Fingernails: „… rock’n’rollowy pedał do oporu!”

Z jednej strony Fingernails to zespół niezbyt znany, z drugiej strony prezentujacy naprawdę dobrą muzykę, zwłaszcza jeśli ktoś lubi czasem zatracić się w miksie heavy metalu, punk rocka i rock’n’rolla, gdzie duch Motorhead czy Venom jest cały czas żywy. Anthony Drago, wokalista zespołu, co prawda nie uczestniczył w samych początkach tej włoskiej grupy, jednak był na tle zorientowany, że przekazał nam kilka ciekawych historii i faktów. Tak więc – kto ich nie zna, niech poszuka ich nagrań, poczyta, napije się piwa i pomacha łbem…

 

Oracle: Witam! Na początek, muszę Wam pogratulować krążka – „Alles Verboten” wyszedł Wam świetnie! Czy spotkaliście się z jakimiś negatywnymi komentarzami, czy docierają jedynie pozytywne opinie?

Anthony: Witaj Jakub! Dzięki za ten wywiad! „Alles Verboten” zebrało na całym świecie świetne recenzje, Większość z nich jest bardzo dobra, może było kilka niezbyt pochlebnych, ale w zderzeniu z setkami bardzo pozytywnych jakie napłynęły z Europy, USA, Ameryki Łacińskiej, Azji, Japonii, Rosji czy Środkowego Wschodu…

O.: Nie dziwię się w ogóle! Ale może do nowego krążka powrócimy za chwilę, a skoczmy na moment w przeszłość, zwłaszcza, że nie jesteście bardzo znanym zespołem tutaj w Polsce. Szczerze, ja poznałem Was dopiero przy okazji najnowszego krążka, dopiero potem poznałem wcześniejszą dyskografię… Tak więc – jak to się wszystko zaczęło, jacy metalowi bogowie wpłynęli na Angusa i chłopaków, że założyli zespół? I dlaczego przybrali taką nazwę – Fingernails?

A.: Fingernails jest kultowym zespołem, mamy fanów na całym świecie, głównie w Zachodniej Europie, USA, Ameryce Południowej… Jak dotąd nie graliśmy jeszcze w Polsce, ale koncertujemy dużo w Europie, więc mamy nadzieję, że i do Was kiedyś zawitamy. Zwłaszcza, że znamy wielu polskich metalowców z niemieckich festiwali. Zespół został założony w Rzymie w 1981 roku przez Angusa Bidoli. Kapela wkróce stała się kultowa tak we Włoszech, jak i poza naszym krajem, mimo tego, że w latach osiemdziesiątych nigdy nie graliśmy poza granicami państwa. W końcu, po kilku demówkach, w 1988 roku Cobra Records wydaje nasz debiutancki album, zatytułowany „Fingernails”, który jest przez wielu uważany za majstersztyk podziemnej sceny z tego okresu. Po masie koncertów zespół rozpada się w 1990 roku, a w 1996 roku umiera perkusista, Duracell. Natomiast w 2004 roku Angus i ja, którzy mieliśmy już wspólne doświadczenia w zespole Raff, powołaliśmy zespół ponownie do życia. Odnieśliśmy niemały sukces grając na wielu festiwalach na świecie, Od tego czasu wydaliśmy jeszcze takie krążki jak „Hell’n’back”, „Destroy Western World”, „Heavy Metal Forces”, „Gettin’ crazy” (split z Villains) no i „Alles Verboten”. I inne wydawnictwa dla labeli z USA, Chile, Niemiec, Włoch… Obecnie jesteśmy w High Roller Records, a ponadto ja i Richard otworzyliśmy własną stajnie LA Riot Surviovor Records. Poza tym wypuściliśmy nowy krążek koncertowy „Oslo 2012”. A dlaczego nazwali zespół Fingernails… Przez pomyłkę. Początkowo zespół miał nazywać się Claws, ale nie znali zbyt dobrze angielskiego i wydawało się im, że Fingernails i Claws znaczy to samo…

O.: Hehe, toć błąd! A jak wyglądała w Waszych początkach włoska scena? Czy przeżywała heavy metalowy boom jak reszta Europy, a zwłaszcza Wielka Brytania? Zaczynaliście mniej więcej wtedy, kiedy eksplodował cały nurt NWOBHM…

A.: Wczesna scena włoska była bardzo w porządku, była legendarna… Ale oczywiście było to podziemie, nie było wspierane prawie w ogóle przez media. Jednak z biegiem lat była na nowo odkrywana i na nowo ludzie dowiadywali się o jej wartości. Dziś jest jedną z najlepszych scen z ogromem młodych kapel spod znaku speed czy thrash, a także starymi, wciąż trzymającymi się zespołami.

O.: Początkowo zespół składał się tylko z trzech muzyków – czy tylu po prostu wystarczało, czy może Fingernails chciało być jak Motorhead czy Venom, których wpływy w Waszej muzyce były i są wyczuwalne?

A.: Fingernails jest jednym z tych zespołów, które stworzyły włoskie brzmienie speed metal punka z domieszką rock’n’rolla w stylu Motorhead. Ale szybszym i bardziej ekstremalnym. Angus grał wówczas jakby blues rocker z lat sześćdziesiątych zaczął tworzyć thrash speed metal.

O.: Chyba nie do końca zrozumiałeś moje pytanie, no ale cóż…skoro jednak zacząłeś ten temat, to poza inspiracjami Motorhead wyraźnie słychać u Was punk rocka. Wasza muzyka jest zasadniczo prosta i dosadna, teksty traktują o codziennym życiu…

A.: Oczywiście, inspirowała nas dobra muzyka, z korzeniami w punku i bluesie, ale słuchamy różnych, głównie podziemnych zespołów działających obecnie. Wynosimy nasz styl życia na nowy poziom bycia spoko, robienia bałaganu i hałasu na scenie.

O.: Wasze pierwsze demo zatytułowane „Welcome To America” miało ukazać się w 1985 roku, jednak ostatecznie nic takiego nie miało miejsca. Wiem, że za tą historią stoją jakieś zwariowane okoliczności, możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

A.: Właściciel wytwórni, który mieszkał w Portland, Oregon w USA dostał naszą taśmę od gościa z Raw Power i zaoferował nam wydanie „Welcome To America”, nagraliśmy więc to w Rzymie i wysłali za Ocean. W międzyczasie jednak ten gość wpadł w kłopoty z glinami, z powodu swojej domowej plantacji marihuany… Musiał więc zawiesić działalność swojego labelu, a „Welcome To America” ukazało się ostatecznie jako demo.

O.: Większą popularność przyniosło Wam dopiero drugie Wasze demo, nie było to jednak równoznaczne z popularnością w mediach, mam rację? Jakiś czas temu przprowadzałem wywiad z AC Wildem i on bardzo krytycznie wypowiadał się o włoskiej prasie muzycznej – podzielasz jego zdanie?

A.: Mieliśmy dobrą opinię na scenie, ale oczywiście media ignorowały nas całkowicie. Dla zespołów z Rzymy było nawet jeszcze ciężej trafić w eter i być widocznie porównywanymi z kapelami chociażby z Mediolanu. Nienawidziliśmy oficjalnych magazynów, rozmawialiśmy tylko z zine’ami. Fanziny są wciąż bardzo fajne.

O.: No pewnie! Wasze teksty często traktowały o ulicznym życiu, ja sam słuchając Waszej muzyki i czytając Wasze teksty mam wrażenie, że byli z Was wówczas trochę tacy chuligani, mam rację?

A.: Mówimy o tym, co otacza nas codziennie w naszym życiu, wystarczy że poczytasz teksty do naszego najnowszego albumu „Alles Verbotten” – mamy poczucie humoru w sposobie życia i rewolucji.

O.: A nie myśleliście tak w ogóle, że może nie jesteście ulubieńcami mediów przez tytuły takie jak „Crazy For Blowjobs”, haha? Czy ta piosenka miała za zadanie szokować w tamtych czasach, czy może traktowaliście ją po prostu jak każdy inny utwór, jak „AIDS” albo „Wild Life”? Apropos – kto jest największym fanem obciągania pośród nomen omen członków Fingernails?

A.: To Angus, on napisał ten utwór i to on chyba najbardziej to lubi, haha! Kilka stacji radiowych odmówiło puszczania tego kawałka, obecnie zresztą również, pomimo że przez te wszystkie lata stał się naszym klasycznym numerem. Ten numer opowiada o tym, jak pewnego razu Angus i pięciu innych kolesi wyrwali pannę, która zrobiła loda każdemu z nich.

O.: Pewnie jakaś entuzjastka, fajnie… A możesz opowiedzieć jeszcze o Waszym występie w Rzymie, który został przerwany przez policję? Często zdarzały się Wam takie przypadki?

A.: To było chyba w 1985 roku, było tam mnóstwo osób, całość miała miejsce w rzymskim teatrze. Policja przyszła, by przerwać festiwal, Angus akurat był na scenie i powiedział do mikrofonu „Ten kawałek dedykujemy policji, która się tu dziś znajduje – ‚AIDS’!!!” Zakończyło się oczywiście olbrzymimi kłopotami. W tamtych czasach wiele koncertów kończyło się przed czasem, bo publiczność wszczynała zadymy czy coś w tym rodzaju.

O.: Ostatecznie, przed podpisaniem papierów na wydanie debiutanckiego krążka, wypuściliście łącznie cztery demówki – czy są jakieś szanse, że wznowicie je wszystkie razem? Wiem, że była niby kompilacja „Heavy Metal Forces”, ale nie było tam wszystkich numerów, za to sporo innych kawałków…

A.: W przyszłości zapewne wydamy wszystkie nasze demówki na kompakcie, ale jak na razie wydaliśmy debiutancki krążek „Alles Verbotten”, jak i najnowszą koncertówkę „OSLO 2012” – ten bootleg naprawdę brzmi świetnie!

O.: Dobra, w 1988 roku wreszcie wydaliście swój długo wyczekiwany debiut, „Fingernails”. O ile wiem, byliście bardzo podekscytowani tym, że płyta ta ukaże się dzięki Cobra Records. Skąd aż takie podniecenie, nie wierzyliście, że jakikolwiek label wyda nareszcie Wasz krążek, czy jak?

A.: Zadzwonił do nas właściciel Cobra Records z Genui. Usłyszał naszą piosenkę „Shadow Of The Blade” na kompilacji „Lethal Nosie”, zaoferował więc nam kontrakt. Chciał byśmy pojechali na północ Włoch, by nagrać pierwszy album. W pierwszym momencie Angus był zaskoczony, myślał, że to żart, który wykręcił mu znajomy. Jednak nagraliśmy ten album i sprzedaliśmy cały nakład we Włoszech, USA, Niemczech i Belgii. Myślę, że cały świat znał nasz zespół, a za każdym razem gdy przybywaliśmy do jakiegoś nowego miejsca tłum śpiewał nasze utwory, łącznie z „Heavy Metal Forces”, naszym klasycznym hymnem.

O: Czyli jednym słowem, Wasz debiut odniósł sukces? A nie brakuje Ci tych czasów, kiedy sprzedawaliście setki czy tysiące płyt? Nie tak jak dziś, kiedy ludzie ściągają muzykę z internetu i nie czują potrzeby posiadania fizycznych nośników?

A.: Od czasu naszego powrotu w 2004 roku sprzedaliśmy wiele płyt, a pomiędzy pełnowymiarowymi krążkami wypuśiliśmy więcej niż dziesięć wydawnictw – różnego rodzaju splitów, bestofów, koncertówek… Pierwszy krążek sprzedał się w ilości większej niż pięć tysięcy kopii, a dziś możliwe jest nabycie go w formacie kompaktowym. Wydaliśmy też trochę winyli, uwielbiamy je! Myślę, że każdy powinien mieć możliwość ściągania muzyki z internetu za darmo – nie ma problemu, dla nas to jest okej. Ale jeśli lubisz jakiś zespół, kup sobie ich płytę by mieć swoją własną, prawdziwą kopię!

O.: Dokładnie! OK, wasz drugi krążek również miał ukazać się nakładem Cobra Records, ale szefowi tej wytwórni przedstawiono jakieś zarzuty… Nie sądzisz, że to jakiś pieprzony pech, że właściciele wytwórni, z którymi współpracowaliście ciągle mieli jakieś kłopoty z prawem, hehe? Pamiętasz może o co chodziło w przypadku Mangory?

A.: Tak, Giorgio miał jakieś problemy z powodu wydawnictw, jakie wypuścił nakładem swojego labelu. Niestety nasz kontakt zaraz potem się urwał. Tak czy inaczej, w okolicach 1990 roku scena przeżyła olbrzymi upadek, sami też mieliśmy olbrzymie problemy, byliśmy zbyt popierdoleni, więc zespół się rozwiązał.

O.: Właśnie, co było głównym powodem rozpadu w 1990 roku? Wasza biografia nic o tym nie mówi…

A.: Tak jak wspomniałem, to był koniec pewnej ery… Angus znalazł się w szpitalu i był bliski śmierci, a miał niespełna 30 lat. W 1996 roku w wypadku życie stracił Riccardo Duracell… to był ranek, a w południe miał pracować przy swoim skuterze. Angus zadecydował więc, że nie dojdzie do reunionu.

O.: No ale jednak powróciliście w 2005 roku. Czy ciężko było znaleźć następce Duracella?

A.: Ja i Angus graliśmy razem w Raff, a pewnej nocy ponoć miał jakiś sen – przyszedł do mnie i powiedział „śnił mi się Duracell!! Powiedział mi, by zreformować zespół i tym razem ma to być suckes i wspaniała przygoda!!!” – więc przycisnęliśmy ten rock’n’rollowy pedał do oporu!

O.: A jak ostatecznie uformował się Wasz obecny skład – z tymi wszystkimi zmianami i tak dalej? Dlaczego z kapeli odszedł Bomber? Mam nadzieję, że to Wasz ostateczny skład, mam nadzieję, hehe?

A.: Bomber miał osobiste problemy, w domu i ze zdrowiem, musiał się na tym skoncentrować. Tego samego wieczora poznaliśmy Big Richarda z Hammer, który wniósł do naszego zespołu masę talentu. Teraz współprowadzę z nim LA Rios Survivor Records. Sprowadziłem też Fab’a, starego perkusistę zespołu, miał bardzo siłowy, oldschoolowy styl gry. Po pięciu latach wspólnej świetnej gry opuścił zespół niespodziewanie podczas trasy, konkretnie gdy graliśmy koncert w Hamburgu. Zastąpiliśmy go młodym, nieznanym bębniarzem z młodego thrash metalowego zespolu, z najgorszego getta w Rzymie zwanego Engrown – Carlo El Charlo. Od 2009 roku mamy muzyczną tożsamość i braterstwo w zespole zarazem. I tak przedstawia się skład Fingernails.

O.: Czy więc tytuł Waszego powrotnego krążka, „Hell’n’Back” symbolizuje drogę, jaką przeszliście przez te wszystkie lata, rozpady, zmiany składu i tak dalej?

A.: „Hell ‚n’ Back” ukazało się w USA w 2006 roku w stajni Kinga Fowley’a, a potem w Europie na winylu dzięki High Roller Records. To faktycznie nasz powrót z Piekła i był on bardzo ważny dla zespołu. To nie był tylko reunion, by przypomnieć sobie czasy młodości. Teraz jest piekło i wolność! W latach dziewięćdziesiątych Angus wypuścił wiele płyt, od blues/rocka do psychodelii, z różnymi zespołami. Potem dołączył do Raff. A potem, po wspomnianym śnie, doszło do reunionu Fingernails.

O.: „Destroy Western World” jak i wczśniejsze wydawnictwa pokazały, że muzyka Fingernails prawie w ogóle się nie zmieniła, nie sądzisz? Te kawałki są utrzymane w Wszym starym, dobrym stylu, co oczywiście uważam za wspaniałe! Ale dlaczego wersja winylowa różni się od kompaktowej? I to w najgorszy możliwy sposób, bo ma uboższą setlistę…

A.: „Destroy Western World” to coś specjalnego, tak dla nas jak i dla fanów. Jednak uważam, że kompakt jest o wiele za długi w porównaniu do winyla, ma za dużo utworów, dlatego tak uwielbiam czarny krążek z High Roller Records. Sam numer tytułowy został napisany przeze mnie w mniej niż jedną minutę w 2007 roku, a dziś jest klasycznym kawałkiem. Podobnie numer „Christ” jest świetny. Przeczytaj teksty, a sam się przekonasz!

O.: Ok, skupmy się na moment na Waszym ostatnim pełnowymiarowym krążku. Poprzednie płyty były produkowane przez Kinga Fowley’a, a jak w przypadku „Alles Verboten”? Niestety, w wersji promo nie ma o tym ani słowa…

A.: „Alles Verboten”, nasz nowy studyjny krążek, został wyprodukowany przez High Roller Records i LA Riot Survivor Records, możesz dostać go na winylu, w wersji czarnej i czerwonej, a także na kompakcie jako replika winylu. Naprawdę świetnie wyszedł nam ten krążek, uwielbiamy go. Widzimy to samo u fanów, gdy gramy kawałki z tej płyty na żywo. Ma niezłą dystrybucję i póki co sprzedaliśmy sporo sztuk. Album wyprodukował Bill Ricchar i Anthony Drago, nagrano go pod okiem Vittoro Marchettiego, a okładką jest autorstwa Iceone. Słuchajcie go głośno!

O.: Old Cemetery Records wydało wasze wcześniejsze krążki na kompaktach, podejrzewam więc, że macie niezłe relacje, czy nowy album również ukazał się w wersji kompaktowej dzięki Kingowi i jego wytwórni?

A.: King Fowley to wspaniały przyjaciel, bardzo lubimy też Deceased, jego zespół, ale niestety zawiesił on działalność swojej wytwórni w 2008 roku.

O.: Numer otwierający cały krążek to „Suicide Generation” – śpiewacie w nim o tych wszystkich emodzieciakach, które tak mnie wkurwiają i widzę, że macie do nich podobne podejście. Ale trochę z innej beczki – nie sądzisz, że każda dekada w metalu ma swoich „naturalnych” wrogów, w postaci glamowców, grunge’owców, a teraz tych wszystkich emo…

A.: Ja lubię prawie wszystkie gatunki muzyki, widziałem ich wszystkich i uważam, że jeśli masz coś do powiedzenia – powiedz to! Ale nie robię sobie żadnych wrogów, człowieku – co najwyżej mówię im „nie bądź palantem, myśl nad tym co robisz!”. „Sucide Generation” mówi o pewnym dziwnym rodzaju dzieciaków, nie tym dzisiejszym oldschoolwoym, ale o tym, który pojawił się w okolicach 2008 – 2009 roku. Wyglądają na takich dziwnych, straconych, w ogóle nie skoncentrowanych na rock’n’roll’owym stylu, podejrzewam więc, że wkrótce znikną z tych wszystkich imprez… pójdą gdzieś indziej, lub będą wdzięczyć się do swoich telefonów komórkowych w domu…

O.: W innym kawałku, „Metal Bullets” śpiewacie o tym, że jesteście rebeliantami w metalowym życiu – a czy wciąż rzeczywiście, po tylu latach, jesteście rebeliantami w codziennym życiu?

A.: „Metal Bullets” mówią o codziennym życiu i metalowym sposobie na przeżywanie go. To jedyny kawałek na całym albumie z Angusem na wokalach, jeden z najlepszych na tym świetnym krążku.

O.: Fingernails powstało ponad trzydzieści lat temu, przez te wszystkie lata gatunek miał wiele wzlotów i upadków, mody przychodziły i odchodziły, jednak Wy jesteście cały czas wierni swoim korzeniom – bardzo mnie to cieszy! Niemniej jednak, nie nachodziło Was czasem, by wprowadzić jakieś nowe elementy do swojej muzyki?

A.: Możemy i umiemy eksperymentować. Możemy to zrobić w jaki chcesz sposób i w jaki sposób pomyślisz, ale jesteśmy prawdziwimy metal/punk/rockendrollowcami i interesuje nas całkowite zniszczenie i niezła podróż. Pozostajemy szczerzy względem samych siebie, względem tego, jacy jesteśmy. Nie żyjemy marzeniami z przeszłości czy tym podobnym gównem, jesteśmy tu by poimprezować!

O.: I imprezujecie ostro – widziałem ostatnio plakaty z Waszych gigów, występowaliście u boku „dużych” nazw, czasem muzycznie dość odległych od Fingernails – jak znajdujecie się wśród nich?

A.: Koncertowaliśmy w całej Europie z wieloma zespołami, podziemnymi, lokalnymi i znanymi. Bawiliśmy się świetnie w każdej sytuacji. Ostatnio zagraliśmy dwa koncerty z Misfits i parę sporych festiwali jak na przykład ten w Mediolanie czy w Niemczech. Jesteśmy wciąż w trasie, a ja sam noszę koszulki tylko tych zespołów, które supportowały nas lub my ich.

O.: Jak na razie, Waszym ostatnim wydawnictwem jest koncertówka „Fingernails Live”, którą zarejestrowaliście podczas występu w Rzymie. Co było wówczas takiego szczególnego, że zdecydowaliście się wydać to nakładem Scumbags Records?

A.: Scumbags Records z Chile zapytało nas o jakiś materiał, który mogliby wydać na taśmie, zdecydowaliśmy się więc wypuścić album z koncertu z 2011 roku, jaki zagraliśmy przed tysiącem osób. Myślę, że nieźle się tego słucha, a to już drugi raz kiedy wydaliśmy coś wraz z chilijskim labelem. Mamy wielu przyjaciół w Ameryce Południowej, mamy nadzieję, że zjawimy się tam by poimprezować i zagrać koncert w przyszłym roku.

O.: Ok, a możesz mi powiedzieć, czy są jakieś młode zespołu, których muzyka jest dla Ciebie atrakcyjna? Pytam, bo wielu starszych muzyków ignoruje nowe rzeczy, skupiając się wyłącznie na starych, dobrych płytach starych dobrych zespołów, hehe…

A.: Żyjemy w rówieśniczej scenie, znamy i słuchamy właściwie wszystkich nowych oldschoolowych i ciężkich zespołów. Wierzymy, że scena jest naprawdę świetna, wspieramy te zespoły, by szły przed siebie i nie dawały się kompromisom.

O.: Okej, powoli kończymy. Powiedz proszę o planach na przyszłość? Mówiłeś, że Fingernails chce zagrać kolejne koncerty w Europie, mam więc nadzieję, że traficie na odpowiednich promotorów!

A.: Do końca roku wybierzemy się na Alles Verboten Tour, która obejmie ponad pięcidziesiąt koncertów w siedmiu krajach. Wystąpimy również i w 2013 roku na festiwalach i w klubach, planujemy też uczcić dwudziestą piątą rocznicę wydania naszego debiutanckiego krążka „Fingernails”. Ponadto ukaże się nowy teledysk, sprawdzajcie więc mój kanał na you tube – anthonydrago (l.a. riot survivor channel) i myspace.com/fingernailsmetalcore. No i piszcie do nas, najlepiej przez facebooka. Bądźcie gotowi na rock and rolla i machajcie swoimi baniami!

O.: Super, dzięki za wywiad! Na koniec, pochwal się, jakiej płyty słuchałeś odpowiadając na ten wywiad?

A.: Dziękuję Tobie i wszystkim szalonym polskim maniakom, zobaczymy się na koncertach! Na zawsze heavy metal, bez limitów! W tym złym okresie i nowym porządku armagedonu, musimy trzymać się razem bardziej niż kiedykolwiek! „Heavy Metal Forces”!

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Pamietam ze ich plyta (winylowa) Heavy Metal Forces miala kiedys recenzje w Hard Rockerze (jednym z trzech numerow, jakie kupilem/dostalem). Czyli jednak nie taki HR pozerski jak go maluja 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *