Swoim debiutanckim albumem Heathendom pokazał metalowemu światu, że nie samym black metalem Grecja stoi. To było głównym powodem, dla którego odpytałem gitarzystów Lefterisa i Michaila, ale oprócz rzeczy tak oczywistej jak „Nescience”, pogaworzyliśmy również i na inne tematy. Możecie się z nimi zapoznać poniżej, więc – miłego!

Oracle: Po dziesięciu latach istnienia wydaliście w końcu swój pierwszy album – jak możecie określić to uczucie, gdy trzymasz swój debiut w rękach?

Lefteris Vourliotis: Czujemy się bardzo podekscytowani, to takie mentalne wyobrażenie, myśl, iż w końcu tchnęliśmy w to życie i puścili w świat. Właściwie to tak jakby odległe marzenie stało się rzeczywistością, jeśli dodatkowo weźmiesz pod uwagę, iż zakładaliśmy Heathendom jeszcze jako nastolatkowie… Oczywiście jesteśmy bardzo szczęśliwi, nawet jeśli wydanie debiutu zabrało nam tyle czasu, ponieważ znaleźliśmy swoją muzyczną drogę, a to dopiero początek!

O.: No tak, a „Nescience” stał się już faktem i cóż mogę powiedzieć – wspaniały miks King Diamonda i Candlemass z wyraźnie słyszalnymi elementami własnej inwencji. Zgodzisz się z takim opisem?

Michail Vlavianos: Nasz sound bazuje na ciężkich i agresywnych riffach, potężnych melodiach i teatralnych elementach. Naszymi głównymi inspiracjami jest doom metal zdefiniowany przez Candlemass, amerykański power metal oraz King Diamond. Taa, myślę, że mogę zgodzić się z Twoim opisem.

O.: Spróbowałbyś nie, hehe… A mógłbyś opowiedzieć, jak to było, zanim wydaliście „Nescience”? A przy okazji, to Wasz pierwszy wywiad dla polskiego magazynu?

L.V.: Nie, właściwie to odpowiadaliśmy jeszcze na pytania dla waszego „Heavy Metal Pages”. Heathendom założyliśmy wraz z Michailem w 1998 roku, mieliśmy wówczas po 17 lat, więc nie było to coś nadzwyczajnie poważnego. Skomponowałem trochę muzyki, Michail napisał jakieś teksty, zdecydowaliśmy więc, by założyć własny zespół, byśmy mogli pograć trochę swojego materiału oraz coverów Mercyful Fate czy Candlemass, tak dla radochy. Szybko znaleźliśmy perkusistę i basistę, ale najtrudniejszą rzeczą było trafienie na odpowiedniego wokalistę. Styl śpiewania i linie wokalne, jakie mieliśmy na myśli, nie były proste do zaśpiewania! Czas płynął, wakat wokalisty nadal był pusty (choć przesłuchaliśmy z trzech czy czterech gardłowych), a różne zobowiązania (wojsko, praca, etc) spowodowały, że musieliśmy się rozwiązać. Po pewnym czasie znaleźliśmy Dmitrisa Koutsouvelisa i gdy posłuchaliśmy jego głosu, stwierdziliśmy że jest on nawet bardziej niż tylko odpowiedni dla naszej kapeli. Zaczęliśmy więc nawet pracować nad starym stuffem, ale i nad nowym materiałem i kiedy mieliśmy już coś dobrej jakości, ponownie powołaliśmy do życia zespół (konkretnie latem 2004 roku). Zaczęliśmy nagrywać nasze pierwsze demo, które zostało zresztą bardzo dobrze przyjęte przez grecką i zagraniczną prasę. Od tego czasu zmieniliśmy też kilkakrotnie perkusistę, dopóki w końcu nie znaleźliśmy George’a Tsanisa, który był tym, kogo dokładnie potrzebowaliśmy. Więc, kiedy doszliśmy w końcu do wniosku, że mamy stabilny i dobry skład, zaczęliśmy nagrywać nasz debiut. Trochę się to ciągnęło, bo pomimo, że dysponowaliśmy własnym studio, nie mieliśmy wiele czasu za względu na nasze typowe, codzienne zobowiązania.

