Cremaster „Regularni jak w piwiarni i figlarni jak w palarni”

Ten wywiad miał powstać w okolicach premiery „No Nie No No”, ostatniego albumu Cremaster. Z różnych powodów wyszło jednak inaczej. Po mojemu leżakowanie wyszło temu tworu na dobre – kilka nowych rzeczy się w zespole wydarzyło, a i panowie rozmówcy wprowadzili do stylu swych wypowiedzi nowe standardy (no chyba że znowu coś przegapiłem he he). Co by nie przedłużać – zapraszam do lektury.


Jako że wywiad ten jest z gatunku zaległych (czyli miał powstać jakieś 2 lata temu) zacznijmy może od pytań o płytę „No Nie No No”. Na początek wyjaśnijcie kwestię opóźnienia premiery albumu. Czyli w skrócie: kto wyruchał, a kto przygarnął. Można bluzgać.

Badhed: Cześć Wojtek. Wyruchała nas perfidnie pewna firma, co do gazet zwykła krążki dodawać, przygarnął nas kolega z Surgical Diathesis Records. Kwestia wybaczona, zapomniana, lecz pamiętliwymi mieszkańcami południa jesteśmy, więc lepiej tematu nie drążyć. Jak mówi przysłowie ze strefy gazy – kto drąży, będzie w ciąży.

Kivi: Bondziorno Sir. Nieco nas fakt owej zdrady wówczas zirytował, ale zemstę knuliśmy nie dłużej jak pół godziny. Potem ktoś opowiedział kawał czy coś i rozwiązaliśmy problem wrzutem za trzy w net. Tyle, że zaraz pojawiła się oferta ze strony Surgical Diathesis Rec. Z której zresztą skorzystaliśmy natentychmiast. Ostratecznie zrozumieliśmy, że nasz Herakles metalu musiał oczyścić swą stajnię Mariasza. Bogi mu kazali.

Tym razem wszystkie liryki są w języku polskim. Skąd decyzja o zmianie? Chęć zwiększenia siły swego przekazu (he he), zachęcenia większej liczby ludków do wspólnego śpiewania podczas żywych występów, a może odkryliście wiadomą deklarację Mikołaja Reja? No chyba, że zapomnieliście zapłacić tłumaczowi?

B: Nie rozumiałem co Łysy śpiewa. Nie dość, że słaby ze mnie translator to nasz wokalista zwykł seplenić w języku obcym niczym kobieta-zapowiadaczka w Misiu. Poza tym, w języku naszym zacnym, można dobitniej wyartykułować wiele kwestii. Ponadto, kurwa brzmi lepiej niż jakieś faki. Słowo Fak kojarzy mi się ze zwierzęciem futerkowym z terenów afrykańskich wyczyszczonych przez wojny domowe. Na wspólne śpiewanie przyjdzie jeszcze czas, oj przyjdzie…..

K: Comendante aldente El Kaban dzięki temu nauczył się tekstów, bo w tym przypadku suahili na koncertach by nie przeszło.

Jakie były reakcje na teledysk do kawałka „Z kopyta kulig popierdala”? Jakieś maile z pogróżkami, wybite okna, rozpalone stosy, lub przynajmniej miejsce na podium którejś z list wrogów zdrowego społeczeństwa? (Na wypadek braku reakcji zdrowego społeczeństwa – czy czujecie się zawiedzeni, niedocenieni i w ogóle mało ważni i poważni?)

B: Pogróżki kończyły się na – „zgłoszę to do prokuratora, obrażone zostały moje uczucia religijne”. Jak się można było spodziewać katol jaj nie miał aby to uczynić, a autorem teledysku jest Gregor, więc komu by się chciało szukać chłopa po brooklinie. Do tego wszystkiego szanowny pan znawca sekt Nowak nie dodał nas do listy zespołów satanistycznych, z czego ubolewamy 1000 500 100 900.

K: Dodałbym tylko, że nie ujmując autorowi, pomnożyłbym sceny obrazoburcze i obrazomrucze, by jeszcze bardziej podzielić polskie społeczeństwo.

Swoją drogą po premierze albumu „Pumpernikiel” zapowiadaliście pewnego bohatera następnej płyty. Na obietnicach się skończyło. Co zrobiliście Edmundowi? Czy jest szansa, że Edmund kiedyś wróci do łask?

B: Swoją drogą po premierze albumu Pumpernikiel zapowiadaliśmy pewnego bohatera następnej płyty. Na obietnicach się skończyło. Coś zrobiliśmy Edmundowi. Może jest szansa, że kiedyś Edmund wróci do łask.

K: Były takie plany. Historia Edmunda była oparta o jakieś złowróżbne freestajlowe opowiadanie Atamana. Było tam coś w rodzaju „siedem dziewcząt z albatrosa jednym haustem połknął przed rzeczonym holokaustem”. Zrobiliśmy nawet chyba ten materiał prawie cały, ale był chujowy, więc dla kurażu walnęliśmy po naparstku naparu z bobra i nagraliśmy No Nie No No. O ile pamiętam w chwili porzucenia pomysłu Edmund wypadł za krawędź świata, posolił kurwie ogon i zmierzał w kosmos na pierogi, nie jesteśmy pewni, co dzieje się z nim obecnie.

Kończąc temat „No Nie No No” należy zauważyć, że chyba wam się jeden szlagier zdeaktualizował – innymi słowy Toxic trafił szlag. Przewidujecie zmianę tekstu (nazwa wybrańca mile widziana), czy może będziecie katować trupa?

B: Będziemy zdecydowanie katować trup. Trup nie odda, więc polecamy wam wszystkim. Katujcie trupy! Zresztą……..chyba 95% polaków przyznaje się do katowania trupa.

K: W zasadzie połowa naszych piosenek się zdezaktualizowała. Na Pumperniklu było sporo spraw z telewizora, których ja dziś już kompletnie nie pamiętam, Teraz będziemy pisać o bardziej uniwersalnych sprawach. Katujmy trupy!

W tak zwanym międzyczasie doszło w składzie do pewnych roszad personalnych. Był przez chwilę nowy perkusista, skończyło się na przyjściu drugiego wokalisty. Nie można tak było od razu? Naturalnie to jest odpowiednie miejsce, żeby przedstawić tego zbójnika milionom słuchaczy.

B: Szukaliśmy pewnych rozwiązań, które spowodują iż wrócimy do starej koncertowej formy. W pewnym momencie, po 8 latach wymachiwania warzywami na scenie zaczęło się nam to wszystko przejadać, a do tego łysemu po prostu przestało się chcieć gadać. Co tu zrobić, pomyśleliśmy drapiąc się przy tym po głowie. Najpierw, na jedynie 2 koncerty sprawdziliśmy nowego pałkerowego, w postaci brata siwego z 004, a ja zająłem się wokalizami. Może było weselej i śmieszniej, ale ja śpiewam jak stara baba na mszy, ewentualnie polski metalowy wokalista. Obydwie rzeczy są druzgocąco przechujowe, więc stwierdziłem, drapiąc się w głowę dalej – basta! Bierzemy Tymka. Osobnik znany metalowej braci z jakichś tam zespołów, wpasował się idealnie. Debil jak pierwszy wokalista Szaman, a i Drupi z niego nie lichy. Więc – hop bęc. Skład od supportowania Tankard wydaje się być ustabilizowany a usta tymka rozgrzewają wszystkie 3 fanki cremaster po każdym koncercie.

K: Można tak było od razu, ale Badhedowi się nie chciało rozkładać garów i składać na koncertowszy, więc wzięliśmy kogoś młodszego. Na szczęście Badhed zmienił zdanie i osiągnęliśmy konsensus (to wyraz z Biblii?). Te 4 gigi, coje w roku gramy da radę, co mnie bardzo cieszy, Bo Badheddon ma ten bit i ma ten stajl. Zawsze zagra tak jak ja bym se zagrał, mamy, więc więcej czasu na kwestie ambarasu. A Tymek to bardzo zdolny psubrat i pojeb jakich mało. Tak niepełnosprawnego umysłowo i socjologicznie frontmana nie sposób było pominąć przy odbudowie Dźwigacza. Jest też oczywiście lodołamaczem cnót niewieścich. Swoje zwycięstwa zaznacza igłą na ramieniu. Po paru latach powstała z nich Kuna Madzia, która niedawno przeobraziła się już nawet w Wilka Andrzeja. Chcieliśmy ładnie zagrać przed Tankard, a Tymek nie miał na bilet. Podpisaliśmy więc piwem pakt. Jak zrobi w tydzień materiał to wchodzi jako drugi wokalista. Spisał się na metal. Zaraz po gigu został na stałe.

Wraz z ustabilizowaniem składu zyskaliście na pierdolnięciu. Innymi słowy wasze koncerty to jeszcze ciekawsza rozróba niż było wcześniej. Mimo to zbyt często nie koncertujecie. Dlaczego? Bo chyba nie zraziliście do siebie organizatorów? (No chyba, że ciągle jesteście w trasie a ja mam gówniane źródła.)

B: Powiem coś co zapewne nie spodoba się wielu, ale jednocześnie zaznaczę iż mam to głęboko w chuju. Sramy na gówniane koncerty gdzie nie ma sprzętu, dobrej sali a organizatorem jest młody pijaczek, który przesiaduje w lokalu i tak sobie pomyślał. Wymagamy niezbędnego minimum, i nie chodzi tu o nas a o lud który ma usłyszeć dobrą muzę i zobaczyć niezły show, a nie pierdzenie na beklajnie i światło, które właścicielowi lokaliku mama pożyczyła bo ma wolne w biurze. Jest sprzęcicho – jest zabawa. Także, my po prostu wiele olaliśmy z premedytacją. Do tego zauważyłem, że takie sztuki klubowe często gorzej wychodzą niż kurwa ja pierdole. Wiesz jak jest w metalu, jest band, jedziemy się najebać, zagrać kompromitującą sztukę, a po z kolegami podjurgamy się przy piwku i podniesiemy samoocenę. Oczywiście nie słusznie.

Robilismy tak – żeby nie było – ale już sramy na takie akcje. Jak mamy zagrać koncert to ma być zajebisty, bo inaczej będę wkurwiony, a jak i tak jeździmy za swoje, to ma być zajebiście tysiąc;) Skupiliśmy się na dobrych supportach, i raz na jakiś czas koncertach w średnio dobrych klubach.

A tak naprawdę to ciągle jesteśmy w trasie a ty masz gówniane źródła.

K: 10 lat włóczymy się tu i tam. Pierwsze 5 lat praktycznie wszyscy graliśmy na bani tudzież w innych miejscach niż nam się zdawało. Ja na przykład kiedyś grałem w babilońskim zikkuracie. To był Rzeszów jak się okazało. Szanujemy wszystkich naszych 6 fanów i nie chcemy już, żeby płacili za takie gówno. Dalej chcemy być scenicznymi sułtanami żenującego swingu, ale teraz lubimy jak się tam muzycznie wszystko zgadza. Jak nam fajnie wyjdzie. Jak słychać co te gitary grają i słychać słowa i mocny rytm. Nie jesteśmy muzykami z przez duże Wodecki, ale wiemy co zrobić, żeby brzmiało i żeby było dobrze, ale do tego potrzebny jest sprzęt i jakieś minimalne warunki na scenie i za nią. Nie stać nas na to żeby zapewnić to za każdym razem we własnym zakresie.

A tak naprawdę to ciągle jesteśmy w trasie a ty masz gówniane źródła.

W prasie huczy od plotek, że kombinujecie nową płytę. Jest szansa, że ukaże się jeszcze w tym roku (co by żurnalisty mogły o was pisać jacy to regularni jesteście)? Macie już wydawcę, czy może znów zaczniecie od udostępnienia mp3 i bookletu w stylu „zrób se sam”?

B: Nowa płyta jest już wykombinowana, zajęła nam trochę czasu. Na tą chwile wiemy, że całość pod roboczym tytułem – Throglodythor – zostanie zarejestrowane w kwietniu o Jacka Młodochowskiego. Nie będziemy na pewno udostępniać mp3 a płytę wydamy. Rozmowy trwają i mam nadzieję, że zakończą się pozytywnie. Jednak nauczony doświadczeniem, oraz będąc wyruchanym przez cesarza metalu, nie powiem dopóki papierka nie zobaczę. Sama płyta będzie, powiem skromnie, kurewsko ciężka brutalna i oczywiście zajebista.

K: Regularni jak w piwiarni i figlarni jak w palarni.

Czego tym razem możemy się spodziewać? Pytanie naturalnie dotyczy zarówno warstwy muzycznej jak i tekstowej. O koncepcji graficznej, ewentualnych gościach też się każdy chętnie dowie.

B: Muzyka jest nieco inna, brutalniejsza. Sama płyta jest tym razem spójna, nie ma jaj muzycznych – chyba że ja się już tak przyzwyczaiłem, jest za to kawał metalu. Tekstów nie znam i tym razem ich nie piszę, zajmą się tym specjaliści przez duże ż, wspomagani przez druha boruca aTamana. Kiwi więcej powie bo mi się nie chce.

K: Kiwi powie, że płyta miała być bardzo rockowa, ale w połowie prac jakoś zaczęły powstawać numery dużo cięższe i nie kleiło się to razem. Złapaliśmy floł na stare metalowe granie, na jakim się chowaliśmy i tak się cała płyta napisała. Rockowe numery schowaliśmy do szuflandii bo były bardzo dobre. Może będę na piątą a może na dziewiątą. Tym razem mniej będzie punka i rocka a więcej starego defmetalu czy traszu ale nie do końca w powszechnym tych słów zmęczeniu . Ataman napisał już cały stek z frytkami tekstów, takich jak „Bulwar zachodzącego stolca”, „Obszerna wieczerza, „Gad”, „Nie atakuj flakiem”, czy „Pojedynek zakochanych księży”, ale nie wiem czy je wykorzystamy. Wszystko zależy od wyników burzy bezmózgów naszego ansamblu liryczno-wokalnego. Na razie z gości są tylko ości. Zjadł ich troglodythor.

Metalowy archiwista podpowiada, że w tym roku obchodzicie 10 latek. W tym miejscu możecie wstawić listę oczekiwanych prezentów. I nie krępujcie się – kierownictwo ChaosVault obiecało nie skąpić grosza na swych ulubieńców (najwięcej ma rzucić ten garbus w czapce co faka ludziom pokazuje).

B: Ja chce święty spokój i beyonce na gałe.

K: Ja kcę am.

B: Pasztetowa – królowa wędlin.

Jako że prezenty wręczane będą na imprezie, darczyńcy z pewnością chętnie poznają jej szczegóły. Czyli konieczna jest informacja, gdzie mają swe dary przynieść, a także kto umili im spożywanie trunków gdy się już ciężaru pozbędą.

B: Informacja pojawi się w drugim kwartale tego roku. Albo nie – do wyboru.

K: Nie szykujemy niczego wielkiego, bo pewnie nie będziemy mieli czasu nawet zagrać paru prób, a poza tym po tych przezajebistych 10 latach starszej połowie Cremastera jest się lekarskie sondy plątają w środku, ale na pewno zagramy w dobrym towarzystwie długi fajny set z numerami z wszystkich materiałów, zjemy kebab u Turka, zagramy w Chińczyka, strzelimy parę Rusków i Francuza, a następnie po angielsku się ulotnimy. Prawda jest taka, że tak z rok temu doszliśmy do wniosku z Badhedem, że warto było jebać se zdrowie, żeby grać w tym zespole. Robimy to tylko dla przyjemności, dla siebie i nie oczekujemy kompletnie nic i będziemy se grać jeszcze długo i chuj! Zadziwiające jak ten grzyb wiele tłumaczy.

B: Jak Kiwi coś powie, to nie ma bobra w tamie.

Interesuje was cała ta prasowa otoczka – recenzje, wywiady, relacje z koncertów? Czytujecie co o was piszą czy szkoda wam na to czasu? W przypadku opcji numer jeden może macie jakieś ulubione recenzje / wywiady, o których warto wspomnieć, czy wręcz przytoczyć najsmakowitsze kąski?

B: Osobiście przestałem się tym interesować w ogóle. Nie mam czasu na pierdoły;)

K: Kiedyś się bardzo interesowałem. Teraz to nawet nie wiem gdzie szukać. Nie znam e-zine’ów, forów ze dworów itp. Jakby mi ktoś przysłał to bym chętnie przeczytał, ale żeby szukać to nie. Nie zależy mi na uznaniu piżmaków, za to lubię szczere opinie kolegów z innych zespołów. Są fałszywe jak całun turyński i szkliste oko Jahwe coś wbiła młot.

Jednym z poruszanych przez was tematów jest sam metal. Z jednej strony dostało się już od was między innymi heavy czy black metalowcom, jednak z drugiej „z Husarii Metalowej wywodzi się nasz ród”. No właśnie, czym dla was jest ta muzyka oraz cała jej otoczka?

B: Nie wiem. Chciałem powiedzieć, że gram rock and rolla, ale zbyt dużo pederastów metalowych nadużywa tego słowa więc nic nie powiem. Sram na metal metalowcem będąc.

K: Metal to je dla Kiwiego każda minutą dnia i każdą mineta dna. Jedyna rzecz, która nie wkurwia Kiwiego. Przez całą resztę gówna Kiwi nabawił się mówienia o sobie w trzeciej osobie. Prawie nie słucham rocka, poza nielicznymi wyjątkami, metal uber aloes. A cała ta drętwa subkultura i w dużej mierze ludzie, którzy ją dziś definiują to jakiś żart, przy którym nasze najgorsze występy to majstersztyk. Poza tym nie uważam Cremaster za zespół metalowy, jak zechcemy nagramy Bugi ługi.

To wyczerpuje listę mych pytań. Jeżeli macie taką potrzebę możecie tu jeszcze chwilę po przemawiać do ludu…

B: Trzeba powiedzieć, Panowie, że mamy pośród nas nie tylko wybór utalentowanych mówców, ale i nieustraszonych przywódców. Nie wybieramy młodych ludzi jedynie dlatego, że są utalentowani intelektualnie, jak niegdyś. Był to czas, gdy wielu utalentowanych młodych ludzi sadzano w kącie. Nauczyciele stosowali metodę posyłania do kąta jako formę zemsty, gdy utalentowany uczeń ich konfrontował.

Panowie, nie jest to po prostu kwestia edukacji naukowej, ale także metoda spoglądania na charaktery chłopców – ich postawy, twardość, zalety przywódcze, ich tak zwaną zdolność bycia „prowodyrem”, z których wszystkie rozwijają się wcześnie. Wszystko to trzeba brać pod uwagę obok ich zalet intelektualnych. Patrząc na młodzieńca, czasem trzeba przyznać, że jest utalentowany; rzeczywiście preferuje on, przynajmniej momentalnie, boksować się lub robić podobne rzeczy, gdyż najlepsze oceny uzyskuje z wychowania fizycznego; po prostu nie jest dobry z innych przedmiotów.

K: „Mądrego to aż miło słuchać” – odrzekł naród.

Autor

4 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *