Empheris: „…piękniejszego połączenia jak Black/Thrash po prostu nie ma.”

Ech, takie wywiady są jak mokry sen – komunikatywnie, z jajem i na temat. No ale nie może być inaczej, skoro Adrian znany jako gardłowy Empheris i redaktor najlepszego ziniacza na polskiej ziemi, tej ziemi, sam często siada po drugiej stronie kartki, hehe. Nie przedłużam więc, czas na krótki (choć nie tak do końca krótki) wykład z tematu Wiedza o Podziemiu autorstwa prof. Adriana Pełki.

Oracle: Witaj Adrian! Na początek, krótką rozgrzewkę powiedz – jaki album ostatnio rozłożył Cię na łopatki, choć się tego po nim zupełnie nie spodziewałeś?

Adrian: Cześć! No to na początek w ramach tej rozgrzewki powiem Ci, że całkiem sporo tytułów powaliło mnie ostatnio na kolana, ale żeby były to nokauty niespodziewane… Powiedzmy, że Markiz De Sade- „Sen Schizofrenika”- po poprzedzającym tę płytę mini CD nie spodziewałem się takiego strzału! Także nowy Entrails nieźle dał mi w kość, Rarog’g, Blackhorned Saga… Z klasyki niszczy nowy Accept! Jest tego dużo więcej…

O.: Okej, głównymi tematami naszej rozmowy będą Empheris oraz prowadzony przez Ciebie „R’lyeh ‚zine”, mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci taka dychotomia, hehe? A tak w ogóle, czy potrafisz powiedzieć, która z tych form działalności jest Ci bliższa?

A.: Wiesz, pisanina i muzykowanie chyba zawsze szły ze sobą w parze w moim przypadku. Dlatego też darcie mordy i wyczyny grafomańskie są mi równie bliskie, hehe! Zapodawaj te pytanka!

O.: Ot niecierpliwa bestia, hehe. A mieszając te dwa zajęcia – myślałeś kiedyś, by napisać recenzję materiału Empheris? Albo zrobić na przykład wywiad z Empherionem, hehe? Zapewne wiesz, że był taki jeden pan, który pisał recenzje zespołu, w którym sam tłukł w gary, hehe?

A.: Hahaha! To Cię rozwalę stary! Wywiad z Empherionem BYŁ w „R’Lyeh” hehe! [no to tego numeru widać nie czytałem – przyp. Oracle]. Uspokoję Cię jednak, nie robiłem wywiadu z Empheris, co faktycznie byłoby przegięciem pały. Rzecz dotyczyła zespołu Morysian Fog, który swego czasu nagrał kilka naprawdę mocnych rzeczy i gdyby chłopaki nie zawalili spraw promocyjnych mogliby ostro namieszać. Jeżeli zaś chodzi o Empheris w tym Zinie, to zapewniam Cię że max informacji o tym zespole to jakiś news na marginesie strony. Nie uskuteczniam kryptoreklamy ani reklamy czegokolwiek- w ogóle.

O.: Okej, Empheris powstał w 2003 roku i od tego czasu wypuściliście masę materiału. Znasz kogoś kto miałby te wszystkie nagrania i nie był członkiem zespołu? Skąd bierze się ta Wasza płodność w tym temacie, hehe?

A.: Jest sporo takich osób. To głównie ludzie z którymi pozostajemy w stałym kontakcie przez te wszystkie lata. Muszę Ci jednak powiedzieć, że ostatnio zwolniliśmy tempo a wszystko dlatego, że pracujemy nad kolejnym długograjem i (to inna sprawa) zamiast stu Splitów rocznie mamy w planach skupienie się na pełnych krążkach. Co z tego wyniknie- zobaczymy.

O.: W zasadzie w tej obfitej dyskografii pełnymi albumami są jedynie „Ancient Necrostorms” i „Regain Heaven”. Sporo ludzi psioczy, gdy kapela ma masę „pomniejszych” wydawnictw, a pełnych krążków jeden czy dwa, jak Wy – skąd to się bierze, jak myślisz? Ja mam taką teorię, ze jak kapela ma trzy albumy i tyle, to można je szybko zakupić czy nawet zassać, do tego zakupić koszulkę i ogłosić się fanem numer jeden, hehe. A gdy taki Empheris ma full demówek, splitów i epek to już gorzej, hehe. Jak Ci się podoba ta teoria?

A.: Hehe! Ciekawe, co napisałeś. I pewnie w niektórych przypadkach tak właśnie jest. „Ancient…” i „Regain…” to jedyne albumy jakie dotychczas nagraliśmy- fakt. Ale materiału ze Splitów, demówek, epek- wystarczyłoby zapewne na kilka kolejnych hehe! Tymi „farfoclami” (jak zwie je kolega Skaya) rządzą wszak zupełnie inne zasady, podobnie jak przyczyny ich powstania są zupełnie inne od pracy nad full- lenght. Jednak co do tych psioczących ludzi to nie bardzo rozumiem. Że niby komuś nie podoba się, ze zespół nagrywa splity, EPki? To ode mnie serdeczny kop w dupę, po którym następuje długi lot w stronę najbliższego empiku. Tam kupicie sobie nowiutką płytę slipknota, yeah! Innymi słowy, jak się nie podoba to wypad.

O.: Hehe, pełne poparcie! Co w ogóle zdecydowało o tym, że to właśnie ścieżką black/thrash metalu podążasz a nie na przykład neoclassical power metalu? Może samo pytanie brzmi głupio, ale tak serio – czy myślisz, że jeśli we wczesnej młodości trafiłyby do Ciebie jakieś leciutkie krążki zamiast dajmy na to teutońskiego thrash metalu, to Twoja droga muzyczna potoczyła by się inaczej? Albo gdyby wszyscy koledzy tłukli Ci we wczesnej młodości, że tylko Helloween jest zajebiste, a nie thrash czy death metalowe wrzaski…

A.: Stary Helloween jest zajebisty. Te dwadzieścia- ileś lat temu słuchałem z takim samym zapałem zarówno NWOBHM, jak Death Metalu. Chłonąłem muzykę jak gąbka. Nic się pod tym względem nie zmieniło- uważam, że nowy Iron Maiden jest zajebisty podobnie, jak ostatni Kommandant. Metal is Metal! Co do zasadniczej części pytania to powiem Ci, że mam za sobą epizody w kapelach Deathowych, Doomowych, BM, czy nawet w zespole grającym klasyczny rock. Najlepiej czuję się jednak w muzyce ekstremalnej i Diabelskiej zarazem. A piękniejszego połączenia jak Black/Thrash po prostu nie ma.

O.: Muzyka Empheris emanuje dzikością thrash metalu i black’ową agresją i w zasadzie o ile się orientuję, nigdy nie było inaczej w Waszym przypadku. Jedynym odstępstwem, potwierdzającym regułę jest epka „Ortus Mallum”, z jednym dziesięciominutowym wolnym utworem. Możesz powiedzieć, co Was naszło na nagranie i wypuszczenie czegoś takiego?

A.: Mamy po prostu fantazję hehe! No, ale już na „Regain Heaven” znalazł się wolny, pogrzebowy numer w odpowiednim klimacie. Każdy w Empheris ma dość szerokie spektrum zainteresowań muzycznych i czasem te nasze sinusoidy krzyżują się w zupełnie innych klimatach. Efektem tego bywają takie numery, jak „Ortus…” niby inne, a jednak wiadomo, że to Empheris. Na pewno będą jeszcze podobne walce w przyszłości.

O.: Czy odnośnie Empheris można użyć stwierdzenia, iż jest to zespół konserwatywny, głównie pod względem muzycznym.Wiesz, jakoś jestem spokojny, że na „The Return Of Derelict Gods” nie znajdą się nagle jakieś bity, a po prostu czysty i pieprzony black thrash, hehe...

A.: Haha! Oczywiście, że możesz spodziewać się po „The Return…” intensywnego i Diabelskiego zniszczenia! W tym zespole zawsze prym będzie wiódł Necrothrashing Cult i nic tego nie zmieni. Tu jesteśmy w 100% konserwowi, a nawet zakiszeni. Nie zamierzamy jednak w koło Macieju nagrywać tego samego, więc kilka niespodzianek z pewnością jeszcze będzie. Nie spodziewaj się jednak mongolskiego nu metalu, czy ballad o smokach i czarodziejach hehe.

O.: I tu mnie zawiodłeś, hehe. Empheris plasuje się w ścisłym Podziemiu, to jasne. Niejasne jest jednak, przynajmniej dla mnie, gdzie przebiega linia podziału między podziemiem a mainstreamem, zwłaszcza jeśli chodzi o polskie podwórko? Na przykład taki Nergal – niby pojawia się na okładkach „Show” czy „Życie na gorąco”, ale mimo to na koncerty Behemoth nie przyjdzie Ci nagle Olivier Janiak się polansować. Co najwyżej masa gówniarstwa, hehe…

A.: Hm, ale co ma gówniarstwo przychodzące na Nergala do Podziemia? Behemoth to biznes muzyczny, w Podziemiu chodzi o coś zupełnie innego. To dwie biegunowo różne rzeczy. W Podziemiu nie chodzi już o to żeby przegrywać kasety i wysyłać je pocztą do pięciu maniaków, którzy zechcą tego słuchać- a szkoda, hehe! Nie te czasy! Rzecz w tym, że ja nie wyobrażam sobie sytuacji w której podpiszę umowę z Dużym Wydawcą i będę miał obowiązek nagrywać jedną płytę rocznie po której na pół roku pojadę w trasę. No Fucking Way! My wolimy mniejsze, stabilne labele. Wolimy nagrywać i wydawać kiedy mamy na to ochotę i nikt nam nie mówi kiedy i gdzie mamy grać. Wszyscy normalnie pracujemy, a po pracy gramy. Taki system nam odpowiada. Owszem, nie ma niczego złego w Dużych Wydawcach – tylko idiota powie, że nie chciałby dostać kupy kasy za swoją muzykę. Rzecz w tym, że niektórzy cenią to co mają, a inni żyją złudzeniami. Qui Pro Quo.

O.: A czy według Ciebie polskie Podziemie ma jakieś minusy, jakieś wady? Jakiś czas temu pojawił się artykuł, który zresztą dobrze znasz, gdzie sprowadzono polskie podziemie do bandy nieudaczników, ludzi o mentalności Piotrusia Pana, czy życiowych przegranych. Nie wiem, jakie jest Twoje zdanie, ale moim nie jest aż tak źle…

A.: Chyba wiem o jakim artykule i wieszczu mowa haha! Temat został odpowiednio skomentowany w #9 „R’Lyeh’ zine” i szkoda czasu aby do tego wracać. Niektórzy po prostu nie rozumieją tego, jak można zajmować się muzyką i na niej nie zarabiać kokosów – ot podejście typowych japiszonów. Ja Ci powiem tak: najbardziej mi szkoda ludzi, którzy po robocie w fabryce, lub po lekcjach wracają do domu, siadają przed komputerem i na wszelkich forach rżną znawców i krytyków, zręcznie szermując ciętymi ripostami, wymądrzają się i znają się najlepiej na wszystkim. Pomińmy w tym miejscu kwestię tego, co taki jeden z drugim zrobił dla sceny, dla Metalu. Rzecz w tym, że taki burak nie potrafi spojrzeć i ocenić samego siebie. Bo co on takiego ma poza pracą / szkołą i swoim forum na necie? Szanuję ludzi, którzy mają pasję- coś w swoim życiu konstruktywnego robią: jeżdżą na ryby, zbierają znaczki, sporządzają trucizny, malują, rzeźbią w piwie, itd. Tylko ktoś taki potrafi szczerze docenić pasję innej osoby, lub równie szczerze skrytykować nieudacznika. Reszta niech wypierdala i tworzy kółka wzajemnej adoracji dla forumowych debeściaków. Podziemie to miejsce dla szczerych maniaków, alternatywa dla mainstreamu i środkowy palec wystawiony w stronę papki serwowanej przez MTV czy wielkie koncerny medialne. Jebać zakompleksionych MTV- metalowczyków. A czy Podziemie ma jakieś wady? Pewnie, że tak! Nie ma ludzi kryształowych.

O.: Adrian, siedzisz w tym Podziemiu już hohoho albo i dłużej. Szukasz, szperasz wygrzebujesz nowe kapele z najróżniejszych zakątków świata. Powiedz mi, czego tacy ludzie jak Ty, Adam z „Necroscope ‚zine” czy masa innych maniaków szukacie? Przecież i tak nic Was nowego już raczej nie zaskoczy, hehe?

A.: To jest jak wydłubywanie rodzynków z ciasta, hehe! Na świecie jest tyle zajebistej muzyki, tylu oddanych Maniaków, że nie wyobrażam sobie tygodnia bez listów, nowych płyt i kaset, segregowania i układania tego wszystkiego, że nie wspomnę o słuchaniu. To po prostu czysta pasja i determinacja mająca na celu poznanie jak największego spektrum tej muzyki od niej samej począwszy po ludzi ją tworzących. A zaskoczenia to wręcz chleb powszedni, haha!

O.: Właśnie – „R’lyeh ‚zine”. Skąd w ogóle pomysł na pisanie o metalu? Wszak to dość niewdzięczne zajęcie, zwłaszcza jak się ma inne zdanie na temat danej płyty niż jej twórcy, wydawcy czy inny fan. Spotkałeś się kidyż z reakcją typu „Adrian, zajebię cię za tą ocenę!”…?

A.: Pomysł na pisanie o muzyce zaczął się od „Dantalian Mass’ zine”, którego zdiełałem z kumplem w pierwszej połowie lat 90- tych. Parę lat później, kiedy się nieco ustabilizowałem, znalazłem stały adres (przez parę latek trochę rzucało mnie tu i tam) wróciłem do pisania i w 2000 / 01 pojawił się #1 „R’Lyeh’ zine”. Dlaczego uważasz, że pisanie o muzyce to niewdzięczne zajęcie, hę? Dla mnie to wielka radocha móc przelać na papier swoje wnioski i wrażenia płynące z odsłuchu płyty, czy lektury fanzina. Co do reakcji o jakich wspomniałeś, haha! Nie, nigdy nic podobnego mnie nie spotkało chociaż wiem, że nie każdy zgadza się z moimi opiniami. Ja również nie uważam siebie za nieomylnego. Owszem, pofolgowałem sobie w trochę odjechanym „Bestial lust’ zine”, po którym kilka osób się na mnie poobrażało i dobrze, hehe.

O.: Właśnie – w poprzednim pytaniu padło słowo fan. Czy nie masz czasem wrażenia, że skoro piszesz o muzyce, którą kochasz to przez część fanów czy nawet muzyków jesteś brany już nie za „fana” ale „recenzenta” czy w porywie nawet „dziennikarza”, hehe. Wiesz, ja tam się nigdy za pismaka nie uważałem, a jedynie za fana, który zamiast wpisywania swoich opinii na forum robią to w ciut innej formie i w innym miejscu. Nawet jak muzyk otrzyma od Ciebie negatywną opinię, to mówi, że chuj, bo zdanie fanów i tak dla niego jest najważniejsze. Jakbyśmy byli kurwa urzędnikami co najmniej, hehe…

A.: Masz rację! Jeśli pismak nie jest „fanem” tej muzyki to co mi po jego opinii? To tak, jakbym ja brał się za ocenę konsystencji gilów z nosa nie będąc laryngologiem. Pisząc o muzyce niezbędna jest choćby minimalna jej znajomość i przede wszystkim trzeba tej muzyki słuchać i być z nią w jakiś sposób emocjonalnie związanym. Inna sprawa, że sam spotykałem się wielokrotnie z recenzjami materiałów swoich zespołów, gdzie dla jednego recenzenta największą wadą danego materiału było to, co inny uznawał za największą jego zaletę. I tutaj kłania się prawda stara, jak najstarszy zawód świata: żeby wszystkim dogodzić musiałbyś być hermafrodytą. Trzeba robić swoje i toczka.

O.: A co powiesz na temat takiego zjawiska jak moda w metalu? Jest ona właściwie czy jej nie ma, Twoim zdaniem? Na przykład obecnie ponoć modny jest old schoolowy death metal, ale jeśli o mnie chodzi to nie widzę żadnego problemu, bo uwielbiam takie granie, hehe. Lepsze to chyba przecież, niż moda na metalcore, co?

A.: Mody i trendy istniały zawsze i tak już pozostanie. Gatunki kwitną, potem zamierają, by znów triumfalnie powrócić… A co w Undergroundzie? Obecnie w Podziemiu najpopularniejszy wydaje się być Death Metal. Jednak patrząc na to co dzieje się w Thrashu, choćby tylko w naszym kraju (Bloodthirst, Excidium…) możemy spać spokojnie. Także kondycja sceny BM jest wbrew wszelkim pozorom wręcz potężna, choć zeszła na dalszy plan jak mi się wydaje- i chyba o to właśnie chodziło. Reasumując: w Podziemiu raczej niewiele jest miejsca na hołdowanie modom, czy trendom. Takie jest moje zdanie.

O.: Znów nie wypada się nie zgodzić, hehe. Zauważyłem, że w Twoim zinie nie ma wywiadów „na odpierdol”, jak rozumiem również rzygasz szablonowymi wywiadami a’la „powiedz coś o sobie, napisz jak się pracowało w studio, która Twoja płyta jest najlepsza i czy wolisz grać w dużych halach czy w małych klubach” (to ostatnie uwielbiam zwłaszcza wobec młodych podziemnych kapel, hehe)…?

A.: Haha! Czytałem w życiu kilka takich Zinów, gdzie pytania do kapel były niemal identyczne, taka impotencja intelektualna to po prostu żenada. Niektórzy kserowali pytania i wysyłali takie „pakiety” do kilku kapel na raz. Ostatnio jednak w ogóle poziom wywiadów w Zinach podniósł się ogromnie. Popatrz na wiwisekcje w „Nowela’ zine”, „Morbidious Pathology”, „Hellgate”, czy naturalnie „Necroscope”. Klasa! Czuć pasję i Metal! Nie ma nic na odpierdol się. Ludzie siadają, śledzą historię kapeli, czytają inne rozmowy żeby tylko do czegoś się „przypiąć” i pociągnąć delikwenta za język, a efekty są takie, że zadane pytania owocują świetnymi odpowiedziami przy lekturze których czujemy się spełnieni, hehe!

O.: Okej Adrian, kiedy według Ciebie krążek zasługuje na najwyższą notę? Na pewno nie ma tu co liczyć na znajomość z redaktorem naczelnym „R’lyeh”, bo widzę, że nawet partycypujący w Twoim zinie nie mają łatwego życia, hehe…

A.: Recenzowany materiał musi porządnie skopać mi dupę i przyjaźnie, więzy krwi, czy skrzynka wódki nie mają żadnego wpływu na ocenę. Oczywiście- ktoś kto np. tłumaczy materiały do R’Lyeh, czy robi wywiady do tegoż i gra jednocześnie w takim czy innym projekcie zostanie potraktowany, jak każdy inny recenzowany zespół, bo niby dlaczego miałoby być inaczej? Pamiętaj, że Podziemie to „nieudacznicy, którzy nie potrafią się wybić” hehe! i dlatego o szczerość i tendencje anty- korupcyjne możesz być w 100% spokojny.

O.: Bardzo Cię wkurwia, gdy jakaś kapela olewa Twoje pytania? Czy raczej myślisz, że jak nie chcą promocji i pokazania się jakiejś tam grupce maniaków za pośrednictwem Twojego pisma, to chuj im w plecy? Albo jak interlokutor ogranicza się do odpowiedzi na zasadzie „Tak.”, „Nie.” „Kurwa, chuj, metal.”?

A.: W sumie dwa razy w ostatniej dekadzie kapela zlała moje pytania po uprzednim wyrażeniu zgody na wywiad. Najlepszy był koleś z Blasphemophagher, który „owszem, bardzo chętnie!”, potem, że za tydzień odpowie, po dwóch tygodniach pisze, że już ma gotowe odpowiedzi i zostały poprawki, a na sam koniec, żeby mu skrócić pytania o połowę (!!!) bo nie ma czasu. Jak skróciłem i wysłałem, karuzela zaczęła się na nowo i w konsekwencji wywiadu niet. Zabawa trwała jakieś pół roku i do dziś zastanawiam się po kiego wała to było? Co do gości, którzy wypowiadają się w sposób jaki zapodałeś- oni sami sobie wystawiają świadectwo. Weź i idź z takim na piwko- zabawa, że szok i pogadać jest o czym, hahaha!

O.: Taa, albo wówczas robią dię gadatliwi, hehe. Czy Ciebie również śmiaszą te wszystkie deklaracje odcinania się od Podziemia i tak dalej? Wiesz, na zasadzie – nie interesuje mnie reszta sceny, nie jestem jej częścią… Taki dziwny usilny eskapizm… Jak myślisz, z czego to wynika i kto kogo robi w chuja? Przecież nawet przez fakt przeczytania Twojego zina, wypuszczenia jakiejś płyty czy zaglądnięcia na koncert jest się w jakiś sposób częścią sceny…

A.: …tylko gdzie dowiesz się o istnieniu takich eskapistów? W Podziemiu! Oryginalność na siłę. Niektórzy braki warsztatowe nadrabiają bzdurnymi ideologiami. „Nie jesteśmy częścią tej sceny”, hehe! A częścią jakiej sceny jesteście? Gracie sami dla siebie w garażu i nagrywacie każdy materiał w ilości 3- 4 sztuk tylko dla członków kapeli? Ale stronka na gejspejsie jest, pejsbuk też i już jesteśmy „anti- all”. Smutne zjawisko stary. Ja rozumiem, że na scenie jest masa ciot- podobnie jak w życiu widujemy ich na co dzień: dyro w pracy, belfer w szkole, czy sąsiad obok. Ale przecież nie będę polował na koty w śmietniku żeby mieć co do gęby włożyć bo wkurwia mnie sprzedawczyni, tylko pójdę mimo to na zakupy do sklepu, kapujesz? Wystarczy wiedzieć „who is who” i można być sobą. Zresztą, jak ktoś sobie nie radzi na scenie i w życiu to papla, że do tego „nie należy”.

O.: Myślisz, że w muzyce metalowej jest jeszcze coś w stanie Cię zaskoczyć? Jakiś totalnie nowy kierunek, gatunek, cokolwiek. Albo może image danej kapeli, hehe. Ja na przykład ostatnio widziałem gdzieś fotę zespołu założonego przez ortodoksyjnych Żydów, więc dumnie pozowali w tych swoich czapeczkach… no chyba, że mnie ktoś wrobił, hehe.

A.: Haha! Dobre – widziałeś fotkę zespołu Cyvoid? To by mi do nich pasowało choć oni nie są z Izraela, heeh. Ale nie o daunach miało być. Odpowiedź na to pytanie jest oczywista- gdyby nic już nie mogło mnie zaskoczyć, przestałbym słuchać nowych rzeczy. Tak się jednak nigdy nie stanie, ponieważ Metal nawet odegrany tak samo po raz setny, zawsze brzmi inaczej. Nowy image… Hm, może buty na koturnie i kabaretki do corpse- painta? Albo Satanic Nu Metal tworzony przez klaunów w strojach księży? Z drugiej jednak strony tak naprawdę zaskoczy mnie w tym wszystkim miesiąc, w którym nic mnie nie zaskoczy.

O.: Pogdybajmy. Jak myślisz, w którą stronę roziwnie się scena metalowa? Czy kupujący płyty w rzeczywistej materialnej wersji kompaktów, winyli czy taśm są na wymarciu, traktowani przez posiadaczy mp3 liczonych w tetra bajtach jak jakieś odstępstwo od normy? Prawdziwe koncerty będą się odbywać jedynie via streaming w sieci i każdy będzie machał banią przed kamerką wmontowaną w monitor, hehe?

A.: Nie mnie gdybać. Ja będę robił swoje dopóki się Parkinsona albo raka gardła nie nabawię. Perspektywa wirtualnego koncertu, o której piszesz brzmi jak koszmar porównywalny do wirtualnego seksu. Jak ludzie mogliby się czymś takim jarać? Chociaż zapewne ci, o których była mowa powyżej, tzn internetowi wojownicy, eskapiści, Cyvoid, itd. wolą się onanizować niż bzyknąć pannę (wybacz frywolną metaforę) i tacy zapewne pozostaną cyber – odpadami ery majspejsa.

O.: Spoko, to moja ulubiona metafora, hehe. Jakie zachowania Twoim zdaniem nie przystoją Prawdziwemu Metalowi? Nie wiem, nie wypada mu chodzić w białych spodniach, golić pach, jeść cukierków, hehe? Pytam bo obserwując zgorszenie niektórych metaluszków gdy na koncercie popijam kawę zamiast piwa, bo akurat prowadzę, to nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać…?

A.: O, to jest niezłe! Popatrz, ja od jakiegoś czasu nie piję bo chcę zrzucić trochę bębna, który mi się zanadto rozrósł. Pewnie też powinienem mieć „problemy” ze zgorszeniem na koncertach hehe! Trzeźwi na gigach są potrzebni- choćby po to aby wywieźć tych najebanych w maksymalny sposób w bezpieczne miejsce- sam się przekonałem o zaletach posiadania abstynenta w załodze nie raz i nie dwa. Dla otuchy: Embrional, Bestial Raids… wśród nich również znajdziecie abstynentów! Co się tyczy zachowań „niegodnych” to poza chodzeniem do kościoła (chociaż to raczej kwestia intelektu i jego braku), oraz łapaniem motyli nic innego nie przychodzi mi do głowy.

O.: Zazwyczaj w wywiadach pyta się o jakieś dziwne „top 10 płyt odpowiadającego”, ale ja wolę w drugą stronę tym razem. Jakie największe gówno zrecenzowałeś ostatnimi czasy? Czy może masz jakieś „gówno forever”, recenzja którego wciąż powraca niczym nocny koszmar?

A.: O zespole na „C”, który wymieniłem powyżej mimochodem nie będę się wypowiadał, co do innych… na bieżąco recenzuję każdy materiał i efekty tego są w kolejnych numerach Zina nazwane po imieniu. Gówna spada na nas cała masa niestety, ale dzięki bogom możemy sami wybrać czego chcemy słuchać a co wyjebać do kosza.

O.: Dobra, nie męczę Cię już więcej, na pewno masz inne ciekawsze zajęcia, hehe. Dzięki Ci wielkie za wywiad!

A.: To ja Ci dziękuję za poświęcony czas i miejsce na Twojej stronce! Zajebiste pytania stary! Może chciałbyś coś popisać do jakiegoś papierzaka, co? Hail dla czytelników i prawdziwych Maniaków! Nie dajcie się ogłupić!

Autor

10182 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *