górki…   incarated.jpg1

Oracle: Witaj! Co tak długo Wam zeszło z nowym krążkiem? Część słuchaczy może już nawet zapomniała o Incarnated? Z drugiej strony – podczas takiej przerwy pewnie część dopiero zaczęła słuchać mocnego nakurwu, więc może jest szansa, że „Try Before Die” będzie jednym z pierwszych poznanych krążków przez jakiegoś młodego adepta mięcha, hehe…

Pierścień: Witam. Fakt trochę nam się zeszło tu i ówdzie. Powstała dosyć długa nie planowana przerwa w naszych dokonaniach, ale nie ma tego złego….(a może jest „ten zły”?- śmiech). Właśnie wydaliśmy „Try before die” i jesteśmy w trakcie promocji medialnej naszego materiału. Co się tyczy słuchaczy, wiadomo jedni przychodzą inni odchodzą, proza życia.

O.: Odkąd pamiętam Incarnated hołdowało krwistemu death/grind’owi z mocnym szwedzkim akcentem. Ale – właśnie, ale. Przez długi okres szwedzizna cieszyła się uznaniem ściśle określonej garstki maniaków i dopiero od wielkiego boomu na staroszkolny death metal w dobrym tonie jest chwalić szwedzki death – na przykład przeciętny thrash metalowy podlotek musi kojarzyć choć podstawę, hehe… Uważasz taki rozwój sytuacji za szansę dla Incarnated na przebicie się do szerszej masy słuchaczy?

P.: Generalnie, mało mnie to interesuję. Tworzę muzykę jak i kiedy chcę i nie zaprzątam sobie głowy jakimś tam BOOM-em na coś tam. To co się dzieje na tzw rynku muzycznym jest gdzieś obok mnie. Nigdy nie dawałem się przekonać do czegoś co mi osobiście nie pasuje, a jest akurat na to popyt. Incarnated posiada swoją tożsamość i to jest dla mnie najważniejsze, słuchacz musi wiedzieć co to jest Incarnated i z czym to się je, a czy trafia to akurat w jego gusta to już jest sprawa drugorzędna.

INCARNATED_300pxO.: Tak w ogóle – po co Incarnated istnieje, po co z uporem maniaka ciągniesz ten wózek przez dwadzieścia dwa lata? Część recenzentów zarzuca Wam wtórność i trzymanie się oklepanych schematów, ale wydaje mi się, że odkrywanie nowych pokładów w muzyce to nie Twoja broszka?

P.: Jak już wcześniej wspominałem robię to co kocham i nie wyobrażam sobie spędzać czas inaczej. Trzymam się jednej zasady i podpiszę się pod tym dwoma rękami „Arbeit macht frei”. Wiem, że ten cytat wielu ludziom źle się kojarzy i wiadomo do jakich celów był stosowany, ale tak po prostu jest i dlatego Incarnated istniej tyle czasu. Co się tyczy recenzentów to lubią się skupiać na rzeczach mało istotnych i robić z tego wielkie HALO. Często, a może zawsze, twórca ma co innego na myśli tworząc swoje dzieło, a recenzenci nie widzą lub nie chcą widzieć tych rzeczy. Chcąc zaistnieć(mówię o recenzentach) wyciągają królika z kapelusza by być ponad twórcę. W dobrym tonie jest chwalić to co wszyscy chwalą, lecz zawsze pojawi się pewne „ALE” i tego nigdy nie zrozumiem. Coś co jest dobre, to jest dobre, jeżeli nie to nie. Proste. Są na świecie zespoły dobrze znane szerokiej publiczności posiadające wielką markę które nagrywają od lat takie same płyty i nikt nie porusza takich problemów jak oklepane schematy, a są też i takie kapele których każdy następny materiał jest po prostu z innej beczki i też to nie jest problem. Nie będę się tu rozpisywał bo to po prostu nie ma sensu. Incarnated się nigdy nie zmieni.(śmiech).

O.: Słuchając „Try Before Die” odnoszę wrażenie, że jest trochę bardziej nośny, wpadający w ucho, niż wcześniejsze materiały. Rzekłbym, że czuć tu więcej groove, choć do brutalnego death metalu średnio pasuje mi takie sformułowanie akurat… Czy tylko mnie tak się wydaje, czy spotkałeś się już z takimi sygnałami?

P.: Odbiór płyty jest naprawdę różny, ze skrajności w skrajność. Dobrze, że przeważają pozytywne opinie(śmiech). Wiadomo, że każdy inaczej odbiera i przeżywa muzykę i ma pełne prawo do swoich przemyśleń. Najważniejsze, żeby pokrywały się one, przynajmniej w części z tym co mieliśmy na myśli tworząc ten materiał. Masz rację „groove” słabo pasuje do koncepcji Incarnated(śmiech) incarated

O.: Dwadzieścia dwa lata w służbie rzeźni nie przełożyły się jednak na nawał materiałów sygnowanych logiem Incarnated. Zaledwie trzy długograje i pomniejsze wydawnictwa – mimo to każdy z nich jest dobry lub bardzo dobry. Czyli Incarnated nie jest zespołem, który rozmienia się na drobne, ale jak przyjebie to raz a porządnie?

P.: Fakt, nie rozpieszczamy zbytnio naszych fanów nagraniami, ale chyba nie o to chodzi aby wypuszczać na rynek ilość ale jakość. Znam przypadki gdzie zespół posiada jedno wydawnictwo ale jest uznawane za kult, a są również kapele które potrafią wydawać materiały dwa razy do roku i przechodzą one bez echa. Tak źle, a tak nie dobrze(śmiech). Jesteśmy świeżo po wydaniu”Try before die”, a już mamy kilka pomysłów na następny materiał, ale o tym innym razem.

O.: Z drugiej strony – dzięki Incarnated objechałeś kawałek świata… Wielu muzyków twierdzi, że gdyby nie muzyka nigdy nie trafili by w tak egzotyczne miejsca. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

P.: Dokładnie tak jest. Muzyka ma swoje plusy jak i minusy, rozchodzi się jednak o to by te plusy nie przysłoniły nam minusów – jak mawiał klasyk(śmiech). Muzyka to nie tylko podróże i poznawanie nowych ludzi, to przede wszystkim ciężka praca i sporo wyrzeczeń o których nie można zapominać, a zwykły zjadacz mięsa nie wie bądź nie bierze pod uwagę takich spraw. Podróże i „after party” to tylko dodatek który może się pojawić po ciężkiej pracy, ale wcale nie musi. Życie i wiek weryfikuje pewne rzeczy. Po przez częste wyjazdy przestałem lubić podróżowanie i całonocne lub kilkudniowe libacje(śmiech).

O.: „Try Before Die” to kolejne wydawnictwo pod skrzydłami Karola i jego Selfmadegod Records. Musisz być zadowolony ze współpracy, co? SMG nie wydaje masowo, ale jak już coś wypuści, to jest duża szansa, że skopie po dupie… Co jeszcze, poza tą wspólną dla Incarnated i Selfmadegod Records, jest ważne dla Was jako partnera?

P.: Moi prawnicy tak skonstruowali kontrakt z Selfmadegod Records, że muszę być zadowolony ze współpracy i nie mogę powiedzieć złego słowa na prezesa SMG (śmiech). Z Karolem nawiązałem współpracę przy okazji innych projektów muzycznych i już jakiś czas się znamy. Bez wahania podpisałem papiery odnośnie Incarnated. Znamy swoje oczekiwania i wywiązujemy się z nich w stu procentach nie robiąc sobie problemów. Selfmadegod to niezależna wytwórnia która bardzo dobrze działa na rynku muzycznym. incarnated2

O.: Nie mam przed sobą akurat tekstów do „Try Before Die”, ale podejrzewam, że nie nastąpiła tu wielka zmiana odnośnie tematyki… Gore króluje, hehe… Tak w ogóle to skąd bierzesz inspiracje do tekstów – ślęczysz przed kompem i surfujesz po stronach dla odchyłów, wertujesz stare numery „Złego”, czy może biegasz od OIOMu do OIOMu?

P.: Teksty pisze samo życie albo śmierć. Ciało ludzkie i zachowania otaczającego nas świata to najlepsza kopalnia wiedzy do tego rodzaju tematyki. Nie trzeba być chorym, żeby się zetknąć z tematyką GORE na co dzień. Po prostu, tam gdzie inni odwracają głowę ja zaglądam (śmiech).

O.: Fajną sprawą jest zapewne pakiet płyta plus koszulka, zwłaszcza, że autorem obrazka na t-shirt jest Mark Riddick, znany i lubiany rysownik. Jak złapaliście kontakt z nim? P.: W tym miejscu, chylę czoła przed Karolem z SMG. Gdyby nie jego układy i koneksje do tej współpracy zapewne by nie doszło. Dlatego uważam, że taki pakiet płyta i koszulka jest bardzo unikalną sprawą. Jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego.

O.: Białystok stolicą death/grindu – z tą tezą raczej nie da się dyskutować, prawda? Jak sam odnosisz się do takiej sytuacji? A może jest to dla Ciebie uciążliwie, że wszystkim kojarzy się ta mieścina z jednym i tym samym, heh?

P.: Kiedyś tak było. Byłem dumny, że tak postrzegano miasto z którego pochodzę. Zespoły grające brutalną odmianę metalu miały determinację w działaniu i dlatego było głośno o nich i o Białymstoku. Obecnie sytuacja się trochę zmieniła. Powstają nowe zespoły i każdy raczej się odcina od tego gatunku i od tego skąd jest. Kapelom się wydaje, że są ponad to a w rzeczywistości po prostu gdzieś giną i białostocka scena metalowa obumiera.

O.: Ostatnimi czasy powstaje sporo publikacji książkowych na temat sceny metalowej, czy też konkretnych zespołów. Gdyby miała powstać książka o polskiej scenie death/grind i Tobie powierzono by nadanie jej tytułu – jakby on brzmiał? incarnated4

P.: „Smród zgnilizny”- polska scena death/grind. „Przedsiębiorstwo mięsne Białystok”- rozdział o białostockiej scenie metalowej. Nie są to może medialne tytuły ale tak mi się to kojarzy i tak to właśnie widzę(śmiech).

O.: Incarnated samo nie gra wiele koncertu, od pojedynczego rzygnięcia do rzygnięcia. Z czego to wynika – natłok obowiązków dnia codziennego, czy po prostu tak jak w przypadku wydawania płyt nie chcecie się rozmieniać na drobne, żeby widziano Was dajmy na to co środę w okolicy grających gig za piątaka? Sam często chadzasz na koncerty, jako fan a nie artysta, hehe?

P.: Masz rację, tak właśnie jest. Sam osobiście nie zabiegam o granie koncertów. Z wielu propozycji rezygnujemy gdyż nie spełniają one naszych oczekiwań i nie chodzi mi tutaj o zarabianie pieniędzy, bo gramy za zwroty kosztów a przede wszystkim o profesjonalne podejście do tematu. Co i komu ma dać taki koncert. To kolejny temat „morze”….

O.: Jak w ogóle w takim mieście sprawy się mają z kontaktami pomiędzy zespołami? Istnieje jakaś podskórna rywalizacja, czy raczej wszystko w koleżeńskiej komitywie, pomocy itp.?

P.: Trudne pytanie(śmiech). Większość kapel tu żyjących zna się dokładnie między sobą i jeżeli chodzi o pomoc poszczególnym ich członkom to bez problemu ale jak to zwykle bywa, zawsze się znajdą tacy, którzy są ponad to całe białostockie piekiełko i są bardziej metalowi niż inni. Wydaje mi się, że tak jest wszędzie. Nie daj Boże by się komuś coś udało (śmiech).

O.: Dziś wszyscy krzyczą, jakie to lata dziewięćdziesiąte były zajebiste, nawet Ci, którzy dopiero w nich się urodzili. Jak ty wspominasz pierwszą połowę dziewiątej dekady w Polsce – zarówno pod względem społecznym, jak i typowo muzycznym, zwłaszcza ekstremalnym?

P.: Właśnie wychodzą różnego rodzaju publikacje na ten temat to nie będę się tu rozwodził. Powiem tylko, że większość rzeczy która miała miejsce w tamtym okresie była robiona przede wszystkim z pasji i z serca, a nie z potrzeby zarobienia szmalcu. Kiedyś było dokładnie odwrotnie do tego co jest dzisiaj.

incanated5O.: Akurat gdy piszę pytania do tego wywiadu w słuchawkach pobrzmiewa mi muzyka symfoniczno metalowego zespołu skądś tam. Do recenzji. Nie cierpią takiej muzyki – a Ty masz jakieś gatunki, które powodują u Ciebie alergię?

P.: Podchodzę bardzo subiektywnie do tematu i zaskoczę Cię, nie posiadam awersji do gatunków muzycznych lecz do konkretnych nagrań. Nie ważne jaki to jest gatunek i jaka muza jeżeli coś mi nie pasuje to koniec i kropka.

O.: W ostatnich kilku latach modne stało się ponowne nagrywanie starych materiałów – całych demówek czy albumów, często takich które zyskały status kultowych, że sięgnę tylko po tak oczywiste albumy jak „Bonded By Blood” czy „Battle Hymns”. Ciebie nie kusiło, żeby nagrać raz jeszcze na przykład materiał z demówek – z lepszym brzmieniem, nową oprawą graficzną i tak dalej?

P.: Uważam, że przede wszystkim chodzi tu o kasę. Ja sobie osobiście nie wyobrażam jak wyglądała by płyta „Inri”-Sarcofago lub „Reek of putrefaction”- Carcass nagrane dzisiaj. Normalnie nie mieści mi się to w uszach. Dlatego nie popieram takich działań, chyba że chodziło by o zarejestrowanie poszczególnych utworów na jakąś składankę jako ciekawostkę a nie całe materiały. O

.: Byłeś na wyborach do Europarlamentu? Chadzasz w ogóle spełniać swój obywatelski obowiązek czy masz to w dupie?

P.: Oczywiście, że byłem i jak najbardziej wszystkich motywuję do tego rodzaju działań. Wiesz, dookoła słyszy się jak to jest źle i trzeba coś zmienić a jak przychodzi ten dzień gdzie można coś powiedzieć od siebie to jeden z drugim dupy nie ruszy z kanapy, bo po co? Normalnie krzyżyk sam się przekręca na ścianie (śmiech).

O.: Dobra, to już chyba powoli kończyć będziemy. Masz może jakieś nowiny, którymi chciałbyś nas uraczyć na koniec tego wywiadu, plany czy donosy?

P.: Dziękuję bardzo za czas poświęcony Incarnated jak i mojej skromnej osobie. Obecnie planujemy jesienne koncerty promujące „Try Before Die” tak więc news-y pojawią się po wakacjach(śmiech). Wspierajcie andergrand i do zobaczenia na koncertach. MAKE GORE NOT WAR. Pozdrawiam Pierśćień