Empty Playground „…nie ma balu bez death metalu”

To nie tak miało być. Pytania były robione, odpowiedziała jedna.  Nie zmienia to faktu, że i same wypowiedzi Thoma okazały się sensowne, a do tego jakoś tak było lekko, łatwo i przyjemnie. Dokładnie tak samo wchodzi ich debiutancki album. Więc słuchajcie i czytajcie (albo odwrotnie). Przed Wami Empty Playground.

Cześć Thom. Zacznijmy od czegoś miłego. Czy wy poza życiem muzycznym z dala od sceny i studia, też jesteście tacy pierdolnięci?;]

Thom: Pozdro dla czytelników CV! Na co dzień prowadzimy kółka katolickie na zachrystiach lokalnych parafii i pomagamy społecznie w domach spokojnej starości. Motywuje nas możliwość dosypywania trutki do wina mszalnego i oglądania gołych starych kobiet. Jesteśmy normalni (właśnie tak czułem ; ] -red).

Do czego właściwie zmierzam. Macie dość specyficzny wizerunek, który jakąś nowością może nie jest, ale zazwyczaj charakteryzuje grupę zespołów, które  do warstwy tekstowej przykładają mniejszą, albo żadną wagę. Skupiają się na napierdalaniu i wyglądaniu. Z tego co pamiętam jakiś wywiad, u Was jest inaczej. A wracając do meritum. Czy Waszym zdaniem, żeby kogoś zainteresować najpierw go trzeba zaszokować?

Nasza sesja zdjęciowa nie jest naszym wizerunkiem a bardziej odzwierciedleniem i jakby ucieleśnieniem klimatu, który przekazujemy muzyką – przynajmniej jego części. Na koncertach nie taplamy się w czerninie ani nie zjadamy sobie wzajemnie mózgów i image a`la zombie nie powinien być traktowany jak. np. charakterystyczny makijaż KISS. Zależało i zależy nam na tym, żeby odbiorcy naszego materiału poczuli, że staramy i przykładamy się do każdego aspektu zespołu, nie tylko muzyki.

Przejdźmy na chwilę do płyty. Jestem pod wrażeniem jej wydania i brzmienia. To w końcu Wasz debiut, a całość wygląda tak jakbyście mieli już za sobą 5 płyt co najmniej. Czyli co, Empty Playground to muzyczni i życiowi perfekcjoniści?

Brzmienie płyty to zasługa braci Wiesławskich ze studia Hertz. Bardzo nam pomogli i dopieścili wszystko tak, że jak pierwszy raz usłyszałem płytę to zalałem ekran monitora męską radością jak przy pierwszym 30s clipie z Jenną Jameson, którego obejrzałem po 3h ściągania na modemie telefonicznym. Cieszymy się, że płyta wyszła tak dobrze mimo iż nie mieliśmy tak naprawdę w ogóle czasu na jej dopieszczanie – to była naprawdę ‚szybka akcja’. Nie robimy nic na odpierdol ani ‚dlatego, że trzeba’, skoro chcemy, żeby ludzie tego słuchali i przychodzili na koncerty, trzeba im pokazać, że nie mamy ich w dupie.

Wiesz, ciekawe w Waszym przypadku jest to, że w sumie ani wyglądem, ani konceptem na muzykę (łączeniem „industrialu” z metalową młócką) nie jesteście jakoś specjalnie oryginalni, a mimo tego wciąż słyszę i sam to potwierdzam, że Empty Playground zabija. W czym więc tkwi siła Waszego debiutu?;]

Dzięki stary za te słowa. Mam nadzieję, że siła tkwi w emocjach płynących z muzyki. Nie staramy się ich upiększać, ani udziwniać, nasz przekaz emocjonalny jest prosty i wyraźny a w metalu o to chodzi – przy najmniej w naszym. Nie ścigamy się z innymi kapelami na tempo, na skale, na piękne solówki czy na jakieś patosy symfoniczne i myślę, że to słychać – na tej płycie nie ma niczego wymuszanego, doklejanego czy ‚zapychającego’.

Dobra  : „nie ma Boga” i co dalej? Sami przyznajecie, że teksty macie raczej antyreligijne, a te zazwyczaj trafiają do zbuntowanych nastolatków szukających własnego ja. Ludzi, którzy rzadko myślą sami, częściej kopiują. I czy to nie jest tak,  że hmm nie odczuwacie w pewien sposób odpowiedzialności za nich? Spali tam jeden czy drugi kościół i pójdzie na Was. Oczywiście każdy niby robi coś takiego na własną odpowiedzialność, ale chyba dobrze wiecie jak media takie „religijne” sprawy przedstawiają.

Dzieci nie palcie kościołów. A jak już spalicie to upewnijcie się przed wyjściem z domu, że plakaty Dimmu Borgir zastąpicie plakatami Feela a swoją kopię Under Dead Skin zamienicie na płytę Dody, wtedy jak policja przeprowadzi dochodzenie upieczecie dwie pieczenie na jednym ogniu! A tak poważnie jakbyś miał dostosowywać to co robisz do największych debili to musiałbyś nic nie robić, niestety. Nasza muzyka i przekaz kierowane są do ludzi dojrzałych i myślących i jakkolwiek by nie rozszyfrowywać naszych tekstów myślę, że każdy z nich sprowadza się do tego, żeby pokazać ludziom, że mają myśleć i brać swój los w swoje ręce (a to temat na długą rozmowę przy wódce- red).

Pewnie Was o to pytają w każdym wywiadzie, ale i tak zapytam. Cannibal Holocaust, Martwica Mózgu, a może jednak Guinea Pig, żeby wymienić te najbardziej znane? Co was urzeka w filmach gore?(bo mnie to wiem co urzeka;]) A może jednak coś nowszego? Chociaż nie wierze, bo te slaszery co teraz robią, to nawet pomysłu na brutalność nie mają, o fabule nie wspomnę. Ej, a może kolekcjonujecie snuff movie?;]

Zapomniałeś o August Underground!(nie zapomniałem ; ] – red) Jak ma swój swojemu tłumaczyć czemu swoje lubi, jak można nie lubić takich filmów : jest krew, są flaki, zazwyczaj błyśnie też jakiś okazały damski biust, do tego dialogi są niesamowicie rozrywkowe a fabuła skutecznie prostuje fałdy na mózgu widza. Czysta rozrywka.

Nie byłem (acz się wybieram) na waszym koncercie. „Na mieście” mówią, że macie ostre pomysły na oprawę Waszych setów. No to gramy muzykę, czy robimy szoł he he? A tak poważniej skąd właściwie bierzecie koncepcje na dany występ? I tak przy okazji Swampthing dalej sobie igły wbija i wyciąga czy już coś nowego?;]

Jak wbijesz na koncert to przyjdź piwko wypić z nami, zresztą to się też tyczy każdego z czytelników/czytelniczek hehe. Swampthing jest nieobliczalny a te igły, którymi się szpikuje od czasu do czasu trochę za bardzo na siebie zwróciły uwagę. Owszem, chcemy na koncertach robić coś ciekawszego, ale bez funduszy nic nie zdziałasz, a że Swampthing prowadzi SwampInk Tattoo w Świnoujściu i sam jest piercerem to igły były chyba pierwszą rzeczą jaka przyszła mu do głowy. Jeszcze dojdziemy do pirotechniki i teatru, dajcie nam się rozpędzić…

Teraz czas na kadzenie wytwórni;]. Witching Hour bo z nimi podpisaliście papiery, to jest to na co młody w sumie zespół liczył najbardziej? I tak przy okazji jak doszło do zawiązania współpracy? Tak mi się teraz w sumie przypomniało, że jak recenzowałem waszą demówkę (te z 2008) to się ciężko zastanawiałem, jakim cudem taki zespół nie ma wydawcy, he he he

Właśnie bardziej kadzi to nam niż wytwórni. Bart się popisał i zrobił wszystko jak obiecał – czyli pełne pro. Natomiast my – młody zespół, bez żadnego oficjalnego wydawnictwa nagle dołączyliśmy do wytwórni, która wydaje bardzo doświadczone kapele grające na światowym poziomie. Życzę każdemu zespołowi takiego ‚początku’ z wydawnictwami, bo jak rozmawiamy ze znajomymi z różnych kapel często im większe wydawnictwo tym gorzej, więc trafiliśmy jak Ron Jeremy z branżą pornograficzną.

A jeszcze tak wracając do konceptu z pierwszego pytania, co właściwie robicie poza graniem, tak w normalnym życiu, gdzie trzeba jednak zarabiać itd. I czy Waszym współpracownikom/szefom nie przeszkadza, że „Ci mili chłopcy po pracy malują się czerwoną farbą i strasznie głośno grają”?

Każdy nas już ma prawie 30 na karku, więc sobie radzimy. To już nie są czasy garażu i każdy z nas musi sobie radzić i być odpowiedzialnym, co też pomaga nam przykładać się do zespołu w sposób, który jak widać daje dobre efekty. Swampthing jak już pisałem prowadzi studio tatuażu w Świnoujściu a pozostali też albo prowadzą swoje firmy albo chodzą jak każdy do roboty. Branża muzyczna w Polsce nie jest czymś co pozwala Ci rezygnować z dziennej pracy, przynajmniej nie na naszym etapie.

A tak z ciekawości jak tam właściwie się sprzedaje Under Dead Skin? Bo z jednej strony to naprawdę kawał zajebistej muzyki, a z drugiej jednak dość mocno ogranicza liczbę ludzi na tyle jebniętych, żeby jej przesłuchać. Tak się trochę chyba zamykacie?;]

Nie wiem, nie sprawdzam takich informacji. Bardziej mnie interesuje jak ją ludzie odbierają i jakie opinie wypływają. Cieszymy się, że jak na razie mamy bardzo pozytywne recki i ludzie okazali się być dosyć otwarci na eksperyment pod tytułem Empty Playground. Mamy zamiar podziękować za to na koncertach jeszcze w tym roku. Cieszy nas to, że pozytywnie odbierają nas nie tylko młodzi fani napierdalania, ale też często old-schoolowcy. Oczywiście są też malkontenci, ale jak to mówi stare mądre przysłowie ‚haters gonna hate’ i tak świat się kręci.


Dobra będziemy powoli kończyć. W sumie na koniec klasycznie. Po pierwsze jakie plany na drugą połowę 2010 roku (kiedy kurwa zagracie w Rzeszowie?)

Kurwa daj mi telefon do klubu, w którym mamy w Rzeszowie zagrać i jesteśmy tam po  wakacjach! Koncerty, koncerty, koncerty, teledysk, nowa strona, no i małe bafomeciki nam się rodzą w kapeli, więc zaczynamy przejmować świat.

A po drugie, to już właściwie sami coś od siebie. Z mojej strony powiem tylko tyle. Dzięki za wywiad i czekam na drugi krążek;]

Dzięki za zwrócenie na nas uwagi, od siebie zapraszam wszystkich do sprawdzenia naszych chorych wyziewów i zapraszam na koncerty. Gdybyście nie mieli okazji zobaczyć nas na żywo podsumuję tylko na koniec – nie ma boga i nie ma balu bez death metalu!

Autor

3658 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *