Demolisher to kapela w Polsce bardzo mało znana, trochę lepiej mają w rodzimej Finlandii, ale też daleko im jeszcze do detronizowania Children Of Bodom. Niemniej jednak ich ostatnia epka „Enter The Suffering” robi niezłe łupu cupu po korpusie i maniacy death metalu z USA powinni być zainteresowani. Więc zanim zdobędziecie ich płytkę, przeczytajcie, co powiedział mi gitarzysta Demolisher – Markus Koski.

Witam! To przyjemność robić z Wami wywiad, powiedz – mieliście już wcześniej jakieś sygnały z Polski? No bo jeśli nie, to miło mi że jestem tym pierwszym, hehe…

Markus: Witam również! Odnośnie Twojego pytania, jesteś pierwszą osobą z Polski, co jest szalenie miłe!

Demolisher jest młodą kapelą i nieznaną szerszej publice w moim kraju, mógłbyś więc po krótce przedstawić nam historię swojego zespołu?

M: Zaczęliśmy w 2004 roku, wtedy też nagraliśmy nasze pierwsze trzyotworowe demo z sesyjnym perkusistą (z kapeli Machete – www.the-machete.com), ażeby znaleźć stałego członka kapeli. Aby wykrystalizował się obecny skład potrzeba nam było półtora roku. Utrzymuje się on już od roku i mam nadzieję, że już tak zostanie.

Wasza epka „Enter The Suffering” to właściwie mix death metalu z Florydy z niewielkimi wpływami hard core’a. Ale nie chcecie być chyba kolejną „metalcore’ową rewelacją” mam nadzieję? Jak dla mnie jesteście zbyt agresywni, by być jednymi z nich…

M: No nie młodniejemy, więc nie wyobrażam sobie, byśmy zmienili się nagle w jakieś emo – dzieciaki, o to się nie bój. A nasze hard core’owe inspirację leżą daleko, w tych oryginalnych hard core’ owych aktach, więc ten metalcore’owy trend, o którym wspominasz nie ma żadnych elementów, których byśmy wcześniej nie słyszeli. Uważam, że lubimy agresję i groove hard core’a, brutalność i technikę death metalu oraz spoistość thrash metalu. Zmiksowaliśmy więc wszystkie te elementy w naszej muzyce. Ale nagrywając te kawałki, nie myśleliśmy naprawdę o tych rzeczach, próbując po prostu napisać dobre kawałki, jakie się nam spodobają.

A które bandy miały na was największy wpływ?

M: Jest ich bardzo dużo, byłaby więc to bardzo długa lista. Morbid Angel i Cannibal Corpse są raczej oczywistymi nazwami, ale jest też wiele innych kapel metalowych i niezbyt metalowych, które nas zainspirowały przez te lata. W zespole jest pięciu członków, a każdy ma inne gusta muzyczne…

Wiesz, wielu ludzi na dźwięk słowa „Finlandia” od razu kojarzy tylko te melodyjne kapele – Children Of Bodom czy Nightwish. Ale w waszym kraju brutalna scena ma również bogatą tradycję. Myślisz, że za dziesięć, piętnaście lat, ludzie będą mówić o Was tak jak dziś mówią o na przykład Demigod?

M: A to jeszcze tak nie mówią? Hahaha! Wiesz, w tym roku dopiero zaczęliśmy koncertować, nie mamy też jeszcze dealu płytowego, ale tak – myślę, że zmierzamy ku dobremu i będziemy pamiętani. No ale przed nami jeszcze dużo pracy.

Czytałem na waszej stronie kilka recenzji (oczywiście tych po angielsku, bo fiński nie jest moją domeną, hehe) i widzę, że dostajecie same dobre noty. Jesteście chyba zadowoleni z epki, co?

M: Oj, jesteśmy. I w przeciwieństwie do kilku uwag, że nie jesteśmy oryginalni, uważamy, że mamy już swój własny sound. I pomimo, że nasz skład ustabilizował się niedługo ponad pół roku przed nagraniem płytki, to uważam, że zrobiliśmy całkiem dobrą robotę.

Ba! Waszą muzykę poznałem przez internet, bo „Enter The Suffering” umieściliście na swojej stronie. Możecie więc stwierdzić, że net zrobił dla was całkiem sporo, prawda?

M: Internet to dobra i szybka droga, by rozprzestrzenić naszą muzykę. Ale jest też wiele innych świetnych kapel, które korzystają z niego i trudno jest wybić się spośród nich.

No a co z promocją? Tutaj również internet was wsparł. Mieliście już jakieś sygnały od labeli?

M: Jak już mówiłem, internet to dobre miejsce do promowania muzyki i informowania ludzi o gigach czy innych newsach. Ale wysłaliśmy też nasze promo do kilku labeli, a wkrótce znów roześlemy je po innych europejskich wytwórniach.

Skoro już jesteśmy przy temacie internetu – czy tylko „Enter The Suffering” jest zamieszczony w sieci? A co z waszą wcześniejszą demówką, jest możliwość zdobycia jej w ten sam sposób?

M: Nasze starsze demo, jest już, że tak powiem, lekko przeterminowane i nie chcemy go promować – produkcja nie jest najlepsza, w składzie byli sesyjni muzycy. A muzycznie był to taki średniawy thrash, hehe.

Prawie każdy młody zespół zaczyna od grania coverów swoich ulubionych kapel i idoli. Przypuszczam, że podobnie było w waszym przypadku?

M: Właściwie, to gdy zaczynaliśmy grać, mieliśmy już kilka własnych numerów, ale na koncertach coverowaliśmy też inne zespoły. No i gdy mamy próby w piątki czy soboty, to zazwyczaj kończymy grając Metallikę, czy Slayer, hehe.

Mieszkacie w Finlandii, może więc podzielisz się z nami jakimiś ciekawostkami z waszego podziemia? Występuje tam u was partnerstwo, czy raczej rywalizacja, o to, kto pierwszy strąci Nightwish z piedestału?

M: Nie, to raczej całkiem fajny duch podziemia jest spotykany wśród naszych kapel. Zawsze jest jakaś młoda kapelka, która organizuje jakieś gigi i jest zazwyczaj lepsza, niż zespół z kontraktem. Powinieneś sprawdzić nasz profil na my space (http://www.myspace.com/demolisherband), mamy tam wszystkich naszych przyjaciół i jest tam sporo dobrych kapel, wartych sprawdzenia – coś jak mini portal fińskiego undergroundu.

Mógłbyś podzielić się planami zespołu? Pracujecie już nad nowymi utworami?

M: Mamy już kilka nowych kawałków, parę z nich graliśmy już na koncertach, niektóre są wciąż w trakcie tworzenia. Wchodzimy do studia na początku przyszłego roku i planujemy nagrać z dwie – trzy nowe piosenki.

Okej, kończymy. Czego możemy życzyć takiej kapeli jak Demolisher?

M: Mam nadzieję, że wkrótce złapiemy kontrakt płytowy i wtedy będziemy mogli wyegzekwować najpełniej nasze wizje!

Dzięki za wywiad i do następnego razu!

M: Dziękuję bardzo!