O.: Po wydaniu „Nescience” zainteresowanie Heathendom niechybnie wzrosło. Właściwie to czytałem same pozytywne recenzje, sam Wam zresztą wystawiłem 5/6. Tak więc myślę, że to świetnie jak na kolesi, którzy wydali dopiero swój pierwszy krążek. Ale mimo to mam nadzieję, że wciąż mówicie „cześć” kolegom na ulicach Attiki, hehe… Ok., teraz na serio – jak reagujecie na te wszystkie doskonałe recenzje?

M.V.: Cóż, mogę powiedzieć, iż wszyscy byliśmy zaskoczeni, było to dość nieoczekiwane. Ale tak właściwie byliśmy pewni naszej produkcji. Może nie jest to styl, który wszyscy lubią, ale ma to swoją wartość. Jesteśmy szczęśliwi z powodu recenzji jakie otrzymujemy, ale i krytykę przyjmujemy ze zrozumieniem. No a Twojej recenzji niestety nie czytałem – wiesz, mój polski nie jest najlepszy, ale i tak dzięki.

O.: Nie ma sprawy, zresztą mój grecki też kuleje, hehe. Album nagrywaliście w L.V. Studio – czy to Twoje prywatne studio na potrzeby Heathendom, czy inne kapele również tam nagrywają? To chyba nie był Twój pierwszy raz za konsoletą, co?

L.V.: L.V. Studio to moja prywatne studio, w tym momencie używamy go tylko na potrzeby zespołu. To pierwszy pełnowymiarowy album, a drugi którego jestem producentem, licząc oczywiście naszą demówkę.

O.: No to jak na niedługi staż, efekt jest znakomity. Czy „Nescience” jest jakims koncept albumem, co w połączeniu z inspiracjami muzyką Kinga Diamonda, może być odczytane jako kopiowanie go. Czy kiedy zaczynaliście nie obawialiście się, iż zostaniecie zaszufladkowani jako swego rodzaju King-Diamond-wannabe?

M.V.: Przede wszystkim nie powiedziałbym, że „Nescience” to koncept album. Może większość tekstów obraca się wokół podobnych tematów i uczuć, ale nie opowiadają one jednej konkretnej opowieści. Nikt też nie może brzmieć lub grać tak jak King Diamond czy Mercyful Fate, więc nawet nie próbowaliśmy tego. Jest co to prawda główna inspiracja, czego nigdy nie wypieraliśmy się, ale w muzyce Heathendom dzieje się o wiele więcej. Wokale Dmitrisa może są wysokie, ale nie ma tam falsetów Kinga. Tak więc, nie – nie obawialiśmy się zaszufladkowania. Król wciąż rządzi, hahaha!

O.: Skoro o Dmitrisie mowa – jego wokale są rewelacyjne! W mojej opinii jest to jeden z ważniejszych elementów w Waszej muzyce. Niestety, wiele zespołów traktuje wokal jedynie jako dodatek do muzyki, co niestety nie skutkuje niczym dobrym. Ale nie Wy – tak więc kolejny punkt dla Heathendom, hehe!

M.V.: Wszyscy w zespole jesteśmy fanami głosu Dmitrisa. Nigdy nie przestaje nas zadziwiać i zaskakiwać! Nigdy nam nawet nie przyszło do głowy, by traktować go tylko jako dodatek do muzyki, a nawet jeśli, myślę, że nie udało by się to nam. Jego głos jest tak unikalny, że i tak by się wybił.

O.: Na „Hell Within” słyszymy też trochę damskich wokaliz, których autorką jest Vivi Koutsouveli. Czy jest ona jakoś spokrewniona z Dmitrisem? Nawet jeśli tak, podejrzewam że to nie był główny powód, dla którego ją wybraliście…

L.V.: Vivi jest jego siostrą, a wybraliśmy ją z powodu tego, iż wierzę, że cała ich rodzina jest wielce utalentowana. Vivi ma bardzo miły głos, który pasował do wokalu Dmitrisa. Poza tym jest też aktorką.

O.: No i wszystko jasne. „Nescience” nie jest typowym metalowym krążkiem, bo wymaga od słuchacza koncentracji, jeśli chce on odkryć wiele ciekawych elementów w Waszej muzyce – na przykład bębny w „Mirror Of Memories”, albo solo w rzeczonym „Hell Within”, które przypomina mi… gitarę Briana May’a w „Bohemain Rapsody”…

L.V.: To wielki honor, słyszeć to co mówisz! Można rzec, że gramy taki „myślący” typ metalu, nie tak łatwego do słuchania. Próbowaliśmy wymieszać różne „ukryte” elementy w naszej muzyce, tak by słuchacz musiał trochę bardziej się przyłożyć i przesłuchać ten krążek z dwa – trzy razy, by naprawdę dotrzeć do głębi „Nescience”.

O.: No to Wam wyszło, bo rzeczywiście nie da się przy tej muzyce rozwiązywać krzyżówek, hehe… Ale jeden utwór pochodzi jeszcze z Waszego demo. Mówię tu o „War and Pain”. Dlaczego zdecydowaliście się go zamieścić ponownie? Nie obawialiście się, że zepsuje to spójność „Nescience”? A przy okazji – możliwym jest jeszcze dostanie Waszego demo?

M.V.: Decyzję podjęliśmy we współpracy z naszą wytwórnią. Nie chcieliśmy ponownie nagrywać żadnych starych utworów Heathendom na „Nescience”, bo czuliśmy, ze możemy spokojnie napisać lepszy i świeższy materiał, ale „War and Pain” to popularny utwór, a nasz label chciał dodać jakiś bonus i stąd to się wzięło. Nie myślę, że wprowadza on bałagan na płytę – jest na końcu, jest dodatkowym kawałkiem, jest więc okej. Niestety nasze demo jest już niedostępne, może je wznowimy, ale to jeszcze nic pewnego.

O.: Wydajcie, wydajcie, nie bądźcie tacy… Lefteris, jesteś autorem większej części muzyki i tekstów, zastanawiam się więc jak wygląda praca w Heathendom. Czy reszta kapeli potrzebna jest tylko do odgrywania Twoich pomysłów, bez żadnej wewnętrznej demokracji, czy Heathendom to raczej drużyna, maszyna, w której każda część jest niezbędna? Kto ma ostateczny głos w sprawie muzycznego kształtu twórczości Heathendom?

L.V.: Heathendom z całą pewnością pracuje jako team, ja zaledwie nadaje tutaj kośćca, podstawowej struktury, główną melodię utworów, a pozostali budują na niej swoje kompozycje, powiem więcej, nadają im swój własny styl. Wszyscy mają głos, każdy muzyk może przedstawić swój pomysł, nad którym dyskutujemy, ale ostateczną decyzję podejmuję ja i Michail ponieważ mamy lepszą wizję konceptu zespołu.

O.: „Nescience” to nie tylko świetna muzyka i fascynujące liryki, ale również świetna okładka autorstwa Jowity Kamińskiej – Peruzzi. Nie sądzisz, że to jest jeden z jej najlepszych obrazów? Również i cały booklet, z tą gasnącą świecą jest niesamowity. Domyślam się, ze wszystkie te elementy: muzyka, słowa i obrazy, w zamyśle miały do siebie ściśle pasować?

M.V.: Dokładnie takie było nasze zamierzenie. Okładka bazuje na pomyśle Lefterisa, a Jowita obróciła go we wspaniały front – cover. Ta gasnąca świeca to był jej pomysł i myślę, że świetnie pasuje do reszty.

O.: Zgadzam się. Zresztą Jowita jest nie tylko autorką okładki, ale wraz z mężem prowadzi waszą wytwórnię – Metal On Metal Records. Nie uważasz, że właśnie takie niezbyt jeszcze duże, raczej podziemne, ale za to ambitne i oddane wytwórnie, są esencją metalowego ruchu? Nie jak olbrzymie molochy płytowe, gdzie ludzie pracują od 9 do 17, a potem idą do domów, zostawiając muzykę w biurach?

L.V.: Tak, właśnie takie być powinny metalowe labele, pełne pasji i prawdziwej miłości do tej muzyki! To był jeden z powodów, dla których podpisaliśmy kontrakt z Metal On Metal Records. Zarówno Jowita jak i Simone są przede wszystkim fanami muzyki, a dopiero potem idzie za tym reszta… Efekty ich pracy jak dotąd są godne uwagi.

O.: Myślę, że jak najbardziej. „Nescience” został płytą miesiąca w greckim „Metal Hammer”. Jak myślisz, jak duży wpływ na to miał patriotyzm i Wasze pochodzenie? Czy może tylko muzyka była tu istotna? Co w ogóle sądzisz o Waszej narodowej wersji tego czasopisma? Pytam, bo tak właściwie nasza, polska wersja, to jakiś żart…

M.V.: Nie sądzę, by nasza narodowość odgrywała tu jakąkolwiek rolę, a nawet jeśli, to bardzo małą. Każdego miesiąca są tam greckie zespoły, więc jeśli redaktorzy myśleliby w ten sposób, każdy album miesiąca byłby nagrany przez grecki band (byłoby zajebiście, hehe…). No i szczęśliwie mogę powiadomić Cię, że grecki „Metal Hammer” jest magazynem metalowym. To mówi chyba wszystko.

O.: Szczęściarze z Was… Grecja ma bardzo wpływową scenę black metalową, cechującą się specyficznym brzmieniem i atmosferą. Nigdy nie kusiło Was, by pograć w tym stylu? Jakie greckie kapele lubicie najbardziej?

L.V.: Raczej nie mogę powiedzieć o sobie, że siedzę w tej muzyce, ani że chciałbym grać w tym stylu, ale to raczej kwestia gustu. Nasz basista, Yiannis słucha jednak sporo greckiego black metalu. Mamy dużo dobrych zespołów w Grecji, które lubię, niektóre bardziej popularne, jak Rotting Christ, Septicflesh czy Firewind, inne trochę mniej znane – Marauder, Sarissa, Fragile Vasteness, Suicidal Angels, Wastefall, Battleroar, Litany i w cholerę innych…

O.: O, dzięki za nazwy, trzeba będzie poszperać. Jakieś kilka tygodni temu Grecja stała się areną starć pomiędzy anarchistami a policją. Czy w Twojej opinii były to tylko chuligańskie rozruchy, czy może miało to jakiś głębszy sens, głębsze podłoże? Jak, Twoim zdaniem, przedstawia się sytuacja wewnętrzna w Grecji?

M.V.: To nie były tylko chuligańskie wybryki, podobnie jak i w innych krajach Europy, gdzie doszło do takich zajść. Konserwatywny rząd w połączeniu z globalnym kryzysem i masą innych czynników były prawdziwymi przyczynami tego wszystkiego. Nie chcę jednak tego dalej analizować, przede wszystkim jesteśmy przecież muzykami.

O.: Cóż, szkoda, chętnie poznałbym Twoje zdanie. Na koniec coś luźniejszego – jaki będzie, według Ciebie, rok 2009? Macie jakieś życzenia czy plany, które chcielibyście zrealizować w tym roku?

L.V.: Właściwie to zaczniemy pracować nad nowym albumem w tym roku, mamy więc nadzieję, że nasze inspiracje będą na tak samo wysokim poziomie! Drugim naszym zamierzeniem jest zagrać tak dużo koncertów, jak to tylko możliwe. Naprawdę chcielibyśmy mieć możliwość odegrania kilku dobrych gigów, by móc przedstawić naszą muzykę na żywo!