Fäulnis: „Cywilizacja jest o wiele bardziej brutala niż mogłaby być jakakolwiek fikcja.”

Niemiecki Fäulnis nagrał ostatnimi czasy bardzo interesujący materiał. „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” wciągnął mnie na tyle, że na propozycję wywiadu złożną mi przez Seuche przystałem ochoczo. Bo nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że muzyka jaką on tworzy ma w sobie coś naprawdę szczerego. I mimo całej negatywnej otoczki Seuche, mózg kapeli, jest w porządku kolesiem, a nie nadętym black metalowym bufonem.

O.: Witaj Seuche! Na początek powiedz mi proszę, czy to pierwszy kontakt z mediami w Polsce, czy może coś przegapiłem?

Seuche: Nie, to jest pierwszy raz!

O.: Tym bardziej mi miło. Niestety, „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” jest moim pierwszym kontaktem z muzyką Fäulnis, nie wiem więc, jak brzmieliście wcześniej. Widziałem, że „Cholerik” było krótsze od „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” o prawie pół godziny, zakłądam więc, że i muzyka musiała być trochę inna?

S.: „Cholerik” i „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” różnią się od siebie, ale nie ma to nic wspólnego z długością obu albumów. „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” jest płytą o wiele bardziej złożoną, strukturalną i nagrywaną z większą czułością. „Cholerik” było bardziej surowe, impulsywne i po prawdzie, była to moja pierwsza muzyczna ekspresja. Intuicyjne wyłamanie się, mniej tam jest jakości w muzyce, ale więcej brutalności w sensie psychicznej prezentacji. Dziś jestem zaskoczony osobliwą atmosferą bazującą na mojej własnej kondycji z tamtych dni.

O.: Jak już mówię, nie słyszałem tamtego albumu, ale Wasz nowy krążek wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wiele jest zespołów zamkniętych w skrzynce z napisem „black metal”, ale w większości kopiują się one nawzajem. Wy nie. Wiesz, nie mogę rzec, by Fäulnis był jakimś objawieniem sceny, w 100% oryginalnym, ale mimo wszystko jesteście inni, jeśli wiesz o co mi chodzi…

S.: Dzięk! Mimo że brzmi to bardziej jak komplement, to zgadzam się z Tobą, hahaha! Nie staram się być na siłę inny, ale radzę sobie z wieloma wpływami, lub innymi wpływami niż większość aktualnej sceny black metalowej. Dlatego też tworząc „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” nie zamierzałem nagrać albumu black metalowego – tylko muzykę opartą na wewnętrznych uczuciach i codziennym chaosie.

O.: Myślę, że to właśnie wyszło. Mimo że wielu recenzentów wrzuca Was do wora z napisem „suicidal/depresive black meta”, ale o ile się orientuję, nie za bardzo Wam odpowiada taka etykietka? Wyczytałem, że nie lubicie też samoużalania się w black metalu i to jest coś czego nie rozumiem w samobójczym black metalu – skoro życie jest takie chujowe i bolesne, dlaczego nie skończą ze sobą, co? Zgadzasz się z moim zdaniem? Czy to jest międy innymi powód, dla którego nie chcecie by postrzegano Fäulnis jako zespół z tego sortu?

S.: Jest tak, jak powiedziałeś… Jestem już zmęczony mówieniem o tym. To nudne… Nudna muzyka nudnych ludzi z nudnym życiem, pozbawionych inspiracji i kreatywności… Ok, TERAZ to wszystko ma sens…

O.: Tak jakby… Na „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” słyszymy całą masę uczuć przełożónych na muzykę – frustrację, beznadzieję, gniew, pogardę. Dobrze je słyszę? Muzyka z tego albumu to taka jakby podróż przez umysł jednostki, która zagubiła cel w życiu, a co gorsza – zdaje sobie z tego sprawę. Dobrze interpretuję Twoje intencje?

S.: Może Ty zaczniesz odpowiadać na ten wywiad, podczas gdy ja wypiję kilka piwek, co Ty na to, hahaha? „Zagubić cel w życiu”, hmmm… To trudne, bo widzisz – problemem jest to, że stajesz się coraz starszy, czas upływa coraz szybciej, a Ty doznajesz uczucia, jakbyś minął ostatnią stację, na której mógłbyś wysiąść dla łatwiejszego życia. Ale czy tego naprawdę chcesz? Oto pytanie…

O.: Ano właśnie. W jednym utworze z „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” śpiewasz o wymarłych miastach, pozbawionych mieszkańców. Wiem o pewnych miejscowościach w dawnych Zachodnich Niemczech, które obecnie są totalnie wyludnione.Ludzie porzucili je w poszukiwaniu pracy. Czy to duży problem w Niemczech? Czy to miałeś na myśli pisząc ten tekst? Czy raczej te „wymarłe miasta” to przeludnione metropolie z jednej strony pełne ludzi, ale z drugiej martwe, bo wszyscy oni są dla siebie obcy?

S.: Chodziło mi raczej o ten ostatni punkt. Nie mam nic wsplnego ze Wschodnimi Niemcami, całe swoje życie spędziłem na północy. A ten kawałek jest o siedzeniu w kolejce, patrzeniu za szybę, na szare ściany wymalowane jedynie w brud, ludzi na stacjach, nieznanych, otaczających Cię jak duchy… te klimaty…

O.: Właśnie, cały krążek ma taki impresjonistyczny klimat…szarych, bladych kolorów ulic czy bloków. W połączeniu z muzyką, jak i niemuzycznymi efektami (odgłosy kroków, dworca), zdjęciami i czarno-białym bookletem daje właśnie taki efekt. Bardzo jasny, bez żadnych metafor, zgadza się?

S.: Tak, o to właśnie chodziło!

O.: Chyba zbyt na serio wziąłeś ten pomysł z zamianą ról w wywiadzie, ale co tam, hehe… „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” to druga część trylogii. Zaplanowałeś ją jeszcze przed „Cholerik”, czy ten pomysł przyszedł Ci do głowy już po tym wydawnictwie? Czego dotyczyć będzie trzecia część?

S.: Sama trylogia została zaplanowana podczas tworzenia „Cholerik”, ale już po nagraniach nosiłem się z zakończeniem tego projektu i tylko wola dokończenia trylogii dała mi siłę do kontynuowania tego wszystkiego. Główny temat jest taki sam jak na przełomie 2003 i 2004 roku, z tym że podczas tworzenia „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” trochę się to zmieniło. Pierwotnie miała to być historia o domu wariatów i analiza jego rezydentów. Ale to nie było o mnie, nigdy nie spędziłem więcej czasu w takim zakładzie, może poza wizytami u przyjaciół. Jak już wyczytałeś, druga część jest całkowicie o szaleństwie, ale po miesiącach/latach myślenia o czym „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” faktycznie jest, doszedłem do wniosku, że to może być jedynie wewnętrzna perspektywa. „Endstation” to koniec trylogii, początkowo zaplanowana jako śmierć protagonisty. Równocześnie pracuję nad „Endstation”, która będzie bardziej eksperymentalna i nad nastęnym wydawnictwem, które będzie ciągle czymś, co określam jako BlackDoomPunkRock. Nie chcę mówić teraz zbyt wiele na temat „Endstation”, może poza dwupalcowym ambientem nie jest ona aż tak eksperymentalna. Ale: cały projekt ukaże się jako winyl i jako darmowe pliki mp3. I to nie tylko same pliki, ale i cała adekwatna ku temu prezentacja. Z całym bookletem do wydrukowania i historią Fäulnis w formacie PDF.

O.: „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” zostało wydane przez Karge Welten Kunstvetlag, ale szczerze – pierwszy raz stykam się z tym szyldem. Czy możesz powiedzieć mi o nich coś więcej, jak i o pozycji Fäulnis w tym labelu? Jesteście zadowoleni ze współpracy? Pytam nawiązując do faktu, że wspomniane „Endstation” ukaże się w necie…

S.: Jako, że „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” to olbrzymi krok na przód dla Fäulnis, jestem zadowolony z warunków. Karge Welten Kunstverlag to mała niemiecka podziemna wytwórnia, która wydaje więcej albumów z większą treścią niż inne labele. To jest właśnie to, co lubię w KKW, a więc po tym jak wydali reedycję „Cholerik” byłem szczęśliwy, że mam już label, bez konieczności szukania gdzie indziej. „Endstation” to elsperyment, co sieć może nam zaoferować. Jak już powiedziałem, to nie będą gołe empetrójki z nudnym plikiem PDF…Pracuję bardzo ciężko, by wyszło z tego coś interesującego.

O.: A co wyjdzie, zobaczymy. Jeszcze a propos tekstów. W jednym z wywiadów wyczyałem, że liryki na drugim albumie dotyczą Twojego punktu widzenia na pewne przeżycia, na przykład na szaleństwo. Jeśli nie jest to zbyt osobiste pytanie, gdzie zetknąłeś się z tym problemem? Czy to może takie generalnie postawione zagadnienie, bez osobistych konotacji?

S.: W codziennym życiu i popierdolonych mózgach…

O.: Aha… W tym samym bodaj wywiadze wyczytałem, ze jesteś inspirowany przez rzeczy dookoła Ciebie. „ Fäulnis opisuje prawdziwe życie, bez przerysowanego patetyzmu zakrwawionych żyletek, świec czy innego gotyckiego gówna…” to Twoje słowa, z którymi się zgadzam. Nie sądzisz, że świat jest wystarczająco chory, podły i smutny, by szukć mrocznych tematów w opowieściach z horrorów, diabłach itp.?

S.: Cywilizacja jest o wiele bardziej brutala niż mogłaby być jakakolwiek fikcja.Ale nie o to chodzi. Uprwanionym jest by być patetycznym, fikcyjnym i tak dalej. Sztuka/muzyka byłaby bez tego bardzo szara. Ale intencją Fäulnis jest utrzymywać właśnie tą szarość.

O.: Kontynuując ostatnie pytanie – nie sądzisz, że wielkie miasta są o wiele bardziej nieprzyjazne i złowieszcze, niż te wszystkie lasy, o których śpiewają black metalowe zespoły? Przecież to aglomeracje miejskie są miejscami, gdzie żyją najgorsze bestie. Wyobrażasz sobie Fäulnis, który śpiewa o mitologicznym piekle, zamiast psychologicznym, wewnętrznym piekle człowieka?

S.: Oh, to trudne. Nie jestem w stanie teraz powiedzieć, jaki będzie punkt widzenia Fäulnis za kilka lat, czy na jakich tematach będę się koncentrował. Nigdy nie interesowałem się mitologią, może poza przeczytaniem paru rzeczy. Czytałem też książki o runach czy medytacji, ale tylko po to, by wiedzieć, co inni mają na myśli, wiesz o co mi chodzi?

O.: Ja chyba wiem. Dobra – trzynaste pytanie. Powiedz mi, czy jesteś przesądny? I jaki był największy pech w historii Fäulnis?

S.: Nie, nie jestem przesądny. Nie pamiętam też jakiegoś większego nieszczęścia jeśli chodzi o Fäulnis. Abstrahując od muzyki, było kilka głupich decyzji, jakie popełniłem. Ale równocześnie mogły to być ważne doświadczenia. Czasem fascynują mnie te wszystkie zespoły, w których wydaje się, że wszystko idzie doskonale. Ale ja jestem Fäulnis i nie jestem doskonały…

O.: Któż jest, hehe? Powiedziałeś kiedyś, że używasz muzyki i tekstów, by pozbyć się z głowy pewnych rzeczy, skończyć z nimi. Pytanie więc wydaje się oczywiste – czy to działa? Czujesz się lepiej po skreśleniu kilku linijek albo napisaniu paru riffów?

S.: Po skończeniu tekstu czy czegoś tam, czuję się świetnie. Gdy nagrywam coś w domu i po wielu godzinach pracy mam rezultat, słucham tego najgłośniej jak się da i się relaksuję. Ale ten efekt oczywiście nie działa zbyt długo. Tworzenie muzyki pomaga tylko na jakiś czas. To tak jak z dragami, po chwili potrzebujesz więcej… Ale sama próba jest ważna, a nie siedzenie, nierobienie niczego i użalanie się nad sobą.

O.: Wiem, że nakręciłeś również krótki filmik „Letharg”. Nie widziałem go, ale przypuszczam, że jest zbliżony klimatem do muzyki Fäulnis? To znowu coś, co odróżnia Was od innych kapel, bo własny film z fabułą nie jest czymś codziennym, co?

S.: Jestem wielkim fanem kina, a to jest kolejnym krokiem w ekspresji. Film również jest mroczny, z niecodzienną atmosferą, ale to coś innego, niż obrazy jakie miałem na myśli tworząc go pięć lat temu. Próbujemy znaleźć nowy sposób interpretacji. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o filmie zajrzyjcie na www.letharg-derfilm.de.

O.: Obecnie przebywasz w Japonii. Możesz powiedzieć coś o celu Twojej wyprawy?

S.: Cały czas interesuję się innymi kulturami, poza tym potrzebuję dystansu od mojego codziennego życia. Tak więc zostanę tutaj jakieś pół roku, mając szansę na refleksję nad rzeczami z przeszłości i wrócę z nową siłą na przyszłość… mam nadzieję…

O.: Też mam taką nadzieję! Dzięki za wywiad, mam nadzieję, że Cię nie zanudziłem!

S.: Oczywiście, że nie! Dzięki za pytania! Jeśli ktoś jest zainteresowany Fäulnis niech odwiedzi www.sickblackart.de albo www.myspace.com/sickblackart

Autor

10086 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *