Meksykańskie In Obscurity Revealed swoimi dwoma materiałami zrobiło mi bardzo dobrze. O ile demo było porządnym death metalem, o tyle siedmiocalówka „Grim Fumes of Revelation” to kurwa już wysokiej klasy mieszanka black i death metalu. Nie mogłem sobie więc odmowić zadania tej grupie kilku pytań, zwłaszcza, że nie kojarzę z nimi żadnego wywiadu. Niestety, wydaje mi się, że wpływ na jakość odpowiedzi miała bariera językowa. Szkoda, ale ostatecznie nie ma się co zrażać – muzyka tego bandu jest przednia.

Oracle: Hailz! Może i zaczniemy w lekko oklepany sposób, ale nie kojarzę wywiadów z In Obscurity Revealed w polskiej prasie podziemnej. Jak to więc się stało, że ta kapela została powołana do życia i kto był inicjatorem?

F.M.: Hailz! Kapela powstała pod koniec 2014 roku. Koncept zespołu zawsze oscylował wokół pojęci: szaleństwo, okultyzm, śmierć. Bez rozciągania tego na ortodoksyjny czy teistyczny plan. Kompozycje na tym demo były bardzo surowe. Demo najpierw ukazało się naszym własnym sumptem, dopiero potem rozpoczęliśmy współpracę z Caverna Abismal.

O.: Jak już wspomniałeś więc, jesteście młodą kapelą z zaledwie dwoma materiałami w dyskografii, lecz cieszycie się już sporym szacunkiem zarówno na meksykańskiej jak i międzynarodowej scenie. Jak myślisz, skąd to się bierze? Są kapele, które na Waszą pozycję pracują o wiele dłużej…

F.M.: Zawsze byliśmy świadomi międzynarodowego podziemnego ruchu, całej masy świetnych zespołów, które bazują na doskonałym koncepcie, a nie tylko na żywej rzeczy. Wierzymy, że mocny koncept wykracza poza dogmaty, w naszym przypadku pozbyliśmy się wszelkich obiekcji – w ten właśnie sposób zamierzamy pracować nad nadchodzącym albumem. W nawiązaniu do dystrybucji tego albumu dziękujemy zinom, labelom i tak dalej. Scena w naszym kraju jest potężna i różnorodna, ale jesteśmy też pod wyraźnym wpływem zespołów z innych państw. Przesłanie i nasz muzyczny język to naczynie, którym dzielimy się z innymi. Zrozumienie pomaga w rozprzestrzenianiu.

O.: Nazwa Twojej kapeli została zaczerpnięta od jednego z utworów Vorum, a przynajmniej tak sądzę. W sumie atmosfera Waszej muzyki jest w jakiś sposób podobna do tego co robią właśnie oni, czy zespoły jak Grave Miasma, Deggial czy Dead Congregation. Wygląda więc na to, że koncept o którym mówisz w Waszym przypadku jest dobrze przemyślany i nieprzypadkowy…

F.M.: W rzeczy samej, nazwa pochodzi od Finów z Vorum. A zespoły, o których wspomniałeś miały na nas definitywnie wpływ. Brzmienie ma na pewno swoją własną kulturową specyfikę i idiosynkratyczne czynniki mają z tym wiele wspólnego.

O.: Może i tak. Wydaje mi się, że między waszym demo „Speel of the Seeker” a Epką „Grim Fumes of Revelation” słychać sporą różnicę. Podczas gdy demo to klasyczny smolisty death metal, siedmiocalówka jest zdecydowanie bardziej rozwinięta, pod każdym względem. A postęp uczyniony został w rok…

F.M.: Dystans między tymi dwoma wydawnictwami jest zauważalny pod wieloma kątami. Przede wszystkim zmienił się skład zespołu, co wymusiło niejako zmianę brzmienia. Ewolucja nastąpiła również pod kątem konceptualnym, pomimo krótkiego okresu, jakim zespół dysponował. Nie oznacza też to, że szybko zmieniamy poglądy, a raczej że mieliśmy w końcu możliwość zaprezentowania ich w bardziej dosadny sposób. Sposób w jaki chcemy to robić obecnie jest wystarczająco jasny, co udowodnimy na nadchodzącym debiucie.

O.: Dodatkowym atutem jest fakt, że trudno wskazać jakiekolwiek konkretne wpływy na „Grim Fumes Of Revelation”. Sam nie potrafię powiedzieć, że ten i ten riff brzmi jak ta i ta kapela. To olbrzymia zaleta. Zwłaszcza, że dziś chyba nie jest łatwo skomponować taki materiał, bo w metalu już niewiele raczej pozostało do odkrycia, co?

F.M.: To była dla nas jako dla zespołu naturalna ewolucja. W czasie, gdy komponowaliśmy mieliśmy mnóstwo różnych pomysłów, jednakże najwyraźniej odczuwalnym piętnem jest tutaj black metal. Mówiąc o kompozycjach, uważam że osiągnęliśmy to co chcieliśmy. Z drugiej strony okładka doskonale ilustruje zawartość tej EPki.

O.: Oba Wasze materiały ukazały się na klasycznych metalowych formatach – demo na taśmie, a EPka jako siedmiocalówka. Rozumiem, że to było celowe działanie, bo nie sądzę, że nie znaleźliście żadnego labelu, który chciałby wydać Wasz materiał na kompakcie…

F.M.: Tak, chcieliśmy dokładnie wydanie materiałów na tych dwóch konkretnych formatach.

O.: „Grim Fumes of Revelation” ukazało się pod skrzydłami Blood Harvest Records, labelu bardzo szanowanego w podziemiu – ale czy wchodziły w grę też inne opcje? No i jakie ich wydawnictwa Twoim zdaniem zasługują na największą uwagę?

F.M.: Myślę, że Blood Harvest Records robi świetną robotę, jesteśmy bardzo zadowoleni z ich wsparcia dla nas. Nasza współpraca z nimi jest naprawdę solidna, już od samego początku. A jeśli mówimy o ich wydawnictwach to pewnie „Death & Darkness Buries All”.

O.: Heh, mogłem się domyślić. OK, wygląda na to, że okultyzm jest ważną częścią twórczości In Obscurity Revealed. Czy w Waszym przypadku to tylko poza czy może rzeczywiście zgłębiacie to zagadnienie w praktyce i w teorii?

F.M.: Jak mówiłem już wcześniej, band jest zaangażowany w okultyzm, ale nie oznacza to, że jesteśmy zespołem teistycznym. Droga którą podążamy nie jest w związku z tym ograniczana przez żadne praktyki.

O.: Jakie jest Twoje zdanie o mitologii z Waszego regionu? Majowie mieli bardzo głęboki i rozbudowany system wierzeń, do tego bardzo często używany przez kapele metalowe…

F.M.: Mówiąc o starej meksykańskiej kulturze należy wspomnieć termin Mictlan, który oznacza piekło. Rzeczywiście jest sporo kapel, które czerpią z tej spuścizny i czynią ją częścią swojej twórczości, jednak my – jeśli chodzi o naszą filozofię – mamy też swoje inspiracje z tego pola, ale nie wyrażamy ich aż tak dosadnie.

O.: Ok, a co możesz powiedzieć o meksykańskiej scenie? Wiem, że macie tam sporo dobrych i oddanych kapel jak Wasza – czy z którymiś łączą Was jakieś specjalnie silne relacje?

F.M.: Scena w naszym kraju jest bardzo różnorodna i z pewnością znajdziesz tutaj świetne kapele – my na przykład Hacavitz, Raped God 666, Ominious Crucifix, żeby wymienić tylko kilka.

O.: Ok, pomimo niewielkiego stażu na scenie mieliście okazję zagrać sporo fajnych gigów – Morgoth, Grave Miasma, Sacrocurse… same potężne nazwy, żadnych słabizn. I dobrze, bo szanuję kapele, które nie grają z byle kim. Poza tym wydaje mi się, że In Obscurity Revealed dobiera sobie kapele dość uważnie, prawda?

F.M.: Tak, mieliśmy okazję do dzielenia sceny z zespołami, które wspomniałeś. Mówiąc zaś o lokalnych koncertach, zdarzało się, że sami organizowaliśmy i zapraszaliśmy na koncerty grupy z naszego kręgu, który jest dość zamkniętym gronem. No i poza tym mieliśmy okazję grać na koncertach organizowanych przez inne osoby, poza naszym miastem.

O.: Ok, to teraz coś z zupełnie innej beczki. Jako, że nowowybrany prezydent USA wypłynął między innymi na antymeksykańskich i antyimigranckich sloganach – co myslisz o tej całej sytuacji? Uważasz, że zarzuty wysuwane przez Trumpa były słuszne?

F.M.: Istota polityki jest mocno związana z sytuacją ekonomiczną, ale jeśli chodzi o oświadczenia, które padały podczas kampanii – cóż, nasz rząd zawsze miał sporo problemów. Jednakże ekonomia to coś co może ulec zmianie. Chodzi mi tu na przykład o transfer merchendise’u czy po prostu podróżowanie.

O.: Ok, demo i siedmiocalówka są już faktami, jaki więc będzie kolejny krok dla In Obscurity Revealed? Może pełnowymiarowy krążek?

F.M.: Tak, właśnie pracujemy nad naszym pełnowymiarowym albumem, aktualnie jesteśmy w fazie komponowania numerów. No i powoli zajmujemy się też logistyką, ogarnianiem studia, ilustracją i innymi rzeczami. Mamy już jasną ideę.

O.: Ok, to na koniec powiedz jeszcze proszę, czego słuchałeś odpowiadając na ten wywiad?

F.M.: To było In Solitude „Sister”. Dzięki.