Evocation: „…death metal i piwo!”

Całkiem przyjemny był to wywiad z tryskającym energią i pozytywnym nastawieniem gitarzystą death metalowego Evocation – Vesą. Chłopcy powrócili w 2007 roku po piętnastu latach milczenia, a w zeszłym roku, albumem „Dead Calm Chaos” potwierdzili, że nie był to jedynie jednorazowy wyskok, a Evocation jest silne i chętne do gruchotania kości maniaków szwedzkiego metalu śmierci.

Oracle: Witaj! Po wydaniu Waszego drugiego albumu nie możecie chyba powiedzieć, że atmosfera wokół Was jest cicha i spokojna, co? „Dead Calm Chaos” zyskuje wysokie noty w ważnych magazynach w Niemczech, ale i w reszcie Europy (na przykład w ChaosVault hahaha)…

Vesa: Taa, jesteśmy bardzo szczęśliwi widząc te wszystkie wspaniałe recenzje. Zobaczymy co będzie działo się teraz, wszyscy w zespole chcemy się wyrwać na trasę i promować ten świetny album. Myślę, że będzie to bardzo dobry rok dla Evocation. Zabookowaliśmy kilka dużych festiwali w Niemczech, jak Summer Breeze, Rock Hard Festival czy Party San Open Air, które są zajebistymi festami dla metalowców takich my.

O.: Ha, no to świetnie. Ale większe zainteresowanie Waszą kapelą, miało miejsce już po wydaniu debiutu, to wówczas zaproszono Was na Wacken i inne takie spędy. Czy możesz powiedzieć, iż „Tales from the Tomb” jest punktem zwrotnym w Waszej karierze? A przy okazji, jak grało się na tym największym festiwalu na świecie?

V.: „Tales From The Tomb” było może i punktem zwrotnym, ale nie tyle dla nas, co raczej w sencie muzycznym i duchowym. Siedzimy w tym tylko dlatego, ze uwielbiamy grać wspólnie death metal. Występ na Wacken był bardzo niecodziennym doświadczeniem, hehe. To naprawdę kontrast, siedzieć w domowym zaciszu i ćwiczyć, a po chwili stać na największej metalowej imprezie i grać przed tysiącem fanów. Fajna rzecz!

O.: Ja myślę. Jesteście Szwedami, zaczęliście grać początkiem lat dziewięćdziesiątych, nie było więc chyba innej opcji niż szwedzki death metal, co? Zresztą Wasze demo również otrzymało dobre noty…

V.: Racja, kiedy usłyszałem po raz pierwszy death metal, zostałem definitywnie wyhaczony już do końca życia, no i wiedziałem już co chcę robić. Grać czysty, surowy szwedzki death metal oczywiście! Tak, nasze demo miało naprawdę niezły odzew na scenie, a Tomas Skogsberg powiedział, iż byliśmy najlepszym demo bandem, jaki kiedykolwiek nagrywał w słynnym Sunlight Studio, a to jest naprawdę fajne. No ale wówczas byliśmy jeszcze dzieciakami, niedojrzałymi i niezadowolonymi ze wszystkiego, więc rozpad był nieunikniony.

O.: No właśnie, po Waszym drugim demo nastąpił rozpad z powodów różnic muzycznych. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat? Kto chciał grać szybciej, mocniej i głośniej, a kto chciał grać miłą i spokojną muzykę?

V.: Niespecjalnie pamiętam, co wówczas chcieliśmy grać. Pamiętam, że niektórzy z nas lubili wówczas Metallikę, niektórzy Pink Floyd i oczywiście niektórzy lubili „Liersinwait” – ekstremalnie techniczny szwedzki death metal z Gothenburga. Nie miałem nic przeciwko tym zespołom, ale jeśli wyobraziłbyś sobie jak to wszystko zmieszać, na pewno brzmiałoby to kiepsko i na pewno nie jak death metal. Gdy patrzę wstecz na ten okres, dochodzę do wniosku, że zbytnio chcieliśmy być wówczas artystami. Dziś jesteśmy w tym na powrót z uwagi na naszą własną pasję, no i oczywiście z uwagi na naszych fanów.

O.: A jak doszło do tego, że ponownie zgadaliście się jako kapela?

V.: Wróciliśmy głównie z uwagi na dobre recenzje, jakie zyskał nasz krążek „Evocation”, na którym znalazły się nasze demówki nagrane do 1992 roku. Zdecydowaliśmy się odbyć kilka prób i łup!!! Po prostu się stało, znów zjawił się tamten feeling. Nie żałujemy tego, hehe…

O.: Fani też zapewne nie. O Waszym debiucie słyszałem opinię, że jest już prawie klasycznym albumem. Sorry, ale nie sądzisz, że jeszcze trochę za wcześnie na takie stwierdzenia? A tak w ogóle, to jaki, według Ciebie, powinien być właśnie taki „klasyczny” album? No i które „klasyczne” albumy lubisz najbardziej?

V.: Prawie klasyczny album – kurwa, świetnie stary! Nie słyszałem tego wcześniej, ale myślę, że „Tales From The Tomb” jest tego wart! Myślę, że gdy komponujesz muzykę i robisz to dla siebie, nie dla innej osoby czy innych ludzi, wówczas robisz to naprawdę. To prawda, bo my robimy swoje albumy tylko dla nas samych, a jeśli innym się one spodobają, to jest to miły bonus! Mówiąc o klasycznych albumach, muszę stwierdzić, iż są one takowymi wówczas, gdy podczas headbangingu głowa Ci odpada na plażowej imprezie [chopie, to je metal, a nie hip hop, jakie plażowe imprezy??? Tylko piwnica jest prawdziwa!!! – przyp. Oracle], tak jak przy „Left Hand Path” Entombed, Edge Of Sanity „Unorthodox” no i oczywiście “Gardens Of Grief” At The Gates, słuchane na naprawdę kiepskiej jakości samochodowym stereo, odkręconym na ful!!! [no, już lepiej, hehe – przyp. Oracle]. To są kurwa klasyczne albumy!!!

O.: Hehe, no to rozumiem… Ale przejdźmy teraz do „Dead Calm Chaos”. Co mi się na niej podoba, to miks tradycyjnej szwedzkiej energii i odrobiny melodii, co sprawia, że płyta nie nudzi i nawet po wielu przesłuchaniach jest wciąż świetnym kawałkiem metalu. Słuchacz natomiast wie, kiedy jeden kawałek się zaczyna, a kiedy kończy. Nie sądzisz, że właśnie z tym elementem wiele kapel ma problemy?

V.: Powiem Ci, dlaczego na „Dead Calm Chaos” piosenki są tak różnorodne. Gdy ktoś zjawiał się na próbie z nowym utworem, zawsze zapisywaliśmy wszystko co dobrze brzmiało. Jest to ważne, bo gdy słuchasz później tego materiału, bo wciąż jeszcze przy nim dłubiesz. Wówczas jest prościej, pomysły zostają. Tak właśnie robimy z każdą piosenką, musi być chwytliwa, jeśli jest zrobiona na pół gwizdka, od razu odpada. Tak właśnie wygląda proces tworzenia brutalnych kawałków Evocation.

O.: No tak. Ale muszę stwierdzić, iż „Dead Calm Chaos” nie jest jakoś specjalnie oryginalne, co oczywiście mi nie przeszkadza i Wam chyba też nie, co? Myślisz, że death metal to wciąż świeży gatunek, który wciąż się rozwija, czy może już wszystko zostało w nim powiedziane?

V.: Nie mogę powiedzieć, iż jesteśmy oryginalni, ale myślę, że mamy ten specjalny, unikalny nerw, tą energię, której nie ma wiele nowych death metalowych kapel. Te kapele, moim zdaniem, jedyne co chcą robić to grać szybciej na zasadzie, „im szybciej, tym lepiej”. Naszym celem wcale nie było granie najoryginalniejszego rodzaju muzyki, ponieważ tego nie umiemy. Robimy to, bo kochamy, kurwa, death metal i piwo!

O.: I to loto, hehe. A nie baliście się zaprosić do współpracy Andersa Björlera i Dana Swanö? Ludzie mogą sobie pomyśleć, iż to jedynie nabijanie sobie selling points’ów… czy raczej podczas nagrywania krążka pomyśleliście „musimy ich mieć, bo są świetnymi kumplami i muzykami!”, co?

V.: Kiedy dyskutowaliśmy nad tym tematem, doszliśmy do wniosku, że chcemy mieć ludzi z bardziej zamierzchłych czasów, takich jak my. Nigdy nie myśleliśmy, iż w jakiś sposób mogłoby to wzmocnić czy osłabić Evocation. Siedzimy w tym gównie tylko dla zabawy, a także dlatego, że death metal rządzi, to chyba wystarczy? Oczywiście zaprosiliśmy najlepszych z najlepszych, hehe.

O.: No tak. Okładkę „Dead Calm Chaos” wykonał dla Was Travis Smith, zaś „Tales From The Tomb” Dan Seagrave. Na tym polu również współpracujecie tylko z najlepszymi, prawda? Który front cover bardziej Ci się podoba? No i czy istnieje jakieś powiązanie pomiędzy okładką do ostatniego albumu, a tekstami?

V.: Osobiście bardziej podoba mi się okładka do debiutu, to pieprzona perełka, jest bardzo głęboka i fantazyjna, byliśmy jednak pewni, iż następny nie będzie już tego samego rodzaju, zdecydowaliśmy się więc już nie zapraszać Dana. Długo dyskutowaliśmy nad Travisem, wiedzieliśmy, że zrobił on sporo bardzo dobrych obrazków. Spodobał się mu pomysł naszego wokalisty, Tomasa, ten anioł ze zmiażdżoną głową, zdecydowaliśmy się więc pójść tym tropem, i wyszło nieźle. Myślę, że ta okładka jest mroczna, atmosferyczna i atrakcyjna. Pasuje do muzyki Evocation.

O.: Widzę, że ze współpracy z grafikami jesteście zadowoleni, a jak się Wam układa współpraca z Cyclone Empire Records? Oni radzą sobie ostatnimi czasy coraz lepiej, nie sądzisz? Czy Wasz następny album wyda również ta wytwórnia?

V.: Tak, lubimy nasz label, mamy z nimi dobre relacje. Nigdy nie było z nimi żadnych problemów, poza tym stoją oni twardo na ziemi, są bardzo rozsądni. Nasz kontrakt opiewa na trzy krążki, tak więc następny również ukaże się z ich logo. Właśnie piszemy nowe piosenki i jak na razie idzie nam dobrze, tak więc może w 2010 ukaże się nowy, oczekiwany album potężnego Evocation.

O.: Podpisaliście też kontrakt z agencją koncertową Continental Concerts, powiedz nam, czy są jakieś szansę na wspólną trasę Evocation z Exodus czy Children Of Bodom na przykład, które również znajdują się w tej agencji?

V.: Świetnie byłoby odbyć trasę z tymi kapelami, spotkaliśmy Alexiego (Children Of Bodom) i Roba (Exodus) na Wacken Open Air i byli bardzo w porządku. Jeśli tylko którykolwiek z nich poprosi nas o supprotowanie, zrobimy to bez zastanowienia!

O.: Hehe, wcale się nie dziwię. No to podsumujmy: podpisaliście kontrakt z niemiecką wytwórnią, niemiecką agencją koncertową, w Niemczech dostajecie najlepsze recenzje… zgodzisz się chyba ze mną, iż Niemcy są w tym momencie najważniejszym rynkiem tak dla Was jak i dla całej sceny, jeśli popatrzymy na to z trochę bardziej komercyjnego punktu widzenia?

V.: Tak, Niemcy są bardzo dużym państwem i w tym momencie są naszym najlepszym rynkiem. Myślę, że to dobrze, że nasz label jest właśnie z Niemiec i ma bardzo dobre relacje z dystrybucjami, kompaniami promocyjnymi i tak dalej.

O.: Okej, my tu se gadamy jak biznesmeni, ale skoczmy na chwilę w przeszłość. Zaczynaliście mniej więcej w tym samym czasie co Grave, Entombed czy Unleashed. Jak myślisz – czy gdyby nie przerwa, bylibyście teraz równie popularni co oni? Nie masz wrażenia, że przegapiliście swoją szansę w 1993 roku i teraz musicie wszystko wypracowywać od początku?

V.: Hehe, myślę, że bylibyśmy od nich nawet lepsi! Żartowałem, hahaha. Nie uważam, że zrobilibyśmy takie „Tales From The Tomb” czy „Dead Calm Chaos” w naszych wczesnych latach z powodów różnej muzyki. Rozwinęliśmy nasze umiejętności komponowania muzyki, a dziś atmosfera w zespole jest wspaniała. Nie jak w latach dziewięćdziesiątych, kiedy cały czas wściekaliśmy się na siebie. Dopiero dziś Evocation czuje się prawdziwie!

O.: A czy wciąż obserwujesz starą szkołę szwedzkiego death metalu? Możesz porównać tą scenę z okresu gdy zaczynaliście do tej dzisiejszej? Podoba Ci się ona, czy wolałbyś zrobić skok w czasie, do chwil kiedy to wszystko się dopiero wykluwało?

V.: Oczywiście, kocham oldskulową scenę death metalową w Szwecji, naprawdę jaram się gdy usłyszę coś nowego i cały czas ją eksploruję. Ale nie jest ona dziś taka, jaką była kiedyś. Dzis death metal jest dużo większy, ale z drugiej strony to właśnie były jedynie początki tego, czym jest on dzisiaj. Szczerze mówiąc, czasem chciałbym cofnąć się w czasie i zrobić to wszystko jeszcze raz. Ale nie wiem, czy w jakikolwiek sposób pomogłoby mi to. Myślę, że dobre wspomnienia są dobre właśnie tylko jako dobre wspomnienia, haha.

O.: Ok., to może na tym zakończymy! Dzięki za wywiad, macie może jakieś życzenia czy nadzieje na ten rok? Powodzenia!

V.: Dzięki za Twój poświęcony czas, mam nadzieję, że spotkamy się z Wami wszystkimi któregoś dnia w trasie! Horns Up for Swedish Death Metal! Pozdrawiam!

Autor

10993 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *