Gama Bomb: „Pierdolić wolne piosenki!”

Oprócz tego, że kolesie z Gama Bomb wydali album, który zawładnął mą thrash’ową duszą wraz z pierwszym odsłuchaniem, to jeszcze ujęło mnie zaangażowanie kapeli – odpowiedzi dostałem może w przeciągu niecałego tygodnia. To się chwali, zwłaszcza, że większość kapel nie przykłada się do wywiadów w należyty sposób, a później biadolą, że mogło być tak pięknie, ale promocja zawiodła i to pewnie przez tego ciula, poprzedniego wydawcę… Z Joe McGuiganem nie było takiego problemu. Przy najbliższej okazji ma u mnie połówkę Wyborowej, sobie życzę więcej takich rozmówców, Wam zaś więcej takich strzałów jak „Citizen Brain”! A więc – czas na thrash!

Oracle: „O ja Cię pier-kurwa-dolę!” – te słowa padły z moich ust po wysłuchaniu Waszego drugiego albumu! A czy gdy Wy go słuchacie, to reagujecie w ten sam sposób?

Joe: Haha! Byliśmy naprawdę szczęśliwi, gdy usłyszeliśmy pierwsze efekty! W przeszłości mieliśmy prawdziwe problemy z uzyskaniem odpowiedniego brzmienia taśmy, więc to było prawdziwie zajebiste usłyszeć te kawałki tak, jak powinny one brzmieć. Chcieliśmy wydobyć całą tą totalną szybkość i miazgę tego albumu i myślę, że się nam to udało. Wiesz, całą to wibrację w stylu „ultra-turbo-lata osiemdziesiąte”.

O.: Udało się jak cholera! Jeszcze Wam pokadzę. W jednym z kawałków deklarujecie właśnie „It’s time to thrash like in ’86!” Zdajecie sobie sprawę, że osiągnęliście to co zamierzyliście? Thrash metal moim zdaniem odradza się właśnie dzięki takim kapelom jak Gama Bomb. Jesteście z tego dumni?

J.: Dumni jak sam diabeł! Gdy zaczynaliśmy z tym zespołem, jedyną ideą było, by thrashować tak mocno, jak to tylko możliwe i nigdy się to nie zmieniło! „Thrash like in ‘86” było naszym mottem, prowadzącym nas po odpowiedniej ścieżce. Pierdolić wolne piosenki! Pierdolić melodyjne i czyste gitarowe wstępy! PIERDOLIĆ CZARNY ALBUM! Wiedzieliśmy, że istnieje armia thrashersów, którzy chcieli dostać czysty speed/thrashowy styl wprost z lat osiemdziesiątych! To dlatego tu jesteśmy. Jeśli nie byłoby mnie w tym zespole, byłbym największym fanem Gama Bomb, który nie chciałby, żeby się oni kiedykolwiek zmienili. I my nigdy się nie zmienimy!

O.: Trzymam Cię za słowo! A jak załapaliście się na kontrakt z Earache Records? To chyba dość duży prestiż, znajdować się w ich stajni, nie uważasz?

J.: Tak, Earache jest bardzo fajną wytwórnią, z dużym dziedzictwem, i zajebiście jest z nimi współpracować, ale jak wiesz, nigdy nie byli oni thrashowym labelem. Więc tym bardziej, jeśli spojrzysz na listę ich kapel, powiesz „WOW!”. A co jeszcze jest w tym świetne, to to, iż wszystko to są młode zespoły. Earache jest chyba jedynym labelem, który rzeczywiście uwierzył w nową falę thrashu i nie bał się w nią zainwestować. Rozmawialiśmy z wieloma wytwórniami o naszym drugim albumie. Niektórzy byli zainteresowani, niektórzy chcieli, byśmy zmienili co nieco, ale w gruncie rzeczy tylko Earache zdawało się trzymać rękę na pulsie i to z nimi przypieczętowaliśmy deal.

O.: Porozmawiajmy teraz o muzyce. Opisałbym ją słowami z utworu Anthrax: „metal thrashing mad!”. No chyba, że masz lepszy pomysł? Dlaczego wybraliście właśnie thrash metal?

J.: Jak już powiedziałem wcześniej, chodziło nam głównie o totalną prędkość, rozwrzeszczane solosy i zajebiste śpiewanie! W kilku recenzjach, w których recenzent nie załapał, o co chodzi na naszym krążku, można było przeczytać „Ci goście zżynają ze starych kapel jak Anthrax czy Agent Steel”, a dla nas był to komplement, pomimo, że nie kradliśmy im pomysłów, oni byli po prostu naszą inspiracją. A więc, kiedy słyszymy ludzi mówiących „To wcale nie jest nic nowego, to jest coś w stylu starych płyt Megadeth”, czujemy coś w rodzaju „musieliśmy zrobić dobrą robotę! Prawdziwi fani thrashu, prawdziwi fani Gama Bomb pokochają to!”

O.: No bo właśnie o to w tym chodzi! Niby nie odkrywacie Ameryki na „Citizen Brain” ale mimo to ten longplay jest świeży, pełen energii…

J.: Nasza oryginalność pochodzi z unikalnych wokali, a także mieszanki niemieckiego thrashu z brzmieniem w stylu Flotsam And Jetsam, Agent Steel. Chodzi o napieprzanie w młynie, adrenalinę i trzaskanie młotem, haha!

O.: Jakie to proste, prawda? Właśnie wokal Philly’ego jest dla mnie olbrzymim plusem na „Citizen Brain”. To thrashowy zwierzak! Zrobił na tym krążku zajebistą robotę, ale czy na żywo też wypada tak dobrze?

J.: Taa, Philly to narwany śpiewak, a na żywo, jego głos urywa łby! Początkowo śpiewał w stylu Lemmy’ego, ale po paru latach wpływy Dio czy Cyriss dały o sobie znać, jest teraz całkowitym asem w te klocki! Uważam, iż to wokalista niszczy lub wywyższa thrashowy band! Nie ma nic gorszego od wycia w stylu Metalliki czy Xentrix, więc gdy zaczynaliśmy z Phillym, uparliśmy się by śpiewał na swój własny sposób, z tymi wszystkimi falsetami i resztą, bo to do nas pasuje.

O.: Nie śmiem przeczyć. Ponadto zdaje się, iż znane Wam jest tylko jedno tempo: „It’s full speed or nothing!” Ale czy nie zapomnieliście o jakichś romantycznych hitach, jak „Nothing Else Matters”, którymi zawojowalibyście MTv, haha?! Myślicie, że rzeczywiście cały czas będziecie grali w ten sposób, będąc w wieku, dajmy na to, gości z Metallica?

J.: Prawdopodobnie jemy zbyt wiele surowych jajek przed naszymi koncertami, by wzmocnić naszą energię, haha! Nie, jak już powiedziałem, nie zamierzamy zwalniać, wydawać coś w rodzaju „Czarnego Albumu” czy „Quatro”. Wolelibyśmy to raczej zakończyć i być zadowoleni z porządnego kształtu naszych dokonań, niźli szczać na naszą nazwę w ten sposób! Szczytem dla nas byłoby być thrash metalowym AC/DC! Przynosić fanom dobre albumy, które polubią, niż starać się im wcisnąć każde gówno, które jest w danym momencie popularne.

O.: Tak trzymać! A jak wyglądała sama sesja nagraniowa? Jedna wielka biba z morzem piwa, czy raczej tyra od 9 do 17?

J.: Tak właściwie, to był to miks obu tych rzeczy. Odwaliliśmy sporo bardzo długich dni, podczas których odgrywaliśmy niektóre piosenki dopóki, dopóty nie zaczęły nam krwawić palce. Ale kiedy się to już skończyło, nastał czas Millera, a właściwie, by być ścisłym, tanich Ciderów i herbatki z whisky! Kupiliśmy coś z dwadzieścia włoskich horrorów i urządzliśmy sobie kilka razy mega – drinking – session! Zajebistą rzeczą, przy pobycie w studio jest to, że gdy już skończysz swoją robotę możesz pić cały dzień i wkurzać przy tym gościa, który wciąż trudzi się ze swoją działką pytając czy woli piwo czy jointa!

O.: Haha, to rzeczywiście musi być fajna sprawa! O sesji już żeśmy porozmawiali, powiedz mi więc, skąd taki tytuł – „Citizen Brain”? Ma on coś wspólnego ze sławnym „Citizen Kane”? Oglądaliście ten film?

J.: Jesteśmy prawdziwymi maniakami kina, więc oczywiście widzieliśmy ten obraz. Sam tytuł jest tak naprawdę tylko kalamburem, grą słów, jak „Survival Of The Fastest”. Wziąć jakąś znaną nazwę lub tytuł i trochę ją poprzestawiać. Taki Ugly Kid Joe też miał sporo frajdy ze swoimi tytułami, jak „Motel California” czy „America Least Wanted”. Myślę, iż jest to również część naszych inspiracji.

O.: Pewnie masz rację. Kiedy czytam Wasze teksty dochodzę do wniosku, iż najważniejszymi rzeczami dla Was są: metal, wóda, piwsko, filmy i kreskówki, życie na pełnych obrotach, alkohol i może jeszcze odrobina metalu, haha! Mam rację? Chciałbyś jeszcze coś dodać do tej listy?

J.: Myślę, stary, że już chyba nie ma co do niej dodawać! Trafiłeś w sedno! No, może możesz dopisać do niej jeszcze roboty i pływające mózgi!

O.: Roboty ok., ale co z tymi mózgami?! Nieważne. Co powiesz natomiast o okładce „Citizen Brain”? Zrobiona jest w wielce komiksowym stylu, kto jest jej autorem?

J.: Zrobił ją nowojorski artysta, Jeff Zornow, który pracował nad zajebistym stuffem na płytach The Accused. Jest trochę dziwnym kolesiem, ale jego prace są totalnie zajebiste! Pracuje też nad naszym t-shirtem, co jest tak samo zajebiste! Strasznie chcieliśmy mieć coś w stylu starych komiksowych horrorów, a Jeff zdawał się być idealny ku temu. Baliśmy się, że na okładka nie będzie wystarczająco krwista, ale kiedy ją zobaczyliśmy, pomyśleliśmy „Cholera, to jest zajebiste w chuj!” Pokochaliśmy to, co dla nas zrobił, pomimo tego, że nigdy nie rozmawialiśmy, nawet przez e – mail! Zdaje mi się, że jest on dość skrytym kolesiem.

O.: Pewnie tak. A promocja „Citzen Brain”? Jak ona wygląda? Otrzymaliście jakieś niepochlebne recenzje? Odbębniliście też pewnie sporo wywiadów, ten nie jest jedyny, ale czy mieliście może już jakieś sygnały z Polski?

J.: Kampania promocyjna [w oryginale Joe użył słowa „cam-pain”, ale nie da się oddac sensu jego żartu na polski, niestety – przyp. Oracle] jak dotąd przebiega sprawnie. Dostaliśmy naprawdę dobre recenzje z takich pism jak Kerrang czy Metal Hammer [kudy im do ChaosVault, hehe? – przyp. Oracle]. Zagraliśmy tez kilka niezłych gigów z Exodus czy Soulfly. Jak dotąd dostaliśmy tylko parę gorszych recenzji, ale się nimi nie przejęliśmy jakoś nadzwyczajnie. Złe recenzje robią zazwyczaj ludzie, którzy mówią Ci, jak oni nagraliby Twój album. Dostaliśmy kilka ciepłych i fajnych maili z Polski, a także kilka recenzji, więc im szybciej zagramy przed Wami jakiś koncert tym lepiej. Szczęśliwym trafem powinniśmy pokazać się u Was w okolicach grudnia.

O.: To ja proszę w Rzeszowie, ewentualnie w Krakowie, hehe. Wiem, że wydaliście też limitowaną wersję „Citizen Brain” z bonusowym DVD. Co się na nim znajduje?

J.: To bonusowe DVD pokazuje nas podczas prac nad płytą, a także trochę pijanych ludzi oraz kilka ujęć live, jakie nakręciliśmy na festiwalu w Niemczech w zeszłym roku. Nie mamy żadnych nagrań ze stron B czy czegoś w tym rodzaju, więc uznaliśmy, iż będzie to fajna sprawa dodać DVD jako coś ekstra. Następną razą chcemy dodać rzecz w stylu „making of…” oraz jakiś koncert, więc trzymajcie kciuki.

O.: Spoko. Partycypowaliście też w składance „Thrashing Like A Maniac”.Myślisz, że pomogła Wam ona zostać zauważonym na światowej scenie thrash metalowej?

J.: Uważam, że „Thrashing Like A Maniac” to świetny pomysł, bo zebrano na nim najlepsze młode thrashowe kapele świata. Na myśl przychodzą mi może z dwie grupy, których na tej płycie zabrakło. Dla nas to oczywiście świetna sprawa, być na kompilacji z naszymi znajomymi, jak i dla thrashersów, którzy mogli posłuchać wszystkich tych młodych i świetnych kapel. Wkrótce też odbędzie się europejska trasa kapel z tej składanki, która będzie trwałą pięć tygodni i przetoczy się przez cały kontynent, więc to też będzie niewątpliwie wypas. Poza tym to dość unikatowa, ale bardzo dobra idea, zrobić taką składankę z młodymi thrashowymi formacjami, a później wysłać część z nich na wspólną trasę.

O.: No pewnie! Zmieniając temat – nie słyszałem Waszego pierwszego albumu, który był chyba niezależnym wydawnictwem, prawda? Planujecie ponowne wydanie „Survival Of The Fastest”?

J.: Tak, właściwie to nasz pierwszy album został wydany przez niemiecką Witch Brew Records w 2006 roku. Wznowienie na pewno ukaże się na winylu gdzieś może w przyszłym roku, ale czy stanie się to dzięki Witches Brew czy jakiegoś innego labelu, jeszcze nie wiemy. Jestem za to pewien, że jeśli potrzebujesz kopii tej płyty, to bez trudu znajdziesz ją w Internecie – nie przejmujemy się ludźmi, którzy ściągają muzykę, jeśli tylko przychodzą później na nasze koncerty, niech robią co im się podoba.

O.: W sumie racja, na płytach i tak bardziej zarabia Dig, zaś ludzie znają dzięki temu Waszą twórczość. Pochodzicie z Irlandii, która w mojej opinii nie ma jakiejś przesadnie dużej sceny metalowej. Ja tam przynajmniej wielu kapel od Was nie wymienię. Powiedz nam coś o niej, ok.?

J.: Scena w Irlandii jest potężna, ale raczej zamknięta na otoczenie. Ponadto niezbyt wiele kapel z mojego kraju jest znana na międzynarodowym poziomie, ale to się zmieni, miejmy nadzieję [no a o czym ja powiedziałem? – przyp. Oracle]. Jest tu trochę pagan i black metalowych kapel jak Primordial czy im podobnych, ale mamy tutaj też sporo niezłych thrash metalowych kapel. Inną sprawą jest to, iż te irlandzkie kapele są bo są, nie grają zaś na przykład koncertów poza granicami. Na szczęście, kilka z nich powoli podąża za nami, gra więcej w Wielkiej Brytanii czy w Europie.

O.: Ok., powiedz nam na koniec o najbardziej popierdolonej imprezie w jakiej było Wam dane uczestniczyć!

J.: Ok, streszczę Ci dwie z nich. Dwa lata temu szaleliśmy na imprezie noworocznej, niedaleko zaś była przycumowana stara łajba. Byliśmy tak napruci, że zakończyliśmy udając na niej piratów, tylko że łódź w końcu się wywróciła! Byłem blisko uwięzienia pod tą pięciotonową łódką. Koniec końców całą winę zwaliliśmy na dzieciaki z okolicy, hahaha! Innym razem cała impreza miała miejsce w jakimś dziwnym klubie sado-maso w Zandam, w maju zeszłego roku. Zakończyła się w lokalnym barze, gdzie dostaliśmy darmowe piwo i darliśmy na całe ryje kawałki Thin Lizzy. Wróciliśmy do miejca, w którym akurat nocowaliśmy i zarzygaliśmy wszystko dookoła w domu naszej biednej pani gospodarz. Nie wiem, czy kiedykolwiek byłem tak najebany jak wtedy. Ta laska nie była zachwycona widząc rano całe mieszkanie, ale hej – cóż innego mogło się stać, kiedy zapraszasz do swojego domu armię thrash maniaków!?!?

O.: Heh, no właśnie! Ok., Joe, dzięki za wywiad, mam więc nadzieję, że zobaczymy się w Polsce wkrótce! Musicie spróbować naszej wódki!

J.: Wielkie dzięki stary! I zdrówko! To była przyjemność (pleasure to kill, haha!!!)! Mam nadzieję, że poszalejemy z polskimi maniakami w grudniu! Pamiętaj – im szybciej tym lepiej! Nie kupujcie „Risk” Megadeth i oglądajcie „Robocop 2” kiedy tylko możecie!

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *