Hellspawn jest na polskiej scenie już ponad dziesięć lat. Właśnie wydają swoja trzecią pełną płytę „There Has Never Been A Son Of Me” imam szczerą nadzieję, że wreszcie zacznie się o nich mówić częściej i głośniej, bo takiego death metalu nigdy za mało. Mariusz – odpowiedzialny za bass i wokal powiedział trochę o nowej płycie i o tym jak widzi muzykę.

Witaj Mariuszu! Bez ogródek, gratuluje nowej płyty i kontraktu z Old Temple. Jak myślisz, czy to jest moment przełomowy dla Hellspawn?

Witaj Dżoz. Nie myślałem o tym w takich kategoriach. Ciągle robimy swoje i chyba za długo już gramy, żeby mówić o jakichś przełomach. Z jednej strony nasza pozycja jest niejako ugruntowana, a z drugiej każdemu wydaniu towarzyszy coraz większy rozmach w kwestii promocji czy koncertów. Z Erykiem znamy się od dawna i wydaje mi się, że wydanie u niego to naturalna kolej rzeczy. Poprzednio wydaliśmy się w Psycho, z którego byliśmy w pełni zadowoleni. Jednak tym razem wybraliśmy Eryka, albo to raczej on wybrał nas, bo chciał nas wydać zanim w ogóle usłyszał materiał hehe.

Hołdujecie coraz bardziej zapominanej szkole brutalnego acz technicznego death metalu. Dlaczego własnie death metal w takiej formie? Nie myśleliście by założyć modny ostatnimi czasy kaptur? 😉

Faktycznie, nawet w ekstremalnym graniu wkrada coś w rodzaju mody. Wysyp obskurnych black i thrash metalowych kapel chyba najlepiej o tym świadczy. Dokładamy wszelkich starań, żeby przypadkiem nie zmieścić się w kategorii tego, co obecnie jest rozchwytywane haha. Lubię wiele rodzajów ekstremalnego grania, ale jak wracam do starych płyt Morbid Angel, Rebaelliun, Diabolic czy Angelcorpse stwierdzam, że nie ma wyższej formy sztuki w metalu, dlatego chyba właśnie taki a nie inny death metal gramy.

There Has Never Been A Son Of Me” stał się faktem. Jak dla mnie jest logiczną kontynuacją tego co zaprezentowaliście na “The Great Red Dragon”. A Wy jak to widzicie?

Niejako tak. Materiał jest poniekąd zbliżony do poprzedniej płyty, ale zawsze dążymy do tego, żeby każde wydawnictwo było inne od poprzedniego. Ta płyta jest ambitniejsza, bardziej rozbudowana i wszechstronna. Nie mieści się już w ramach tego, co można zaszufladkować jako typowy amerykański oldschoolowy death metal. Choć riffy są zbliżone, zmieniliśmy dość znacznie filozofię pisania muzyki, co dało taki właśnie efekt.

Nowy album początkowo odrzucał mnie brzmieniem, ale jednak ten dosyć zbasowany sound w koncu przemówił. Uznaliście, że ta płyta zasługuje na jeszcze mocniejsze brzmienie niż poprzedniczka?

Brzmienie jest efektem wielu godzin przygotowań do nagrań, jak i doboru sprzętu. Zmieniliśmy też nieco podejście do nagrywania względem tego, co robiliśmy poprzednio. Efektem jest takie właśnie brzmienie – masywne, zdołowane, ale mimo wszystko dynamiczne.

Jeszcze w temacie brzmienia. Wyróżniacie się wśród pozostałych kapel naszej sceny własnym brzmieniem. Można by powiedzieć, że „nie brzmicie po polsku”.

Wiele kapel nagrywając materiał popada w utarte schematy: po 2 gitary na stronę, obowiązkowo przepuszczone przez Peaveya 5150 (lub jakąś jego mutację) i potem efektem jest dobre brzmienie. Problem w tym, że już dziesiątki kapel wcześniej zrobiły tak samo i jest co jest: rzeka takich samych zespołów, nagrywających takie same płyty. Jako że sami produkujemy od A do Z swoje płyty w każdym aspekcie, brzmienie jest dla nas jednym z najważniejszych aspektów, ale jak słychać na płycie, udaje nam się wybrnąć obronną ręką.

Nagraliście, zmixowaliście i zmasterowaliście wszystko u siebie. Sam też jesteś odpowiedzialny za brzmienie nadchodzącego dziecka Pandemonium. Wychodzicie z założenia, że jak coś zrobić dobrze to samemu?

Po prostu mamy swoje studio, które całkowicie spełnia nasze wymagania, więc nie ma sensu szukać czegoś innego. Na pewnym etapie rozważaliśmy zlecenie miksów lub masteringu komuś z zewnątrz, ale efekty nie były lepsze od tego, co sam osiągałem z tym materiałem, więc jest to w 100% nasze dzieło. No i faktycznie będę produkował nowe Pandemonium. Staliśmy się bratnimi zespołami przez te kilkanaście wspólnych gigów, gdzie też ich nagłaśniałem. Pandy nagrywały już w różnych miejscach i na prawdę cieszę się, że będę mógł pracować przy następcy „Misantrophy”. Nagraliśmy już razem 2 numery, które ukazały się na „BonesWill Rise from the Ground” (drobne wydawnictwo przed ostatnią trasą Pandemonium). Zapewne część fanów o tym nie wiedziała, ale mimo że od „Misantrophy” minęło już parę lat to Pandy już zdążyły nagrać i opublikować 2 nowe numery. Wkrótce zabieramy się za nagrywanie kolejnej płyty.

Poprzednia płyta zebrała sporo dobrych recenzji, było was też trochę widać i słychać, jednak jak dla mnie nadal za mało. Mam nadzieję, że planujecie mocniej promować „There Has NeverBeen A Son Of Me”?

Mamy zaplanowane kilka koncertów, zaczynają napływać kolejne recenzje, udzielam też wywiadów, więc maszyna się kręci należycie. Podziemie rządzi się swoimi prawami i nie zamierzamy się prosić o łaskę bycia na łamach kolorowych wydawnictw itd. Wiele osób śledzi nasze poczynania i promocji mamy na tyle, że dotrzemy do każdego zainteresowanego. Faktycznie muszę przyznać, że przy poprzedniej płycie nie udzielałem wywiadu dla 7Gates – tyle nadrobione :]

The Great Red Dragon” był koncept albumem, a jak to się ma z waszym najnowszym dzieckiem?

Tak jest i teraz. Ostateczną interpretację pozostawiamy odbiorcom, więc nie będę się tu rozpisywał, czego ten materiał dotyczy, ale faktycznie grafika albumu, jak i same teksty stanowią jeden spójny koncept. Choć teksty nagrane są niemalże całkowicie po angielsku to tradycyjnie umieściliśmy też teksty w wersji polskiej, bo w takiej pierwotnie powstały.

Od samego początku wasz death metal jest tym bardziej diabelskim. Najnowasza płyta jeszcze bardziej uwidacznia ścieżkę lewej ręki. No właśnie, teksty to też bardzo mocny aspekt zespołu?

Teksty faktycznie są bardzo istotnym elementem całości. Wystarczy do nich zerknąć, żeby wiedzieć, że nie można ich pominąć przy obcowaniu z muzyką. Jest to aspekt, który lekceważy wiele zespołów grających ekstremalną muzykę, zwłaszcza death metal. Moim zdaniem niesłusznie.

Skąd pomysł, na orkiestracje w death metalu? Czyż byście zaczęli otwierać się na inne środki wyrazu?

Zależy nam, żeby każda nasza płyta była inna. W tym przypadku orkiestracje powstały jako eksperyment. Ułożyłem coś w głowie i przekułem to na te właśnie elementy, które możesz usłyszeć na płycie. Pisząc te fragmenty zachowałem tonację i rytmikę utworów, więc nie mu tu nic zbędnego, niepasującego. Dzięki temu, że mam możliwość stworzyć wszystko u siebie na miejscu mogłem zachować pełną kontrolę nad ostateczną formą całości i ten eksperyment się powiódł. Wykorzystujemy te orkiestracje nawet w trakcie koncertów, więc na pewno live zrobiło się ciekawiej dla publiki, ale za to trudnej dla nas hehe. Niemniej jednak, trzon gatunku to nadal death metal i wstawki symfoniczne są tylko dodatkiem do tego co robią gitary. W przyszłości może coś się zmienić w tym płaszczyźnie, ale za wcześnie jeszcze, żeby mówić o tym.

Przy okazji tego wywiadu wynorałem wasze demo i muszę przyznać, że prze z te lata Hellspawn zmienił się bardzo i wcale zarazem. Co na to powiecie?

Zgadzam się. Brzmienie, technika, kompozycje – te wszystkie elementy na pewno się zmieniły przez te 12 lat, ale jednak nadal słychać, że to death metal z krwi i kości.

Wielkie propsy za wokal. Tym razem nie jest to już tylko ryk, ale o wiele szersze spektrum. Skąd ta decyzja o rozszerzeniu rejestru?

Nienawidzę płyt, których można przestać słuchać po 2-3 numerach, bo od razu wiadomo, co będzie na reszcie krążka. Monotonny wokal jest jednym z elementów, które właśnie sprawiają, że płyty takie się stają. Staramy się, żeby zrobić coś, czego jeszcze nikt nie zrobił w death metalu i postanowiłem, że to wokal właśnie przejdzie istotne przeobrażenie. Po tylu latach na scenie ludzie mają już wobec nas jakieś oczekiwania. Taka forma wokalu zapewne jest im na przekór, hehe.

Hellspawn jest swego rodzaju ewenementem na polskiej scenie. Istniejecie ponad 10 lat i wciąż w niezmienionym składzie.

Już nie mogę na te mordy patrzeć, ale co zrobisz? Małe miasto to małe miasto i trzeba się szanować, bo nikt tu nikogo nie zastąpi hehe. Zapewne jak będziemy za starzy na granie death metalu to w tym samym składzie będziemy grać bluesa.

Ziemia wieluńska nie obfituje w metal. W ogóle to chyba taki trochę zapomniany rejon naszego kraju. Jesteście tam jedynymi przedstawicielami sceny metalowej? Bo chyba jedynymi przedstawicielami ekstremy w tym regionie?

Były tu inne składy w rejonie. Choćby nieodżałowany Darkness, którego członkowie potem weszli w skład Askalon, z Adamem Sierżęgą na bębnach. Bernard, nasz obecny manager, z Ciemnej Strony Miasta we Wrocławiu był założycielem obu formacji. Obecnie w okolicach samego Wielunia funkcjonuje solidny skład DoomSayer, z którym zagramy 2 gigi w maju.

John Milton, William Blake, dosyć mocno inspirujecie się angielskimi twórcami, których głównym tematem dzieł był diabel sam w sobie…

Tematykę przewodnią i płaszczyznę filozoficzną kształtuje nasz bębniarz – to on pisze teksty i wymyśla koncepty albumów, grafik itp. Zostawiamy to całkowicie jemu, bo robi to na poziomie. Nie są to jednowymiarowe, infantylne teksty, jakich pełno w ekstremie. Wymagają one pewnego zagłębienia, podobnie jak sama muzyka.

Wasze okladki też mocno współgrają z treścią liryczną. Dlaczego tym razem „ Całun Turyński”?

Tworzy on filozoficzną całość z tytułem i konceptem płyty. „Nie było ze mnie syna” zestawione jest z czymś, co wielu uważa za dowód istnienie owego syna. Reszta jest już w głowie odbiorcy.

Nie jest łatwo pchać death metalowy wózek w tym kraju. Powiedz mi jak na to patrzycie, przyzwyczailiście się już?

Jest pewna nisza, w którą się wpasowujesz z zespołem i tyle. Grając tylko w kraju, jak my, nie zarobisz wiele i sprzedasz też ograniczoną ilość płyt. Ci, którzy dokonali czegoś ponad to, w Polsce grają rzadko. Mamy też ustatkowane życie osobiste i zawodowe, więc nie możemy wskoczyć w busa i zacząć jeździć po Europie mozolnie poszerzając bazę odbiorców. Pozostawiamy to młodym bez zobowiązań rodzinno-zawodowych. Dzięki internetowi i tak docieramy do maniaków z całego świata. To nasza decyzja i taka pozycja nam pasuje, choć kasa mogłaby się bardziej zgadzać hehe.

Kiedyś mówiłeś, że część polskich składów olewa koncertowanie w Polsce i szuka koncertów zagranicą, bo tam się to nazwyczajniej w świecie opłaca. Jak z tym jest teraz?

Bo tak jest. Koncerty w Polsce to ruletka: albo przyjdą ludzie, albo nie. Kluby, choć nierzadko dostają kasę na promocję kultury od urzędów miast czy browarów sponsorujących, nie wspierają grających i często zostawiają 100% organizacji i kosztów w rękach zespołów. U naszych południowych sąsiadów tak nie jest, a przecież Czesi czy Slowacy nie są bogatsi od nas.

Polityka ostatnio znów zaczęła mieszać się do muzyki, co pokazała trasa Behemoth. Jak myślisz, doczekamy czasów, kiedy death metal będzie musiał zejść do głębokiego podziemia, bo nie jest zgodny z linią ideologiczną partii?

Nie death metal, a wszelka ekstrema o wyrazistej ideologii antychrześcijańskiej. Ludzie u władzy i ich klakierzy gotowi są nieprzestrzegać prawa, żeby tylko osiągnąć cel. Pokazali to, kiedy poprzednio byli u władzy i zaczynają pokazywać to teraz. Na pewno wśród nich są osoby gotowe przyjąć sobie za punkt honoru wsadzenie np. Darskiego do pierdla, a paragraf się już znajdzie.

Wracacie do starych kawałków?

Wracamy do nich tylko na koncertach. Gramy je w oryginalnej formie, jak na płycie. Każde nagranie to nasze 100% i nasza wizja na dany moment, czyli dany krążek obrazuje nas na danym etapie. Dlatego nie rozgrzebujemy starych nagrań.

Jaki jest twój wymarzony skład koncerowy? Z kim najbardziej chcielibyście zagrać?

Nie myślę takimi kategoriami. Uwielbiam spotykać się na koncertach z ludźmi, z którymi po prostu nam się układa, np. Pandemonium, Sphere czy Embrional. W razie problemów technicznych wspieramy się i to dla mnie ważniejsze niż 20-minutowy słabo nagłośniony set przed jakąś wielką gwiazdą.

Pewien kolega pod jednym z Waszych zdjęć napisał „czterech łysych i jeden łysiejący”. Co się dzieje z długowłosymi w metalu? Sam wyłysiałem, więc trochę wiem.

Za tego łysiejącego dostanie w papę hehe. Faktycznie starość i pragmatyzm życiowy przekładają się na odkudlenie. Jeden w zespole włosy mieć musi, bo inaczej entuzjaści piłki nożnej na koncertach przed sceną zaczynają zamawiać po 5 piw od grających.

Pamiętam, że dawno temu na koncertach graliście cover Morbid Angel (chyba Where the Slime live ale nie jestem pewien). Urzekło mnie to, że nie rzuciliście się na solówki Treya i zagraliście kawałek bez sola. Nie uważasz, że duże gro kapel rzuca się na coś, kompletnie nie mając do tego umiejętności? A później wychodzi kupa…

Faktycznie, jedyne covery jakie graliśmy kiedykolwiek to MA: ‘Day of Suffering’, ‘Dawn of the Angry’ i ‘Maze of Torment’. Nie przypominam sobie, żebyśmy pomijali solówki. Gary jest w stanie je odtworzyć na gitarze, więc gramy całość. Na najbliższe koncerty nie mamy jednak przygotowanych coverów, bo samego materiału jest już dość.

Macie już jakieś konkretne plany na przyszłość?

Przed wakacjami zagramy kilka koncertów, w paru miejscach, gdzie jeszcze nie byliśmy, np. Gdańsk czy Tarnów i będziemy myśleć już nad kształtem następnej płyty, ale póki co nawet jednego numeru nie mamy, więc nawet jakbym chciał to i tak nic nie zdradzę hehe.

Dzięki Maniek za wywiad! Ostatnie słowo należy do Ciebie.

Również dzięki. Do zobaczenia na koncertach.

Foty dzięki uprzejmości kapeli z ich profilu FB.