Dead Congregation to jeden z najbardziej szanowanych death metalowych zespołów na dzisiejszej scenie. Nie mają olbrzymiej dyskografii, ale każda z niej pozycja dosłownie zabija. Do tego A.V. to gość mocno stąpający do ziemi, do tego zdeterminowany. I słowny. Obiecał wyrobić się z odpowiedziami w parę dni, by zdążyć przed wrocławskim koncertem i słowa dotrzymał. Do tego uważam, że udzielił lepszych odpowiedzi, niż nie jeden zespół, co sra się z odesłaniem wywiadu po kilka tygodni. Totalny szacun dla niego. Mam więc nadzieję, że Ci, którzy będą w najbliższą sobotę na Into the Abyss Fest zadośćuczynią oczekiwaniom Greka, które wyraził w ostatniej odpowiedzi.

dc2Oracle: Hailz! Zacznijmy może od razu od konkretów, bez zbędnego pierdolenia: Dead Congregation jest aktywne od jedenastu lat. To długo i niedługo zarazem. Są zespoły, które grają dłużej niż Wy, ale nie osiągnęły dotąd Waszego statusu. Jak myślisz, dlaczego?

A.V.: Myślę, że to wszystko z uwagi na to, iż każde z naszych wydawnictw trzyma naprawdę wysoki poziom. Ponadto nasz debiutancki album był prawdopodobnie tym wydawnictwem, które zapoczątkowało całą tą „Falę Mrocznego Death Metalu”, więc wraz z nim zyskaliśmy naprawdę dużo uwagi. Ale koniec końców, wszystko rozbija się po prostu o pisanie dobrych numerów, jeśli muzyka jest dobra poznasz ją w ten czy inny sposób.

O.: „Promulgation of the Fall” było jednym z bardziej wyczekiwanych wydawnictw zeszłego roku – i jak widzę, wszelkie oczekiwania zostały spełnione. Album jest świetny. W sumie ukazał się on półtora roku temu, ale szczerze mówiąc, od tego czasu nie spotkałem ani jednej osoby, która miałaby negatywną opinię o tym krążku. To jak, były jakieś złe recenzje?

dc3A.V.: Nie śledzimy recenzji. Przeczytaliśmy kilka w pierwszych miesiącach po ukazaniu się płyty i wszystkie były bardzo pozytywne. Czasem przeczytamy jakiś negatywny komentarz tu czy tam, napisany przez jakiegoś hejtera czy ludzi, którzy tak naprawdę nie rozumieją naszej muzyki, ale to normalne – wszystkich nie zadowolisz, bo tak naprawdę chodzi o konkretny gust.

O.: Jak powiedziałeś, Dead Congregation był jednym z pierwszych, czy w ogóle pierwszym zespołem, który reprezentował styl w death metalu mający swoje korzenie w muzyce Incantation. Gdy większość zespołów dookoła łupało szwedzki death metal, Wy wybraliście ścieżkę mrocznego, atmosferycznego death metalu. Czujesz się w związku z tym jakimś pionierem?

A.V.:  To prawda, prawdopodobnie byliśmy pierwszym „nowym” zespołem, który grał ten rodzaj muzyki, z manierą na serio. Oczywiście, zawsze w podziemiu istniały świetne zespoły, które grały obskurny i mroczny death metal, jak Sadistic Intent czy Mortem, ale jakoś pozostawały one zawsze w cieniu. Nawet Incantation do 2000 roku było całkowicie zapomniane, bo jak powiedziałeś, ludzie woleli słuchać innych zespołów – brutalniejszych czy bardziej technicznych, albo właśnie typowo na szwedzką nutę, który mniej więcej w tym czasie zdobywał ponownie olbrzymią popularność dzięki takim kapelom jak Kaamos, Repugnant, Verminous czy Nominon, a także wielu innym. Nie chcemy jednak być nazywani pionierami, bo stare zespoły które nas inspirowały były przecież w tym okresie cały czas aktywne, nawet jeśli straciły na popularności w porównaniu do ich wczesnych lat. Mimo to przecież wciąż wydawali świetne albumy.

O.: Dokładnie, tak jak mówisz. Lubię waszą muzykę, bo nareszcie po tej wspomnianej fali ultra technicznego death metalu zespoły jak Dead Congregation pokazały, że death metal to coś innego niż olbrzymie tempo i połamane do granic riffy. Death metal to śmierć, to klimat…

dc4A.V.: Do jakiegoś stopnia się z Tobą zgadzam, jednak po odrodzeniu Mrocznego Death Metalu wiele zespołów zaczęło skupiać się tylko na klimacie, a zapomniało całkowicie, że powinny umieć jeszcze napisać dobry utwór. Jest całkowicie bezcelowym jeśli tworzysz przepełniony śmiercią klimat, ale nie wspierasz tego w żaden sposób przez wspaniałe riffy. Każdy może wejść do studia, nagrać połamane akordy, utopić wszystko w pogłosie, ale nie każdy umie skomponować muzykę, która przetrwa próbę czasu.

O.: Nieświęte słowa. Przygotowując się do tego wywiadu odświeżyłem na raz całą Waszą dyskografię i muszę stwierdzić jasno – Wasza muzyka ewoluuje. Upraszczając – na początku słychać było u Was więcej nawiązań do twórczości Immolation, teraz z kolei muzyka jest zbliżona raczej do Incantation. Oczywiście nie mogę nazwać Was kopistami, a o ile wcześniej Wasze inspiracje były jasne, o tyle teraz nazwa Incantation jest raczej kierunkowskazem i opisem stylu… Zwłaszcza, że Wasze inspiracje są o wiele szersze, obejmujące zespoły zarówno black metalowe jak i thrash metalowe. Zgodzisz się ze mną?

A.V.: Zdecydowanie uważamy, że naszym wcześniejszym materiałom było bliżej do naszych inspiracji, chcemy też wierzyć, że nasz ostatni album ma już wyczuwalny nasz własny styl. To naprawdę niemądre by nazywać każdy zespół, który ma mroczne death metalowe brzmienie metką „brzmi jak Incantation”. Nasze riffy czy perkusja mają niewiele wspólnego z Incantation, a wolne fragmenty to było przecież coś, co swojego czasu do perfekcji doprowadził Morbid Angel, jeśli chciałbyś użyć nazwy jakiegoś innego zespołu do porównania.

dcO.: Ok, to szyba zmiana tematu, by ostudzić emocje – pomiędzy „Promulagtion of the Fall” a poprzednim materiałem mamy sześcioletnią pauzę. Dlaczego?

A.V.: Nie chcemy być zespołem, który wydaje co dwa lata nowy krążek tylko po to, by cały czas być w świetle jupiterów. Jeśli na przykład wydasz album zbyt wcześnie to po prostu osłabiasz siłę przebicia poprzedniego, by zepchnąć go z pola uwagi, tylko po to by zrobił miejsce kolejnemu, jeśli wiesz o co mi chodzi. Oczywiście sześć lat to kup czasu, ale nie czuliśmy potrzeby by przyspieszać cały proces.

O.: Główną osią jeśli chodzi o teksty na „Promulgation of the Fall” jest niechęć do chrześcijaństwa i wieszczenie jego schyłku. Ogólenie – to bardzo dobra idea, która ma moje pełne poparcie, hehe. Niemniej jednak ostatnio pojawiły się głosy, nawet wśród metalowców, że chrześcijaństwo nie jest jakimś wielkim zagrożeniem, że o wiele gorszy jest islam. Jaka jest Twoja opinia? A może uważasz że jedyną alternatywą, by porzucić religijne łańcuchy jest ateizm?

A.V.: Jesteśmy osobami religijnymi, ale nigdy nie obnosiliśmy się z tym ani też nie próbowaliśmy przekonać innych, że to właśnie nasza religia jest najlepsza. Podążanie za religią powinno wiązać się z Twoim osobistym rozwojem, ulepszaniem i być w ścisłym związku z Twoimi wewnętrznymi siłami. Judeo-Chrześcijaństwo uczy tylko jak być wciąż przykutym do nieistniejących moralnych zasad i jesteśmy temu zdecydowanie przeciwni!

dc1O.: „Promulgation of the Fall” zostało wydane przez Martyrdoom Records. To interesujące, bo debiut ukazał się ze znaczkiem Nuclear War Now! Productions, gdyż uznałeś, że Twój własny label był za mały, aby móc to wydać. Ale wtedy mówiłeś to w kontekście Nuclear Winter Records, co więc się zmieniło jeśli porównamy tę wytwórnię do Martyrdoom Records? Czy może po prostu wzbogaciłeś się na tyle, że udźwigniesz taki wydatek, haha?

A.V.: Gdy wydawaliśmy debiutancki krążek mało który label był zainteresowany wydawaniem winyli, dla nas zaś był to priorytet, aby wypuścić krążek na kompakcie i winylu w tym samym czasie. Nuclear War Now! Productions zaproponowali właśnie coś takiego, a ze mieli już ugruntowaną reputację wydając longpleje na naprawdę wysokim poziomie, więc zdecydowaliśmy się powierzyć im wydanie naszego albumu. Tym razem jednak chcieliśmy zachować pełną kontrolę i nie dawać praw do naszej muzyki żadnemu wydawnictwu na wyłączność – daliśmy więc Profound Lore limitowaną licencję na wypuszczenie tego krążka w Stanach Zjednoczonych, a Norma Evangelium Diaboli wypuści to na winylu. Jednak prawa do tych utworów należą do nas. Nie lubimy czuć, że nasz talent jest wykorzystywany przez wytwórnie, które nawet nie rozumieją, czym tak naprawdę jest Dead Congregation.

O.: Zdrowe podejście.  Ale patrząc na labele, które wydały Wasze płyty, cechuje je raczej dbałość o dobór swoich zespołów, przede wszystkim pod kątem ich jakości. Czyli jak w przypadku Dead Congregation. Czy to był klucz, według którego dobieraliście wydawców dla swoich materiałów?

dc5A.V.: Tak, nie chcemy być częścią trendu, czy współpracować z wytwórnią, która chce mieć nas pod swoimi skrzydłami tylko dlatego, że nasze albumy dobrze się sprzedają. Chcemy być wspierani przez wytwórnie naprawdę rozumiejące naszą wizję.

O.: OKej, w jednym z wywiadów powiedziałeś, że nie jesteś fanem greckiej sceny. Bardzo ciekawi mnie dlaczego? Zwłaszcza, że ja bardzo lubię grecką scenę…

A.V.: Jestem fanem wielu starych nagrań z Grecji, a gdy to mówiłem chodziło mi o to, że nie podoba mi się sytuacja, gdy większość zespołów zaczyna brzmieć jak Rotting Christ. Rotting Christ jest wspaniałe, ale nie potrzebuję kolejnych dwudziestu zespołów brzmiących jak oni. Tak samo jak nie potrzebuję kolejnych dwudziestu zespołów ze Szwecji, które brzmią jak Entombed czy Dismember i tak dalej… A na nowej greckiej scenie jest wiele zespołów, które brzmią naprawdę zajebiście, jak The Psalm, Awe, Acrimonious, Resurgency, Embrace of Thorns czy Burial Hordes. Nie możemy też zapomnieć o Nocternity czy Macabre Omen, które są już starszymi zespołami, a wciąż wydają fantastyczne rzeczy.

O.: Dead Congregation wzięło swoją nazwę od jednego z utworów Nuclear Winter. Tak jak Twój obecny label został ochrzczony po nazwie tego zespołu. Wydaje mi się więc, że ten zespół jest wciąż dla Ciebie czymś ważnym, nawet pomimo tego, że wydał tylko dwie demówki i split. Czy Dead Congregation jest w jakimś sensie kontynuacją tej kapeli? A może po prostu lubisz podkreślać, że wszystko z czegoś się bierze, ma gdzieś swoje korzenie…?

dc6A.V.: Tak naprawdę to na etapie formowania obecnego zespołu i myśleniu na d nazwą dla niego, jeden z moich szwedzkich przyjaciół zaproponował „Dead Congregation” i wydało nam się bardzo akuratne. Nie dlatego, że chcieliśmy komuś pokazać nasze korzenie, ale po prostu była to bardzo dobrze brzmiąca nazwa dla death metalowej kapeli. A faktem jest, że wybór ten powoduje u nas obecnie ogromny ból głowy właśnie z tego powodu że wielu ludzi myśli, iż faktycznie obecny zespół to kontynuacja Nuclear Winter. Co nie jest prawdą. To śmieszne, że nawet jedenaście lat po założeniu zespołu wciąż zadaje się nam te same pytania.

O.: No ja jeszcze wywiadu z takim pytaniem nie czytałem, więc myślałem, ze jestem odkrywczy, no ale trudno… No to kolejne denerwujące pytanie zapewne – nie koncertujecie zbyt często. Przez pierwsze kilka lat zagraliście zaledwie parę koncertów, obecnie jest tego trochę więcej, ale wciąż nie można powiedzieć, że Dead Congregation często gra na żywo. Dlaczego?

A.V.: Zależy co rozumiesz przez słowo „często”. Fakt, nie koncertujemy tak dużo jak na przykład Cannibal Corpse czy Vader, ale rocznie gramy około dwudziestu sztuk. To chyba sporo, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość z tych koncertów to weekendowe strzały lub festiwale. Sami tej jesieni zagraliśmy już we Francji, Rumunii, Włoszech, Irlandii i Hiszpanii, a wkrótce zagramy w Polsce. Wszystko w dwa miesiące! Mamy regularną, normalną pracę i  niemożliwe jest, byśmy grali po sto koncertów rocznie, nawet byśmy zresztą tego nie chcieli. Chcemy, by każdy koncert był czymś specjalnym, a nie byśmy czuli się, jakbyśmy musieli iść na scenę jak do pracy.

O.: Za to Was szanuję. Ale jak wspomniałeś, za kilka dni odwiedzicie Polskę. Wielu maniaków z mojego kraju nie może się już doczekać, by zobaczyć Was na żywo. Czy macie jakieś specjalne oczekiwania względem tego koncertu? Znasz muzykę zespołów, z którymi będziecie dzielić tego wieczoru scenę?

A.V.: Wiemy, że polscy fani to istni maniacy i liczymy, że tego wieczoru odbędzie się wielkie zniszczenie! Widzieliśmy polskich fanów na Nuclear War Now! Fest czy na Brutal Assault, więc wiemy, że z nimi na pewno będzie zajebiście. Nie kojarzę zespołów, z którymi będziemy występować, ale zwykle polskie kapele trzymają wysoki poziom, wierzę więc, że będzie śmiertelnie!

dc7O.: Skład Dead Congregation jest całkiem stabilny, zmienił się Wam jedynie basista. Może dobra chemia w zespole tłumaczy wysoką jakość Waszych wydawnictw? Im więcej rzeczy zgadza się w zespole, tym lepszą muzykę tworzy – co o tym sadzisz? A już tak przy okazji, dlaczego A.A. opuścił kapelę?

A.V.: To naturalne, że po tak długim okresie wspólnego grania wytworzyła się między nami więź, wszyscy wiemy, czego możemy oczekiwać od innego członka zespołu, a nawet mimo fakty, że to ja piszę większość muzyki, nasze utwory są efektem poświęcenia i oddania całego zespołu. Jestem pewien, że nasz materiał byłby inny, gdyby różnił się nasz skład. Co się tyczy A.A., on nigdy nie był naszym stałym członkiem, był gitarzystą, który udzielał się w Inveracity z naszym perkusistą, a kiedy usłyszał, że szukamy basisty, zaoferował się z pomocą. Ale tak naprawdę on nigdy nie lubił grać na basie, więc w pewnym momencie zadecydowaliśmy, że najlepiej dla nas wszystkich będzie zastąpić go stałym członkiem, który będzie bardziej oddany kapeli.

O.: Powiedziałeś ostatnio, że obecnie masz bardzo zaniżone oczekiwania wobec nowych, młodych zespołów – czy to wina nagłego natłoku kapel i nagłego zainteresowania mrocznym death metalem? Ja na przykład znam osoby, które jeszcze dwa – trzy lata temu w ogóle nie interesowały się deciorem poza klasycznymi kapelami jak Morbid Angel, Deicide czy Death, a dziś nagle są kurwa wszechwiedzącymi death metalowymi maniakami. Musi to być irytujące dla kolesi jak Ty, którzy siedzą w tej muzyce pewnie przeszło od dwudziestu lat, co?

A.V.: Nie, to nie jest irytujące, ja po prostu nie czuję żadnego podniecenia sprawdzając te wszystkie nowe kapele. Obecnie jest wiele zespołów i ich nagrań, które brzmią dobrze, ale daleko im do klasyków jak Morbid Angel, Nile, Autopsy, Behemoth, The Chasm, Immolation i tak dalej. Ale sa takie albumy nowych, młodych kapel, które słucham cały czas, jak na przykład Ataraxy „Revelation of the Ethereal”, Vanhelgd „Relics of Sulphur Salvation”, Skeletal Remains „Beyound the Flesh”, Pyre „Human Hecatomb”, Tribulation „The Horror”… Co z kolei jest irytującym i śmiesznym zarazem to fakt, że wiele labelu wydaje jakieś wznowienia trzecioligowych zespołów, na których nikomu nie zależało dwadzieścia pięć lat temu, a dziś próbuje się je sprzedać jako „zapomniane diamenty” czy inne „perły z lamusa”. A tak naprawdę to kompletnie bezużyteczne śmiecie.

O.: Ostro na koniec, hehe… Dobra, to było ostatnie pytanie. Dzięki za szybkie odpowiedzi, mam nadzieję, że jesteście gotowi na polski gig i gościnność polskich maniaków, haha!

A.V.: Tak, oczekujemy dużo przemocy w młynie i dużo wódki! Do zobaczenia!