Ech, robienie wywiadów z niektórymi kapelami to ciężki kawałek chleba. Wystarczy, że nie będziesz chwalił i zdzierał kolan przed kapelą, to dostaniesz odpowiedzi na zasadzie „a u Was to murzynów biją”. No ale cóż, tak to bywa. A może po prostu niemieckie trio nie było w najlepszym nastroju? Poczytajcie, co na temat swojego debiutanckiego krążka powiedziało mi trzech panów z Inarborat.

Oracle: Witam! To pierwszy wywiad dla polskiego magazynu, czy może mieliście już wcześniej jakieś kontakty z polską prasą?

C.: Myślę, że polska prasa jest trochę oschła wobec Niemców, nie lubiących zachowania braci Kaczyńskich. Więc nas ignorują. Dlatego jesteśmy zachwyceni, że dajesz nam w końcu szansę, by móc przedstawić się polskiej publice.

O.: Nie ma sprawy, a z braćmi mniejszymi to bym tak nie przesadzał, po co nimi zawracać sobie głowę. Nieważne. Mielibyście coś przeciwko, gdybym poprosił Was o streszczenie i tak krótkiej historii Inarborat? Wiecie, w sumie mimo sąsiedztwa nie jesteście zbyt dobrze zani w Polsce…

Alboin: Nie, nie miałbym nic przeciwko. A więc, Miserere i ja poznaliśmy się przypadkiem przez wspólnego przyjaciela. Mieszkał chwilę u mnie, a ponieważ miał wówczas ze sobą bębny oraz gitarę, zaczęliśmy trochę jammować. Miserere miał już gotowych kilka pomysłów gitarowych, zaaranżowaliśmy je tylko tak, że stały się kompletnymi utworami. Tak powstała demówka „Wisdom Sans Words”. Natychmiast postanowiliśmy, że będziemy kontynuować pisanie muzyki, i rozpoczęliśmy prace nad pierwszym albumem.

O.: Aha. A mógłbyś jeszcze zdradzić, co oznacza nazwa kapeli? Podobno ma to coś wspólnego z drzewami…

Miserere: Trudno jest to przetłumaczyć, ale z grubsza znaczy to „zrobiony/trzymany wewnątrz drzewa”. Zazwyczaj wolę samo „wewnątrz drzewa”, z pominięciem czasownika, ponieważ brzmi wówczas bardziej uniwersalnie i dlatego jest nam ono bliższe. Drugie znaczenie tego słowa to coś w rodzaju „wznosić flagę”.

O.: Ok., porozmawiajmy o debiucie, nazwanym po prostu „Inarborat”. Dlaczego akurat tak go zatytułowaliście? Jako swego rodzaju manifest, czy może pomyśleliście, iż Iron Maiden, Metallica nazwały swe płyty w ten sposób, były to całkiem dobre materiały, więc też tak chcieliście?

C.: Wiele zespołów nie nadaje tytułów swym debiutom, że wspomnę o Iron Maiden, Burzum czy Bathory to trzy dobrze znane przykłady („Metallica” to nie debiut Metalliki, właściwie to w ogóle nie jest albumem Metalliki…), z jednego powodu – te trzy albumu reprezentują wewnętrzną istotę tego, co nadejdzie w przyszłości. Podobnie nasz debiut reprezentuje istotę Inarborat, powinien on zwiastować zawartość. Dlatego album nie ma tytułu, lub to nazwa jest tytułem krążka, zależy jak na to patrzeć.

M.: C. podsumował to całkiem dobrze. Moim zdaniem album jest niezatytułowany, ale nazwanie go „Inarborat” jest prawdopodobne dogodniejsze. Przy okazji, zastanawiam się, co te dwa albumy mają ze sobą wspólnego (oprócz tego, że oba są zatytułowane tak jak nazwa kapeli, bądź nie mają tytułu, no i odniosły sukces…). „Iron Maiden” jest bardzo żywiołowym i surowym debiutem, podczas gdy Metallica ma czyste brzmienie i w ogóle nie ma riffów, które równałyby się z poprzednikami. Są tu może z dwa, trzy dobre kawałki, ale i tak nie jestem zbyt czuły dla tego krążka. W sumie to nie widzę nas jako grających jakiś dupny heavy metal i sprzedających za każdym razem miliony płyt. To nie nasza droga…

O.: Fakt. Będę z Wami szczery – dla mnie „Inarborat” jest po prostu typowym black metalowym albumem, z lekkimi naleciałościami wczesnej Katatonii. Nie słyszę na nim żadnych fragmentów, o których mógłbym rzec, iż są wspaniałe lub oryginalne. Ale, jako, że to debiut uważam, że wszystko przed Wami. Zgodzicie się ze mną?

M.: Rozumiem Twój punkt widzenia, ale i tak się z Tobą nie zgodzę. Pewnie, nie jesteśmy najoryginalniejszym zespołem świata, ale nie jesteśmy również żadnymi plagiatorami. W każdym razie nie uważam, że muzyka nie musi brzmieć tak oryginalnie jak tylko się da. Chodzi o emocje. Istnieją tony zespołów, grających rzeczy dziwne i nowoczesne, o których nikt wcześniej nawet nie pomyślał, że coś takiego kiedyś powstanie, ale większość z nich jest okropna. Dlaczego? Ponieważ zbyt się starają, a ich muzyka nie przewodzi w zupełności żadnych uczuć. No a co do nas to masz rację – wciąż będziemy się rozwijać.

O.: Skoro już zeszliśmy na krytykę – nie złość się na mnie, ale uważam że brzmienie „Inarborat” jest kiepskie, a w kilku szybszych momentach niewiele wręcz słychać. Zdajecie sobie z tego sprawę?

C.: Nie, nigdy sobie tego nie uświadomiłem. Właściwie, byłem w stanie zaśpiewać równo i zgodnie z melodią, wbrew dźwiękowi, który jest na tyle zły, że niewiele słyszeć. Zdecydowanie musisz mieć lepszy słuch ode mnie, by to słyszeć.

M: Naprawdę, nie wiem o co Ci chodzi. [o kiepskie brzmienie – przyp. Oracle] Album na pewno nie brzmi jak z profesjonalnego studio, ale moim zdaniem brzmienie pasuje do tego krążka, a to jest dla mnie najważniejsze. Poza tym uważam, że brzmi o wiele lepiej niż jakiś twój przeciętny album undergroundowy.

A.: A ja muszę się zgodzić… nawet jeśli produkcja nie jest jakimś najwyższym poziomie, to na pewno nie jest to żadne tanie nagranie z próby i naprawdę pasuje mi do muzyki. Również się nie gniewaj, ale poszukałbyś jakiegoś dobrego hi – fi 😉

O.: Hehe, skubany się odgryzł 🙂 No dobra, sorki za moje ostre słowa, no ale czyż Albion nie jest naczelnym w www.metal.de? Zdaje mi się, że i on czasem mówi jakieś gorzkie słowa pod adresem innych kapel. No a skoro jesteśmy przy temacie – jak sprawa ma się w Niemczech jeśli chodzi o webziny? Czy i u Was również istnieje podział na „prawdziwych” i „nieprawdziwych”, którzy czytają lub sami tworzą webziny jak metal.de czy nasz chaosvault.com?

C.: Wyjaśnijmy sobie dwie rzeczy :a) nigdy nie słyszałem czegokolwiek o prawdziwych bądź nieprawdziwych web zinach; b) w jaki sposób fakt, że Alboin jest głównym edytorem metal.de, ma wpływać na działalność Inarborat? [a czy ja powiedziałem, że wpływa? Prosiłem tylko, byś nie obraził się za me słowa, bo i on recenzuje różne rzeczy i wie jak to jest powiedzieć coś komuś o jego płycie, niekoniecznie pozytywnego – przyp. Oracle]

A.: Również nie widzę związku. Tak, jestem naczelnym metal.de, ale nie ma to żadnego wpływu na działalność Inarborat. A poza tym, nie piszę zbyt wiele w metal.de, raczej zajmuję się organizacją i tego typu sprawami, mam więc zbyt mało czasu by oceniać inne kapele. Ponadto, nie interesuje mnie za bardzo to, jak grają inne zespoły, a zwłaszcza jeśli chodzi o black metal.

O.: No dobra… Wracając do „Inarborat” – w kilku momentach stworzyliście całkiem niezłą, a zarazem melancholijną atmosferę, bliską temu, co możemy znaleźć na przykład na takim „Brave Murder Day”.

M.: Ja jestem odpowiedzialny za wszystkie riffy, struktury utworów i tak dalej, ale reszta chłopaków też ma wpływ na muzykę oczywiście. No a jako, że jestem osobą pełną przemyśleń, domyślam się, iż to ode mnie wychodzi ta cała melancholia. Ale nie jest to jakieś użalanie się nad sobą czy coś w tym rodzaju, opisałbym to raczej jako konstruktywny smutek.

O.: A czy teksty też są takie ponure? Czy Inarborat ma w ogóle jakiś koncept, konkretnie określone przesłanie?

M.: Wszystkie liryki powiązane są z naturą w jakiś sposób, jednakże nie ma żadnego konkretnego konceptu. Ale rzeczywiście – są one bardzo ponure. Dotyczą na przykład „wzlotów i upadków” oraz „ukrytej mądrości”, mógłbyś więc nazwać je również jako „okultystyczne” w oryginalnym znaczeniu tego słowa.

O.: Wasze wcześniejsze demo zostało już wyprzedane. Planujecie jakieś wznowienie tego wydawnictwa? A może umieścicie je w sieci, by można je było do wolna ściągać? Nie uważasz, że jest to ostatnimi czasy dość popularny sposób na rozpowszechnianie starych materiałów, dymówek i im podobnych?

C.: Ono było dostępne cały czas w Internecie, więc twierdzę, że nie sprawdziłeś naszej strony głównej należycie. Możesz stamtąd ściągnąć utwory, booklet, i zrobić po kopii dla siebie, dziewczyny, kota i babci [moja babcia słucha tylko Darkthrone, bo jak twierdzi „reszta skurwysynów kradnie im jebane riffy” – przyp. Oracle]. Może to więc być całkiem niezły prezent, więc czuj się niczym nieskrępowany by ściągać to demo i drukować wkładki! A kolorowy papier sprawia, że nawet nieźle to wygląda…

O.: Waszym aktualnym labelem jest Van Records. Jesteście zadowoleni z tej kooperacji? W sumie, właśnie sobie przeprowadzamy wywiad, na naszej stronie jest recenzja Waszego debiutu – skoro coś tam o Was słychać w takiej Polsce, to wytwórnia chyba wywiązuje się ze swoich zadań, co?

M.: Tak, Van robi dla nas jak dotychczas bardzo dobrą robotę – tego właśnie oczekiwaliśmy. Promocja jest odpowiednia dla takiego zespołu jak Inarborat, komunikacja przebiega spokojnie i gładko. Tak długo jak będziemy zgodni, nie ma sensu szukania innej wytwórni.

O.: A jak sprawa ma się z koncertami – gracie na żywo, czy może Inarborat jest raczej projektem studyjnym? Gracie na żywo może być dla Was trudne bo ponoć żyjecie w trzech różnych landach. No i co uważacie o koncertach black metalowych w ogólności?

M.: Nie graliśmy jeszcze na żywo, właśnie z powodu odległości, która sprawia, iż wiele rzeczy jest o wiele bardziej skomplikowanymi. Właśnie czynimy przygotowania do pierwszego koncertu, który będzie miał miejsce może jeszcze w tym roku. Musimy jeszcze rozpisać kawałki, podzielić obowiązki, odbyć próby… Sam wiesz, jak to jest. Nie wiem co powiedzieć Ci o black metalowych koncertach. Koncert podoba mi się jeśli zespół, atmosfera i publika współgrają ze sobą. To jest proste samo w sobie i nie ogranicza się li tylko do black’u.

O.: Niemcy zawsze były znane z silnej sceny thrash’owej, podobnie power i heavy metalowej, ale już scena black metalowa w Waszym kraju nigdy w tak wielkim stopniu, wręcz o wiele mniejszym. Jak myślisz, dlaczego?

C.: A polska scena może jest? Mieliście Graveland, mieliście trendziarzy z Behemoth (którzy są odpowiednikiem naszego Mystic Circle, taki wstyd…) [oj, kolego, najpierw nazywacie prezydenta kartoflem, teraz obrażacie Behemoth, a później się dziwicie, że Was polska prasa olewa, hehe – przyp. Oracle], ale myślę, że to nie ma wiele wspólnego z ich jakością, zarówno z samych początków (Sodom, Poison, itp.) jak i późniejszych lat, jak Ugod, Desaster czy Martyrium, a także inne podobne bandy. Powiem raczej, że ma to dużo wspólnego ze zbiegami okoliczności lub z tym, że nie pochodzimy ze Skandynawii. Ale kogo to obchodzi? Podczas, gdy nasza scena thrashowa była zawsze mocna, to z kolei nasza scena heavy metalowa była raczej, że tak powiem, przeceniona, czego nigdy nie rozumiałem. Na przykład dlaczego niektóre niemieckie akty (jak Accept, Helloween, Blind Guardian) zostały sławne. Mi tam zawsze podchodził bardziej NWOBHM. No a fan black metalu nie powinien zapominać o takich kapelach jak Nagelfar czy Moonblood.

O.: Taaa… Dobrze, powiedz mi jeszcze o Waszej przyszłości. Jakieś plany, marzenia?

M.: Nie ma tu co dużo mówić. Prawdopodobnie wypuścimy nasz album na winylu, to zajmie nam prawdopodobnie trochę czasu. Pożyjemy, zobaczymy. No a marzeń jest sporo, ale są one zbyt osobiste, by się nimi dzielić.

O.: Dobrze więc, dzięki za odpowiedzi i życzę Wam powodzenia!

M.: Nie ma problemu.