Drünken Bastards: „…możesz określać naszą muzykę jak Ci się tylko kurwa podoba.”

Blizz nie zawsze był krynicą wiedzy podczas tego wywiadu, ale i tak wywiązał się ze swego zadania całkiem nieźle. Okazją do pogadanki była ich nadchodząca płyta „Horns of the Wasted”, którą ja już znam, a Wy powinniście poznać jak najszybciej! Wszak każdy metal lubi pić alko, a jak dana kapela śpiewa o piciu alko z samy Szatanem, to już obojętnie przejść koło nich nie można, hehe…

Oracle: Witam! Czy to pierwszy Wasz kontakt z polskimi maniakami czy robiliście może już wcześniej jakieś wywiady z zinami czy webzinami z polskiego podziemia?

Blizz: Hails! To pierwszy wywiad  jaki Drünken Bastards daje polskiemu zine’owi. Możliwe, że wcześniej odpowiadałem jeszcze na pytania w ramach Vorkuta, ale już nie pamiętam za bardzo co to było.

O.: No to rozgrzewka za nami, teraz trochę wazelinki.  Drünken Bastards to dla mnie jedna z najlepszych kapel grających w takim stylu jak Wasz, która pojawiła się ostatnio. Ale Wasz drugi album ma się ukazać dopiero końcem czerwca, powiedz więc, jakie są Wasze oczekiwania odnośnie „Horns of the Wasted”?

B.: Pomyłka, krążek ukaże się dopiero w sierpniu, konkretnie 24 sierpnia [cholera, to musiała być jakaś obsuwa, bo wcześniej Hells Headbangers anonsowało go na czerwiec – przyp. Oracle]. „Horns of the Wasted” będzie bardzo dobrą płytą, jestem więc pewien, że maniacy metalowego punk’n’rolla będą słuchali go z przyjemnością.

O.: Wierzę. Skąd zaczerpnęliście nazwę dla Waszej kapeli, naprawdę tak ostro  łoicie? Macie w takim razie sporo wspólnego w tej dyscyplinie z Polakami, haha. Przy okazji znasz takie polskie porzekadło – „Polak – Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki” [to napisane było dla Blizza po polsku]? Pasuje całkiem nieźle do metalowego undergroundu, co?

B.: Haha, czasem zdarza się nam wypić za dużo! Znamy to powiedzenie, po węgiersku będzie to brzmiało tak: „Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát!”. Masz rację, brzmi to całkiem metalowo, ale samo zdanie pochodzi z przełomu XIII i XIV wieku, kiedy to Polacy i Węgrzy mieli tych samych władców. Tak czy siak – hail dla naszych polskich braci!

O.: Hail! Jak sam określiłbyś muzykę Drünken Bastards? Dla jednych to blackowy thrash, dla innych black’n’roll albo punkowy thrash…

B.: Cóż, dla mnie Drünken Bastards są miksturą metalu i punka z wpływami speed/black/thrash metalu oraz hard core’a/d-beatu. Z drugiej strony możesz określać naszą muzykę jak Ci się tylko kurwa podoba.

O.: A jak często ludzie mylą Was z niemieckim Drunken Bastrad? Poza muzyką oba szyldy różni jedynie „s” na końcu. Na przykład – powiedziałem niedawno kumplowi, żeby sprawdził Waszą muzykę, opisałem ją po krótce, a on później się mnie pyta, czy zgłupiałem, bo przecież to żaden punk/thrash, haha?

B.: Niestety dosyć często. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ludzie nie widzą różnicy pomiędzy obiema nazwami? W tym przypadku to nie Ty byłeś głupkiem, ale Twój kumpel, który dodatkowo pomieszał kapele. Niemcy są Drunken Bastard podczas gdy my jesteśmy Drünken Bastards!!! Czy to naprawdę takie trudne wyłapać te różnice???

O.: Najwyraźniej, hehe. Zanim pogadamy o Waszym nowym albumie skoczmy na chwilę do przeszłości. Nie jesteście wiekowym bandem więc przepraszam za sztampowe pytanie, ale mógłbyś krótko opowiedzieć o początkach Drünken Bastards?

B.: Założyłem zespół w 2004 roku wraz z Pete’m, by grać ekstremalny punk/metal bez kompromisów. Zanim doszliśmy do obecnego składu, line up często się zmieniał. Najlepszy skład powstał w 2009 roku i to on zarejestrował „Horns of the Wasted”.

O.: Część z Was grała wówczas w innych zespołach, prawda? Co spowodowało, że wystartowaliście jako Drünken Bastards?

B.: Kiedy zakłądaliśmy ten zespół, był to projekt trzech członków Vorkuta, Pete nie był w nią zaangażowany, ale był moim kumplem z Acidity Regulator (nasza kapela grind core’owa) zanim zaczęliśmy z Bastards. Widzisz więc, że graliśmy już w kilku kapelach, poza tym porzyjaźniliśmy się, więc w zasadzie od początku graliśmy razem.

O.: Waszym pierwszym materiałem był album „Posercrusher”, nie wydaliście wcześniej żadnego demo czy reha. Nagraliście ten materiał i od raz wiedzieliście, że to będzie Wasz pełnowymiarowy debiut czy może wpłynęły na to jakieś inne czynniki?

B.: Nie, od razu chcieliśmy zacząć z pełnowymiarowym debiutem. Wiesz, zrobiliśmy sporo demówek z Vorkuta i Acidity Regulator zanim sformowaliśmy Bastards, mieliśmy więc już doświadczenie i wiedzieliśmy czego chcemy.

O.: Potem wydaliście koncertowy split z japońskim Barbatos. Cóż, brzmi to kurewsko wspaniale, z tym całym brudem, pomyłkami, ale i zajebistym spontanem i energią. Jak doszło do tego koncertu i nagrania splitu? Słyszałem, że Suzuki był wówczas na Węgrzech jako turysta, więc zakładam, że wyszło to wszystko podczas jakiejś biby, co? Hahaha…

B.: To był nasz pierwszy koncert i wciąż jeden z najlepszych. Z Yasu byliśmy już przyjaciółmi, więc sam pomysł splitu był oczywisty. Przyjechał jako turysta, to fakt, ale zaraz po tym jak nam powiedział, że zabawi tu przez kilka dni, od razu zabookowaliśmy ten gig.

O.: Jesteście z Yousukim bliskimi przyjaciółmi, w czasie tego koncertu zagrał z Wami jeden numer, Wy również gracie cover Barbatos… długo wcześniej się znaliście?

B.: On ma na imię Yasuyuki Suzuki, nie Yousuki [bo to tak łatwo przepisać japońskie imię, cwaniaczku – przyp. Oracle]. Yasu jest jednym z naszych najbliższych metalowych przyjaciół! Hails dla Yakuzy! Tak, znaliśmy się już wcześniej, jeszcze przed jego węgierskim blitzkriegiem. Wystarczająco wcześniej by myśleć nad siedmiocalowym splitem Vorkuta/Abigail.

O.: Właśnie – Vorkuta. Kilku z Was grało tam wcześniej, zaś  Drünken Bastards nagrało cover tej kapeli. To taczej rzadko się zdarza, że grupa muzyków nagrywa cover grupy w któej wcześniej partcypowali, co? Jak wpadliście na to, by nagrać „At the Treshold of Hell”?

B.: Tak, grałem w Vorkuta z kilkoma byłymi członkami, jak już wspomniałęm wcześniej. Idea wzięła się stąd, że Vorkuta nigdy nie grała koncertów, była więc sposobność, by pokazać jaka siła tkwi w jej kawałkach na żywca. Z drugiej strony „At the Treshold of Hell” pojawiło się na splicie Vorkuta/Abigail, więc nasz wybór był oczywisty.

O.: Waszym kolejnym wydawnictwem był split „Fanotmania II”, na którym zamieściliście trzy swoje numery, w tym oczywiście cover Fantom. Czy ta kapela ma rzeczywiście takie poważanie? Szczerze mówiąc, nie słyszałem o nich zanim nie poznałem pierwszej części splitu. Możesz powiedzieć nam coś więcej na temat tego zespołu? Stanowił dużą inspirację dla  Drünken Bastards?

B.: Fantom to nie największa nazwa w metalowym podziemiu, ale na pewno bardzo ważna część metalowej historii Węgier, wraz z takimi kapelami jak Angel Reaper, Detonátor, Tormentor, Pokolgép i im podobnym. Nie wpłynęli jakoś za bardzo na naszą muzykę, ale szanujemy ich i chcieliśmy zachować ich dziedzictwo i kult dla następnych pokoleń.

O.: Wasze wcześniejsze wydawnictwa – „Posercrusher”, „Fantomania II” a także split z Rotten zostały wydane przez Jánosa z  Metal Ör Die! Records, ale już nowa płyta ukaże się nakładem Hells Headbangers Records. Dlaczego zdecydowaliście się na zmianę labelu? Na pewno wytwórnia Nathana zapewni Wam lepszą promocję, ale czy to jedyny powód?

B.: János jest jednym z moich najlepszych przyjaciół na metalowej scenie Węgier i będzie nim do jebanej śmierci. Jest naptawdę w porządku. Zawsze był bardzo lojalny względem  Drünken Bastards i nie mogę powiedzieć o nim nic złego. Ale jak już powiedziałem, gdy ukończyliśmy prace nad „Horns of the Wasted” czuliśmy, że to nasz najlepszy album, chcieliśmy więc spórbować jakiegoś większego labelu. Szczęścliwie znaleźliśmy Hells Headbangers (a może to oni znaleźli nas? Hahaha) – oni są jedną z największych podziemnych wytwóni i tak – mogą zapewnić nam lepszą promocję. Chcemy pracować tylko z tymi wytwórniami, które są szczere w tym co robią. Zarówno Metal Ör Die! Records jak i Hells Headbangers mają to samo szczere nastawienie, jeśłi chodzi o ekstremalny metal. Jesteśmy więc bardzo dumni z tego,  że mogliśmy pracować z  Jánosem  w przeszłości i że teraz możemy pracować z Nathanem i spółką.

O: Tradycyjnie w trzynastym pytaniu dociekam największego pecha w historii danej kapeli, jak więc było w przypadku Drünken Bastards?

B.: Uhhh, stary, chyba będzie lepiej jeśli pominę to pytanie. Od samego początku do dnia, w którym zreformowaliśmy zespół w obecnym składzie przytrafiały się nam tylko złe rzeczy. Od drobnych pierdółek do tragicznie poważnego gówna. Prześladowały nas wiecznie gówniane burze, ale z nowym line-upem zdaje się mieć to już koniec. Ale pogadajmy lepiej o przyjemniejszych sprawach.

O.: Wedle życzenia. Na nowym albumie znajduje się dziewięć utworów, ale sześć kompozycji jest tylko nowych, trzy z nich mogliśmy słyszeć już na Waszym splicie czy debiucie. Jaki więc był sens nagrywania ich raz jeszcze?

B.: Na naszym albumie jest osiem kawałków, zaś trzy z nich są nowe. Nagraliśmy ponownie trzy kawałki z „Posercrusher” i zrobiliśmy dwa covery. Chcieliśmy pokazać prawdziwą moc tych starych numerów, a także wypunktować nasze wpływy.

O.: A to trzeba było napisać, że to covery, bom nie poznał, hehe…Hells Headbangers to wytwórnia znana również z winylowych wydawnictw, picture disc’ów i tym podobnych. W tym momencie wiem jedynie o kompaktowej wersji „Horns of the Wasted”, ale czy któregoś dnia die hards będą mogli nacieszyć się winylową wersją?

B.: Tak! Któregoś dnia na pewno będziecie mogli posłuchać tej muzyki z kawałka starego dobrego wosku, haha!

O.: Wiem, że w planach macie też sporo kolejnych splitów, mógłbyś więc powiedzieć nam ile ożesz na ten temat? Jak idą prace z każdym z tych wydawnictw?

B.: Oczywiście, mamy pomysły i plany, ale to nic konkretnego, co związałoby nam ręce w jakiś sposób.

O.: Nie rozwinąłeś się zbytnio, ale powiedz mi może, jaki jest sens w wydawaniu tylu splitów? Nie lepiej byłoby wziąć te wszystkie utwory z każdego ze splitów i wrzucić je na jedno wydawnictwo, na przykład następny album?

B.: Właśnie dlatego nie chciałem odpowiadać na poprzednie pytanie. Mamy plany z naszymi koleżkami by wydać jakieś splity, ale może właśnie będziemy woleli nagrać nasz trzeci krążek… Czas pokaże…

O.: No, już lepiej. A powiedz mi, co oznacza dla Ciebie Podziemie? Gdzie Twoim zdaniem kończy się Podziemie, a zaczyna się mainstream? Macie na Węgrzech podział na kapele undergroundowe i na zespoły głównego nurtu? Na przykład u nas za ikonę podziemia uważa się Throneum, a taki Behemoth dla wielu to już mainstream…

B.: My jesteśmy węgierską ikoną undergroundu, zaś mainstream zaczyna się wraz z Drünken Bastards, hahaha. Jednak serio mówiąc – hail potężnemu Throneum! Oni naprawdę są jedną z prawdziwych ikon szczerego podziemia!

O.: Ano są. Powiedz mi, nawiązując do tytułu Waszego debiutu, jak poznać pozera? To raczej trudne zadanie, bo wszyscy metalowcy których znam mówią, że są metalowi w 100%…

B.: Ci, którzy dużo wiedzą mówią mało, zaś Ci którzy mało wiedzą rozprawiają zwykle o wielkich sprawach.

O.: Do kolegów moich pijesz? Haha…To może o polityce pogadamy? Ostatnio miała u Was miejsce zmiana rządu, stery przejęli konserwatyści pod wodzą Victora Orbana. Podoba Ci się to? Istnieje w związku z tym jakaś presja na węgierską scenę metalową? Pytam, bo gdy w Polsce u władzy była prawicowa koalicja wiele koncertów było odwoływanych z powodów ideologicznych…

B.: Niektórzy się z tego cieszą, inni nie. Zespół ma bardzo zróżnicowane poglądy polityczne. Ja jestem bardzo anty-komunistyczny, więc mogę powiedzieć, że mi się to podoba. Orban jest bardzo dobrym politykiem i uważam, że pomoże naszemu krajowi, ale to tylko moje osobiste zdanie, a nie całego zespołu. I nie pamiętam żadnego koncertu odwołanego pod rządami Fideszu.

O.: Widać tylko nasi bracia mniejsi mieli takie zapędy. A propos komunizmu – w Polsce po jego upadku istniała bardzo silna presja na rozliczanie osób związanych z ówczesnym reżimem, nawet obecnie po dwudziestu latach ma to miejsce. Nasze kraje przeszły po drugiej wojnie światowej podobną drogę, jak więc jest teraz u Was – czy istnieje również nacisk na rozliczenia?

B.: Taa, na Węgrzech sytuacja jest mniej więcej podobna. Obecnie może bardziej cechuje to ekstremalną prawicę, ale wciąż istnieje takie zjawisko na scenie politycznej i w życiu publicznym.

O.: Dobra, to powiedz mi jeszcze co piłeś i czego słuchałeś podczas naszej konwersacji, haha?

B.: Wodę mineralną z cytrynką (sorry stary, ale wczorajsza noc była bardzo ciężka, muszę się więc teraz zrelaksować trochę, hahaha) i słuchałem sobie Belial’s Wisdom of Darkness. Ale teraz przełączam na Dropkick Murphys.

O.: To pięknie. Mam nadzieję, że wywiad Ci odpowiadał i że wkrótce polscy maniacy będą mogli machać łbami na waszym gigu!

B.: Dzięki za wsparcie, też mam nadzieję, że będzie dane zagrać nam wkrótce w Polsce! Sprawdzajcie njusy na www.myspace.com/drnkenbastards.

Motherfucker in the Sky!

Autor

10189 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *