HIV “…gramy nierówno, ale razem!”

HIV swego czasu zagnieździł się u nas w redakcji i został bardzo ciepło przyjęty. Dzięki przeprowadzonej łapance Radek oraz Wojciech zgodzili się opowiedzieć, dlaczego z HIV nie powinno się żartować i czy ich trasa z Madonną dojdzie do skutku. Zapraszam do lektury:

Dzień dobry Państwu! Witam na łamach naszego szanowanego webzinu. Dużo osób w tym ja wychodziło z przeświadczenia, że wasz zespół powstał dla jajec, bo pada nazwa HIV. Jednak Wojtek uświadomił mnie, że wcale tak nie jest. Chociaż wiele osób w tym ja do niedawna myśleliśmy, że to tylko zabawa. Jak się na to zapatrujecie?

Radek: Cześć Wojtku, tak na samym wstępie weź mi powiedz: co dokładnie ciebie bawi w temacie HIV? Skoro to już mamy za sobą, oczywiście, że zespół powstał dla zabawy, bawimy się w końcu wyśmienicie grając to, co gramy. Widziałeś też nasze koncerty i przyznasz, że do najpoważniejszych występów nie należą… ale kurwa, Wojtek, pojebało Cię? HIV i  jaja? Nowotwór też cię bawi?

Wojtek: Dokładnie, to nie był żart. Wiesz, ja rozumiem, że grindcore obecnie kojarzony jest raczej z tematyką natury kuriozalno-fekalnej, ale tu zdecydowanie nie o to chodziło. I myślę, że gdyby ten zespół posiadał spisane teksty, to definitywnie nie traktowałyby HIV jako żartu. Umówmy się – limit czerstwego dowcipu w tym kraju już dawno wykorzystał Nergal.

Na scenie panoszycie się od niedawna. Kto wyszedł z pomysłem powołania HIV? Plotki głoszą, że udzielacie się też w paru innych projektach o podobnej tematyce.

R: Z inicjatywą wyszedłem ja, założenie było proste: spotykamy się w wybrany piątek wieczorem, robimy materiał i w niedzielę wchodzimy do studia. Można śmiało powiedzieć, że pracujemy w weekendy. Póki co formuła się sprawdza. Fakt, każdy z nas gra też w innych składach, nie jest żadną tajemnicą, że Michał ma swój Sacrofuck, Wojtek gra w Death Crusade, ja działam w Nuclear Holocaust, Enterchrist i Wostok.

W: HIV to definicja wszystkiego, co kryje się pod pojęciem side-project. Czasem to też pomaga, bo zawsze łatwiej podpiąć HIV przy okazji koncertu którejś z naszych grup, niż ściągać nas specjalnie z daleka – dokładnie 75% naszych gigów było łączone z Nuclear Holocaust na przykład!

Przejdźmy do pierwszej demówki „Contraction” tak jak idzie jeszcze zrozumieć wydanie tego na taśmie (moja była kiedyś kolędami golców zanim ten syf wylądował) tak robienie die hard boxa zawierającego szczykawę z igłą, rękawiczkami i dyskietką 3’5 jest już dość wykręcone. Czy istnieje na świecie choć jedna osoba, która odpaliła tą dyskietkę? Podobno są tam nagrane nawet bonusy.

R: Pomysł na taką formę kolekcjonerskiego boxa zawdzięczamy Marcinowi z Mythrone Promotion. Trudno powiedzieć, czy komukolwiek udało się odtworzyć te dyskietkę, sam osobiście nie posiadam stacji, może kiedyś uda mi się przegrać te pliki na kasetę i wtedy powalczę. Gry przecież grały, prawda?

W: Osoby, które odpaliły dyskietkę proszę bardzo o kontakt i informację zwrotną na temat jej zawartości!

Utwory z demówki odwołują się do objawów zakażenia wirusem HIV. Skąd właściwie wzięła się fascynacja takim a nie innym wirusem?

R: Z tym, że utwory odwołują się do czegokolwiek, to bym się nie zapędzał – raczej ich tytuły. Trudno też mówić tu o jakiejkolwiek fascynacji, zespoły muszą mieć nazwy, kawałki muszą mieć tytuły… Ale skoro już przy tym jesteśmy: choć dziś o HIV i AIDS praktycznie się nie mówi, mało tego, z tym wirusem  można już generalnie normalnie żyć, to w naszym dzieciństwie, czy czasach nastoletnich HIV był postrachem na miarę zagłady nuklearnej. Chyba możemy tu mówić o swego rodzaju sentymencie.

W: HIV to ciekawy temat. Wiesz, choróbska, flaki i wszystko co związane z wnętrznościami od zawsze w pewien sposób szło w parze z grindcorem. Jednocześnie można uchwycić kilka społecznych problemów tutaj… których tematyka też szła w parze z grindcorem.  No i nie odmówisz tej nazwie chwytliwości!

Jak mniemam, wszystko zostało nagrane na przysłowiową setę? A może tak jak prawdziwi mistrzowie zamykacie się na długie godziny w studio i grzebiecie nad materiałem grube godziny?

R: Oczywiście każda nasza sesja jest nagrywana na setkę, co chyba nawet słychać: gramy nierówno, ale razem! Nie będę się tu rozwodzić o wyższości takiego sposobu nagrywania nad innymi. Większość naszych nagrań powstała faktycznie w profesjonalnym (jak na nasze standardy) studio, ale nagrywaliśmy kawałki, jakby to była próba. Tak ma być, tak jest dobrze.

W: Kilka godzin na napisanie numeru, dwa razy tyle na zapamiętanie który riff gdzie jest, jakie to są progi i jak to szło i szybki strzał w studiu, gdzie oprócz Radka wszyscy i tak zagramy wszystko zupełnie inaczej niż miało być. To trochę jakbyś całe życie planował kupić samochód i będąc już w salonie spontanicznie zamówił konia.

Jakie kapele wywarły największy wpływ na HIV?

R: Zakładając zespół czy pisząc materiał nie robiliśmy tego z założeniem, że ma przypominać tę, czy inną kapelę, ale na pewno każdy słuchacz wychwyci oczywiste wpływy w naszym graniu. Nie będziemy tutaj próbować być mądrzejsi od nikogo.

W: To prawda. Jednocześnie zapraszając nas do współpracy Radek kilkukrotnie zaznaczał, że wybór osób jest bardzo nieprzypadkowy. Wiesz, dobrze dogadujemy się muzycznie, a jednocześnie każdy ma trochę inne ciągoty – Radek przede wszystkim jest perkusistą grindcore’owym, Michał ma rękę do grania death metalu a ja wielką słabość do crustu.

Pierwsze demo to i również pierwsze koncerty, planowaliście ogólnie granie na żywo? Jak reaguje publiczność na dawkę HIV na żywo?

R: Widzisz, tak naprawdę początkowe założenie było takie, że spotykamy się, robimy materiał i… właściwie po sprawie. Oczywiście nawet tak prostą rzecz potrafiliśmy spieprzyć, szybko pojawiły się propozycje koncertów, a my nie potrafimy jednak mówić “nie”. Publiczność na nasze granie reaguje bardzo dobrze, ludzie widzą, że my sami dobrze się bawimy na scenie i ta radość raczej wszystkim się udziela.

Wspominacie któryś występ najcieplej?

R: W Lublinie, w podziemnym klubie Rock Pub Ramzes, było zdecydowanie najcieplej – był lipiec.

W: Gdański debiut też był wyjątkowo ciepły. Ale następnego dnia chyba padało.

Idąc dalej, niedawno ukazał się Wasz debiutancki album zatytułowany „+Stay Positive+”. Co do cholery właściwie znajduje się na okładce? Jacyś mili panowie i świnia?

R: Masz bystre oko, Wojtek. Z panami nie rozmawialiśmy, ale wszyscy ludzie pracujący ze zwierzętami na pewno mają złote serca.

Bycie „pozytywnym” chyba nie jest zbytnio zachęcające. Nie życzycie słuchaczom jednak „stay negative”?

R: Wojtku, życzymy Tobie i naszym słuchaczom wszystkiego najlepszego.

W: Poza tym “stay negative” jest już zajęte, Maros tak zazwyczaj kończy wywiady. Jeszcze się okaże, że ma jakiś znak towarowy czy coś i będziemy zadłużeni do końca życia,

Przeglądając nazwy utworów najnowszego krążka da się dostrzec, że utwory z pierwszej połowy wskazują główne problemy społeczne przez, które ludzie łapią tego syfa. Druga zaś to już standardowy spis początkowych objawów.  Chcecie poprzez muzykę uświadomić ludzi?

R: Odnośnie tytułów, pierwsza część to nie tyle przyczyny, co raczej problemy społeczne związane z samą chorobą, druga część tytułów związana jest z ostatnim stadium choroby. Nie nie chcemy nikogo uświadamiać, temat HIV jest raczej dobrze wszystkim znany, wszystko też na jego temat zostało już chyba powiedziane. Mało tego, nie jest aż tak dużym problemem jak, kiedyś, choć w niektórych zakątkach świata wciąż zbiera srogie żniwo. Jak wspomniałem wcześniej, zespoły potrzebują nazwy, kawałki potrzebują tytuły… A grając to, co gramy oczywiście mamy przejebane, bo pięć, czy sześć nigdy nie starczy.

W: Czekam na dzień, kiedy wypuścimy album koncertowy i będziemy mogli użyć numerów z naszych roboczych setlist. “Szybki z d-beatem” to mój ulubiony, do tego stopnia, że z 5 utworów nosi ten tytuł.

Jak oceniacie kondycję sceny GC w Polsce? 

R: Na pewno nie jest tak pięknie, jak było kiedyś, ale dramatu nie ma. Nie będziemy kolejny raz wymieniać tych samych nazw, wszyscy przecież wiemy, kto gra, a kto już nie.

Jako, że dotknęła nas teraz pandemia przez wielu uważana za równie groźną. Uważacie, że kapele, które z miejsca zaczęły nagrywać o Covidzie zrobiły to by wybić się i w pasować w epidemiologiczny “tręd”?

R: Tak. Strasznie trudno o jakiś zdrowy, wyważony i w jakimkolwiek stopniu istotny komentarz do sytuacji, o której mówią absolutnie wszyscy i która absolutnie wszystkich dotyka w taki, czy inny sposób. Ale pomysł na koszulkę „promującą” trasę wirusa, zanim wypłynęła kapela z wiadomą nazwą być dość sprytny, choć może było na to trochę zbyt wcześnie. Pamiętasz pewnie odcinek South Park o AIDS oraz czas, który musi upłynąć, by można było zacząć się śmiać z tragedii. Swoją drogą, ta błyskawiczna reakcja faktycznie chyba mówi coś o czasach, w których żyjemy – na pewno dużo więcej, niż  jakaś kovidowa epka/singiel/demo. Osobiście chętniej sięgnę po dobrze wszystkim znane flaki – w sprawach kuchni i muzyki jestem raczej tradycjonalistą.

W: Tak jak Radek wspomniał, jest to raczej kuriozum. Co gorsza, wszyscy czując możliwość “wbicia się na falę” nagrywali te utwory pospiesznie, bez przywiązania wagi do jakiejkolwiek jakości. Ot, Covidowy wyścig. Żeby o szczepionkę mieli taki zapał!

Jak Wy znosicie panującą zarazę? O nagrywkach chyba mowy nie ma, może nagrywacie oddzielnie w jakiś odosobnionych miejscach?

R: Wojtku, wiesz, że tzw. lock down mamy już dawno za sobą – odbywają się pierwsze koncerty, życie praktycznie wróciło do normy. Właśnie nagraliśmy kolejny materiał na kolejny split. Nie świruj, załóż maseczkę, albo nie.

W: Praca zawodowa z domu, próby rzadko. Nic tak naprawdę się nie zmieniło. Tylko gorzej się jedzie na te próby – gorąco w tej maseczce, a trochę kilometrów do zrobienia jest.

Planujecie pozostać w naszym grindowym podziemu, czy chcielibyście się przebić swoją muzą do szerszej masy osób?

R: A co to jest, gdzie to jest i jak to się robi? Faktycznie, czym jest grindowe nie-podziemie? Bo jeśli nie jest to podziemie, to chyba nie jest to też grind. Dalej będziemy robić swoje.

W: Może chodzi o koncerty pod poziomem ziemi? W klubach typu piwnice. Jeżeli tak, to tylko raz udało nam się tam przebić, jak graliśmy w Lublinie. Ale koncert w Białymstoku był na pięterku, więc chyba wymazuje nam podziemny status.

Kiedy możemy spodziewać się nowych materiałów spod szyldu HIV? Przyjęło się, że domeną grind core’a są splity. Dużo splitów. Kiedy splity?!

R: Po wydaniu pełnego albumu zarejestrowaliśmy jeszcze cztery materiały, w najbliższym czasie można się spodziewać pierwszych wydań, głównie na splity – jeśli dobrze pamiętam, wszystkie wyjdą za granicą, ale na pewno będą dostępne jakieś sztuki u nas. O szczegółach powiemy więcej we właściwym czasie.

Jak nie słuchacie grindu czy ekstremalnego metalu to jaka muza Wam najbardziej odpowiada?

R: „Lubię każdą muzykę, która jest dobra…” Taki banał ze smutnych imprez z sałatkami i licealnych randek. Jak osobiście ostatnio zapełniam regał płytami Madonny – nadrabiam zaległości, dobrze już było. Choć dwie płyty Ariany Grande już tam są – też jest nieźle, ma dobre wzorce.

W: Do mnie ostatnio przyszli Swans i Killing Joke. Ja słucham dużo punka, postpunka i pochodnych. Z resztą też nie ma się co zamykać, chociaż do poziomu Ariany Grande jeszcze nie dotarłem.

Jako, że udzielacie również się w innych projektach to, który według Was stanowi główny filar, który jest motorem napędzającym inne twory?

R: Moim głównym składem jest oczywiście Nuclear Holocaust, który jest pełnowartościowym zespołem, nie projektem, ale śmiało można powiedzieć, że, mimo projektowego charakteru, HIV stoi aktualnie na drugim miejscu w mojej hierarchii.

W: Ja analogicznie, jako główny zespół traktuje Death Crusade, ale HIV stawiam niemalże równorzędnie. A co jest motorem napędowym? Każdy z naszych projektów tak naprawdę, jest tu trochę ze wszystkiego. A w ogóle najgłówniejszym motorem to jest Radek.

Z kim HIV chciałby współdzielić najbardziej scenę?

R: No jasne, że z Madonną.

Wasze plany na przyszłość?

R: Splity, splity i jeszcze raz splity, myślimy też już o nagraniu kolejnego pełnego albumu – głównie o logistyce całej akcji. Mamy sporo koncertów „przepisanych„ z 2020 na 2021, ale zobaczymy, ile z nich faktycznie dojdzie do skutku. Spróbujemy też w końcu nauczyć się obsługiwać nasze instrumenty, choć mamy obawy, czy to nie zabije całego przedsięwzięcia. Raczej nie wyrobimy się do kolejnego pełniaka, więc chyba wszyscy możemy spać spokojnie.

No to pora nam zakończyć. Trzymajcie się ciepło i zdrowo. Dzięki!

R: Ty też Wojtku, myj ręce i pamiętaj, że to nie od whisky boli głowa, ale od coli.

Fotki dostarczył Mateusz z Infernal Inpressions

Autor

216 tekstów dla Chaos Vault

Główny ekspert w dziedzinie szkalowania, lubujący się w czarnym metalu oraz wszelakich ambientach i innych wybrykach natury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *