Impaled Nazarene: „Ze swojej strony życzę sobie dużo cipek i Jack’a…”

Ucieszyłem się, gdy wyszła możliwość zrobienia wywiadu z Impaled Nazarene, bo jak wiadomo kapela to zacna i bezkompromisowa. Obawiałem się jedynie, jak na pytania zareaguje Mika. O dziwo, odpowiedział lepiej niż nie jeden debiutant, który już na dzień dobry odpowiada po jednym zdaniu. Szacuneczek, Mika. Dobrą okazją do pogawędki jest nowa płyta „Road To The Octagon”, a także koncert, który szykuje się 18 grudnia w katowickim Mega Clubie wraz z polską elitą. Najpierw poczytajcie, potem po płytę, a na koniec widzę was w dawnym Staliongrodzie, hehe…

Oracle: Hail Mika! Na sam początek powiedz mi, dlaczego tak długo trzeba czekać na Wasz najnowszy materiał? W chwili gdy odpowiadasz na niniejszy wywiad „Road To The Octagon” wciąż nie jest dostępne…

Mika: Po ukazaniu się ostatniego krążka („Manifest”) robiliśmy typowe gówno, czyli graliśmy koncerty tu i ówdzie. Zdecydowaliśmy również, to było chyba na jesień 2008 roku, zrobić sobie z cztery miesiące przerwy – od prób, od koncertów, od wszystkiego, bo czuliśmy, że tego potrzebujemy. Ponadto chcieliśmy zrobić dłuższą przerwę z uwagi na to, że poprzednie albumy: koncertówkę, „Pro Patria Finlandia” i „Manifest” wypuściliśmy w bardzo krótkich odstępach czasu, czuliśmy więc, że nadeszła pora na dłuższą pauzę.

O.: No ale szczęśliwie już się Wam skończyło labowanie, hehe. A czy „Road To The Octagon” jest czymś w rodzaju prezentu urodzinowego dla Was samych? Wszak w 2010 roku Impaled Nazarene obchodzi dwudziestolecie istnienia. No a jeśli to nie jest ten prezent, to czego sami byście sobie życzyli (poza Jackiem Danielsem, to się przecież rozumie samo przez się, hehe)?

M.: No niezupełnie jest to prezent, no ale skoro już tak się przytrafiło, to ustawiliśmy nasze urodziny na 20 listopada. Myślę jednak, że ma to o wiele większe znaczenie dla nas, niż dla kogokolwiek innego. Ze swojej strony życzę sobie dużo cipek i Jack’a, z góry dziękuję!

O.: Mówisz – masz, hehe. A czujesz się jak weteran, czy może masz to w dupie, bo istnieje sporo młodych zespołów, które wydały zajebiste albumy po roku istnienia bądź odwrotnie – kapele o wiele starsze niż Impaled Nazarene, które wciąż wydają same gówna?

M.: Po prawdzie, nie zastanawiałem się nad tym. To stało się tak olbrzymią i tak ważną częścią mojego życia, że nie wyobrażam sobie już świata bez Impaled Nazarene. Będziemy to ciagnąć tak długo, jak tylko sprawiać nam będzie to satysfkację. A uwierz mi – obecnie jesteśmy zadowoleni w 666%! Rzeczy mają się dobrze, gramy koncerty, wydaliśmy nowy album i tak dalej…

O.: No właśnie, Impaled Nazarene przypomina mi pod tym względem Motörhead – ale czy możesz wyobrazić sobie siebie samego, który niczym rówieśnik Lemmy’ego biega po scenie, śpiewa o nuklearnych wojnach, Szatanie i kozłach? Czy może ustaliłeś sobie jakiś limit wiekowy, po przekroczeniu którego wskoczysz w kapcie i zapalisz fajkę w fotelu?

M.: Mogę sobie to wyobrazić z łatwością, gdyż są to rzeczy, które sprawiają, iż mój świat nadal się kręci. Inną sprawą jest, czy moje ciało wytrzyma to wszystko w takim wieku, w zasadzie szczerze w to wątpię. Jak już powiedziałem, będziemy to wszystko ciągnąć dalej, tak długo jak długo będzie dawało nam to radość. Może to być pięć czy piętnaście lat. Mam nadzieję, że nawet piętnaście – dwadzieścia.

O.: Dajcież panie boże, hehe. „Road To The Octagon” to Wasz kolejny krążek wydany nakładem Osmose Records. Współpracujecie z tą wytwórnią w zasadzie od samego początku, a już na pewno jeśli chodzi o pełne krążki. Czy po osiemnastu latach współpracy wyobrażasz sobie Impaled Nazarene w innej stajni? Co sprawia, że tak długo u nich siedzicie? Ponoć kontrakt podpisaliście krwią, więc to poważne zobowiązanie, hehe…

M.: Nie, nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji. I nie będzie ona nigdy miała miejsca. Herve z Osmose był u nas w Finlandii przez pięć dni, by zobaczyć nasze show z okazji dwudziestolecia w Kuopio (które zresztą sfilmowaliśmy na DVD). Jesteśmy naprawdę jak najlepsi przyjaciele. Tak dobrze się nam współpracuje, że to prawie nierealne. Jest w 100% jasne, że jesteśmy złączeni z Osmose. Dobrze nas traktują i zawsze pomogą nam gdy wpakujemy się po kolana w jakieś gówno. Pozwalają nam robić rzeczy po swojemu. Doceniamy to i dlatego jesteśmy lojalni. Lojalność w tym biznesie nie jest czymś co spotykasz często. Jesteśmy szczęśliwi, że znaleźliśmy Osmose. Jako zespół jesteśmy bardzo lojalni wobec osób, które są lojalne wobec nas. I tak – pierwszy kontrakt podpisaliśmy krwią, to było wówczas dla nas bardzo ważne.

O.: Wyobrażam sobie, jak cyrograf, hehe. Jedynym materiałem, który został wydany poza Osmose było „Goat Perversion” – wydaliście je nakładem Nosferatu Records. Wiesz może co z nimi się dzieje?

M.: Chyba zniknęli w 1993 roku czy jakoś tak. Cóż więcej mogę powiedzieć…

O.: Wiesz, próbowałem znaleźć jakieś informacje odnośnie tego, gdzie nagraliście nowy album, zmiksowaliście i tak dalej. Czy było to Finnvox Studio czy jakieś inne miejsce? I jak w ogóle przebiega sesja w przypadku Impaled Nazarene? Wszyscy wiedzą, że lubicie ostro popić, czy więc chlejecie również w studio, czy przeciwnie – twarda dyscyplina, żadnego alko, dragów ni seksu, tylko ciężka praca?

M.: Nagrywaliśmy go przez sześć dni w CityLight Studio (ex Hellhole Studio). To podziemne małe studio. Następnie nasz dźwiękowiec, Max Kostermaa zmiksował to w swoim domowym studio. Wyszło bardzo surowo i brutalnie. Nie chcieliśmy używać żadnych pro-tools i innego gówna, chcemy by wszystko wypadło naturalnie. Mika Jussila zrobił mastering albumu w Finnvox i dzięki niemu wyszło to super surowo. Obecnie nagrywamy na trzeźwo. Jesteśmy wtedy bardziej skupieni, jesteśmy szybsi no i oszczędzamy kupę kasy. Na próbach też jesteśmy trzeźwi. Bardzo wiele dni minęło, od czasu kiedy piliśmy na próbach.

O.: Jeszcze chwila i zaczniecie reklamować kampanie abstynenckie. Okej, zawsze podobało mi się Wasz logo, jest bardzo oryginalne jeśli chodzi o logosy kapel metalowych. Kto był autorem konceptu i samego logosa?

M.: Taneli Jarva, nasz stary basista (a także ex basista Sentenced) narysował nam je w 1991 roku. Jeśli o to pytasz, to jest to najlepsze logo w ogóle i jesteśmy dumni, że nigdy go nie zmieniliśmy.

O.: Ja też jestem z Was dumny, hehe. A na dniach zagracie w Polsce. Pierwszy raz. Co Wam tak długo zajęło? Tylko mi nie mów, że nikt nie był zainteresowany ściągnięciem do Polski, bo Wam nie uwierzę, hehe…

M.: Wszystkie wcześniejsze propozycje były jakimś pieprzonym gównem i żartem. „Znajdźcie sobie łódź”. Wiesz, dokładnie takie gówno. Przez lata nie było żadnego zainteresowania, taka jest prawda. A potem były, ale od promotorów, bez kasy – więc, nie dziękuję.

O.: A propos gigów, bardzo często mieliście problemy, często zmuszano Was do odwoływania koncertów, często gościła na nich policja. Byliście oskarżani chyba o wszystko – od satanizmu do nazizmu. Myślisz więc, że Impaled Nazarene będzie miało problemy w Polsce, ojczyźnie Jana Pawła Drugiego, haha? O ile mnie pamięć nie zawodzi, już raz mieliście grać w Polsce kilka lat temu i to również zostało odwołane…

M.: Tak, pamiętam, że mieliśmy zrobić show z Marduk i innymi kapelami w Warszawie, zdaje się, że był to sierpień 2006 roku. Mieliśmy już bilety na samolot i całą resztę i nagle dzień przed gigiem wszystko zostało odwołane. Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo byliśmy wkurwieni. Teraz zostaliśmy zapewnienie, że nic takiego nie będzie miało miejsca, więc w końcu to kurwa zrobimy i skopiemy Wam dupy!

O.: Mam nadzieję! Pomogą Wam również bardzo dobre polskie zespoły, znasz może któryś z nich?

M.: Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia kto z nami będzie tam grał.

O.: A błąd. A nie myślisz, że Wasza popularność jest również Waszym przekleństwem? Przecież wiele zespołów ma o wiele bardziej bluźniercze okładki, teksty i tak dalej, ale nie są tak znani jak Impaled Nazarene, więc różni cenzorzy ich nie tykają. No ale są też zespoły z większymi problemami, jak Cannibal Corpse czy Gorgoroth na przykład…

M.: Nie mam pojęcia, dlaczego to zawsze my obrywamy. No i daj spokój, nie jesteśmy aż tak sławni. Przecież wszyscy mamy normalne prace, na prawdę nie żyjemy z grania w zespole. Z jakichś powodów ludzie myślą, że utrzymujemy się z zespołu, ale wszyscy pracujemy, co z kolei jest totalnie pojebane i nas wkurwia.

O.: No nie do końca to miałem na myśli… W jakimś wywiadzie powiedziałeś, że prawie w ogóle nie słuchasz nowych zespołów. Nie obawiasz się, że przegapisz jakiś nowy doskonały band? No chyba, że Twoim zdaniem takowe już nie powstają?

M.: Czemu miałbym się tego obawiać? Po prostu mnie to kurwa nie obchodzi. Oczywiście, że są nowe zespoły bla bla bla, ale i tak 99% z nich są chuja warte. Kopiści. Jebani kopiści. Wolę słuchać starego stuffu, rzeczy, przy których dorastałem. Wolę śledzić co robią takie zespoły jak na przykład Napalm Death czy Sodom. Napalm Death to właśnie wspaniały przykład zespołu, który jest stary, lecz którego nagrania są cały czas aktualne, cały czas wydają wspaniałe albumy.

O.: No tu akurat nie przeczę. A teraz trzynaste pytanie, zastanawiam się więc tradycyjnie, jaki był największy pech w historii Impaled Nzarene? Wierzysz w takie rzeczy jak szczęście czy przeznaczenie?

M.: 2006 rok. Masa odwołanych koncertów, katastrofalna trasa. Zamknęliśmy rok z debetem 15 000 euro. Zajęło nam dwa lata, zanim odrobiliśmy tą stratę. Ale nie wierzę w takie rzeczy jak szczęście. Życie to po prostu ciąg przypadkowych zdarzeń.

O.: Chciałem zapytać Cię o The Rocking Dildos, projekt Twój i Herve’a z Osmose. Nagraliście dwa albumy i zakończyliście działalność. Dziś, gdy obserwujemy masę powrotów jaka jest możliwość powrotu The Rocking Dildos? Przy okazji, ten zespół był czymś w rodzaju żartu – rzecz niezbyt częsta na black metalowej scenie. Spotkałeś się z zarzutami, że udział w czymś takim nie pasuje liderowi black metalowej kapeli?

M.: Nikt nie wie, kto stał za The Rocking Dildos. Również Ty zostałeś zdezinformowany, bo Herve nigdy nie grał w zespole. Rozpoczął jedynie takie plotki, żeby wkurwić ludzi. Było to niemniej jednak jakby tylne wsparcie, kiedy wszystkie magazyny chciały zrobić z nim interview. Dlatego też nie było żadnej okładki. The Rocking Dildos jest martwe i takim zostanie. A The Rocking Dildos było tworzone przez skład Impaled Nazarene z okresu „Rapture”. A jeśli chodzi o drugą cześć pytania, nie nazwałbym naszego zespołu black metalowym od 1993 roku przynajmniej. Byliśmy czymś o wiele większym niż to. Ale było czymś kurewsko fantastycznym pisać teksty dla The Rocking Dildos, bo nie mieliśmy tam żadnych ograniczeń.

O.: Dobra, a skoro już mowa o side projectach, nie mogę nie zapytać o Diabolos Rising/Raism. Analogiczne pytanie co w przypadku The Rocking Dildos – jest cień szansy na Wasz powrót? Czy Impaled Nazarene jest w tym momencie Twoim jedynym zespołem, czy może dłubiesz coś na boku i mnie jako pierwszemu chcesz o tym powiedzieć, hehe?

M.: Diabolos Rising/Raism nigdy nie powróci, a już przynajmniej nie ze mną w składzie. Zdechło i odeszło. Impaled Nazarene jest jedynym zespołem wszystkich w zespole, jedynie gitazrysta UG udziela się w Shape Of Despair i Rapture.

O.: I wszystko jasne. Na koniec powiedz, czego słuchałeś przy odpowiadaniu na ten wywiad?

M.: Całkowitej ciszy.

O.: Eee, to szkoda. Dobra, dzięki za wywiad i mam nadzieję, że rozjebiecie Katowice!

M.: Również dziękuję i czekam tam na wszystkich metal maników!

Autor

12144 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *