Christian Mistress: „Jestem fanem metalu jako całości…”

Szczerze, to nie jestem zadowolony z wywiadu. Gitarzysta Oscar nie był zbyt rozmowny, bardziej rozgadana była Christine – wokalistka, ale ona udzielała się mało. I weź tu człowieku promuj młode zespoły. I znów muzyka musi bronić się sama. Mkej, przed Wami heavy metalowi debiutanci z Christian Mistress.

Oracle: Na początek powiedzcie mi ile macie lat? Wiem, że w Christian Mistress jest kobieta więc to pytanie może jest trochę niegrzeczne, ale słuchając Waszej muzyki czuję wyraźnie głębokie lata osiemdziesiąte, hehe. Więc zgodnie z moimi kalkulacjami musielibyście mieć koło pięćdziesiątki, haha…

Oscar: Jesteśmy dziećmi lat osiemdziesiątych, więc czasem faktycznie czuję się jakbym miał pięćdziesiąt lat. Od względem wieku różnimy się trochę w zespole, Ryan jest na przykład najmłodszy.

O.: Pytam, bo po odpaleniu „Agony & Opium” odjechałem na przejażdżkę do czasów kiedy takie kapele jak Raven, Iron Maiden, Motörhead czy Angel Witch wydawały swoje debiutanckie krążki. Czytałem w Waszym bio, że zaczynaliście jako cover band, jakich kapel przeróbki zrobiliście?

Oscar: Zastanawiam się jaką Ty biografię czytałeś? Nigdy nie byliśmy cover bandem. Lubię wszystkie kapele, które wymieniłeś, ale nie graliśmy żadnych ich coverów, jedynie „Teen Archer” Blue Oyster Cult.

O.: No taką od Waszej wytwórni, jakbym nie wywalił to bym Ci udowodnił… chyba… Dobra, co według Was jest takiego specjalnego w NWOBHM czy w ogóle w starym metalu? Dziś widać, jak potężny wpływ ma ten gatunek, właśnie dzięki takim kapelom jak Wy na przykład.

Oscar i Christine: To zawsze był mocny gatunek, tylko ostatnio bardziej jest to zauważalne – i jest to zainteresowanie zasłużone. Ponadto, to naturalne dla zespołów, że skądś biorą swoje inspiracje, więc – tak, gramy typ metalu jaki najbardziej lubimy. Nie uważamy się jednak za zespół „nawrócony” na tą muzykę, bo słuchamy jej od samego początku.

O.: Się chwali. Okej, Waszym pierwszym wydawnictwem było kasetowe demo – rzecz niezbyt często spotykaną niestety. Widzisz, ludzie nie chcą się przemęczać i wolą wypuścić demo w formacie CD-R… Więc jak – wydaliście to demo na taśmie, by pokazać Wasze przywiązanie do oldskulu, czy to tylko tania sztuczka, haha?

Oscar.: Bynajmniej żadna tania sztuczka. Poza tym CD-R wygląda jak gówno i do tego przeskakuje! Taśma była dla nas najlepszą opcją, a do tego zaakceptowaną przez fanów, więc wybraliśmy ten właśnie sposób. To był dobry wybór.

O.: Nie przeczę, hehe. Rzeczone demo zawiera cztery numery, ale tylko „Poisonous Path” znalazło się później na debiucie. A co zresztą kawałków, dlaczego one się nie ukazały na tym albumie? Planujecie jakieś wznowienie może?

Oscar: Dobre pytanie [w końcu jakaś pochwała, hehe – przyp. Oracle]. Powodem, dla którego tamte kawałki nie pojawiły się na „Agony & Opium”, było to, iż nie pasowałyby one do reszty albumu. Kawałki pisane były z pewną intencją, są tu pewne tematy, które wiążą je wszystkie razem. „Poisonous Path” pasowała, bo ma bardzo brudną melodię.

O.: Szkoda, że na pytanie odpowiedziałeś częściowo tylko. Pomiędzy Waszym demo a Waszym debiutem wydaliście również singiel „Mother Of Mercy/The Hereafter”. Co możecie o nim powiedzieć? W mojej opinii to kolejny czynnik, który łączy Was z podziemiem, wszak dawniej takie wydawnictwa były niezwykle popularne…

Oscar: Przewidywania odnośnie tych wydawnictw sporo się zmieniły. Trudno znaleźć mi ten łączący czynnik, gdyż obie piosenki były dla mnie nowe. W przypadku epki „The Mother Of Mercy” było nowym numerem, natomiast „The Hereafter” jest naszym najstarszym kawałkiem. Tak te numery jak i je od demówki dzielą lata świetlne.

O.: Nie wiem, nie słyszałem. Christian Mistress – podoba mi się Wasza nazwa, dość oryginalna. Kto był jej pomysłodawcą, jak i założycielem całej kapeli? Innymi słowy, streść dotychczasową historię kapeli, jej genezę i genezę szyldu. Wiem, że to może być nudne, ale jak już będziecie sławni jak Iron Maiden to przestaną Was tym nudzić, hehe.

Oscar: Ryan i ja zaczęliśmy pracować nad projektem gdzieś w 2007 roku, ale dopiero na przełomie listopada i grudnia 2008 skompletowaliśmy solidny skład z Reubenem, Christine i Johny’m. Reuben wymyślił też nazwę i oto jesteśmy!

O.: No faktycznie, krótka historia, hehe. A jak z tytyułem longpleja – „Agony & Opium”? Zaryzykuję i powiem, że ma to coś wspólnego z religią, jeśli weźmiemy pod uwagę słynną sentencją Karola Marksa, a także tekst do kawałka „Home Of The Sun”…?

Christine: Tytuł „Agony & Opium” zaczerpnęliśmy z opisu rzeki autorstwa Antonina Artaud’a – „rzeki, która spływała kolorami agonii i opium”. Artaud opisywał scenę średniowiecznej plagi, kiedy to ciała były poukładane w piramidy, zaś próżność ludzka nie rozwinęła się jeszcze w zewnętrzne oznaki plagi, niemniej jednak przemieniła się już w niewidzialne, wewnętrzne oznaki, jak pogarda dla ich umęczonych chorych umysłów. Lubimy religijne tematy, ale w żadnym wypadku sami nie jesteśmy religijni. „Home In The Sun” opowiada o niezakończonej miłości, potępieniu i walce o to, by robić to co jest dla Ciebie najlepsze, niezależnie od tego, iż jest to nieakceptowalne przez większość społeczeństwa.

O.: No i wszystko jasne, szkoda, że Christine nie odpowiada w większości na wywiad, bo ma gadane, hehe. Okej, już mówiłem, że Wasza muzyka ma świetny feeling starej szkoły heavy metalu, zwłaszcza w pracy gitar, zapadających w pamięć riffach. Jaka jest Wasza recepta na pisanie takich świetnych, chwytliwych utworów jak na przykład „Desert Rose”?

Oscar: Nad „Desert Rose” pracowaliśmy jako zespół, było wówczas mnóstwo zewnętrznych wpływów, gdyż w zasadzie nie byliśmy wtedy jeszcze muzykami. W zasadzie ta piosenka powstała bardzo naturalnie. Uczyłem się grać na gitarze słuchając heavy metalu i ciężkiego hard rocka, nie mogłem się więc pozbyć tych naleciałości!

O.: Słychać. Kolejnym jasnym punktem jest głos Christine – gardłowy, surowy, ale jakże świetny. Często jesteś porównywana do Bonnie Tyler, haha? I tak na marginesie, czyż to nie paradoks, że wielu metalowych śpiewaków wydziera się jak baby, zaś Christine ma bardzo mocny głos i brzmi to świetnie, hehe?

Oscar: Głos Christine jest potężny i świetnie uzupełnia się z naszym zespołem. Było już wiele porównań i wątpię, czy któreś kiedyś będzie odpowiednie.

Christine: Dzięki, a mój głos wydaje się jeszcze ostrzejszy podczas koncertów niż z płyty. Wiele rzeczy zmieniam i nigdy nie wydaje mi się, że coś musi być zagrane właśnie tak jak na płycie.

O.: Jedyne, czego nie lubię na Waszej płycie, to to, iż jest ona za krótka, haha. Po sześciu numerach słuchacz ma wciąż ochotę na więcej. Nie woleliście wydać jej kilka miesięcy później, ale już z większą ilością utworów? Czy może było to niezależne od Was?

Oscar: Na nowym albumie chcemy zamieścić większą ilość utworów. No a „Agony & Opium” jest tylko minutę krótsza od „Reign In Blood”.

O.: No tak, długość albumu zaczyna iść w parze z długością wypowiedzi. „Agony & Opium” wyszło nakładem 20 Buck Spin, labelu, który nie specjalizuje się w wydawaniu klasycznego heavy metalu. Jak duże znaczenie dla podpisania kontraktu miało to, że zarówno Wy jak i label wywodzicie się z jednego miasta?

Oscar: Przyjaźnimy się z Davem, no i chciał on wydać naszą płytę, bo lubi nas. Ponadto łatwo się z nim komunikuje, bo mieszkamy ze sobą drzwi w drzwi.

O.: Nie macie ani strony www ani profilu na MySpace. Dlaczego? Wszak w dzisiejszych czasach to dość niecodzienne. Ale od czasu do czasu używacie internetu, hehe?

Oscar: Już mamy stronę – www.christianmistress.com, no i wydaje mi się, że odpowiadam na ten wywiad przez internet. Mamy inne podejście do pewnych spraw, wolimy nagrywać muzykę czy grać koncerty niż umieszczać się na MySpace.

Christine: Wydaje mi się, że przed komputerami wszystko było łatwiejsze. Ale wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi – kwestia gustu. Brak własnego profilu na tych wszystkich portalach jest dla nas bardzo relaksujące, by być szczerym. W ten sposób zyskujemy prywatność. To nie jest tak, że myślimy „nie mamy majspejsa, ot nasza filozofia”, ale z drugiej strony nie mamy już takiej strony od jakiegoś czasu i w zasadzie nie potrzebujemy jej. Nie mówię, że zawsze tak będzie, ale na razie nie jest t potrzebne.

O.: A co myślicie o odrodzeniu gatunku dzięki takim kapelom jak Enforcer, Cauldron, Wy i wielu innych? Myślisz, że to chwilowy trend, który będzie zapomniany po dwóch – trzech latach, czy coś nowego, prawdziwego w heavy metalu?

Oscar: Nie wiem, co przyniesie przyszłość dla tych zespołów. Właściwie, gdy uważam, że coś jest trendem to albo go olewam, albo w ogóle nie zauważam. Trudno powiedzieć.

O.: Widziałem, że kilkoro z Was gra w innych kapelach, niekoniecznie klasycznych metalowych, raczej death metalowych i thrash metalowych. Czyli lubicie również i te brutalniejsze odmiany muzyki?

Oscar: Nawet uwielbiamy! Uwielbiam death metal czy black metal z lat dziewięćdziesiątych a także inne odmiany ciężkiej muzy. Jestem fanem metalu jako całości, to dlatego gramy muzykę!

O.: A powiecie mi jaki album metalowy kupiliście jako pierwszy? I który ostatni? A czy jest jakiś album, który uważacie za przeceniany w historii metalu? Wiesz, taki przed którym wszyscy klękają, a Wy uważacie że to kupa, nic ponadto, haha?

Oscar: Ukradełm „Kill ‚Em All” z biblioteki gdy miałem trzynaście lat [co Wy w tej Ameryce w bibliotekach macie?! U nas mamy „Złote Myśli Jana Pawła II” albo „Karol Wojtyła – największy Polak”…], zaś ostatnim jest „Taken By Force” Scorpions. Przecenione płyty??? Raczej nic nie przychodzi mi do głowy.

Christine: Jedynka Manowar była pierwszym, a Midnight „Berlin” tym ostatnim.

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *